Corona, zwolnienie lekarskie i samo życie 

Cześć wszystkim,

Od ostatniego postu minął kawał czasu, a ja wypadłam z rytmu i nie mówię ze wróciłam, ale jestem TERAZ, na chwilkę tutaj wpadłam. :)

Mam nadzieje, ze u Was wszystko dobrze, ze nie chorujecie, pracujecie i idziecie do przodu. Ja sie bardzo staram i choc nawet mi to wychodzi, to po ostatnich miesiącach - wymiękam! Zycie daje kopa i to czasami wychodzi nam na dobre, ale w moim przypadku troche podupadłam na zdrowiu.

Mialam ciężki czas. Sprawy rodzinne, moje zdrowie, psychicznie ciezka praca i obecna sytuacja w swiecie mnie juz przerosly... Bylam na zwlonieniu lekarskim przez cały grudzien. Po czym wróciłam spowrotem do pracy, staralam sie znaleźć rownowage (yoga, spokoj, wyciszenie - myślę "dam rade"!) i żyłam tak troche spokojniej, az do tej niedzieli. I wszystko wróciło.

Przed chwilą wrocilam od "specjalisty", głowie sie i szukam w google jak mam go nazwac po polsku. "Naprapat" w języku szwedzkim, ale jak Wam to przetłumaczyć? Nastawil mi kręgosłup, kark, wymasowal mięśnie szyi itp, no i dał mi w kość... i zobaczymy czy mi to cos da. W następny czwartek mam kolejna wizytę. Marze zeby juz isc na spacer, na silownie i do pracy jak czlowiek... (!) i zyc. Nie powiem juz o podróżach, teskno mi za Polską i tak bardzo tęsknie za tym "przed-coronowym" sposobem życia.

Wyżalić sie jest dobrze, lepiej niz siedzieć cicho. Dlatego zapraszam Was do komentowania :)


Miłego dnia Wam życzę!



[zdjęcie ze spaceru po „plaży”]

Polubienia

Komentarze