#ZOSTAŃWDOMU

Akcja #zostańwdomu już obiegła prawie cały świat. Szczerze? Nie przyszło by mi to nigdy do głowy, że będę żyła w czasach epidemii czy pandemii. Nawet nigdy nie zagłębiałam się w takie tematy. Jednak to czas, aby wszystko w swoim życiu przemyśleć. Wiele osób pisze, że przecież nic nikomu w życiu złego nie zrobili i za jakie grzechy przyszło im tak żyć. Niestety wirus nie wybiera, nie patrzy czy jesteś dobrym człowiekiem który dbał o rodzinę i bliskich, czy też jesteś człowiekiem który zaniedbywał wszystkich dookoła w tym wszystkim również siebie. Nie analizujmy takich rzeczy, nie zagłębiajmy się w tematy religijne "wszystko wina Pana Boga bo nas karze za to jakimi jesteśmy ludźmi" - jak traktujemy planetę i tak dalej. Jest to naprawdę zbędne. Doszukujemy się wszyscy czy ten wirus jest puszczony przez złych ludzi, czy może po prostu się pojawił i nikt nie wie skąd. Jest tyle teorii... Mnie osobiście pęka już głowa. W internecie i wszystkich mediach społecznościowych, aż huczy od wpisów na temat koronawirusa.

Osobiście bardzo rzadko co do takich informacji wierzę czy też się obawiam, gdy zobaczę coś udostępnionego na facebooku. Sama przyznam Wam się, że gdy koronawirus pojawił się w chinach byłam do tego nastawiona z dystansem. Po prostu nie wierzyłam w niektóre informacje a na pewno się nie bałam. Nie bałam, nie obawiałam, nie stresowałam, nie martwiłam się... Sytuacja dotknęła mnie dopiero tak naprawdę, gdy dotarło to do Włoch. We Włoszech mam Babcię i szczerze? Dopiero wtedy zaczęłam się martwić- pomimo tego, że sama Babcia mnie uspokajała i mówiła, że to głupota bać się tego wirusa, że na pewno nie jest, aż tak źle. Z momentem, gdy zrażonych oraz zgonów we Włoszech było coraz więcej po prostu zwyczajnie zdałam sobie z tego sprawę, że jest to już bardzo blisko nas.

Zdałam sobie sprawę, że to już nie jest śmieszne

- Tak nie ukrywam, śmiałam się. Śmiałam się z całego wirusa a raczej z tych głupich memów które pojawiały mi się na facebooku czy instagramie. Śmiałam się do momentu aż, nie dotarło to do Włoch. Później już tylko martwiłam się o Babcię i bliskich. Nie zdawałam sobie również sprawy z tego, że tak szybko to do nas dotrze. Szczerze? Myślałam, że minie kilka miesięcy... dobre kilka miesięcy a z tyłu głowy nawet miałam nadzieje, że stanie się cud i nie będziemy musieli w naszym Państwie gościć koronawirusa. Chociaż, jednak mimo wszystko wiedziałam, że Włochy są za blisko nas. Przede wszystkim miałam świadomość, że my Polacy częściej wyjeżdżamy do Włochy w czasie urlopu czy sprawach biznesowych niż do Chin, Wtedy pojawiła się ta myśl, że czas aby się przygotować na najgorsze. Najgorszy scenariusz który miałam w głowie przez wszystkie filmy o końcach świata, o wymieraniu ludzkości, o jakiś zagładach ludzkości po prostu przewinęły mi się w myślach i niestety część z nich powoli wchodziło w życie a niektóre nawet szybciej niż się spodziewałam. W ogóle to ja jestem okropną panikarą,

Oczywiście wparowałam do rodziców i powiedziałam, że czas abyśmy zrobili większe zakupy żeby unikać sklepów i dużych skupisk ludzi. Oni akurat się ze mnie standardowo śmiali. Powiedzieli, żebym nie panikowała- czyli dosłownie standard. Osobiście wybrałam się na zakupy i kupiłam to co najważniejsze- Szczerze, na tamten moment jeszcze nie było tej całej afery w mediach, że mogą zamknąć sklepy. Mnie to oczywiście przeszło przez myśl no i nawet wzięłam to pod uwagę. Ja oczywiście z naturą panikary zaczęłam robić zakupy już dobry tydzień przed całą aferą w mediach i całym szokiem ludzi którzy rzucili się dosłownie na sklepy. Tak więc na całe szczęście uniknęłam tego całego wyjścia do sklepu i pomimo, że jeszcze pierwszego dnia wybuchu w mediach chciałam zrobić jakieś małe zakupy bo poszły informacje, że mogą pozamykać sklepy spożywcze typu kaufland, biedronka i tak dalej. Z uwagi na to, że jednak w takich marketach jest taniej niż w osiedlowych sklepikach chciałam dokupić kilka rzeczy niezbędnych do posiłków które zaplanowałam na cały tydzień. Niestety zrezygnowałam z zakupów. Zrobiłam szybkie małe zakupy w netto gdzie w kolejce było 5 osób ( u nas w netto to i tak bardzo duża liczba jak na kolejkę do kasy) ale wychodząc z tego netto , gdy spojrzałam na parking Kaufland, Rossmanna po prostu się przestraszyłam. Naprawdę, tych ludzi było pełno, ludzie biegali, wyjeżdżali 2/3 wózkami ze sklepu, Na parkingu i przed sklepem działo się coś okropnego, nie chciałam nawet wiedzieć co się dzieje w sklepie. Dosłownie jak w filmie. Wy też pewnie doświadczyliście tego. Ten widok nie jest na pewno Wam obcy na ten moment.

Musimy nauczyć się z tym żyć...

Niestety takie czasy, ciężko mi to przechodzi przez gardło, ale musimy nauczyć się z tym żyć. Jesteśmy Wszyscy bez wyjątku w ciężkiej sytuacji, jedni mają gorzej drudzy trochę lepiej. W niektórych Państwach zgony są już liczone w tysiącach... Zresztą sami wiecie, przecież na pewno śledzicie statystyki i wszystkie raporty. Ja wiem, że osób znacznie więcej umiera na raka, grypy, malarie czy popełnia zwyczajnie samobójstwa albo ginie w wypadku samochodowym. Każdy kto w tym momencie czyta o koronawirusie, na pewno trafi również na wpisy gdzie całkowici przeciwnicy całego wirusa podpierają się statystykami i porównują naszą śmierć na zasadzie wygranej w totka- tak to nie żart chociaż chciałaby, aby tak było. Niestety ludzie wymyślają niesamowite rzeczy... Nikomu nie narzucam swojego myślenia, nikomu nic nie zabraniam i nie rozkazuje. Chciałam tylko napisać ten wpis. Wiecie dlaczego? Dlatego, że mój blog to miejsce do którego często wracam, jest to taki mój drugi dom. Bardzo dużo osób porzuca swoje blogi w erze Instagrama po to, aby nawiązywać współprace jako influener- nowy autorytet w naszym XXI wieku. Uważam mimo wszystko, że instagram to głównie zbiór zdjęć z krótką bardzo krótką treścią często tak naprawdę opierająca się na polecaniu produktu, czy też na zwykłych hasztagach... Ale ponoć Jesteście wpływowi? to czemu tak wiele z tych osób dalej nie stosuje się do zasad panujących. Niby trąbią, że musimy uważać, zostańmy w domu, a tak wiele już widziałam u nich spotkań w celu nagrywania nowych filmów na youtube. Co gorsza mają po tysiące, setki tysięcy niektórzy miliony obserwatorów. A mimo wszystko, nie dają żadnych przykładów jak zachować się w tej sytuacji, jak pomóc swoim obserwatorom przejść przez tą całą akcje #zostańwdomu. Chociaż wiadomo, nie mówię tu o wszystkich. Wiele osób które gdzieś tam są popularne w internecie dużo robią dla całej sprawy nawet za pomocą tylko instagvrama. Tylko jak trzeba zauważyć, zazwyczaj są to osoby które coś robią po za dodawaniem tylko instastory czy wpisów na instagrama o krótkiej treści. Mnie akurat Instagram nigdy nie zastąpi tego wpisu na bloga. Bloga mam po prostu od zawsze, nie pamietam życia bez bloga. Jest to takie moje zainteresowanie od zawsze. Nawet jeżeli nie ma mnie przez jakiś czas tu, nie dodaje nic to nie znaczy, że zapomniałam o tym moim blogu na którym po prostu uwielbiam być. Zawsze miło do niego wracam, a teraz gdy już otwarcie poruszam niektóre kwestię i nie boję się wypowiadać, to jest jeszcze bardziej przytulnie. Dosłownie jak w domu. Instagram jest niestety dla mnie za banalny, swojego czasu to chciałabym nadmienić, że mój instragram był tylko prywatny i tylko dla znajomych. Nie miałam na instagramie nikogo po za znajomymi. Lecz przekształciłam go w instagrama publicznego na potrzebę bloga i lepszych zasięgów, zapowiedzi wpisów takich tam rzeczy. Głównie po prostu traktuje go jak rozszerzenie zasięgów (ale o tym napewno napiszę niebawem osobny wpis poświęcony na Instagram). No cóż, tak właśnie to wygląda. Jednak chce wrócić do sedna. Wpis na blogu odnośnie koronawirusa jest po prostu dla mnie, jako autorki bloga bardzo znaczący. Nie wątpie, że zapomnę kiedykolwiek o tym okresie w swoim życiu, ale mam nadzieje, że gdy kiedykolwiek będę miała "dzień problemu, dzień narzekania" to wejdę na swojego bloga i przypomnę sobie jak pięknie jest w tym momencie ( gdy już wróci chociaż część naszej codzienności do normy ), jak mało powodów do narzekania, jak wiele teraz mamy ograniczeń i zmian w naszym życiu. Tak więc z tego miejsca chciałabym podziękować każdemu kto zrobił cokolwiek w kierunku akcji #zostańwdomu i nagłaśniał sprawę na instagramie, blogu czy youtubie i innych mediach społecznościowych. Razem możemy znacznie więcej. Musimy stosować się po prostu do panujących zasad w obecnych czasach.

Własnie dlatego chce, aby na moim blogu pojawił się ten " nudny " post. Ten wpis o treści już do obrzydzenia o naszym sławnym koronawirusie, ten wpis o całej tragedii jaka nas dotknęła. Chciałabym póki co nauczyć się z tym żyć. Wam też doradzam. To potrwa znacznie dłużej niż nam nie wydaje. Gdzieś natknęłam się na wpis pewnego Pana który wyraźnie napisał nie łudźmy się, że potrwa do 2-3 miesiące. Wirus z nami będzie dopóki nie będziemy mieć na niego szczepionki bądź leku. Wirus zapewne zostanie z nami na zawsze, a w najlepszym wypadku na przynajmniej półtorej roku do dwóch lat. Nie walczmy ze wszystkimi, nie walczmy miedzy sobą, nie walczmy z policją która już niestety wlepia mandaty każdemu w ilościach hurtowych z tego co oczywiście widzę w postach znajomych ( tak wiem, nie wszystko jest zgodne z prawem, zawsze możemy mandatu nie przyjąć jeżeli oczywiście działamy zgodnie z prawem. Z drugiej strony nie sądzę, że Pan na spacerze z psem w obrębie 200m od domu dostaje mandant. Jest to nowa sytuacja dla Nas wszystkich również dla policji. ) Ja również mam psa i również z nim wychodzę, a osobiście się nie spotkałam z żadnym policjantem który by mi zwrócił chociażby uwagę. Mój pies akurat potrzebuje troszkę dłuższych spacerów jest to zwariowany Cocker Spaniel który wierzcie mi, jest nie do wytrzymania w domu jeżeli nie odbędzie spaceru chociaż 20 minutowego. Teraz w obecnej sytuacji nawet nie spuszczam go ze smyczy, żeby się wybiegał i dał żyć w domu haha. No cóż mam właśnie nadzieje, że gdy wszystko powoli zacznie wracać do normy. To spacer z moim psem nawet godzinny, gdzie będzie cały ubłocony i brudny, ale będzie tak samo szczęśliwy jak ja na tym spacerze, że mogę patrzeć na niego jak biega z jęzorem wywieszonym. To były takie normalne rzeczy, takie zwykłe codzienne. A przyznaje się bez bicia, ile razy jeszcze na tego mojego rudego postrzeleńca krzyczałam, że jest taki brudas, że jak teraz do samochodu takiego brudasa wsadzę, że wszystko w domu będzie brudne no i że muszę jeszcze go wykąpać na dodatek. Teraz? Wiem, że nie ma co narzekać, nie ma co się denerwować o niektóre rzeczy, bo przyszedł czas w którym po prostu za tym tęsknie.

W marcu jedna z moich Najlepszych Przyjaciółek obchodziła swoje kolejne urodziny i wiecie co? Nie było jeszcze zakazów zgromadzeń, nie było jeszcze takich wprowadzonych zaostrzeń, ale zdecydowaliśmy wspólnie, że te urodziny po prostu odpuszczamy i odbijemy sobie po prostu w innym czasie. Pierwsze urodziny mojej przyjaciółki od kiedy tak naprawdę się znamy spędziłyśmy osobno. Nie zawsze robiłyśmy super imprezy z okazji urodzin, ale chociaż na chwile byłyśmy w stanie się spotkać. Moich przyjaciół już nie widzę dobry 3/ 4 tydzień wybaczcie, ale straciłam poczucie czasu przez całą akcje #zostańwdomu , nie ukrywam, czasami coś sobie przywozimy typu maseczki, czy inne rzeczy które miałyśmy u siebie. Widzimy się wtedy na 3 minuty w zachowanej odległości 2m. To niestety nie zaliczam do spotkań z przyjaciółmi. Cholernie tęskni mi się za naszym powitalnym buziakiem w policzek czy też za uściskiem, przy którym towarzyszył nam uśmiech i radosne "HEJ".

Musimy nauczyć się również żyć z tym, że jeżeli sami o siebie nie zadbamy to nikt po za rodziną i najbliższymi za nas tego nie zrobi. W momencie przypadku koronowirusa w Polsce ogarnęła Nas wszystkich konkretna panika. Nikt nie wiedział jak się zachować, a jeszcze jak sie dowiedzieliśmy, że u Nas, w moim mieście jest juz pierwszy przypadek przerażenie było niesamowite. Ja osobiście jestem z charakteru bardzo wyrozumiałą osobą i wbrew pozorom jeśli własnie chodzi o pracę i obowiązki to czasami biorę na siebie za dużo. Tu dlatego również chce poruszyć temat jak wiele się zmieniło w moim życiu i z jakimi na ten moment borykam się problemami. Nie poruszam tego tematu oczywiście dla debaty, czy też dla jakiegoś obrażania kogoś, absolutnie. Chce tylko poruszyć temat w jakiej sytuacji zostałam postawiona i szczerze? Zostałam pozostawiona sama sobie. Bo niestety ani mój Pracodawca, ani moje kochane Państwo nie jest w stanie mi pomóc z niczym. Kompletnie z niczym... Nie należy mi się nic, aby żyć. Dlatego ten wirus tak bardzo również dotknął mnie psychicznie. Nie miałam możliwości pracy zdalnej, a moja umowa to zwykła śmieciowa umowa zlecenie. Raczej ogólnie zawsze wybieram opcje umowa o prace, ale w mojej sytuacji aktualnej w której stałam się przedsiębiorcą umowa o prace na etat czy pół etatu po prostu nie wchodzi w grę. Umowa zlecenie była po prostu jak dla mnie w tamtym momencie i w tym również gdyby pominąć koronawirusa najbardziej elastyczna. Nie miałam narzuconych ilości godzin, nie musiałam wyrobić przykładowo godzin jak na etacie, a to ja bardziej podawałam swoja dyspozycyjność. No wiadomo, jak to zwykle bywa na takich umowach. Dodam, że jeszcze weekendowo uczęszczam do szkoły. Wiadomo w zaistniałej sytuacji też, mamy naukę zdalną i materiały na stronie... Oczywiście gdyby nie fakt koronawirusa, to normalnie bym pracowała, zajmowała się firmą i uczęszczała do szkoły.

No i BENG, stało się w marcu dostałam kataru. Początkowo oczywiście się przeraziłam, a no bo wiecie katar to jeden z objawów tego cholerstwa, pracowałam, czy też pracuje na ten moment ciężko określić bo sytuacja zmienia się z dnia na dzień w tak dynamiczny sposób, że ciężko za tym nadążyć... A więc po prostu przebywałam w miejscach gdzie jest bardzo duży przemiał ludzi. Przestraszona oczywiście poinformowałam Szefową, dostałam wolne najpierw jeden dzień, później natomiast usłyszałam wolne kolejne 3 dniówki. Pomimo tego, że katar jak miałam tak miałam- W tym czasie remontowałam pokój ( pył, farby, kurz- jest taka możliwość, aby dostać kataru. ) dodam również, że jestem cholerną alergiczką i strasznie znoszę okres od marca do maja. Głównie kicham i smarkam. Przez to również uaktywniają się u mnie duszności, już nawet nie mówię na tle alergicznym, ale przez tego całego wirusa odchodziłam od zmysłów. Nikogo duszności u mnie nie zdziwią, inhalator przeważnie noszę ze sobą. Pomimo tego, że nie używam go na co dzień to i tak wole go mieć przy sobie. Czasami wystarczy, że coś mnie wkurzy, albo mam dużo stresów wtedy najczęściej wracają duszności.

Oczywiście ze względu na bezpośredni kontakt z innymi pracownikami, a w tamtym momencie, gdy się kichnęło w sklepie to wszyscy patrzyli na Ciebie jak na chodzącego wirusa. Zostałam jednym słowem oddalona od pracy, aż do końca marca... Gdzie niestety, ale każdy zdawał sobie sprawę, że będzie tylko gorzej... tylko gorzej nie lepiej. Tak więc, gdy usłyszałam o wolnym do końca miesiąca wiedziałam, że na kwiecień to nie mam co nawet liczyć. Ja wiem, że w tej sytuacji każdy nie wiedział i dalej nie wie jak się zachować. Wiem również, że jeżeli zależałoby to od mojej szefowej to napewno inaczej by zareagowała. Dlatego też usłyszałam " Musisz mnie w zaistniałej sytuacji zrozumieć " Żalu nie mam, nerwy wiadomo towarzyszą mi bo w tej sytuacji nigdzie pracy nie znajdę na zasadzie elastycznego czasu pracy i w godzinach które mnie osobiście pasowały idealnie. Mam tylko nadzieje, że gdy to się skończy będę mogła wrócić i pracować dalej jak pracowałam. I tu niestety chciałabym przypomnieć to co napisałam na początku. Jeżeli sami o siebie nie zadbacie to jeżeli macie wspaniałych bliskich to jedynie oni Wam pomogą. Nie Pracodawca, nie Państwo. Nie mówię tu o wyjątkach bo tak oczywiście, takie się również spotyka. Ja akurat miałam styczność z tą bardziej brutalniejszą rzeczywistością. Gdyby nie fakt, że nad moją Szefową jest jeszcze bardzo dużo osób stanowczo wyżej postawionych. Napewno z innym zachowaniem miałabym styczność. Dlatego pozostaje mi tylko " zrozumieć " i cierpliwie czekać. Póki co prawie cały marzec nie pracowałam, a teraz niestety w zaistniałej sytuacji koronawirusa nie została mi przedłużona umowa, tak więc w kwietniu pracy również nie mam.

Tak jak wyżej napisałam, w 2019 roku pod koniec założyłam działalność, o której oczywiście prawie nikomu jeszcze nie wspominałam, a tym bardziej Wam moim czytelnikom i obserwatorom. Dlaczego? Dlatego, że otwieranie firmy to nie jest pstryknięcie palcami i boom firma jest i firma zarabia. Absolutnie! To proces bardzo długi szczególnie budowanie własnej marki, a w dodatku gdy, zajmuję sie tym kompletnie sama. Strona internetowa, loga, grafika, spotkania z radcą prawnym i wiele wiele innych rzeczy o których jeszcze nie wspominam bo się domyślicie co to. Chociaż pewnie wiele z Was już sie domyśli po tym wpisie co mogłam założyć i jaki profil działalności wybrałam oraz jaką markę właśnie buduję.

No cóż, takie informacje zostawię na oficjalne otwarcie. Póki co już w kwietniu wszystko miało ruszyć, niestety tak też się nie stało... Z jakiego powodu? Właśnie również z powodu koronawirusa. Wiele rzeczy wstrzymano, wiele rzeczy sama musiałam wstrzymać. Wiec aktualnie nikogo nie interesuje to, że moja działalność nie ma kompletnie żadnych dochodów, nie generuje nawet jednej polskiej złotówki. Straciłam pracę z której się utrzymywałam i dokładałam do biznesu ( niestety pierwszy rok, czasami nawet dłużej firma generuje zazwyczaj więcej kosztów niż zysków ), nie mam prawa do żadnej pomocy od Państwa, nie mam prawa do zasiłku ani do żadnych pieniędzy od pracodawcy. Wiadomo, że gdyby nie wirus, to prace bym miała i wszystko byłoby w porządku. Dlatego również chciałam w tym wpisie to podkreślić. Tak dla siebie. Tak dla przypomnienia sobie tej całej kryzysowej sytuacji w moim życiu. Nie wiadomo ile bym dla kogoś nie zrobiła, a wierzcie mi wiele razy bardzo mocno naginałam w tym okresie swój grafik. Byłam czasami ponad siły. Praca, powrót do domu i praca nad firmą i tak przez 4 miesiące dzień w dzień. Opadałam z sił, ale teraz wiecie co? Wolałabym dalej opadać z sił, ale mieć za co żyć. Bo gdyby nie rodzina, moi bliscy nie miałabym zapewne za co. Pociesza mnie tylko fakt, że nie mam do opłacenia jakiegoś gigantycznego kredytu, że nie mam żadnych większych zobowiązań finansowych po za oczywiście ZUSem i opłatą za księgową, jakoś przebieduje ten okres. Teraz więcej czasu mogę poświecić na firmę, na papiery których nienawidzę. Chyba większość z Nas nie lubi po prostu tych wszystkich papierów, urzędów... Mam teraz również czas na odpoczynek i na bliskich.

W następnym wpisie napewno chciałabym poruszyć temat wyjazdów w tym roku, szczególnie jak zapewne wiecie miałam ich trochę na liście... W tym roku chciałam być w wielu miejscach, głównie z powodu wyjazdów dla potrzeb firmy, ale i również niektóre miały na celu odpoczynek i dobrą zabawę wśród najbliższych.

Życzę Wam przede wszystkim zdrowia! Trzymajcie się!

Polubienia

Komentarze