WSZYSTKO WYJAŚNIAM.

MOI KOCHANI. Już wszystko wyjaśniam. Obiecywałam, Wam zdjęcia mojego mieszkania. Znaczy mieszkania które sama remontowałam i aranżowałam dekorowałam czy jak kto woli. Mieszkanie któremu się poświeciłam w 150% miało 69m2. Wiadomo, mieszkanie marzeń często wszystkim powtarzałam, że moje wymarzone mieszkanie to takie w kamienicy o wyższym standardzie całe w bieli z wielkimi pięknymi oknami. No i oczywiście bardzo podobały mi się łuki nad oknami. Można powiedzieć, że sobie wymarzyłam mieszkanie. Nieskromnie dodam, że w moim wieku to raczej rzadkością jest własne mieszkanie i generalny remont. Raczej zwykle, młodzi ludzie wynajmują a potem biorą kredyty i kupują mieszkanie- często popycha ich do tego dziecko. W dość wczesnym etapie mojego życia, wynajmowałam mieszkanie nie jedno jak jeszcze nie skończyłam szkoły. Czasami się, śmieje, że jestem jak ten kot który zawsze chodzi własnymi ścieżkami. Tak też zawsze jest, mało kiedy się słucham i mało kiedy robię to co ktoś mi powie. Z natury jak widać jestem jak ten kot chociaż sama, okropnie nie Lubie kotów i chyba troszkę odczuwam strach będąc w pobliżu kota. One są zawsze nieprzewidywalne, takie zwinne, takie zaskakujące, takie pełne energii. Nie wiem czy te cechy również się mnie tyczą, ale zostańmy przy tym, że po prostu z reguły wybieram inna ścieżkę, chodzę własnymi drogami.

OD POCZĄTKU...

Oczywiście nie będę Wam tu pisać wszystkiego bo to bardziej prywatna sprawa. W 2018 roku zaczęłam remont w naszym mieszkaniu. "NASZYM" troszkę brzmi absurdalnie ale tak tez uważałam, że jest to moje i jego mieszkanie czyli jednym określeniem "nasze" tak nazywa się rzeczy najczęściej są po prostu wspólne. Niestety ludzie rzadko kiedy biorą pod uwagę rozstania i kłopoty z tym związane ale również i nieprzyjemności które potem niestety dają nam nieźle w kość. Od stycznia 2018 roku remontowaliśmy mieszkanie, a mieliśmy co remontować, wybrałam nam dosłownie RUINE. Moi rodzice się śmiali, że jestem na placu budowy. Niestety, ale tak też to wyglądało i tak też było. Niektórych rzeczy nie brałam pod uwagę przy remoncie a później wyszło przesuwanie ścian, kłucie, kable których mój tata zrobił masę a wszystkie również były do osadzenia. Z całego mieszkania zeszło chyba 10 Ton gruzu itd, jak nie więcej. Na mieszkaniu spędzałam średnio po 16 godzin na remoncie no wiadomo nie tylko ja, moja rodzina jak i najlepsi przyjaciele którzy pomagali codziennie po kilkanaście godzin wymieniając się miedzy sobą- Ale zawsze dodatkową pare rąk miałam do pomocy. Za co dziękowałam im niesamowicie. Na całe mieszkanie miałam plan od początku, czemu? Dlatego że, tak jak wyżej wspomniałam wymarzyłam je sobie, zaplanowałam w głowie znacznie wcześniej niż byłam je oglądać, a później po prostu wrzuciłam wszystkie moje plany w te stare mury i dałam temu mieszkaniu nowe życie. Teraz już wiem, że marzenia się spełniają- ale niestety również można je stracić.

OD KUCHNI STRONY...

Zdjęcia powyżej przedstawiają stan w jakim zastałam kuchnie w tym moim "Wymarzonym" mieszkaniu. Większość z Was zapewne nie zdecydowałaby się na taki stan mieszkania. Ja wiedziałam, że czeka nas masę pracy, ale widziałam już w głowie efekt końcowy. Kuchnia była duża taka jak zawsze chciałam mieć, a w niej piękny czarny blat z efektem marmuru oraz duży drewniany stół przy którym każdy najbliższy może siąść i wypić ze mną kawę bądź zjeść obiad czy spędzić wigilie. W swoim rodzinnym mieszkaniu nigdy nie mogliśmy siąść przy dużym stole dla rodziny, niestety kuchnia na to nie pozwalała. Chociaż mam w planach w niedalekiej przyszłości trochę aranżować mieszkanie rodziców to mieszkanie w którym sie wychowałam tak, aby właśnie ten stół się tam znalazł. Uważam, że stół to jest najważniejszy element mieszkania. To rzecz przy której cała rodzina powinna zasiadać chociaż na jeden wspólny posiłek.

Pokazuję Wam te dwa kadry bo są miejscami które akurat są z porównania. Przyznaję, że dalej robią na mnie wrażenie. A co wy sądzicie?

W CZASIE REMONTU...

Kłóciliśmy się niesamowicie. Nie zgadzaliśmy się w niczym. Mało powiedziane my mieliśmy kompletne dwie inne wizje na to mieszkanie. On chciał niczego specjalnego, a ja chciałam, żeby to moje mieszkanie wyglądało jak te na pinterescie czy instagramie i było również czyjąś inspiracją. Uwielbiam, gdy ludzie się inspirują moimi stylizacjami czy właśnie... chciałam zacząć nowy etap na blogu właśnie odnośnie remontu. Chciałam również, aby ktoś mógł inspirować się moim mieszkaniem. Bo osobiście właśnie tak sobie to wymarzyłam i chciałam, aby tak to właśnie wyglądało. Mówię poważnie, wszystko co ustaliłam na samym początki realizowałam krok po kroku aż osiągnęłam efekt końcowy. W pewnym momencie nasunęło mi się pytanie " A co jeżeli się rozejdziemy?". Mój mózg właśnie w tamtym momencie sobie zdał sprawę z powagi tej bardzo nie fajnej sytuacji. W momencie podpisywania papierów odnośnie mieszkania, ustaliliśmy, że właścicielem będzie mój były partner " Wpisz siebie, mnie nie wpisuj, po co? nie ma takiej potrzeby" - tymczasem cieszyłam się jak wariatka i biegałam po mieszkaniu ze szczęścia. Nie wzięłabym nigdy wtedy tego pod uwagę. Dlaczego? Bo kto w wieku 20 lat nawet niecałych myśli o rozstaniu, gdy juz wtedy byliśmy ze sobą dość długo no i ponoć się kochaliśmy. Dodatkowo, przecież wspólnie juz mieszkaliśmy od dłuższego czasu. W czasie remontu niestety zaszły małe zmiany juz od samego początku tak naprawdę. Nie zgadzaliśmy się w niczym jak wyżej wspomniałam, nawet wybór kafelek był dla Nas koszmarem. Dopiero wtedy zdałam sobie sprawę, że jesteśmy całkowicie inni, całkowicie czegoś innego oczekujemy od życia. Inaczej sobie wyobrażamy nasze wspólne mieszkanie. STOP, No już wtedy wiedziałam i zdawałam sobie sprawę, że jest to JEGO mieszkanie. A ja jestem tylko dodatkiem który jakimś dziwnym trafem po prostu jeszcze jest. Miałam wrażenie, że powoli robię coś co po prostu i tak w każdym momencie może zostać mi zabrane. W życiu bywa różnie małżeństwa po 40 latach się rozchodzą- a ja będąc taka młoda mając zaledwie niecałe 20 lat nawet bym o tym nie pomyślała. No coś w stylu " przecież się kochamy, juz tyle ze sobą jesteśmy, planujemy wspólną przyszłość. " Teraz naprawdę się z tego śmieje, chociaż nie minęło dużo czasu od kiedy musiałam się wyprowadzić i zacząć swoje popieprzone życie całkowicie od nowa. A jak przy tym nie zwariować? Jak się uśmiechać? Jak nie dostać depresji? Teraz jestem szczęśliwa i nie jestem sama, mam wspaniałych ludzi koło siebie którzy zawsze są i mnie wspierają.

LOGICZNE...

Wszystkim od A do Z zajmowałam się Ja. Całą organizacja pracy na dany dzień. Byłam tam szefowa tak do mnie zwracali się chłopcy którzy nam pomagali. Którzy oczywiście od czasu remontu stali się moimi najlepszymi przyjaciółmi. Dzięki temu zrozumiałam, że jestem młoda i nie chce zatracać się tylko w tym mieszkaniu, nie chce budować rodziny z kimś z kim sobie tego nie wyobrażam. Byliśmy ze sobą 5 lat a my po za planami związanymi z "naszym" mieszkaniem nie mieliśmy żadnych wspólnych. Pod czas takiego remontu ludzie się dopiero poznają, mam wrażenie, że to właśnie każdy powinien przeżyć przed podjęciem poważnych decyzji takich jak śluby czy dzieci. Kiedyś jako dziecko zastanawiało mnie czemu tak wiele domów jest nie skończonych i pisze wielki żółty plakat z czarnym napisem "SPRZEDAM" . Moja mama dość konkretnie mi odpowiedziała "Widzisz Paulinko, to taki sprawdzian tych dwojga ludzi, prawdopodobnie nie zdali go i właśnie się rozwodzą i chcą podzielić tym co stracili." Logiczne przecież, że chyba żaden człowiek nie chce mieć strat. Czy to będzie strata materialna, czy psychiczna czy jakakolwiek, ale nikt się z tego powodu nie cieszy. Raczej jeżeli coś tracimy z własnym przekonaniem, że tego właśnie chcemy to raczej nazywa się "pozbywanie się problemu". Ale ze straty cieszyć się nie da. JA również to przeżyłam i ze stratą ciężko się pogodzić, myślami gdzieś do tego wracam czasami. Ale teraz? traktuje to jak nauczkę, jak przygodę która jest tylko jedną z wielu w moim życiu. Próbuję z tego wyciągnąć jak najwiecej pozytywnych detali które na swój sposób naprawdę są cudownym przeżyciem. Każdego dnia uświadamiam sobie, że tak wiele mnie to nauczyło, tak wiele wspaniałych ludzi poznałam, tak wiele wspaniałych chwil z moimi najbliższymi przeżyłam. Dzięki tej sytuacji też się przekonałam jeszcze bardziej jak bardzo mogę liczyć na swoją rodzine i przyjaciół. A tu musze naprawdę z ręką na sercu powiedzieć, że mam najwspanialszych ludzi koło siebie i jestem pewna, że zrobili by dla mnie wszystko. W tamtej sytuacji i w każdej kolejnej. Dobrze mieć takich ludzi koło siebie.

CZASAMI TAK SIĘ ZDARZA...

Wooow, to co widzicie na górze to właśnie nasza toaleta i łazienka, dwa osobne pomieszczenia które razem wyglądały zdecydowanie lepiej. Niestety miałam wrażenie, że tak to dostane klaustrofobii i w jednej i w drugiej. Dlatego zdecydowałam się na połączenie tych dwóch pomieszczeń i stworzenie jednej dużej łazienki. Na wstępnie podkreśle, że z tą łazienka niestety wyszło najgorzej. Znaczy, ładna jest, ale nie taka jaką chciałam mieć. Po za dodatkami typu krany, prysznic, czy pralką i kafelkami które wyglądały jak panele nie pasowała mi wcale. Niestety do remontu łazienki zdecydowaliśmy się zatrudnić Pana który to po prostu zepsuł. Ale i również nie chciało mu się wielu rzeczy robić, np. Kafelek które chciałam. Napewno kojarzycie małą białą cegiełkę. Niestety dla Pana umiejętności było to za dużo. Mogłabym pisać i pisać o przeżyciach z tą łazienką, ale to napewno opisze w następnym wpisie dotyczącą typowo remontu łazienki. Jak wyszło nas to finansowo, ile trzeba liczyć czas i w jakich sklepach co kupiłam bo jestem pewna, że gdzieś nasuną się pytania. A na każde pomieszczenie i tak pojawi się wpis z najważniejszymi moim zdaniem rzeczami które musiałam zrobić.

MAŁY ROZWÓD...

Tak jak wyżej napisałam uważam, że przeżyłam mały rozwód. Mając 19/20 lat popełniłam gdzieś ten mały błąd, zaufałam. A przecież, każde zaufanie można rozdeptać w ciągu 5 minut. Dlaczego o tym nie pomyślałam? Bo zachowałam się jak każda zaślepiona kobieta/ dziewczyna ( tak mam wrażenie, że my po prostu w każdym wieku tak bardzo jesteśmy łatwowierne chociaż musze przyznać zdarzają sie wyjątki) i myślę, że facetom też się to zdarza. Dlatego też w czasie naszego rozchodzenia się musieliśmy załatwić bardzo dużo spraw tak aby podzielić się tym co mieliśmy ponoć "razem". To "nasze" trzeba było podzielić na moje i jego, a to JEGO wiadomo zawsze było wszystko. Ludzie nigdy nie biorą pod uwagę rozstanie gdy się z kimś wiążą. Może to zabrzmi egoistycznie, może to zabrzmi źle. Ale ja już w to po prostu nie wierzę. Budując coś na nowo zawsze będę miała myśl z tyłu głowy "Pamiętaj tym razem o sobie, z dnia nadzień może to się rozpaść". 5 Lat to dość sporo, ale ludzie rozchodzą sie mając 40 lat stażu w jednym małżeństwie, to przecież byłoby dość zabawne gdybym to jakoś strasznie przeżyła, albo rozpaczała i nie mogła się podnieść. Bo tak pewnie większość osób robi, zamyka się w czterech ścianach i rozpacza do zdjęć. Tak strasznie przeżyłam, ale to, że wszystko na co pracowałam od ponad 3 lat po prostu musiałam oddać i wyjść. Zamykając za sobą drzwi z moimi kartonami i psem. Napewno nie płakałam ani nie cierpiałam z powodu osoby która nigdy o mnie nie walczyła ani się nie starała. Ta osoba po prostu już od dłuższego czasu była dla mnie jak obcy człowiek. Teraz jest lepiej. Wiem, że nigdy juz nie popełnia tego błędu. A szok który każdy robi gdy się dowiaduje o naszym rozstaniu jest jak zwykle bardzo osądzający pomimo tego, że nikomu nie mam zamiaru się spowiadać jakie są temu powody. Każdy ma domysły, każdy zastanawia się nad tym co mogło się stać, a niektórzy już wiedzą co się stało pomimo tego, że nikt z nas im tego nie powiedział. Napewno nie ja. Szanuje sobie takie sprawy, a pisząc to tu, po prostu chce mieć jasność, że nigdy więcej nikt mnie nie zapyta a co się stało z tym mieszkaniem? Gdzie to mieszkanie? Dlaczego się wyprowadziłaś? Powodów może być dużo i zapewniam Was, że jest. Napewno jest jeden. Gdy w związku miłości nie ma to ile można wytrzymać? Dość długo jeżeli macie ze sobą właśnie dużo powiązanych rzeczy, ale jak juz raz poleci wszystko to tracisz albo zyskujesz ty. W rozstaniu ludzie są okropni, są chwiejni, mają zmienne nastroje- raz chcą być dla siebie wsparciem a raz chcą rzucić sobie wzajemnie kłody pod nogi. Ciężka sprawa szczerze mówiąc, nigdy nie sądziłam, że ktoś mnie w ten sposób skrzywdzi. Dzięki temu wiem, że jeżeli się ludzie nie kochają to nie wyjdzie to nawet jeżeli się przyjaźnią i po prostu osiągają wzajemnie cele i sobie w tym pomagają. Jak widać każdy się gubi, ja również.

zdjęcie przed jak i zdjęcie po. To właśnie były drzwi do łazienki i do ubikacji, ale ja zrobiłam z tego jedno pomieszczenie i musicie przyznać zrobiło się lepiej, bardziej przestronnie. Dodatkowo ścianka na której są drzwi została przesunięta do przodu co dało nam więcej m2 w łazience.

NIGDY SIĘ NIE PODDAWAJ...

A teraz kilka słów motywacji w tym dość "żenującym" wpisie. Żenującym? To określa ten post na moim blogu. Zwykle nie pisze tu tak przykrych rzeczy i dobijających a raczej pisze w ogóle rzadko. Dodam nawet, że nigdy nie miałam zamiaru prowadzić blog typu lifestyle- ale od tego roku to się zmieni. Chce dla Was pisać, chce pisać co słychać u mnie a nie dodawać tylko i wyłącznie zdjęcia stylizacji. Będą wpisy lifestyle, będą wpisy o remontach oraz aranżacjach - bo dodam, że w październiku remontowałam swój pokój który jest również moim biurem, będą stylizacje, będą przeglądy sieciówek, będą krótkie wpisy co u mnie słychać nawet gdy nie będę miała zbyt wiele czasu napewno napisze co u mnie słychać, jakie zmiany zachodzą w moim życiu. Chciałabym również, pomagać Wam. Wiem, że nie ja pierwsza i nie ostatnia byłam w takiej sytuacji, wiem, że na co dzień osoby się rozstają ale mimo wszystko chciałabym pisać dla Was o relacjach właśnie w takich sytuacjach. O czym warto pamiętać, czego raczej unikać. Chciałabym również napisać o niezależności która niestety bardzo często jest zależna od mężczyzny- Tak wiem, brzmi to absurdalnie ale to prawda. Będą wpisy o tatuażach, o moich, bądź inspiracjach- napisze gdzie robie to napewno będzie cenna uwaga dla osób które są z moich okolic. A naprawdę jestem na maksa zadowolona z każdego. Ja wiem jedno, nigdy ale to nigdy się nie poddam. Będę działać, będę próbować, będę upadać- ale za każdym razem gdy upadnę odbije się znacznie wyżej niż byłam, to jest pewne!


duży pokój jako jedyny jeszcze nie był do końca skończony, nie tak jak sobie wymarzyłam. Jak widać nawet nie miałam firanek. Chociaż łuki nad oknami są oraz te drewniane parapety i wymarzona antresola... tam wiele rzeczy jeszcze miało wyglądać inaczej, te zdjęcia są robione na kilka dni przed moją wyprowadzką.

Polubienia

Komentarze