Dzień dobry, hej, cześć, siemanko.

Od czegos trzeba zacząć, więc może zacznę klasycznie i niezbyt zaskakujaco. Na imię mi Krzysztof, choć zawsze wolałem zdrobnienie Krzyś, tak, dokładnie jak ten ziomek Kubusia Puchatka. Na codzień jeżdżę po europie busem, nie pytajcie co przewoże, bo w większości sam tego nie wiem. W moim debiutanckim blogu, chciałbym podzielić sie z Wami, drodzy czytelnicy, moimi wspomnieniami z tych podróży. Zastanawialiście sie kiedyś gdzie chcieli byście mieszkać na emeryturce? Ja też. Zwiedzając (głównie zachodnią) Europę, mozna natknąć się na naprawde piekne miejsca. Miejsca typu "właśnie taki widok chciałbym miec za oknem wstając codziennie rano". Jednym z takich miejsc jest Saint-Quay-Perros na południowo-zachodnim wybrzeżu Francji, tuż nad Atlantykiem. Odkryłem to miejsce tylko dlatego że nie zdążyłem przed zamknięciem firmy, do której mialem dotrzeć, więc chcąc nie chcąc, musiałem znaleźć jakiś parking i przeczekać do rana. Dodam że byl to czwartkowy wieczór, godzina gdzieś pomiędzy 20 a 21. Choć było to ponad rok temu, pamiętam jak do dziś pierwszą rozmowe ze spedytorką Karolina.

-Panie Krzyśku, trzeba znaleźć parking i przeczekać do rana.

-Pani Karolinko, jaki parking? Widziała Pani to miejsce na mapie? Spadam na plażę.

Sciemniało się już, więc piękno tego wspaniałego zakątka na ziemi mogłem w pełnej okazałości podziwiać dopiero na drugi dzień. Byłem po długiej podróży, z mojego rodzinnego Wałbrzycha to ponad 1800km, więc pomimo wielkiej ochoty, plażowanie musiałem przełożyć.  Poszedłem spać,  nie myśląc nawet jak daleko od domu właśnie jestem, no bo jak by nie patrzeć,  taki zawód sobie sam wybrałem, z nadzieją zwiedzenia kawałka swiata, na co pracując w moim szarym, kochanym rodzinnym mieście,  za nic by mnie nie bylo stać. 

Gdy zadzwonił budzik, obwieszczając mi dobitnie ze czas już wstawać, nie do końca jeszcze obudzony, zszedłem z kabiny sypialnej, umieszczonej na dachu kabiny firmowego busika, potocznie zwanej kurnikiem. Moim zaspanym oczętom ukazał sie widok, i to jaki widok. Spokojna woda atlantyku, o kolorze błękitu i lazuru, pode mną zatoczka z plażą i porozstawiane tu i ówdzie domy i hotele dla spragnionych wypoczynku turystów.  Był piątek.  Wiedziałem ze jeśli do godziny 18 nie dostane żadnego zlecenia, to zostanę tu do poniedziałku.  Znalazłem sie w ciekawej sytuacji, byłem w najpiękniejszym miejscu świata, mialem gdzie spać i jeszcze mi za to płacą.  Po spełnieniu obowiązków służbowych, jako że podróż byla długa i wyczerpująca,  postanowiłem położyć sie jeszcze na "5 minut". Oczywiście prawie przespałem cały dzień i w dosłownie ostatniej chwili zdążyłem zrobić zakupy na weekend, w pobliskim, jakże francuskim markecie Inter Marche.

Oprocz standardowych produktów, pozwalających przeżyć weekend bez głodowania, zakupiłem również jednorazowego grilla, mięso na niego oraz francuskie piwka, w małych poręcznych buteleczkach 30cl. Wiedziałem już na pewno że zostanę tam conajmniej do poniedziałku. 

Wreszcie nadszedł tak długo wyczekiwany moment zejscia na plażę. Z plecakiem, pełnym mięsa i pieczywa, z dopełnieniem kilku buteleczek piwa, udałem się, szukając najszybszej i najkrotszej drogi, prosto na plażę.  Było juz późne popołudnie, jednak nie przeszkodziło mi to w rozebraniu się i wskoczeniu prosto do cieplutkiej wody oceanu. Jak wszem i wobec wiadomo, nad wodą człowiek robi się głodny w tempie przejazdu francuskiego TGV, więc czym predzej na uboczu, żeby nie przeszkadzać innym w wypoczynku, rozpaliłem grill i wrzuciłem wczesniej przygotowane miesko. Popijając piwko czekałem aż mięsko odpowiednio sie upiecze. Chwile później,  podeszło do mnie dwoje ratowników z plaży.  Po chwili nieudolnej próby komunikacji po francusku, przeszliśmy na angielski, z którym nigdy nie mialem problemów, dowiedziałem się ze palenie ognisk czy grilli na plaży raczej nie jest dozwolone. Parka, chłopak,  na oko 25l i śliczna blondyneczka w podobnym wieku, właśnie skończywszy pracę, nie mieli jednak nic przeciwko, więc czestując się piwkiem dołączyli do mnie. Rozmawialiśmy do późna o wszystkim i o niczym, dowiedziałem się, że przyjechali tu dorobić sobie na wakacje, pomiędzy kolejnymi semestrami nauki. Wniosek? Nie tylko w Polsce studenci chwytają się każdego zajęcia dorobkowego. W miłej atmosferze, z tą samą parką, spedzilem weekend w najpiękniejszym miejscu na ziemi w jakim dane mi było być. 

Powiedzcie sami czy te widoki zachwycają was tak samo jak mnie? 



Likes

Comments