James Bay powraca. Dziś wypuścił swój pierwszy singiel z nadchodzącej płyty.
Od wydania 'Chaos and The Calm' minęły już prawie trzy lata. Każdy jego fanów niecierpliwie czekał na choćby maleńką zapowiedź jego nowego albumu. Od kilku miesięcy na jego social mediach pojawiały się zdjęcia, które przedstawiały go pracującego nad czymś w studiu.
Nie zdradzał jednak co i kiedy nadejdzie.
Przekazywał jednak małe wskazówki choćby w postaci kilku słów tekstów piosenek ze swoich rękopisów.

Dzisiaj jednak pojawił się pierwszy utwór z jego najnowszego albumu.
Na swoim Twitterze zapowiedział, że swoją premierę będzie mieć o 7:30 (20:30 naszego czasu) na antenie BBC Radio One.
Już od 20 czekałam na jego pojawienie się na żywo. Gdy już wszedł na antenę byłam tak bardzo zestresowana, jak podczas sesji. Takie emocje zawsze mi towarzyszą, gdy zaraz mam usłyszeć piosenkę któregoś z moich ulubionych artystów czy zespołów.
W krótkim wywiadzie opowiedział trochę o utworze, jego brzmieniu, nowym rozdziale jeżeli chodzi o tworzenie, a także o tym, czego potrzebował i co robił podczas swojej krótkiej przerwy od koncertowania (pracował nad płytą). Zdradził też, że już nie będzie kapelusza, który jest jego znakiem rozpoznawczym.
(Jeżeli ktoś ma ochotę, to może posłuchać o czym opowiada na stronie radia w audycji Annie Mac.)
Z racji premiery swojego nowego utworu ogłosił małą trasę, głównie po Stanach Zjednoczonych, ale znajdą się na niej również Londyn i Toronto.  Niecierpliwie czekam na jego europejską trasę i mam nadzieję, że koncert w Polsce.



A teraz już o samy utworze.
'Wild Love' to piosenka, która zdecydowanie nie jest o złamanym sercu, a o zakochiwaniu się.
Ma inne brzmienie niż poprzednie utwory Jamesa, nie jest akustyczna (mam nadzieję, że nagra taką wersję).
Jego głos idealnie komponuje się z muzyką., tekst jest w stylu Jamesa. Od razu wiadomo, że to on jest jego autorem.
Prawdę mówiąc nie spodziewałam się piosenki o takim brzmieniu. Czy jestem rozczarowana?
Obawiałam się, że mi się nie spodoba. Po pierwszych kilku sekundach nie byłam pewna, czy to jest to czego oczekiwałam. Jednak wraz z upływającymi minutami utworu utwierdziłam się w przekonaniu, że bardzo, ale to bardzo mi się podoba. Godzinę temu usłyszałam tę piosenkę po raz pierwszy i ciągle jej słucham.
Nie mogę się doczekać jego kolejnego singla i całego albumu. No i trasy koncertowej.
Dla wszystkich zainteresowanych utworem, poniżej zostawiam wam link. Miłego słuchania!
A.


Przenieś swój blog na Nouw - teraz możesz importować swój stary blog - Kliknij tutaj

Likes

Comments

Wszelkie próby napisania czegokolwiek przeważnie kończą się tym, że napiszę dwa zdania i wyłączam posta.
Dzisiaj jest jednak ten dzień, w którym postanowiłam coś napisać. Prawda jest taka, że planowałam ten post napisać już dawno temu, a mianowicie w sierpniu. Miało to być 20 piosenek na moje 20 urodziny. Co prawda urodziny miałam w sierpniu, ale jak to mówią: lepiej późno niż wcale.

No dobra, to nie będzie urodzinowe odliczanie, bo nie mam pojęcia, czego słuchałam w bardzo początkowych latach mojego życia, ale opowiem tutaj o piosenkach, które są dla mnie ważne. Tak więc, tym bardzo długim wstępem, zapraszam do lektury (lub nie, jak wolicie).

1. James Bay - Hold Back The River (klik)
Chyba wiele razy tutaj wspominałam, że ta piosenka jest dla mnie bardzo istotna. Działa na mnie kojąco i przywołuje uśmiech na mojej twarzy. Głos Jamesa jest niesamowicie magiczny i nawet moja dziesięcioletnia siostra jest jego fanką. Możliwe, że to jego kapelusz tak mnie zachwycił. Jedna z nielicznych piosenek, która sprawia, że mam ciarki nawet po tysięcznym przesłuchaniu.

2. All Time Low - A Love Like War (klik)
Chociaż moment, w którym zespół wypuścił tę piosenkę, nie kojarzy mi się zbyt dobrze, to i tak zajmuje ona ważne miejsce w moim sercu. Nie wiem, czy to za sprawą tekstu, brzmienia, a może połączenia głosów Vica z Pierce The Veil i Alexa. Wiem natomiast, że to utwór, obok którego nigdy nie przejdę obojętnie.

3. Dean Lewis - Waves (klik)
Pisałam kiedyś o tej piosence w jednym z moich podsumowań i od tamtej pory nic się w tej sprawie nie zmieniło. Nadal jest to jedna z mich ulubionych piosenek. Za każdym razem, gdy ją słyszę, mam ciarki, a to, jak już wspominałam przy Jamesie, nie zdarza się zbyt często. Niesamowicie dobry tekst, delikatne brzmienie i przepiękny głos. Warto się zastanowić nad tekstem.
Akustyczna wersja też jest cudowna.

4. Bring Me The Horizon - Avalanche (klik)
Z tym zespołem miałam styczność wiele lat temu, później ich porzuciłam, a po usłyszeniu konkretnie tej piosenki znowu ich polubiłam. A utwór ma w sobie niezły przekaz, nie należy do tych pozytywnych, tekst jest niesamowicie mocny, może trochę depresyjny ale mimo to jakoś pozytywnie mnie nastraja. Minął rok, odkąd po raz pierwszy usłyszałam tę piosenkę, a wciąż tak samo ją przeżywam.

5. Demi Lovato - Warrior (klik)
Jestem Lovatic od jakichś 8/9 lat, a to właśnie ten utwór jest dla mnie najważniejszy ze wszystkich piosenek Demi. To właśnie 'Warrior' pomogło mi się podnieść z dołka, w którym przez jakiś czas byłam. Najpiękniejszy, według mnie, utwór Demi.

6. The Maine - Am I Pretty (klik)
Po pierwszym przesłuchaniu tylko polubiłam tę piosenkę. Po obejrzeniu teledysku pokochałam. Chłopaki od samego początku tworzą niesamowitą muzykę, ale ta piosenka najbardziej do mnie przemawia. Tekst, który daje dużo do myślenia, dobrze skomponowana muzyka. Arcydzieło!

7. Circa Waves - T-shirt Weather (klik)
Gdy słyszę tę piosenkę przed oczami mam jedne z najlepszych wakacji w moim życiu, które spędziłam nad morzem ze świetnymi ludźmi. Cały czas pamiętam, jak ciągle nieświadomie ją nuciłam, a jeden z moich kolegów ciągle mnie na tym przyłapywał. Od tej piosenki zaczęła się moja miłość do tego zespołu.

8. Andy Black - We Don't Have To Dance (klik)
To utwór, który będzie mi się kojarzyć z przygotowaniami do matury. Pamiętam, że na jednej z ostatnich lekcji matematyki cały czas o niej myślałam. Uwielbiam refren tej piosenki, głównie dlatego, że przez większość mojego życia mam właśnie takie myślenie. Nie chodzi o to, że nie lubię ludzi. Po prostu tak mam.

9. The Wombats - Emoticons (klik)
Minęło dwa lata odkąd pierwszy raz usłyszałam 'Emoticons', a ja nadal mam ciarki za każdym razem, gdy ją słyszę. 'We crave the fiction, when we need the truth' to wers, który każdy powinien zapamiętać i się nad nim zastanowić. Tak myślę.

10. The Maine - How Do You Feel? (klik)
Jedna z moich ulubionych piosenek ostatnich miesięcy. Odkąd tylko usłyszałam ten utwór z 'Lovely Little Lonely' wiedziałam, że na dłużej zagości na mojej playliście. Nie tylko tekst jest niesamowity, a również muzyka, która idealnie pasuje. The Maine mają naprawdę świetne kawałki.

11. All Time Low - Time Bomb (klik)
Utwór, dzięki któremu prawie pięć lat temu pokochałam ATL. Jeżeli chodzi o tę piosenkę, to pokochałam ją głównie za brzmienie. W tamtym czasie nie przywiązywałam uwagi do tekstów, ważniejsze było dla mnie brzmienie. Gdy jestem coraz starsza, trochę inaczej już to wygląda i wiem, że to właśnie tekst jest dla mnie istotny.

12. The Vamps - On The Floor (klik)
W którymś z postów pisałam, jak to było z tą piosenką i moim zrozumieniem tekstu. I nie, nie lubię jej za tekst, bo kiedyś rozumiałam go zupełnie inaczej. Uwielbiam ją za to, że kojarzy mi się z wakacjami i wspaniałymi ludźmi, których wtedy poznałam. Taka wesoła piosenka idealna na wakacje.

13. Bruno Mars - Grenade (klik)
Początek gimnazjum, próby odnalezienia własnego gustu muzycznego. Wtedy pojawił się Bruno, chociaż z inną piosenką, jednak to ta mnie zachwyciła. Jak pewnie można się domyślić, jako 13/14 latka nie ogarniałam zbyt dobrze angielskiego i nie wiedziałam o czym jest ta piosenka, aż do momentu, w którym ją wygooglowałam. Wtedy polubiłam ją chyba dlatego, że śpiewa ją Bruno.

14. Ed Sheeran - Give Me Love (klik)
Pamiętam dzień, w którym usłyszałam ten utwór. To był styczeń 2013 roku, piątek. Wróciłam ze szkoły i akurat leciała w radiu. Na początku nie zrobiła na mnie wrażenia, ale przez resztę dnia ją nuciłam i w końcu postanowiłam ją znaleźć. Wiem, że siedziałam wtedy do późnej nocy, słuchałam płyty Eda i byłam zajęta pisaniem ze znajomymi na Facebooku. Mam ogromny sentyment do tej piosenki.

15. Coldplay - Charlie Brown (klik)
Znowu czasy gimnazjum, ale tym razem już trzecia klasa i nadal trwające poszukiwania muzyki, którą pokocham. To było jakoś przed końcem roku kalendarzowego. Słuchałam ich już wcześniej, ale to wtedy ta piosenka tak bardzo mi się spodobała. Nie mam pojęcia dlaczego. Chyba tak po prostu.

16. Allstar Weekend - Come Down With Love (klik)
Oglądałam jakiś serial na Disney Channel. Chyba 'Słoneczną Sonny' z Demi Lovato. Był to odcinek specjalny i wtedy właśnie chłopcy tam wystąpili. To jest ta piosenka, do której słowa znam do tej pory i nadal uwielbiam. Szkoda, że zespół się rozpadł, bo mieli naprawdę fajną muzykę i chętnie bym usłyszała coś nowego w ich wykonaniu.

17. Fall Out Boy - Thanks For The Memories (klik)
2013 rok, przełom maja i czerwca. Znałam ten zespół jeszcze w podstawówce, jednak wtedy byli dla mnie kompletnie dziwni, bo dla mnie były to czasy soundtracków z seriali i filmów z Disney Channel. Przekonywałam się wtedy coraz bardziej do tego gatunku muzyki, All Time Low już zajęli specjalne miejsce w moim sercu, więc szukałam czegoś nowego do mojej kolekcji. I tak właśnie ta piosenka się u mnie znalazła.

18. The All-American Rejects - Kids In The Street (klik)
To już czasy liceum, druga klasa. Pewnego popołudnia słuchałam Open FM i akurat leciała ta piosenka. Refren mnie zachwycił, więc zapisałam sobie, jak nazywa się ten zespół, znalazłam na Spotify i zaczęłam słuchać. Ten utwór zawsze będzie mi się kojarzyć z ciepłym majowym dniem, kiedy jechałam do ortodonty. Jedna z moich ulubionych piosenek tego zespołu.

19. The Vamps - Rest Your Love (klik)
Do tej piosenki mam szczególny sentyment, ponieważ to pierwsza piosenka, jaką zagrali na koncercie w Krakowie. Zawsze jak ją słyszę, to mam przed oczami radosną twarz Brada stojącego na scenie dokładnie na wprost mnie. Czasami łezka mi się w oku kręci, gdy ją słyszę.

20. Mumford & Sons - Believe (klik)
Z tym zespołem miałam dość dziwną relację, ponieważ na samym początku, gdy się o nich dowiedziałam, to ich nienawidziłam. Teraz bardzo ich lubię, a tę piosenkę w szczególności. Usłyszałam ją pierwszy raz pod koniec trzeciej klasy liceum. W tamtym momencie dałam szansę temu zespołowi i nie żałuję. A ta piosenka jest niesamowita pod każdym względem.


To post, który pisałam najdłużej ze wszystkich, jakie się znalazły na tym blogu. Zarys powstał na początku sierpnia, pisanie skończyłam 5 grudnia. Trochę czasu mi to zajęło, ale to dlatego, że nie potrafiłam ubrać w słowa tego, co dla mnie te piosenki znaczą i z czym mi się kojarzą. Po długich walkach ze samą sobą zostawiam ten wpis dokończony.

A.

Likes

Comments

Prawie trzy miesiące bez żadnego posta...
Studia tak bardzo mnie pochłonęły, że kompletnie nie miałam siły na pisanie.
Tak, wiem. To nie jest jakaś konkretna wymówka, ale będę starała się nadrobić opisanie wszystkiego, co brzmiało w moich słuchawkach.
Nie, nie będzie to kolejne miesięczne podsumowanie, a coś trochę innego.
No dobra, podsumowanie, ale moich ulubionych albumów i to niekoniecznie tych najnowszych.
Tak więc, zapraszam serdecznie do przeczytania

Zacznę od albumu, który chyba najczęściej odtwarzam na Spotify i jest to "Future Hearts" mojego ukochanego zespołu All Time Low.
Przyznaję się, że gdy zapowiedzieli swoją płytę w 2015 roku i wydali "Something's Gotta Give" nie miałam jakichś ogromnych oczekiwań. Nie byłam zachwycona tą piosenką, ale też nie wydawała mi się najgorsza. Była dobra, ale nie najlepsza. Natomiast "Kids In the Dark" spodobało mi się ogromnie i jest jedną z moich ulubionych piosenek z albumu.
Jak to w większości przypadków, nie wszystkie utwory trafiły w mój gust, ale nie ma ich zbyt wiele. Są to może dwie lub trzy piosenki.
Dlaczego tak lubię ten album? Po pierwsze uwielbiam brzmienie ATL i głos Alexa, po drugie teksty są świetne, po trzecie kocham ten zespół.
Należę do tych osób, które najbardziej zachwycają się tymi "underrated songs", więc oczywiście moją ulubioną piosenką z płyty musi być "Dancing With a Wolf". Świetny tekst, dobre rockowe brzmienie, czego chcieć więcej.
Uwielbiam też "Satellite". Ma naprawdę dobry tekst, trochę spokojniejszą muzykę, ale dokładnie odzwierciedlającą ATL.


Moja druga ulubiona płyta też należy do All Time Low.
"Last Young Renegade" to album wydany w czerwcu tego roku, a już gości na liście moich ulubieńców. Nie mogłam się go doczekać. W poprzednich postach pisałam o singlach promujących tę płytę, więc zachęcam do ich przeczytania.
Bardzo rzadko zdarza się, żebym bezwarunkowo kochała każdy utwór na płycie, a tu jest właśnie ten wyjątek.
Te piosenki są genialne.
Wiele osób, po wydaniu "Dirty Laundry", obawiało się, że ATL pójdzie w bardziej popowe brzmienie i nie będzie to już to samo co poprzednie albumy, i częściowo mieli rację.
Nie jest to taka sama płyta, jak ich pierwsze, ale ma w sobie coś naprawdę wyjątkowego. Bardzo dużo zespołów, po wielu latach tworzenia, próbuje czegoś nowego i miesza różne gatunki ze sobą. Nie każdemu wychodzi to dobrze, ale według mnie All Time Low się to udało. I nie uważam tak dlatego, że jest to mój ulubiony zespół. Teksty pasują do muzyki, a muzyka do tekstów. Chłopcy włożyli ogrom pracy w ten album i to słychać. Utwory są idealnie dopracowane i składają się w spójną całość, tworząc bardzo dobrą historię.
Gdyby ktoś był zainteresowany, to zespół na swoim fanpage'u na Facebooku stworzył 'track by track' w którym opowiada o każdym z utworów.
Jak już wspominałam, wszystkie piosenki bardzo mi się podobają. Jednak są takie dwa utwory, które darzę szczególną miłością.
"Dark Side of Your Room" ma tekst, który niekoniecznie jest świetny, ale dla mnie jest genialny, ma drugie dno, jednak ja nie patrzę na niego jako na całość. Poszczególne wersy interpretuję na swój sposób mimo, iż wiem, że chodzi o coś innego. Uwielbiam brzmienie tej piosenki, które jest bardziej wesołe, niż tekst.
Dawno nie spotkałam się z tak prawdziwym tekstem jak w "Nice2KnoU". Już pierwsze dwa wersy odzwierciedlają to, co tak często się zdarza, gdy z kimś się żegnamy. I to właśnie dlatego tak lubię tę piosenkę.
Cieszę się, że jestem fanką ATL



"Chaos and the Calm" to płyta, z którą prawie w ogóle się nie rozstaję od daty jej wydania. Po prostu nie da się przestać słuchać głosu Jamesa. Uwielbiam te niesamowite dźwięki gitary.

W "Hold Back the River" zakochałam się od pierwszego przesłuchania i jest to jeden z moich ulubionych utworów wszech czasów. Według mnie jest jedną z najpiękniejszych piosenek, jakie zostały kiedykolwiek napisane.
"Best Fake Smile" to też jeden z tych utworów, które mają niesamowicie prawdziwe teksty. No i teledysk jest według mnie genialny.
Chciałabym napisać o tej płycie jak najwięcej, ale nie potrafię opisać słowami mojego zachwytu. James Bay pisze niesamowite teksty, a to jak gra na gitarze, to po prostu poezja (nie wiem, czy można tak to ująć).
Polecam każdemu.

Jak ja kocham "Glitterbug" The Wombats. Całkowicie przez przypadek usłyszałam "Give Me a Try" i od razu było wiadomo, że przepadłam. Cały album jest genialny, brzmienie jest świetne.
Najbardziej podoba mi się "Emoticons" i niestety nie potrafię wyjaśnić dlaczego. Dla mnie jest to idealna płyta, gdy mam zły humor, jadę autobusem albo się nudzę.
Nie przepadałam za indierockiem aż do momentu, w którym nie usłyszałam The Wombats. No i Circa Waves.

Ostatnią w tym 'zestawieniu' płytą jest "Meet The Vamps".
The Vamps to jedyny zespół, który reprezentuje muzykę pop, jakiego słucham.
Do tego albumu mam ogromny sentyment, głównie dlatego, że kojarzy mi się z jednym z najlepszych wakacyjnych wyjazdów, jakich byłam.
O moich ulubionych piosenkach pisałam tutaj.


Tak, wiem. Znowu najwięcej miałam do powiedzenia na temat All Time Low, ale tak to już jest, jak jakiś zespół na zawsze utkwi w moim sercu i głowie


Obiecuję, że się poprawię w pisaniu postów.
Zapomniałam już, jak bardzo lubię przelewać myśli i mojej ulubionej muzyce.
Do następnego
A.

Likes

Comments

Marzec i kwiecień to miesiące, w których muzyka prawie cały czas leciała w moich słuchawkach. Od nowości, po starsze utwory, znanych i mniej znanych artystów czy zespołów. Włączałam pojedyncze albumy lub całe playlisty, na których znajdowały się piosenki, które kocham, nie lubię, albo nie znam. Na nowo polubiłam niektóre utwory, a inne znienawidziłam. Teraz zapraszam na podsumowanie, w którym postaram się zawrzeć większość tego, co słuchałam.

Zacznę od albumów, które skradły moje serce.
Pierwszy z nich to 'Divide' Eda Sheerana. Chyba nie muszę pisać, że to istne arcydzieło. Nie byłam zaskoczona tym, że Ed stworzył coś tak cudownego. Przepiękne, wręcz poetyckie teksty, świetna muzyka i anielski głos Sheerana, to idealne połączenie. Każda z piosenek ma w sobie coś, do mnie przemawia, a bardzo rzadko się to zdarza.
Moim totalnym ulubieńcem jest 'Supermarket flowers'. Nie mam słów, żeby opisać geniusz tej piosenki.


Kolejnym albumem jest 'Different Creatures' Circa Waves. Z niecierpliwością czekałam na tę płytę głownie dlatego, że to jeden z moich ulubionych indie rockowych zespołów. Tutaj bardziej zwracam uwagę na brzmienie, jednak teksty też są bardzo dobre. Kieran ma bardzo dobry wokal i według mnie w 'Different Cratures' brzmi o wiele lepiej, niż w 'Young Chasers'.
'Fire That Burns' i 'Love's Run Out' skradły moje serce. Bardzo podobają mi się teledysk do pierwszego z nich, jest trochę inny niż reszta teledysków Circa Waves.



'Lovely Little Lonely' zespołu The Maine, to dla mnie ogromna niespodzianka. Myślałam, że po 'American Candy' nie mogą stworzyć już nic lepszego, a jednak im się to udało. Charakterystyczne dla zespołu brzmienie i dopracowane teksty sprawiają, że ten album jest jeszcze lepszy od poprzednich. Pierwszy raz spotkałam się z muzyką The Maine, gdy byłam w gimnazjum, jednak po kilku miesiąc przestałam ich słuchać i ogromnie żałuję, jednak teraz nadrabiam i prawie ciągle ich słucham.
'How Do You Feel?' to ten utwór, który jest dla mnie najlepszy z ich nowego albumu.



Teraz nadszedł czas na album. który został wydany na początku stycznia, jednak potrzebowałam trochę czasu, żeby się do niego przekonać. Mowa tutaj o 'Night People' You Me At Six.
Po pierwszym przesłuchaniu tej płyty, nie byłam do nią zachwycona. Trochę nie podobało mi się brzmienie, na teksty nie zwracałam większej uwagi. Dopiero niedawno przekonałam się do tego albumu i stwierdzam, że zespół podąża w dobrym kierunku i to dobrze, że się rozwija.
Jeżeli chodzi o ten album, to bardzo ciężko jest mi wybrać ulubiony utwór, ale jednego z nich słucham częściej od pozostałych. Jest to 'Swear', jednak nie potrafię wytłumaczyć, dlaczego lubię tę piosenkę.



Pojedynczych piosenek jest tak wiele, że nie jestem w stanie wymienić ich wszystkich.
Wiadomo, że jestem ogromną fanką All Time Low i nie mogę się doczekać ich nowej płyty. Single, które wydali, są po prostu genialne. 'Last Young Renegade' (klik) to utwór, w którym zakochałam się od pierwszych sekund, a teledysk pokochałam najmocniej na świecie. Tekst i brzmienie to idealne odzwierciedlenie ATL. Muzyka 'Life of the Party' (klik) jest w trochę innym klimacie, jednak tekst bardzo pasuje do zespołu. Nie każdemu podoba się to brzmienie, ja również na początku nie czułam tej piosenki, jednak z czasem się przekonałam.

Gdy pierwszy raz usłyszałam 'Heavy' (klik) Linkin Park, nie byłam zachwycona tym utworem. Był dla mnie trochę nijaki, jednak gdy usłyszałam cover, który nagrali Our Last Night (klik), znalazłam to, czego mi w tej piosence brakowało, czyli trochę mocniejszego brzmienia. Dla mnie ta wersja to złoto i diamenty.

'Middle of the Night' The Vamps, to dla mnie cudo. Trochę bałam się przesłuchać tego utworu, ponieważ myślałam, że będę zawiedziona, jednak tak się nie stało. Bardzo podoba mi się tekst, nie wspominając już o głosie Brada, który brzmi cudownie. Ile ja bym dała, żeby pojechać na ich kolejny koncert w PL...

Nie jestem zbyt wielką fanką muzyki, która tworzy Charlie Puth, jednak 'Attention' (klik)zasługuje na atencję. Co tu dużo mówić, jestem zachwycona tą piosenką.

Chyba nie muszę wspominać o Shawnie Mendesie i 'There's Nothing Holdin' Me Back' (klik) Z każdą kolejną piosenką udowadnia, że jest niesamowicie utalentowany i jeszcze nie pokazał wszystkiego, na co go stać.



Jest jeszcze więcej utworów, których najczęściej słuchałam i gdybym chciała je wszystkie wymienić, to ten post chyba nigdy by się nie skończył. Do następnego xx

Likes

Comments

Luty to ten miesiąc, w którym nie miałam nic ważnego do zrobienia, ale też nie miałam czasu na nic. Nie obejrzałam zbyt wielu filmów, a w zasadzie to żadnego, muzyce nie poświęciłam za dużo uwagi. Oglądałam tylko bieżące odcinki seriali. Szykuje się więc bardzo krótkie podsumowanie.

Niepodobne jest do mnie to, że muzyka prawie dla mnie nie istniała w lutym, jednak znalazło się kilka piosenek.

Pierwsza z nich to 'Dirty Laundry' w wykonaniu All Time Low. Kilka dni przed wydaniem tej piosenki, cały zespół zmieniał zdjęcia profilowe na swoich portalach społecznościowych, umieszczał tajemnicze filmiki i gify. W grupie ATL na Facebooku zaczęły pojawiać się bardzo różne teorie na ten temat, jednak większość spodziewała się nowego utworu. I tak też się stało.
'Dirty Laundry' bardzo różni się od większej części piosenek chłopaków. Ma zupełnie inne brzmienie niż chociażby utwory z ich pierwszego czy drugiego albumu, ale jest w podobnym stylu, co np. 'Missing you'. Anyway, piosenka jest świetna.

Utwór 'Waves' skradł moje serce. Znów tekst, który mnie zachwycił, a głos Deana Lewisa jest po prostu cudowny. Według mnie brzmi jak połączenie głosów Jamesa Bay'a i Toma Odella. Usłyszałam tę piosenkę w serialu 'Riverdale' i się w niej zakochałam. Nie mam słów, żeby opisać, jak jest niesamowicie dobra. Mam nadzieję, że Dean stworzy genialny album.




Imagine Dragons w utworze 'Believer' pokazują, że ich nowy album będzie sztosem. Zwykle w muzyce zwracam największą uwagę na tekst, muzyka jest na dalszym planie, ale w tej piosence, to właśnie brzmienie mnie zachwyciło. Utwór trochę podobny do 'Radioactive', ale według mnie ten jest jeszcze lepszy.




Jedyną serialową nowością, która się u mnie pojawiła, jest 'Riverdale'. Dobra obsada, świetna gra aktorska, wciągająca fabuła. Serial głównie skupia się na zabójstwie, jednak z każdym obejrzanym odcinkiem okazuje się, że jest jeszcze wiele innych tajemnic. Coraz lepiej poznajemy głównych bohaterów. Trochę różni się od komiksowej wersji, ale to było do przewidzenia. W pewnym stopniu podobny do 'Pretty Little Liars', więc na pewno spodoba się jego fanom.

Likes

Comments

Do napisania tego posta zbierałam się bardzo długi czas. Miał się pojawić przed koncertem, później przełożyłam to na październik, aż w końcu piszę go dopiero teraz, czyli w lutym. Zwlekałam z tym, ponieważ za każdym razem, gdy już zaczynałam coś pisać, wracały wspomnienia z dnia koncertu i dopadała mnie depresja pokoncertowa. Dla niektórych może być to dziwne lub śmieszne, ale dla mnie to było tak ważne wydarzenie, że za każdym razem, gdy o tym pomyślę mam łzy w oczach. Chyba to typowe dla fangirl ;)
Jednak, żeby nie przedłużać: dzisiaj o The Vamps.
Moja historia związana z tym zespołem zaczyna się wczesną jesienią 2013 roku. Miałam wtedy dosyć ciężki etap w życiu i jedyne co poprawiało mi humor, to muzyka. O chłopakach dowiedziałam się zupełnie przez przypadek. Szukałam czegoś na YouTubie i w propozycjach pojawił mi się ich cover, a w zasadzie mashup, do piosenek Bruno Marsa. Jako jego fanka stwierdziłam, że posłucham i wtedy stało się. Totalnie zakochałam się w tej wersji i postanowiłam poszukać jeszcze innych ich piosenek. Następnie włączyłam 'Can We Dance' i w tym momencie już wiedziałam, że jestem ich fanką. Zaczęłam szukać w internecie informacji o zespole, innych utworów i tak od jednej wyświetlanej strony do drugiej dowiedziałam się, że wiosną 2014 wydają swój debiutancki album.

Na okrągło słuchałam ich coverów i autorskich utworów, aż w końcu pojawiło się 'Meet The Vamps'. Nie mogłam przestać jej słuchać. Te piosenki mają dla mnie ogromne znaczenie głównie dlatego, że dzięki nim zaczęłam zupełnie inaczej postrzegać świat muzyki i otaczającą mnie rzeczywistość.
Uwielbiam 'Risk It All'. Słowa tej piosenki są przepiękne i za każdym razem, gdy jej słucham mam ciarki.
'On the Floor' to piosenka, która kojarzy mi się z wakacjami, które spędziłam nad morzem. Wtedy wydawało mi się, że jest to piosenka o tańcu, dopiero po jakimś czasie zrozumiałam co tak naprawdę znaczą słowa ;)
'Somebody To You' to piosenka, do której teledysk jest moim ulubionym. Ten klimat, chłopaki na plaży i kurtka Bradley'a przypominająca tę należącą do mnie.
Coraz bardziej zaczynałam się nimi fascynować, stalkować ich konta na twitterze i instagramie. Nie zdawałam sobie sprawy, że po jakimś czasie będę mieć na ich punkcie obsesję.

W oczekiwaniu na 'Wake Up' nie mogłam znaleźć sobie miejsca. Dosłownie odliczałam dni do premiery drugiego albumu. A gdy już się pojawił, miała miejsce dokładnie taka sama sytuacja, jak w przypadku pierwszej płyty.

'Wake Up' to utwór, który daje mi niesamowitą motywację.
'Rest Your Love' to moja ulubiona piosenka z albumu. Tak po prostu, bez żadnego wyjaśnienia.
'Volcano' jest tym utworem, w którym zakochałam się podczas koncertu, a wcześniej nie zwracałam na niego zbyt wielkiej uwagi.

Gdy na twitterze zespołu pojawiła się informacja, że mają wiadomość dla Polski, moje serce na chwilę przestało bić, a gdy ogłosili swój pierwszy koncert w naszym kraju, zaczęłam płakać. To były łzy radości, jak i smutku, ponieważ obawiałam się, że nie będę mogła na niego pojechać.
Nie udało mi się kupić biletu w pierwszej turze i już bałam się, że z moim szczęściem nie uda mi się to również w kolejnej.
Nastawiłam sobie wtedy kilka alarmów, żeby nie przegapić godziny, w której miały być sprzedawane. Kilkanaście minut przed zalogowałam się na ticketpro i co chwilę odświeżałam stronę. Gdy tylko pojawiła się ikonka wskazująca na możliwość zakupienia jak najszybciej klikałam dodaj do koszyka. W czasie płatności cała się trzęsłam, a gdy na ekranie mojego laptopa pojawiła się informacja, że transakcja została zakończona pomyślnie, zaczęłam skakać po całym domu. Codziennie z niecierpliwością czekałam, aż listonosz przyniesie list zaadresowany do mnie z biletami znajdującymi się w środku. Gdy nadszedł dzień, w którym otrzymałam bilety, rozpłakałam ze szczęścia. Byłam świadoma, że jedno z moich marzeń się spełni.


Przez te kilka miesięcy myślałam, że zwariuję. Nie mogłam się doczekać.
Aż w końcu nadszedł 30 września 2016. Dzień, w którym moje marzenie się spełniło.
Oczywiście nie obyło się bez bardzo ciekawych przygód i problemem z dojazdem na koncert, a to wszystko przez moje niedopatrzenie. Jednak udało się. Dotarłam do Krakowa. Ale to nie koniec moich przygód. Zakorkowane miasto o godzinie 17 w piątek i strach, że nie będę miała dobrego miejsca. Zaczęłam panikować. Na szczęście moje koleżanki były tak kochane, że ogarnęły wszystko. Po 18 szybko pobiegłyśmy z koleżanką na miejsce koncertu (na tej samej ulicy moja koleżanka mieszka w akademiku, więc nie miałyśmy z tym problemu). Wbiłyśmy się w kolejkę. Po sprawdzeniu biletów szybko pobiegłyśmy pod scenę. I w taki oto sposób ja, osoba która zawsze ma pecha, nigdy niczego nie wygrywa itd., stałam w TRZECIM rzędzie dokładnie naprzeciwko sceny. Nie mogłam w to uwierzyć. W oczekiwaniu na koncert poznałam kilka super dziewczyn, z którymi trochę pofangirlowałyśmy.

Moment, w którym chłopcy wyszli na scenę i mogłam ich zobaczyć, to najlepszy moment mojego życia. Zobaczyłam moich idoli. Spełniłam marzenie.
Cały koncert był po prostu wspaniały. Ich utwory na żywo brzmią niesamowicie. A te głosy. Coś cudownego. To był najlepszy moment w moim życiu.
Dopadła mnie depresja pokoncertowa.

Przez kilka tygodni nie mogłam spokojnie posłuchać ich muzyki, ponieważ łzy cisnęły mi się do oczu. Nie mogłam uwierzyć, że słyszałam ich na żywo. W sumie nadal tak jest.

Od tej pory moja obsesja jest jeszcze większa. Podaję dalej praktycznie każdy ich tweet, robię screeny na ich snapchatach i instagramach, oglądam live'y na Facebooku, zapisuję każde możliwe zdjęcie. W ogromnym napięciu oczekuję na ich trzeci album i ogłoszenie trasy koncertowej po Europie, na której musi znaleźć się Polska. Mam nadzieję, że tak się stanie i będę miała możliwość pojechania na koncert.

Ich najnowszy singiel 'All Night' to po prostu cudo, a ostanie covery kocham całym sercem.


W tym poście nie było biografii The Vamps, ponieważ to możecie znaleźć w internecie. Tutaj jest moja historia, którą chciałam się podzielić.Wiem, że nie za dużo napisałam o koncercie, ale nie potrafię. To było dla mnie tak ważne wydarzenie, że nie umiem tego opisać.

Mam nadzieję, że dotarliście do końca. Niedługo kolejna historia :)


Zdjęcia pochodzą z fanpage'a na Facebooku, instagrama oraz gettyimages.com

Likes

Comments

Sesja zakończona, pierwszy semestr na studiach zaliczony, a więc czas na podsumowanie dosyć ciężkiego miesiąca.

W styczniu nie narzekałam na nadmiar wolnego czasu. Multum nauki, zaliczenia ćwiczeń i przygotowania do egzaminów nie pozwalały mi na zbyt dużo relaksu, jednak starałam się znaleźć chociaż krótką chwilę na odpoczynek.

Wyjątkowo zacznę od filmów. Nie obejrzałam ich wiele, ale za to ta ilość była wystarczająca, ponieważ były naprawdę dobre.

Pierwszy z nich to "La La Land".
Świetna obsada, cudowny soundtrack, niesamowite zdjęcia. Wybrałam się sama do kina, żeby móc jak najlepiej przeżyć oglądanie tego musicalu. Jestem zachwycona tym, jak Emma Stone i Ryan Gosling wcielili się w swoje role, a piosenka "City of Stars" skradła moje serce. Ze smutkiem muszę przyznać, że zakończenie troszeczkę mnie rozczarowało, ale jestem w stanie to zaakceptować, bo przecież życie pisze różne scenariusze. Podsumowując jednym słowem: CUDO!

Drugi film jaki obejrzałam, to "The Edge of Seventeen" z Hailee Steinfeld w roli głównej. Miałam nadzieję, że będzie mieć kinową premierę, jednak się nie doczekałam. Od końca listopada polowałam na ten film i w końcu w zeszłym miesiącu mogłam go obejrzeć.
Postać Nadine idealnie obrazuje życie ogromnej ilości nastolatek. W niektórych sytuacjach mogłam się z nią utożsamić, rozumiałam jej uczucia. Hailee świetnie się spisała, a Woody'ego Harrelsona polubiłam jeszcze bardziej po obejrzeniu tego filmu.
Polecam :)

W tym miesiącu nie oglądałam żadnych seriali, oprócz "Wyspy totalnej porażki". Tak, wiem. Mam

prawie 20 lat i oglądam kreskówki, ale to akurat jako odskocznia od nauki.
Przypomniałam sobie czasy, gdy oglądałam to na Cartoon Network i jakoś tak wyszło, że włączyłam pierwszy sezon. I chyba tylko na pierwszym poprzestanę ;)

Styczeń był bardzo zagmatwany pod względem gatunków, jakich słuchałam. Od popu, aż do muzyki klasycznej i soundtracków filmowych.
Ed Sheeran powrócił, a to znaczy, że codziennie słuchałam "Castle on the Hill" i "Shape of You". Wróciłam też do The 1975 i zakochałam się w "Somebody Else". Dużo czasu spędzałam na słuchaniu Bring Me The Horizon, Andy'ego Blacka, The All-American Rejects, Simple Plan, The Maine, Pierce The Veil, All Time Low, Fall Out Boy, My Chemical Romance i jeszcze wielu innych.
W czasie nauki towarzyszyła mi playlista z muzyką filmową (SOUNDTRACK FOR STUDY).

Do następnego :)

Likes

Comments

Rok 2016 minął mi bardzo szybko. Gdy dostałam wiadomość od Spotify z podsumowaniem roku, byłam bardzo zdziwiona, że już nadszedł ten czas.
Ten rok, pod względem muzycznym, był bardzo zróżnicowany. Słuchałam chyba każdego istniejącego gatunku, setek artystów i jeszcze więcej piosenek.
Oglądałam wiele rozdań nagród, ogromną ilość teledysków, wspominałam zapomnianych przeze mnie artystów, a przede wszystkim cieszyłam się muzyką i osiągnięciami moich ulubieńców.
I jeszcze jedna ważna dla mnie rzecz. Byłam na koncercie The Vamps!!!
W oparciu o podsumowanie ze Spotify, podzielę się z wami moim rokiem.

W roku 2016:
-spędziłam 9 573 minuty (nie licząc YouTube'a, radia, programów muzycznych w TV i własnych playlist na telefonie) słuchając muzyki
-przesłuchałam 665 wykonawców (możliwe, że było ich więcej)
-w moich głośnikach rozbrzmiewało 984 utwory (tego było o wiele więcej)

Moje TOP 3 utworów:
-Shawn Mendes - Treat You Better
-Andy Black - We Don't Have to Dance
-Shawn Mendes - Stitches

Najlepsi wykonawcy to:
-All Time Low (nie mogło być inaczej )
-The Vamps
-Coldplay
-Shawn Mendes
-The Wombats

Ulubione gatunki:
-Pop punk
-Pop emo
-Pop
-Post-Teen Pop
-Alternative/Indie

Oczywiście to tylko podsumowanie w oparciu o statystyki.

W rzeczywistości nie zabrakło również muzyki Jamesa Bay'a, Catfish and the Bottlemen, Fall Out Boy, Hailee Steinfeld czy Circa Waves.

W 2016 roku spełniłam jedno ze swoich marzeń. Byłam na koncercie The Vamps. Stałam w czwartym rzędzie dokładnie naprzeciwko sceny. Miałam idealny widok na chłopaków. Za każdym razem, gdy słyszę jakąś ich piosenkę, wspominam koncert i nie mogę uwierzyć, że słyszałam ich na żywo. To najwspanialsza rzecz, jaka przytrafiła mi się w tym roku.

Może to nie jest najdłuższe podsumowanie, ale właśnie tak wyglądał mój rok. Na pewno wiele z was może pochwalić się większymi liczbami, ale nie o to chodzi, prawda?

Najważniejsze są najlepsze wspomnienia związane z utworami i bycie zadowolonym z tego, że spędziliśmy rok w towarzystwie naszych ulubieńców.

Jeśli ktoś chciałby posłuchać piosenek, których najczęściej słuchałam, to zostawiam link do playlisty :) (klik)

​Do następnego xx

Likes

Comments

Jesień to dla mnie czas, kiedy odkrywam muzykę na nowo. Wracam do słuchania zespołów i artystów, których znam od dłuższego czasu, ale też szukam czegoś nowego. Oglądam ogromne ilości seriali i filmów. Dlatego postanowiłam, że podzielę się tym z wami :)

Zacznę od muzyki, ponieważ jest to moja ulubiona część.
W jesiennych miesiącach na moich playlistach króluje zdecydowanie alternatywa, rock i trochę indie. Nie ma tu za wiele mojego ukochanego pop-punku, chociaż przewijają się pojedyncze piosenki. Znajdzie się też odrobina popu. Według mnie takie rodzaje muzyki idealnie pasują do, w większości, ponurych dni.

W listopadzie najczęściej włączałam piosenki The Wombats i Catfish and the Bottlemen. Muszę przyznać, że w czasie wakacji nie słuchałam ich zbyt często. Za to teraz ich muzyka rozbrzmiewała w moich słuchawkach na nowo. Jestem związana z tymi zespołami od ponad roku, ale dopiero teraz, w pewnym sensie, doceniłam ich muzykę (szczerze mówiąc mam tak praktycznie zawsze). Nie będę pisać moich historii z nimi związanych, ponieważ (jak pewnie już wiecie) pojawią się o nich osobne posty.

W moich słuchawkach rozbrzmiewały także gotowe playlisty ze Spotify. Podlinkuję wam moje ulubione :)
(klik) (klik)
Zapomniałabym, że na początku miesiąca zrobiłam taki mały throwback i powspominałam trochę czasy gimnazjum. Obejrzałam teledyski Fall Out Boy i Panic! At the Disco.

Pod koniec października od nowa zaczęłam oglądać 'Słodkie kłamstewka'. Skończyłam pierwszy sezon i obejrzałam kilka odcinków drugiego. Szczerze mówiąc nie pamiętałam połowy z tego, co się działo, także odświeżyłam pamięć. Mam nadzieję, że zdążę obejrzeć resztę odcinków do kwietnia.

Oprócz tego kontynuuję 'The Flash'.

W tym miesiącu obejrzałam wiele filmów, ale napiszę tylko o kilku najciekawszych.

Najważniejszy i zdecydowanie najlepszy to 'Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć'. Świetna ekranizacja, niesamowite efekty specjalne, genialna obsada i gra aktorska. Jestem zachwycona grą Ezry Millera jako Credence'a. Z resztą każdy grał fenomenalnie. Jedyne czego żałuję to to, że nie obejrzałam w 3D. Dla mnie 10/10.

Kolejny wart obejrzenia film to 'Wybór'. Może nie jest to najlepsza ekranizacja powieści Sparksa, ale mnie bardzo urzekł. Byłam dosyć sceptycznie nastawiona do postaci Travisa granego przez Benjamina Walkera, jednak skradł moje serce. Bardzo przyjemnie oglądało mi się go na ekranie. Jak już wspominała, nie jest to najlepsza adaptacja, ale ma w sobie coś bardzo uroczego. Może jest trochę przesłodzony, jednak miło się go ogląda. Ma przepiękne kadry. Oceniam na 7/10.

A teraz komedia, która, o dziwo, bardzo mi się spodobała, czyli 'Randka na weselu'. Zac Efron i Adam DeVine spisali się świetnie. Wykreowali naprawdę genialne postaci, które od razu każdy polubi. Nawet Anna Kendrick całkiem dobrze się spisała, chociaż nie przepadam za nią. Aubrey Plaza też wypadła nieźle. Według mnie humor był beznadziejny, ale było się z czego pośmiać. Czas szybko mi zleciał, gdy oglądałam ten film. 7/10.

Do następnego xx

Likes

Comments

Od ostatniego wpisu minęło bardzo dużo czasu. Długo zbierałam się do napisania czegokolwiek. Szczerze mówiąc nie miałam do tego głowy. Szukanie mieszkania, przeprowadzka, rozpoczęcie studiów namieszały trochę w moim życiu. Miał być post o koncercie The Vamps, ale bardzo mocno go przeżyłam i nie byłam w stanie go napisać. Możliwe, że jednak pojawi się o nim jakaś wzmianka.

Przechodzę jednak do głównego tematu tego posta, czyli jednego z moich ulubionych zespołów jakim jest ALL TIME LOW.
Nie będę pisać całej ich biografii, bo to możecie przeczytać gdziekolwiek w internecie, choćby na Wikipedii :)

W skrócie:
Zespół powstał w 2003 roku w Baltimore. Gra głównie muzykę pop-punkową. W skład zepołu wchodzą: Alex Gaskarth (wokal, gitara), Jack Barakat (gitara prowadząca), Zachary Merrick (gitara Basowa) i Rian Dawson (perkusja). Wydali 6 albumów: The Party Scene; So Wrong, Its's Right; Nothing Personal; Dirty Work, Don't Panic (reedycja: Don't panic: It's Longer Now); Future Hearts.

Moja przygoda z muzyką All Time Low zaczęła się przez przypadek. Pod koniec stycznia 2013 roku zaczęłam słuchać Hot Chelle Rae. Jak to ówczesna gimnazjalistka musiałam polubić ich fanpage na Facebooku. Nie wiem czy teraz też tak jest, ale wtedy wyświetliły mi się propozycje stron innych podobnych zespołów do polubienia. Stwierdziłam, że może kiedyś ich posłucham i postanowiłam zapisać sobie ich nazwy na karteczce. Na pierwszym miejscu był All Time Low.


Miałam wtedy ferie zimowe i bardzo się nudziłam, aż przypomniałam sobie o kartce, która tkwiła gdzieś w szufladzie. Znalazłam ją i postanowiłam zacząć wyszukiwać muzykę tych zespołów w takiej kolejności, w jakiej miałam je zapisane. Wpisałam hasło 'All Time Low'. Oczywiście jako pierwsza wyświetliła się strona na Wikipedii, więc pomyślałam, że coś najpierw o nich poczytam, sprawdzę jakie płyty wydali. Gdy już częściowo zaznajomiłam się z ich biografią, zaczęłam wpisywać tytuły ich piosenek na YouTubie po kolei od pierwszej piosenki z pierwszego albumu. Gdy przesłuchałam ich pierwszą płytę stwierdziłam, że to chłam i już miałam zrezygnować, jednak coś kazało mi posłuchać następnej. Drugi album był dla mnie odrobinę lepszy, ale to nadal nie było to. Spodobała mi się tylko jedna piosenka ('Remembering Sunday').
Pierwsze przesłuchanie trzeciego albumu, Nothing Personal, to przełom. Muzyka z tej płyty spodobała mi się o wiele bardziej, niż z dwóch poprzednich. Przy czwartym i piątym albumie byłam na przegranej pozycji. Ich muzyka totalnie mnie pochłonęła. Przez kilka dni słuchałam ich na okrągło. Powoli zapamiętywałam teksty piosenek. Już nawet zaczynałam mieć swoje ulubione. Jednak ten stan był tylko chwilowy. Pomyślałam, że to nie jest ten rodzaj muzyki, którego chcę słuchać.

Na szczęście ten stan nie trwał długo, bo jakiś tydzień. Nieświadomie zaczęłam nucić 'Time-bomb'. I w ten sposób zrozumiałam, że ten zespół jest już w moim sercu. Gdy włączałam MTV Rocks czekałam na jakikolwiek z teledysków All Time Low (przez to czekanie zaczęłam też interesować się muzyką innych zespołów). I w końcu nadszedł ten dzień. Pamiętam go, jakby to było wczoraj.
W jeden z czerwcowych dni nie poszłam do szkoły, bo moi rodzice szli do pracy, a moja siostra miała wolne, więc też mogłam zostać w domu. Robiłam śniadanie i włączyłam MTV Rocks. Najpierw leciały piosenki Fall Out Boy, Foo Fighters i innych. Nagle słyszę znajomy głos. Szybko biegnę do salonu i wgapiam się w telewizor. W końcu się doczekałam. Po raz pierwszy zobaczyłam mój nowy ulubiony zespół, teledysk do 'Weightless' w telewizji.
Gdy nadeszły wakacje, całkowicie odpuściłam sobie ich muzykę. Słuchałam wtedy muzyki indie, trochę popu. Jakoś przestałam czuć więź z All Time Low.

Zaczął się wrzesień, poszłam do liceum. Przypomniałam sobie o nich. Zaczęłam wpadać w depresyjny stan. Szukałam coraz to nowych zespołów, jednak w tle był ATL. Nowe piosenki z reedycji 'Don't Panic' cały czas przewijały się przez playlistę. Do wiosny 2014 roku tkwiłam w dziwnym stanie psychicznym, jakoś zaczęło mi przechodzić. Między innymi dlatego, że skupiłam się na moich nowych idolach. Zdałam sobie sprawę, że minął już rok, odkąd pierwszy raz ich przesłuchałam.


Po wydaniu 'Future Hearts' zakochałam się w nich jeszcze bardziej. Byłam zaskoczona muzyką z nowej płyty. Według mnie zaczęli brzmieć trochę inaczej, ale nadal tak jak oni (nie wiem czy to zdanie ma jakikolwiek sens). Zachwycili mnie.
Obserwowanie ich na mediach społecznościowych pogłębiło moją więź z nimi. No wiecie, czułam, że jestem blisko nich, wiedziałam co się u nich dzieje. Gdy dołączyłam do grupy ATL na Facebooku, bardzo się cieszyłam. Mogłam dzielić się moją fascynacją ich muzyką i nimi samymi z innymi fanami. Uwielbiam publikować tam różne posty i zdjęcia, czytać komentarze, lajkować wpisy innych.
Słucham ich bardzo często. Wiadomo, że nie codziennie, bo tak chyba się nie da.
O tym, które piosenki są moimi ulubionymi nie będę pisać, bo wydaje mi się to zbyt osobiste. Jednak zdradzę wam, że 'Don't Panic' i 'Future Hearts' to moje ulubione albumy.

Muzyka ALL TIME LOW miała na mnie ogromy wpływ. Wydaje mi się, że to dzięki nim ukształtował się mój gust muzyczny. Zaczęłam postrzegać muzykę rockową zupełnie inaczej. Z zupełnie innymi uczuciami powróciłam do słuchania Simple Plan. Odkryłam inne niesamowite zespoły i artystów, na których na pewno nie zwróciłabym uwagi. Mogę stwierdzić, że to dzięki ich muzyce jestem tym, kim jestem.



Poniższe zdjęcia pochodzą z ich fanpage'a na Facebooku

Likes

Comments