Header

Jesteśmy pokaleczeni
głodni​
zmęczeni.
Czujemy powiew niespełnienia.
Na obrzeżach myśli
leży ponury kamień starzejącej się rutyny.
Dryfujemy na tratwie rzeczywistości
wyglądając lądu zmian - tych na lepsze.
Fale przenoszą nas zależnie od wiatru.
Nie mamy wioseł.
Prawda.
Za to ręce pełne rzeczy
koniecznych, do ozdabiania samotności.

Pogoda uderza nasze twarze
krajobraz przestał koić,
orzeźwienie kończy się na marzeniach.
Ze smutku błądzimy
w sobie.
Wzrok odlicza do startu…
Tyle że start był już dawno
w perspektywie mamy tylko metę
do wejrzenia lub przekroczenia,
jeśli na łzach wzruszeń nad przegraną
dopłynie do nas odwaga.

Bloguj z telefonu komórkowego - Nouw - jedna z najlepszych aplikacji do blogowania - Kliknij tutaj

Likes

Comments

W chwilach znaku zapytania znużonych powiek
niech wybrzmi cisza.
Przyjazna do głaskania marzeń,
na które z niedoczekania zaczniemy mruczeć.
Dumnym westchnieniem przeciągniemy myśl
o wyzwaniach, w których musieliśmy zmężnieć.
Życie brudziło nasze dłonie.
My honorowo, nie wycieraliśmy ich sumieniem?
Spokojne, ale nie nieskazitelne daje nam dobry sen i lekki śmiech.

Wątpliwości okrywamy płótnem powiek
zagłuszamy monologiem wartości
puszczamy nadmuchane dylematy.
W grającej ciszy
na koncercie równowagi.

Likes

Comments

U dzieci brak zainteresowania widzimy po tym, jak zostawiają zabawki, u dorosłych po tym jak zostawiają ludzi…


Likes

Comments

Poruszasz moimi doznaniami wywołując uśmiech, jaki najbardziej lubisz.


Likes

Comments

Takie słowa uznania to najpiękniejsza satysfakcja. Zapraszam Was na mój fanpage, gdzie pojawiają się częściej wpisy i fragmenty mojej twórczości. Dziękuję Wam, bo pisanie przy wenie to dla mnie przyjemność :)

Likes

Comments

Zsypujemy się w jedną chwilę
w klepsydrze enigmatycznych intencji
kształtując zamiar wspólnej drogi.
Na chwilę nim pryśnie? Na zawsze?

Miłość nie posiada terminarza…

O wschodzie zwiedzaliśmy swoje wartości,
teraz czując się bardziej swojo
bezpośrednio obserwujemy nasze twarze
przelewając przez nie ocean mimicznych nadziei.
Jesteśmy spokojni o każdy zmierzch.
Kołysanka dla mrugających rzęs:
wspólnie bierzemy truciznę, by nigdy już nie mówić „do widzenia”.

Tragiczna idea… Jakaż inna, kiedy

razem
lewa prawa
wschód zachód
pytasz - ja jestem
wątpię - ujmujesz moją dłoń mocniej.
Osobno
czekamy na tę odpowiedź i uścisk,
jakby wtedy dopiero
można było biec a słońce mogło wschodzić.

Gdy jednego opuści życie,
drugie jak słońce, już nigdy nie zaśnie
czekając by dopełnić swój krąg.



Likes

Comments

Szalona wydaje się zwykłość, gdy się za nią tęskni.


Likes

Comments

Pamiętasz, jak chcieliśmy być dorośli?
Głowy stykały się nam z miękkimi obłokami,
losy mieliśmy białe jak mleko do płatków,
w spodenkach na szelkach i czereśniowych kolanach
ścigaliśmy się do bazy…
Wyznaczaliśmy swój rejon zapisując kredą na chodniku ksywę,
śmialiśmy się nawet gdy się potykaliśmy,
obrażaliśmy się do czasu… otrzymania cukierka,
bez skrępowania zrywaliśmy i jedliśmy owoce z krzaków.
Obracaliśmy świat z przewrotem na trzepaku,
szybowaliśmy zeskakując z huśtawki.
Każde pytanie było nam potrzebne do nowego odkrycia,
temperowaliśmy prace domowe
i marzyliśmy o samych realnych rzeczach.
Zdzieraliśmy gardła w radosnych okrzykach
a w uszach szumiała nam wolność.
Zbieraliśmy patyki do budowli, a dziś po co komu te patyki?
Ufaliśmy sobie, bywało że za bardzo
tymczasem te same oczy porównują pensje, proporcje i prędkość.
Razem z mlecznymi zębami gubiliśmy beztroskę,
szelki zastąpił nam pasek,
szukaliśmy podpowiedzi w miejscach bez naszego kolorowego podpisu.
W pokojach mniej chętniej goszcząc mamę lub tatę, sami gasiliśmy światło przedspaniem.
Świat stawał się coraz większy i bardziej skomplikowany niż instrukcja do klocków,
zadania zajmowały już połowę strony w zeszycie,
a te najistotniejsze, jak to - czemu on na wycieczce odzywał się do niejczęściej…
całe popołudnie i noc rozmyślań.
Trenowaliśmy odpowiedzialność na polach wyobrażeń o dorosłości.
Pamiętasz, jak chcieliśmy być…
aż dorośliśmy.



Autentycznie najszczęśliwsza!

Likes

Comments

Chwyta mnie żartem, którego nie kryją jego roziskrzone oczy
niespodziewanie wieczór ubiera się w romantyczność przy blasku świec
komponujemy oddane spojrzenia i pochłaniamy swoje ciała
okryte oranżową poświatą.
W uwodzeniu gra natchnień, niepozornych niuansów,
które zaskakująco docierają do ośrodków pożądania.

Językiem ciała podejmujemy dialog namiętności
na styku przyśpieszonego oddechu nic nie ukryjemy.
Łapię ustami jego dolną wargę,
dotykiem rozpieszczamy się nawzajem.
Odpuszczamy cierpliwości, kiedy jesteśmy tak blisko.
Cicho roześmiana insomnia pragnień nadaje kontekst miłości,
gdy spijamy śmietankę dobrze przyrządzonej rutyny.
i parującego nad nią marzenia, by
po pierwsze i po ostatnie się kochać.




Likes

Comments