Przepiękna książka pełna nadziei i wiary

Są takie książki od których ciężko się oderwać. Które człowieka wciskają w fotel i zostawiają z huraganem w sercu i otwartą koparą. I nie, nie mówię tu o wciągającym thrillerze czy niesamowitej powieści detektywistycznej. Mówię o książce pełnej miłości, nadziei, ale też zwątpienia i niezgody na zastaną rzeczywistość. Pełnej złości i zawodu. A przy tym po brzegi wypełnionej Bogiem. Tym narodzonym o tym rodzącym się co dzień w naszych sercach.
Ta książka to 'Cud Bożego Narodzenia' Julianny Wołek z ilustracjami Sary Tchorek. Ukazała się nakładem Wydawnictwa Wołek i Osiołek (czyż to nie cudowna nazwa?!).
Bohaterką jest Anielka, dziewczynka mieszkająca z babcią. Jej rodzice pracują z dala od domu, w innym kraju. Ale w końcu mają się z córką zobaczyć. Przecież obiecali, że przylecą na Wigilię. Niestety, przez śnieżycę ich samolot zostaje odwołany. To już przesądzone. Nie spotkają się z córką.
Anielka nie może w to uwierzyć. Zła, zrezygnowana i smutna wybiega z domu i zaczyna nocną wędrówkę po ulicach. W końcu, kiedy jest już bardzo zziębnięta, nogi niosą ją do kościoła. Tego, do którego lubiła chodzić z rodzicami w czasie świąt, bo była tam ruchoma szopka. Szopka, której każdy szczegół znała na pamięć. I do której bardzo chciała kiedyś wejść. Stać się malutka i zajrzeć do tych wszystkich izb, pomieszczeń. I, co najważniejsze - na własne oczy zobaczyć małego Jezuska.
Ale Anielka wie, że to niemożliwe. Przecież coś takiego nigdy nie mogłoby się wydarzyć. A może jednak? Może wystarczy jedynie uwierzyć? I wtedy, w mgnieniu oka, można znaleźć się w samym środku świata, który znamy z religijnych przekazowi. W który wierzymy nawet wtedy, kiedy na chwilkę przyjdzie nam zwątpić...
Książka jest napisana w bardzo sprawny sposób. Nie ma tu dłużyzn. Nie ma nadmiernego epatowania religijnością, mimo, że to książka z religią mocno związana i z niej wyrastająca. Ale tu nie ma wiary na pokaz, którą niestety ostatnimi czasy coraz częściej można spotkać. Ta wiara, która tu jest, jest prawdziwa. To wiara nie tylko w Boga, nie tylko w Zbawcę. To wiara również w siebie, w swoje serce, w swoje tradycje. Wiara w to, że wszystko się kiedyś ułoży. Że wszystko mija prowadząc nas do tych dobrych chwil, na tę dobrą drogę. A co oznacza dobra droga? Dla każdego z nas pewnie co innego. Ale jeśli wierzymy - to będzie to droga prowadząca do niego, małego dzieciątka w żłóbku - tak bezbronnego i wszechmocnego jednocześnie. Będzie to też droga do siebie samych. Do serca każdego z nas.
Dla mnie to książka o czymś jeszcze. O ogromnej, wszechogarniającej miłości matki do dziecka. Nie ma na tym świecie potężniejszej siły. Zgodzę się z autorką, że matka patrząca na dziecko ma w sobie iskrę. Iskrę, która przypomina tę w oczach Maryi, kiedy patrzyła na swojego nowonarodzonego syna. Skąd wiem, że ta iskra tam była? Powiedziała mi mała dziewczynka w kożuszku. Z którą zdążyłam się bardzo zaprzyjaźnić.
Jeszcze słowo na temat ilustracji. Piękne to za mało powiedziane. One są wybitnie piękne. Delikatne, akwarelowe cuda. Takie, na które można się gapić godzinami. Natchnione. Uduchowione. A przy tym bardzo prawdziwe, przyziemne. Pokazujące dziewczynkę, która mocno stąpa po ziemi po to, by w odpowiednim momencie móc wzlecieć. I uwierzyć jak nigdy wcześniej.
Myślę, że ta książka pomoże Wam przeżyć Boże Narodzenie inaczej. Pełniej. Z tą iskrą w oku i kimś ważnym w sercu.
Więcej o tym gdzie i jak można książkę kupić znajdziecie na profilu autorki, Julianny na instagramie @rysunkowamama  oraz na zrzutka.pl/CudBozegoNarodzenia

Polubienia

Komentarze

Instagram