O tym, skąd się wzięliśmy

Witajcie! Ależ się cieszę, że w końcu, w ten paskudny i deszczowy dzień, udało mi się przysiąść na chwilkę i napisać coś dla Was. Czuję się, jakbym po bardzo długiej wędrówce wracała do domu. I nie są to tylko puste słowa. Naprawdę brakowało mi pisania dla Was. Dlatego już płynę do brzegu ;)
Dziś książka, której recenzję obiecałam już dawno temu. Magiczna, a przy tym tak bardzo realna. Książka, po lekturze której ulubionym słowem mojego starszaka stała się... Macica :D To 'Książka pełna miłości, czyli jak Michałek przyszedł na świat' Alony Frankel. Ukazała się nakładem Wydawnictwa Nisza. Zawsze wiedziałam, że to ja i mój mąż będziemy uświadamiać nasze dzieci. Że wolę, żeby wiedzę o 'tych rzeczach' dostały od nas, podaną w sposób bliskościowy i respektujący ich odczucia, niżli miały ją dostać od kolegów w szkole, albo - o zgrozo - z internetu! Stąd, kiedy tylko dowiedziałam się o tej książce, kupiłam ją niejako na zapas. Chociaż mój 2,5 latek już kilka razy ją czytał. Kiedy byłam w drugiej ciąży i obserwował moje zmieniające się ciało i rosnący brzuch, zadawał pytania co jest w środku. A kiedy dowiedział się, że jego brat, pojawiały się kolejne pytania. Ta książka, podobnie jak kilka innych tytułów, pomogła nam oswoić go z tym, że wkrótce pojawi się rodzeństwo. Nie ma tu owijania w bawełnę. Jest w prosty, jasny, a przy tym bardzo przystępny i nie wulgarny sposób pokazane co się dzieje, kiedy dwójką ludzi bardzo się kocha i postanawia mieć ze sobą dziecko. Jest i komórka jajowa i plemnik, ale książka w niczym nie przypomina podręcznika biologii ;) jest to po prostu historia o mamie Michałka, która na początku nie była jeszcze niczyją mamą i tacie Michałka, który nie był niczyim tatą. O tym jak spotkali się pierwszy raz i tęsknili za sobą, kiedy musieli się choćby na chwilę rozstać. I jak z miłości poszli ze sobą do łóżka. I jak w końcu wyszedł z tego Michałek. Jest w fajny, obrazkowy sposób pokazany przebieg ciąży miesiąc po miesiącu. Jest w końcu poród i mały Michałek, porównany trochę do Jezusa. Ale porównanie nie kole w oczy. Przynajmniej mnie. Są tu też teorie, które niegdyś wpajało się dzieciom. Że wyszły z kapusty, albo przyniósł je bocian. Jest też... Psychodeliczny zając z czerwonymi oczami. I to chyba jedyna rzecz, która mnie w tej książce przeraża ;) a cała reszta jest genialna. Naprawdę będzie to świetna lektura dla maluchów, które zaczną zadawać Wam pytania: 'mamo, tato, jak przyszedłem/przyszłam na świat?'. Bardzo polecamy!

Polubienia

Komentarze

Napisz komentarz...
IP: 82.99.3.229

@