Rozdział 2

Życie w niewiedzy ma swoje plusy i minusy, ale to co zdążyło się jak wróciłam do domu przerosło skalę możliwości.. Zdążyło ci się kiedyś, że jednego dnia mówisz o kimś o kim chcesz zapomnieć i nie chcesz mieć z tym kimś nic wspólnego a chwilę później ta osoba jak gdyby nigdy nic przychodzi do ciebie i odbiera ci wszystko?? Przejdźmy do sedna.. To co zobaczyłam w domu ruszyło mnie.. Ponieważ byli to moi prawdziwi rodzice.. Tak to byli moi kochani rodzeni rodzice. Wiecie co? Chcieli mnie zabrać! Po tylu latach chcieli mnie odebrać rodzinie która mnie wychowała, ktoś kto mnie w ogóle nie zna chciał mnie zabrać bo tak się mu podoba. Co zrobiłam ja? Wydarłam się na nich i wybiegłam z domu oczywiście na boso.. Po śniegu.. Poślizgnęłam się na lodzie i poleciałam na plecy uderzając głową o schody. Nie wstałam. Wpatrywałam się w niebo z nijakim spojrzeniem. Słyszałam tylko zagłuszone głosy "moich rodziców" Którzy krzyczeli: "do jasnej cholery to wasza córka a wy sobie jedziecie??!!!  Wezwijcie karetkę! ..  

-jak wyjdzie ze szpitala wrócimy po nią..  Na razie zróbcie wszystko żeby wyzdrowiała. - powiedziała moja matka

-słyszycie to?  Ja kur** nie wierze! Co za ludzie!!!  - krzyknął do nich Tomas i już chciał się rzucić z pięściami ale zrezygnował bo wiedział że nie może się wychylać jeżeli chce jechać na studia daleko od domu. 

-Tomas wyrażaj się proszę - szturchnęła go "mama" ..  Przyjechała karetka i mnie zabrała..  Słyszałam już wyraźniej więc usłyszałam jeszcze od mojej "mamy" -Kocham cię.. -po czym dodała do faceta wchodzącego do karetki- Nie dajcie im jej znaleźć. 

Nie mam pojęcia o co chodziło..  W głowie miałam milion pytań ale żadnej odpowiedzi. 

-Robert. -odezwał się po chwili facet ubrany na czarno z włosami rozczochranymi jak moje..  Ja miałam prawo takie mieć ale on?  Nie wie co to szczotka lub grzebień? Może jeszcze się nie myje. W głowie zaczęłam się śmiać .. Mój śmiech przerwał ból w tylnej części glowy. 

-słucham? - oderwałam się od myśli i zastanawiałam się czy odezwałam się od razu czy jakiś czas po tym jak coś do mnie powiedział.. Mężczyzna wpatrywał się we mnie jakbym była jakaś upośledzona..  Wtedy już wiedziałam że pewnie minęło około 10minut od tego jak coś do mnie powiedział..  Poczułam że rumienie się ze wstydu.  Gość chyba zrozumiał że nie usłyszałam więc powtórzył: - Nazywam się Robert Cooper jestem twoim wujkiem zabieram cię do "domu" - nie wierzyłam mu..  Wiem ze jestem adoptowana i pewnie nie znam większości "mojej" rodziny ale jemu nie wierzyłam.. Był przerażająco pewny siebie jakby był aktorem albo co gorsze porywaczem oni mają dobre teksty żeby przekonać albo po prostu za dużo naoglądałam się filmów, ale jeżeli tak by było to dlaczego "moja" rodzina oddała mnie jemu? 

-miałam jechać do szpitala! Zawieź mnie tam! -nie wiem czemu uniosłam głos,  może po prostu bałam się że coś mi zrobi jak pokaże strach lub przerażenie. 

-nie bój się mnie. - no normalnie jakby mi czytał w myślach.. Miałam się go nie bać? Może miał nóż albo co gorsze pistolet? Nie ma to jak jechać karetką żeby cię uratowali a giniesz w niej nie z przyczyn naturalnych. Miałam dość kłamstw. - jedziemy do szpitala. - dodał po chwili namysłu. 

-zdecyduj się..!! - nakrzyczałam na niego..  Po chwili zrozumiałam że zgotowałam sobie pewną śmierć-przepraszam. -dodałam żeby załagodzić sytuację. 

Facet nie odzywał się tylko pisał do kogoś SMS-y..  Halo to poważna sprawa! Gdzie jestem? Co tu robie? Gdzie jade?..  Bałam się zadać jakiekolwiek pytanie żeby nie zostać tak przez przypadek potraktowana paralizatorem lub czymś o wiele gorszym. Czasami na mnie zerkał ale tylko wtedy kiedy się poruszyłam.. Bal się że mu ucieknę?? Z jadącej karetki? 

.... 

Podróż przedłużała się więc musiałam zapytać gdzie jedziemy bo chciało mi się siku. 

Uprzedzając moje pytanie zrobił to pierwszy.. On chyba naprawdę Czyta w myślach.. Mam się bać bardziej? - Do domu, szkoły i szpitala jednocześnie.. Będziesz się edukowala w najlepszej chronionej szkole jaka istnieje.. Będziesz mieszkała z rówieśnikami którzy jak ty nie mogą być przy prawdziwych rodzicach.. -już chciałam zapytać czy coś by mi z nimi groziło ale... -chcą cię wykorzystać do celów naukowych ze względu na twoje zdolności ..  Chcą cię sprzedać.. Przykro mi że poznałaś brudną prawdę ale musisz wiedzieć że nie możesz stąd uciec.. To jest dla twojego bezpieczeństwa. 

-co za brednie.. Dlaczego mam wam ufać? -podniosłam głos gdy wysiadalismy z karetki przed ogromnym ciemno brązowym budynkiem z wielkimi murami i Bramą ze Strażą i kilkoma zabezpieczeniami.. Dopiero wtedy zauważyłam ze budynek znajdował się w samym środku zalesionego pustkowia na którym były tylko drzewa i inne rośliny krzaczaste..  Można powiedzieć że ledwo można się tu dostać.. 

-skąd mam wiedzieć że to nie wy robicie te eksperymenty? Skoro jest taka duża szkoła czyli sporo uczniów i ja mam uwierzyć że tyle rodzin robi takie złe rzeczy swoim dzieciom? Nie wierze i wątpię że mi przemówisz do rozumu. -popatrzył się na mnie najpierw sie lekko zaśmiał a później zrobił minę jak do walki. 

-słuchaj.. Nie wszyscy mają takie zdolności jak ty! Są tacy sami.. Ale ty nie jesteś.. Oni mają jedną zdolność nie musi być to coś naprawdę Wielkiego.. Np.moga przenikac do snów i wiedzą o czym śnisz.. Mogą z tobą rozmawiać w snach.. Jest bardzo malutko osób takich jak ty.. Nie więcej niż 3-4.. Jesteś wyjątkowa. Daj sobie pomoc. -popatrzył na mnie spod byka. Zaufam mu ale tylko dlatego ze nie mam pojęcia co do jasnej cholery się tu wyprawia. 

-Takie zdolności jak ja?? Ja nic nie wiem o żadnych zdolnościach.. - co się tu wyprawia? Heloł jakie zdolności? 

odchodząc dodał- dowiesz się w swoim czasie... Do zobaczenia na próbie INNYCH, panna Alison zabierze cię do twojego pokoju po rozpakowaniu się pójdziesz na badania po twoim wypadku na schodach... -poszedł sobie tak po prostu a mnie zostawił z panią która wyglądała na 30lat..pewnie jej wiek też jest kłamstwem.. 


(Postaram się dodawać kolejne rozdziały codziennie i przepraszam ze jest to takie krótkie ale muszę w pewnym momencie trzymać w niepewności) 




Likes

Comments

Rozdział 1

Bib bib bib.. Usłyszałam zza okna i z wielkim hukiem poleciałam zobaczyć co za debil trąbi na dworze w środku nocy.. Taaaak.. Jak się okazało to był mój starszy "brat" Który czekał tam na mnie od 20minut ponieważ mi się tak trochę za spało. Owszem, był ranek.. Tylko niebo o tej porze roku nie wykazywało chęci wstawania tak wcześnie.. Ale ja nie miałam takiej wymówki dzisiaj musiałam wstać o wiele wcześniej niż zwykle.. Nadchodziły urodziny mojego "ojca" Przepraszam że ciągle daje ich w cudzysłów, po prostu nadal nie mogę pogodzić się z tym że jestem adoptowana i nadal mi o tym nie powiedzieli.. Pewnie zastanawiacie się skąd to wiem?? Pewnego razu gdy przyszła pewna pani do naszego domu podsłuchałam jak pytała kim jestem i co tu robię? "Mama" Powiedziała do niej żeby się nie martwiła że jestem jej wnuczką i że jestem z domu dziecka.. Nie płakałam, nie ruszyło mnie to w ogóle.. Nie chcę wiedzieć gdzie są moi rodzice.. Zostawili mnie, to chyba już dużo żeby wiedzieć że lepiej mi będzie tutaj niż u nich.. A moze nie żyją? I mam potem się martwić jak ja sobie poradzę? Nawet ich nie znałam.. Wracając.. Dałam sygnał Tomasowi (mojemu "bratu") że nie ide jeszcze do szkoły, bo mam na 11:00 ale krzyknął, że jedziemy po prezent dla taty i inne duperele.. Szybko się zebrałam i wyleciałam z domu szybciej niż myślał Tomas.. Pojechaliśmy. Dzień był nudny jak zwykle. Gdy wróciliśmy do domu takiego obrotu akcji się nie spodziewałam... O.o

Likes

Comments