Refleksje kwietniowe w czasie zatrzymania....

Od 13 marca od kiedy wróciłam z Pragi, pozornie świat wywrócił się do góry nogami, ale nie dla mnie. Personalnie nie odczuwam izolacji, która została nam sztucznie narzucona. Duchowo nikt i nic nie może mnie zniewolić, więc moje poczucie wolności jest takie samo jak przedtem. Ponieważ mieszkam na wsi a moim domem jest w równym stopniu zagajnik, łóżko nad rzeką jak pokój z kominkiem, nie czuję różnicy w sposobie jakim spędzam wiosenny czas. Tegoroczny marzec nie różni się wiele od poprzednich (tych, kiedy zostawałam w Bieszczadach).

W zasadzie to jestem wdzięczna za wszystko co obecnie się wydarza. To błogosławieństwo i wielu ludzi będzie jeszcze tęskniło za tym czasem. Ktoś mógłby powiedzieć, że moje myślenie jest irracjonalne, bo właśnie została zamrożona turystyka - nasze źródło dochodów. Wprowadzone na szybko przepisy ograniczyły możliwości działania na w naszej branży a raczej uniemożliwiły w ogóle pracę. Zwalnia przecież cała gospodarka. Tracimy rezerwacje i przychody. Nie zarabiając (a mając koszty jak zawsze), paradoksalnie na poziomie duchowym ja doświadczam pełni a nie straty. Nigdy też nie wierzyłam w obecny system i w poprawność funkcjonowania tego modelu świata. Dlatego ze spokojem przyjmuję zmiany i upadki choćby miały dotknąć mnie samą. I choć nie zgadzam się z wieloma obecnymi przepisami i obostrzeniami, akceptuję ich istnienie. Część z nich jest irracjonalna, nielogiczna i chroni pewne grupy ludzi. Wyrażam więc wprost swoje opinie i i od początku dzielę się otwarcie swoim odczytem tej rzeczywistości. Owszem -podpisałam ostatnio jedną z petycji w słusznej sprawie - dotyczy akurat zniesienia zakazu wejść do lasów państwowych, bo zależy mi na zmianie tego co bezpodstawne. Jeśli mogę realnie wpłynąć na rzeczywistość to nie zamierzam chować głowy w piasek. Jednak nie czuję złości ani gniewu raczej współczucie do wszystkich urzędników uwikłanych w machinę przepisów, sterty papierów i rozporządzeń kopiowanych być może bezmyślnie lub ze strachu przed odpowiedzialnością. Odbieram niekiedy ich zniewolenie, przygnębienie i smutek. Nie zawsze mieszka tam samo zło i premedytacja działań. Niekiedy kolejne bezsensowne przepisy powstają z bezsilności, bezradności i pośpiechu. Oczywiście nikogo nie usprawiedliwiam. Jednak nie zamierzam swojej energii kierować tam, gdzie będzie ona zaprzepaszczona. Zwyczajnie jednak czuję niekiedy te emocje innych, które choć nie są moim światem, obserwuję je z boku.

Z mojej perspektywy ja właśnie teraz mam przestrzeń i czas nie tylko na to, co zawsze wiosną robię.

Remontuję, buduję, tworzę, piszę, maluję, medytuję i rozmyślam nad swoim życiem, podsumowuję ale w równym stopniu nie robię nic i w tym nicnierobieniu jest przestrzeń dla nowego i cisza dla ducha…..A najwięcej dzieje się w snach…. Wspaniałe, nowe kreację pojawiają się nocą a za dnia wprowadzam je w życie. A gdy będę gotowa, ukażę je światu., powoli, w swoim tempie. A ponieważ czasu darowano mi jeszcze więcej, to pojawiły się kolejne potencjały tworzenia i to jest wspaniałe. Za to czuję wdzięczność.

Marzec to dla mnie niedźwiedzie, powolne wybudzanie się z zimowego snu, to samotne spędzanie czasu ze sobą, w ciszy lub pośród drzew, to kąpiele w Sanie i z nią piękne rozmowy, to spacery z psiakami, obserwacje dzikich kaczek na stawie i oczekiwanie na wydrę - bo czy w tym roku do nas przyjdzie, wypatrywanie pierwszych liści na drzewach na przemian z odgarnianiem śniegu. Chwilowo marzec przeciągnął się na kwiecień.
Ostatni tydzień to były zaczarowane, rozgwieżdżone noce, które głównie Pavol spędzał na zewnątrz ale i ja mu niekiedy towarzyszyłam. Najbardziej magiczne były Plejady, bo odwiedziła ich na kilka dni Planeta Wenus a takie spotkanie jest nie częstsze, niż raz na kilkaset chyba lat. Moje prasiostry z Plejad pełne współczującej Miłości zaprosiły do siebie nie byle jakiego gościa, bo przecież Wenus od zawsze była kwintesencją Miłości. Cudnie więc było nam medytować w tak doborowym towarzystwie.
Odkąd podążam przez życie ścieżką serca, odkąd kocham i jestem kochana, świat mi służy i nie czuję się już ofiarą nikogo i niczego. Jeśli w najbliższych tygodniach i miesiącach zawali mi się jakiś fragment życia, to będzie znak, że mam iść inną drogą.
Obecnie czuję dwa światy. Jeden - to mój wewnętrzny, harmonijny, pełen pogody i takim jaki mi się na zewnątrz mego domu i w zasadzie takim widzę świat. Drugi to masowe pole świadomości, które tylko niekiedy przychodzi do mnie, puka, ociera się o mnie i nęci mnie swoim smutkiem, melancholią i swą intelektualną pseudo mądrością. Jednak najczęściej widzę to z boku. Jestem obserwatorem tego świata, ale nie jest on moim ani przez chwilę. Nie zapraszam go do siebie, nie otwieram mu swych drzwi. Bo dawno temu wybrałam z kim się przyjaźnię a z kim nie. Czuję jednak te emocje, których doświadcza świat, ale one nie są moimi. Jestem wdzięczna za te dary, za takką możliwość postrzegania rzeczywistości. I ja naprawdę nadal widzę nadzieję w Człowieku i jego nowej, podwyższonej świadomości, wibrującej wyżej i wyżej tam gdzie spotykają się korony drzew naszych braci i sióstr, tam gdzie Prasiostry Plejady iskrzą się i mrugają do mnie z przesłaniem : „Ufaj, miej nadzieję, puść przywiązanie do wszystkiego i po prostu bądź”.
Zatem Jestem.

Bosonoga Edzia, 7 kwietnia 2020r., Dwernik, Bieszczady

Polubienia

Komentarze