Ostatni post był bardzo optymistyczny. Jak na mnie...
Pisałam o nowych planach, perspektywach na lepsze życie. Dziś jednak to wszystko upadło, nawet szybciej niż się narodziło... znowu tajemniczo prawda? Planowałam zmienić prace, na coś spokojniejszego i bardziej pewnego i mocno się tym cieszyłam. Wiedziałam ze muszę popracować nad sobą przed ta zmiana a tu dziś dostałam informacje ze nie dostanę się do tego miejsca pracy. No może nie jest to pewne na sto procent ale jest problem aby dostać się nawet na najniższe szczeble a ja wolała. Ym to wyższe. Z drugiej strony można myśleć ze na stanowisko najniższe jest najwiecej chętnych i przyjmują tylko tych z przywilejami natomiast na wyższe potrzeba więcej i już nie jest tyle chętnych? Eh... sama nie wiem. W każdym razie wiadomość ta plus wyjazd mojego męża mnie dobiły. Na domiar złego moje dzieci nie chciały się dziś zbyt łatwo położyć spać była walka, ciagle bieganie z salonu do ich pokoju, uspokajanie o błaganie aby spały. A ja aby dać ujście emocjom zrobiłam co? Obżarłam się czekoladkami kinder moich dzieci. Jestem okropna matka. Krzyczę na moje dzieci a później zjadam im słodycze, po czym mam moralniaka i przeżywam ze żniw robię się gruba. Do mojego Rostowski celu zostało mi 6kg, taaa tak było przed świetami. Teraz mam kolejne 3kg na plusie.
Nie wiem co mam ze sobą zrobić jak mam normalnie funkcjonować skoro przerastają mnie proste rzeczy. Zastanawiam się czy jutro nie odwiedzić apteki aby kupić jakieś prochy na poprawę samopoczucia. Boje się o siebie.Nawet tytuł tego bloga jest przytłaczający. Chciała bym mieć w sobie więcej radości, tak jak było ze mną kiedyś.

Bloguj z telefonu komórkowego - Nouw - jedna z najlepszych aplikacji do blogowania - Kliknij tutaj

Likes

Comments

Dziś trochę bardziej optymistycznie. W życiu trzeba mieć cel. I ja mam nowy! Piękne jest to ze na ten jeden cel składa się wiele aspektów. Cel jest bardzo wymagający wierze się ze sporym przewrotem w moim życiu. Póki co nie chce mówić głośno co to za cel ale mam pełne wsparcie mojego męża. On jak chce potrafi zmotywować. W pierwszej kolejności muszę popracować nad oczyszczeniem umysłu i poprawa ciała. Walka o dobra formę jest ciężka ale jak tylu ludziom się udało to ja chyba tez dam radę? Przecież nie jestem gorsza, jestem po prostu leniwa ale jak ZSP E posłach to chyba radę dotrzeć nawet do gwiazd. Oby zapału nie zabrakło mi na najbliższe miesiące. Mam czas do końca roku aby zrealizować cały cel a 6 miesięcy aby sprawdzić czy fizycznie dam radę.

Wiem to wszystko dość dziwnie brzmi ale proszę trzymajcie kciuki aby mi się udało. Odmieni to moje życie i to bardzo i nie będzie już ono pełne zmartwień.

Buziaki

#zyciepelnezmartwien

Likes

Comments

Dziś miałam okropny sen. Czym są sny? Czy maja w sobie coś proroczemu czy jedynie odzwierciedlają nasze lekki na jawie o których boimy się mówić na głos? Myśle ze są czymś po środku.

Dziś śniło mi się ze mocno pokłóciłam się ze swoim tata, tata -alkoholikiem. Wyrzuciłam mu wszystko to co czułam, cała swoją złość za to ze pije i niszczy nasz rodzine, za te toksyczne środowisko. Tata się popłakał i wyznał że... umiera. Powiedział ze nie wiadomo kiedy ale niedługo umrze. Zaniemówiłem, nie wiedziałam jak się zachować. Uciekłam i się popłakałam.

Obudziłam się z dziwnym uczuciem w sercu. Tata jest alkoholikiem i wiem ze ta choroba go niszczy i niszczy wszystkich w koło zwłaszcza mamę. Nienawidzę go za to, jednak tez go kocham w końcu to mój tata i wiem ze w środku jest dobrym człowiekiem zamroczonym przez alkohol. Czy boje się ze któregoś dnia go zabraknie? Tak boje się i to bardzo, wiem ze to nieuniknione, każdego z nas kiedyś czeka koniec ale chyba nikt nie potrafi przejść obojętnie obok choroby swoich bliskich.

Naprawdę za dużo się zamartwiam. Tylko jak znaleźć spokój i szczęście kiedy w okol dzieje się tyle złego?

Miało tak nie być a treść jest smutna i przygnębiająca ale może dzięki przelewaniu słów na ekran będę się czuć lepiej i taka terapia pozwoli mi lepiej funkcjonować za dnia?

Okaże się za jakiś czas.

Mam nadzieje ze znajda się tu również bardziej pozytywne słowa.

Miłego dnia!

Likes

Comments

Życie pełne zmartwień… idealny tytuł na bloga, prawda? Jeśli to czytasz, zapewne sobie myślisz kolejna dziwna strona o problemach żony, matki i kochanki. Może tak… może nie...

Ciężko powiedzieć o czym to będzie, troszkę o wszystkim i o niczym. Pomyślałam, że ta strona ma mi pomóc oczyścić umysł, bo ostatnio bywa z nim różnie.

Życie pełne zmartwień, tak każdego dnia się zamartwiam o miliony różnych rzeczy. Czy mój mąż bezpiecznie wróci do domu, czy mój synek idąc do toalety i przechodząc obok schodów z nich nie spadnie. Czy moja córeczka nie jest zbyt okrągła i czy tak już jej nie zostanie. Czy dam radę wrócić do pracy po urlopie macierzyńskim i tam się odnaleźć. Czy… czy… czy… Ciągle jakieś zmartwienia i zamartwianie się na zapas. Dziś zmywając naczynia pomyślałam sobie dlaczego się tak zamartwiam? Jaki to ma sens? Czyż nie była bym szczęśliwsza gdybym cieszyła się chwila? Gdyby łapała życie całymi garściami? Tak było by o wiele prościej, tylko że… nie wiem czy potrafię. Naprawdę zazdroszczę ludziom którzy do wszystkiego podchodzą z optymizmem.

Kiedyś też taka byłam. Miałam naście lat i niewiele wiedziałam o życiu. Teraz też nie wiele wiem ale mam dzieci, męża, olbrzymi kredy na pól bliźniaka, który pochłania połowę naszego budżetu. Brakuje tylko psa ale to był by za Duzy problem. Dlatego pies póki co odroczony.

Mam niespełna 29 lat, wiele przede mną ale ja czuję jak życie mi ucieka. Dnie spędzam głównie w domu z maleńką córeczką, synek chodzi do przedszkola, mąż ostatnio coraz częściej wyjeżdża. Zostaję ze wszystkim sama i są dni kiedy chce mi się płakać i nie daję sobie rady. Nie wiem jak w tym wszystkim znaleźć czas dla siebie, na swoje małe potrzeby.

Dzieciaki są kochane, najukochańsze na świecie. Tyle że w tym swoim życiu po za uśmiechami tych maluchów nie znajduję… szczęścia.

Likes

Comments