"Mówię, że jest dobrze,

A sypię się od środka,

Spójrz... Blizny po tych kłamstwach,

To moja pamiątka."


Cześć wszystkim. Witajcie. Czas na kolejny wpis. Poprzedziłam go wzrotka z jednego, z moich wierszy.. Ech... Trudno mi się dziś pisze, znów łapie mnie "czarno- biały" dzień. Jeśli nie wiecie o co mi chodzi... Otóż... Czasem potrzebuje kilka dni dla siebie, w samotności. Twarzą w twarz ze swoimi myślami. Stany depresyjne miałam już zdiagnozowane na początku gim.. Zaczęło się zwykłym spadkiem samopoczucia... Z czasem to się pogłębiało. Do dziś ciężko mu z tym momentami funkcjonować, Ale muszę. Sami dobrze wiecie jak życie Czasem potrafi się skomplikować, więc nie mam co tu dużo mówić. Jeśli zaobserwujecie w swoim otoczeniu kogoś, kto podobnie się zachowuje... Ucieka od ludzi, towarzystwa... Bądźcie z nią. Nie pozwólcie jej się zamknąć. Bądźcie wtedy lekko natarczywi... I nie mówcie "głowa do głowy, będzie dobrze, się ułoży"- te wszystkie słowa mogą być źle zinterpretowane....

Bloguj z telefonu komórkowego - Nouw - jedna z najlepszych aplikacji do blogowania - Kliknij tutaj

Likes

Comments

To dość wstydliwy temat, rozumiem to doskonale. Ale piszę o tym, by pomóc komuś jakoś sobie z nimi radzić. One mnie też dotyczyły... Od 11 roku życia... Wyszłam z tego bez pomocy psychologów... Więc może komuś też pomogę... Ale może zacznę od podstaw i od początku. Anoreksja i Bulimia to dwie ciężkie choroby. Psychiczne, bo wszystko zaczyna się w głowie. Najczęstszymi przyczynami są problemy, ponieważ obniżają samoocenę i wartościowość każdego z nas. Chcemy w ten sposób zapanować nad sobą i życiem. Duża przyczyną są promowane szczupłe, piękne ciała i chęć wyglądania jak one. U mnie większą przyczyną były problemy, potem chęć schudnięcia, bo wmawiali mi nadmiar tłuszczu, chociaż moja waga była w normie... Więc... Jak to było? Jak się zaczęło? Przeżywałam bardzo samotność i problemy rodzinne więc nie byłam w stanie nic jeść. Każdy kęs był problemem. Potem, nie byłam w stanie w ogóle jeść normalnie, gdy sytuacja "życiowa" się poprawiła. Jadłam 3 łyżeczki zupy, które starczyły mi na parę nic. Zaczęłam liczyć kalorie. One były tak jakby częścią mnie. To było moje zadanie... Zaczęłam prowadzić dzienniczek z dziennym spożyciem kalorii i ich spaleniem. Ćwiczenia po jednej kanapce z sałata były obowiązkowe. Ponad 100 brzuszków, przysiady, 3-godzinne bieganie. Nie miałam sił na Nic, Ale tak wyglądało moje życie z początkiem anoreksji... Po czasie bliscy (przyjaciele) połączyli ze sobą fakty. Musiałam jeść przy nich. Co było też ciężkie, bo się wstydziłam. Ale musiałam walczyć o siebie. Więc jadłam częściowo coraz więcej, Ale unikając tłustego i bardzo kalorycznych rzeczy, typu słodycze, fast-food. Powoli odzyskiwalam Stara siebie. Trwało to dłuższy czas, Ale się opłacało. Sport zaczął być pasją. Gdy było już dobrze, przytyłam. Czułam się z tym źle... I zaczął się najdłuższy horror... Pierw jadłam 4 jabłka na dzień, schudłam 4 kilo, co nakłoniło mnie do większego zrzucenia wagi. Jednocześnie chciałam jeść coś więcej. Któregoś dnia pomyślałam, że zjem naleśnik. Tylko jeden. Ale wyrzuty były jeszcze większe niż podczas anoreksji. Gdzieś kiedyś słyszałam, że jeśli ktoś źle się czuje, po czym zwymiotuje nie samoistnie, złe samopoczucie przejdzie. I to miał być mój nowy patent. Mijały dni a ja trwałam w tym dalej. Jadłam po czym wymiotowałam. Potem ćwiczyłam. Następnie kilka dni się głodziłam, jechałam tylko na samej wodzie. Potem chęć zjedzenia... 3 paczki paluszków, kilka kawałków cista czekoladowego, duża pizza, herbatniki z czekoladą... Oj.. Dużo tego było. A ile kalorii. Nie mogłam znieść, że tyle zjadłam. Wyrzuty mną targały ogromnie. Zwymiotowałam, poszłam biegać. Trwało tak przez 3 lata. Miałam 14 lat, gdy to naprawdę zaczęło mnie męczyć. Zaczęłam czuć nienawiść do siebie. Zaczęłam się modlić, śpiewać w churku. Czułam prawdziwą siłę i chęć walki z tym. Zaczęłam jeść normalnie posiłki. 3 posiłki dziennie. Wyrzuty nie dawały mi jednak spokoju, dalej wymiotowałam. Czułam się źle, Ale nie zwracałam już uwagi na wagę, liczby, powiększający się kęs w ustach. To był mój mały- wielki sukces w walce o siebie. Byłam dumna z siebie. Otworzyłam się znowu na świat. Sytuacja w domu się trochę zmieniła. Przeprowadzialam sie. Na początku ciezko Mi bylo się zaklimatyzowac. Odnaleźć w nowym miejscu po tylu latach. Po 2 tyg siedzenia w zamkniętym pokoju, sama. Wyszłam. Widziałam dzień, światło.... Może to dziwne, Ale naprawdę mnie to cieszyło, bo przestałam już widzieć kolory, jak wygląda radość. Uwierzyłam w siebie. Zaczęłam dalej zmieniać. Miała to być zmiana na lepsze. Nowa wersja mnie. Zmieniłam fryzurę, NASTAWIENIE...Poznałam chłopaka który był wsparciem w tej ciężkiej walce. Zaleczyłam bulimię, po 4 latach. Już się nie mecze od 7 miesięcy!! Oczywiście, mam dni, w które jem naprawdę minimalnie, dwie kanapki. Unikając potraw tłustych. Ale potrafię również zjeść 3- posiłki. Bez dużych wyrzutów. Mam chwilę słabości, gdzie chciałabym pozbyć się tego, co zjadłam. Ale wychodzę od razu, zdala od domu. Moja waga teraz wynosi 58 jest w normie. Spada w dół sama. Ja się mecze, a coraz bardziej zaczynam cieszyć się swoją figurą, AKCEPTOWAĆ ciało, co jest najważniejsze.

Dla jasności : tych chorób nie można wyleczyć, One tam gdzieś z tylu głowy zawsze będą. Można je zaleczyć, żyć normalnie i nie dawać się im.

2) chcesz wyjść ? Znajdź siłę. Wiarę. Ludzi, którzy cie będą wspierać, patrzeć jak jesz. Zwiekszaj stopniowo posiłki. Po posiłku unikaj sportu. Zajmij się czymkolwiek, byś nie myślał, ile i co zjadłeś. Jeśli masz chęć wymiotować wyjdź z dala od domu. Zajmij się sobą. Nie się wyrzutom. BĄDŹ GOTÓW NA ZMIANĘ!!

Gdy stwierdzono u mnie te choroby, nie wierzyłam, że ja mogę je mieć. Było to u mnie niemożliwe. Trwałam w zaburzeniach odżywiania 5 lat!😳 zaczęłam się przyzwyczajać do tego, że są to moje nowe przyjaciółki. Ale odnalazłam w sobie walkę. Psychologowie nic nie dawali, gadali i dawali kartki jak powinnam jeść. Zamiast pomoc, lub nawet wesprzeć psychiatrą. Teraz to wydaje mi się śmieszne. W chorobie, czy nie, spróbujmy walczyć sami.

Oni i Tak, mają taki zawód z książek. Większości nie przeżyli. Potrafią powiedzieć tylko, że pomogą, że nie jesteś sam, Ale prawda jest inna. Poza tym będziesz miał satysfakcję z wygranej wojny życiowej, gdy sam zawalczysz.

"Umiesz liczyć? Licz na siebie."



Likes

Comments

To żaden nowy temat... Każdy kiedyś miał problemy. Są one częścią naszego życia. Niektóre przez popełniane błędy, niektóre przez ludzi, którzy nie potrafią zaakceptować nas w całości... Że istniejemy... Stąd tracimy siły, bo niektóre nas przygniatają... Moje nabrały na potędze w latach gimnazjum... Rodzina mnie nie akceptowała, trudno powiedzieć nawet czy kochała. Czułam nienawiść od nich do mojej osoby. W sumie od dzieciństwa było ciężko... Słowo "rodzina" dla mnie nie istniało, Ale w czasie gimnazjum jej najbardziej potrzebowałam, a jej nie było... Dlatego w tym czasie to najbardziej bolało. Każdego dnia musiałam nakładać maskę. Teraz zastanawiam się "po co"? W szkole nie czekali na mnie znajomi, przyjaciele, tylko ludzie pełni egoizmu i oportunizmu. Poniżali i wyśmiewali mnie na każdym kroku. Pokazując, że nie nadaję się do niczego i jestem nikim. "Gównem społecznym, niższym szczeblem, niewartościowym człowiekiem." Wracałam we łzach do domu, tam wylewając jeszcze więcej... Przestałam wierzyć w To, że kiedyś będzie lepiej, że się ułoży.

Jeden dzień był całkiem najgorszy, który zrujnował mnie do końca... Trafił mi się niemoralny wujek, jeśli ktoś w ogóle domyśla się, co mam na myśli... Innymi słowy... Ech... Dotykanie mnie przeciwko mej woli, w nietaktowne miejsca i słowa które nie powinien mój wujek wypowiadać do mnie... "Pocałuj mnie, daj język, zapłacę ci, jesteś taka seksowna." Nie jestem kimś kto, by się na to zgodził. Ile ja miałam lat? 12-14. To dalej boli, szczególnie, że mało kto o tym wie, nawet po upływie tych paru lat. Rodzicom nie wspomniałam ani słowa... Nie uwierzyliby, a nawet jeśli, to by nie zareagowali...

Wszystko trzymam do dziś w sercu, pamiętając o tym szczególnie w nocy... Domyślam się, że niektórzy z was też przeżywali i przeżywają do dzisiejszego dni, niektóre sytuacje... Niestety zapomnieć nie jest tak łatwo... Nasza pamięć jest jak pamiętnik, wszystko zapisuje...

Problemy były, są i będą. Ważne jest jedno, byśmy umieli sobie z nimi radzić, podnosić się każdego dnia, mimo, że są zapisane na zawsze... A chce być silniejszą pisząc...


Likes

Comments

Historię z pisaniem zaczęłam już od najmłodszych lat... Jak dobrze pamiętam, 4-5 klasa podstawówki . Wiadomo pierwsze niezbyt doskonale teksty. Byłam tylko dzieckiem, nie widziałam jaką drogą podążam. Dopiero się uczyłam. Zaczęłam pisać, gdy byłam rozbujana emocjonalnie... Teraz tego nie żałuję, sądziłam że

Robie krok w przód. I to była dobra decyzja. Pisanie pomaga mi normalnie funcjonować... By wiele rzeczy mnie mniej gniotlo. Poznacie moją historię w innych wpisach. Mam nadzieję że już nikt nie odczuje krępacji... Trzeymajcie się. Miłego czytania.

Likes

Comments

Hej, jestem Ola. To mój drugi blog. Jestem 16-latką o cimnych blond włosach. Z wieloma zainteresowaniami. Najważniejszym hobby jest pisanie wierszy, które zamieszczam na wattpad. Pisze, by odreagować, by poradzić sobie z codziennością. Biegam, by poczuć się silniejszą! Muszę w końcu uwierzyć, że mam siłę, pokonam swoje słabości.

Więc może zacznijmy od początku tę podróż z blogiem....

Likes

Comments