Obecnie łatwo można zauważyć jak wielki szał panuje teraz na przedłużane rzęsy. Salony kosmetyczne zbijają na tym ogromne pieniądze, a media społecznościowe aż huczą od nadmiaru zdjęć metamorfoz. Jakiś czasu temu sama postanowiłam spróbować i umówiłam się na założenie sztucznego wachlarza. Czy warto?


Przede wszystkim zanim zdecydujecie się założyć, nie oszczędzajcie na tym. Jeśli rzęsy zostaną niepoprawnie doczepione, Wasze naturalne mogą ulec znacznemu zniszczeniu. Wiele jest ‘profesjonalistek’, które okrzyknęły się tym mianem mimo, że nie mają z nim nic wspólnego. Wartom poszukać dobrego salonu, który cieszy się dobrą opinią i obsługą.









Plusy

 - duża oszczędność czasuZdecydowanie to było na plus. Wystarczyło nałożyć podkład, trochę bronzera i już byłam gotowa do wyjścia. Jakikolwiek makijaż oczu już nie był konieczny. Było to bardzo przydatne w sytuacjach, gdy byłam spóźniona lub miałam mało czasu na przygotowanie się. Rzęsy wyglądały zawsze zjawiskowo.

-optycznie powiększają oczyTo kolejny plus dla mnie. Mam bardzo małe oczy, które zawsze wprawiały mnie w kompleksy. Moje sztuczne rzęsy były dosyć długie i ładnie podkręcone, co sprawiało, że ładnie rozkładały się na boki, a moje oczy wyglądały na optycznie większe o czym zawsze marzyłam. Dawały lepsze powiększenie niż tradycyjna kreska.

-idealne na wyjazdyTo prawda. Jadąc na wakacje nie trzeba się totalnie niczym martwić. Nawet gdy nie mamy warunków do zrobienia makijażu, nasza twarz i tak będzie wyglądać zjawiskowo, bo tak jak wcześniej wspomniałam rzęsy odwalają całą robotę. Po prostu budzisz się naturalnie piękna. Wystarczy ledwo przypudrować nosek, by pozbyć się sebum i gotowe! Możemy ruszać dalej!





-dodają elegancji i szykuZ tym zgadzam się w 100%. Po założeniu rzęs nie mogłam poznać, że ja to ja! Nadały one zupełnie nowy wymiar mojej twarzy. Przyciągała ona uwagę. Rzęsy dodały mi pewności siebie, bo wiedziałam, ze wyglądam naprawdę dobrze. 




Minusy

- jest to kosztowny wydatek
No niestety. Ja miałam rzęsy 3D. Założenie to ok. 200 zł. Później co ok. miesiąc uzupełnienie ubytku. W zależności od tego jak wielki ubytek mamy, tak wahać się będzie cena. Tak więc co miesiąc trzeba zainwestować średnio ok. 150 zł. Nie jest to mała kwota.

-trzeba bardzo uważaćPosiadanie sztucznych rzęs wiąże się z tym, że musimy poświęcić więcej czasu na codzienną pielęgnację. W okolicach oczy musimy stosować płyn micelarny, a jeśli zdecydowaliśmy się na cienie do powiek lub eyeliner, delikatnie usuwamy go za pomocą wacika do uszu. Przy czym trzeba bardzo uważać, by nie uszkodzić rzęs. Dla mnie na początku kłopotliwe było także spanie. Czułam się bardzo niekomfortowo, a co więcej miałam wrażenie, że śpiąc na boku moje rzęsy są miażdżone przez poduszkę. Okazało się, że to kwestia przyzwyczajenia, ale musiałam naprawdę uważać w jakiej pozycji trzymam głowę.

-wodaTutaj też trzeba było się nagimnastykować. Przestałam myć włosy pod prysznicem tylko myłam je na sam koniec nachylając się nad brodzikiem oraz zakładałam specjalną opaskę, która chroniła moje oczy przed ewentualnym dostaniem się tam wody. Od samego początku moja kosmetyczka mi doradziła, by unikać wody i miała całkowitą rację.  Jakiś czas po założeniu rzęs miałam drobne problemy osobiste, które przyczyniły się do tego, że się po prostu rozpłakałam. Płakałam przez około 30 minut. To co się stało z moimi rzęsami było totalną katastrofą, nie mówiąc już o tym, że część z nich mi wypadła. Były mega sklejone i nie dało się ich w ogóle rozczesać. Co prawda po 2-3 dniach wróciły do normy, ale teraz co by się nie działo staram się panować nad emocjami. 

-okulary/soczewki kontaktoweDopóki nosimy soczewki kontaktowe to nie ma najmniejszego problemu. Niestety miałam drobne problemy z oczami i musiałam przerzucić się na okulary. Tu pojawiła się drobna komplikacja, ponieważ rzęsy były za długie i cały czas zawadzały mi o okulary. Ciężko było znaleźć idealne rozwiązanie, więc zakładałam okulary na czubek nosa tylko w sytuacjach, które naprawdę tego wymagały.



Podsumowanie

Mimo, że sporo jest minusów to przed wakacjami na pewno założę rzęsy jeszcze raz. Jest to ogromna wygoda, a tak szczerze mówiąc w rzęsach poczułam się naprawdę piękna.  Dodają szyku, elegancji i nadają zupełnie nowy wyraz. Jeśli minusy Was nie zniechęciły to zakładajcie rzęsy, polecam! 


A co jeśli chcecie mieć piękne rzęsty, ale nie chcecie się zdecydować na sztuczne? Na to też są rozwiązania, a mianowicie..odżywki! 






Long4Lashes
W internecie jest mnóstwo zdjęć obrazujących jakie cuda może osiągnąć tą odżywką. Mojej koleżance tak urosły rzęsy, że musiała je podcinać! Pierwsze, drobne efekty można uzyskać już po miesiącu. Niestety, żeby zobaczyć fenomenalne efekty trzeba regularnie stosować i poczekać ok. 6 miesięcy. Wiele osób taka perspektywa właśnie zniechęca.Cena ok. 80 zł

BiotebalO tej odżywce dużo się mówi! Nie stosowałam jeszcze, ale zamierzam kupić zarówno tę do włosów jak i do rzęs. Widziałam efekty w internecie i powiem szczerze, że były imponujące.Cena ok. 40 zł

RevitalashPo stosowaniu tej odżywki efekty widać bardzo bardzo szybko, ale.. jest duuuże ALE. Po odstawieniu wszystkie te rzęsy, które nam urosły zaczynają wypadać i efekt jets taki, jakbyśmy w ogóle jej nie stosowali.
cena ok. 250 zł

EvelineTo małe, tanie serum przerosło moje najśmielsze oczekiwania. Używałam go jako bazę pod tusz. W połączeniu z tuszem dawło efekt gigantycznych rzęs! Byłam w szoku. Co więcej moje rzęsy zyskały objętości. Pojawiło się mnóstwo nowych. Rewelacja!

Mam nadzieję, że chociaż po części rozwiałam wasze wątpliwości co do rzęs i odżywek. Powiedzcie mi jakich kosmetyków Wy używacie. Trzymajcie się!

Likes

Comments


Cześć!
Tak jak chyba każdej kobiecie od zawsze marzą mi się długie włosy. U mnie sprawa się nieco komplikuję, gdyż.. lubię z nimi eksperymentować. Co się za tym kryje? W zasadzie na każde niepowodzenie życiowe odreagowywałam zmianą koloru włosów. Wpływało to zawsze dobrze na moje samopoczucie. Ale chyba nadszedł ten moment, w którym wiem co chcę zrobić z włosami na dłużej, ale ilość przeprowadzonych na nich eksperymentów mi na to nie pozwala.

Swoją walkę o piękne włosy zaczęłam już dawno, ale brakowało mi determinacji i samodyscypliny. Aż do dziś. Aż do teraz. Mam jasno określony cel, który zrealizuję. Teraz będę powoli, ale zdecydowanie dążyć do blondu.



Moje włosy są rudawe. Strasznie się kruszą. Bardzo się plączą. Rosną stosunkowo wolno. Znalazłam jednak fryzjerkę, której naprawdę zależy, by pomóc klientowi. Poradziła mi przez miesiąc totalnie regenerować włosy. Następnie przyjść na podcięcie. Później zastanowimy się, co z nimi będziemy robić dalej.



Z tej racji, że kosmetyki fryzjerskie są dosyć drogie, poleciła mi takie z drogeryjnej półki. A mianowicie poleciła bym zakupiła kosmetyki GLISS KUR oraz regularnie olejowała.

Poniżej znajduje się plan pielęgnacji na najbliższy miesiąc. Może i Ty podejmiesz wyzwanie? :)

1. Olejowanie min. 2 godziny przed myciem. (myję włosy 3 razy w tygodniu). Do olejowania używam olejków z Nacomi. Najlepiej się u mnie sprawdza olejek ze słodkich migdałów. Zamawiam je na tronie Triny.pl. Uwielbiam tę stronę!

2. Olejki na końcówki - trochę silikonów na końcówki nam nie zaszkodzi, a co więcej może je uchronić przed uszkodzeniami mechanicznymi i rozdwajaniem. Polecam ten od Marion. Pięknie pachnie, a końcówki wyglądają na zdrowsze.


3. Wcierka - przez ten miesiąc będę używać wcierki z kropli żołądkowych i wody, która sprawia, że po 3 tygodniach mamy mnóstwo tzw. baby hair. Mam jeszcze w zapasie wcierki od Jantar, ale nie na później przyjdzie pora. :)


4. Maska - po każdym myciu (bo u mnie jest to 2-3 razy w tygodniu) będę nakładała maskę. Tak jak polecała mi fryzjerka będzie to GLISS KUR. Uwielbiam zapach Ultimate Repair.


5. Ochrona przed suszeniem - nie mogę zrezygnować z suszarki, bo moje włosy bez suszenia są tragiczne, ale zainwestowałam w preparat chroniący przed wysoką temperaturą. Postawiłam na John Frieda. Kupiłam go za granicą, ale jestem pewna, że w Polsce również jest dostępny.


6. Łatwe rozczesywanie i ochrona przed puszeniem - w tym wypadku postawiłam na produkt Dr Sante. Uwielbiam produkty od Elfa Pharm. Green Pharmacy już dawno pokochałam za niesamowite kosmetyki. Nie tylko do włosów. Dodatkowo, by włosy się nie elektryzowały używam sprayu Shauma - Krem i Olejek. Trzeba z nim uważać, bo zbyt duża ilość może przesadnie obciążyć włosy.


7. Witaminy - obecnie kończę drugie opakowanie Hairvity. Gdy skończę trzecie myślę o zrobieniu sobie przerwy i zakupie Biotebalu, który również wiele osób chwali. Co mogę powidzieć o Hairvity? Włosy mocniejsze, a paznokcie rosną jak szalone. Ponadto stały się bardzo twarde. Hairvity zdobyło moje serce!



Tak jak wspomniałam zobaczymy co po tym miesiącu się zmieni. :) ogólnie moja fryzjerka powiedziała, że przy tak zniszczonych włosach lepiej nie unikać SLS i parabenów, bo w tym przypadku mogą one pomóc je zregenerować. Przy zdrowych włosach się nie poleca stosowania kosmetyków z tymi składnikami, ale przy zniszczonych odrobina nie zaszkodzi.

Bardzo się cieszę, że Anwen otworzyła swój sklep, bo jestem ogromnie ciekawa jej kosmetyków. Mam włosy średnioporowate i już się przymierzam do zakupu maski! Czekam też na więcej jej produktów. :)

Za miesiąc pokażę Wam efekty przemiany. (o ile jakaś będzie :P)

Teraz życzę Wam miłej niedzieli i udanego tygodnia.
Trzymajcie się!

Likes

Comments

Oszczędzanie - każdy słyszałam, mało kto praktykuje. :) Przyznam, że nie jest to sprawa prosta, bo na każdym kroku witryny kuszą nas wspaniałymi wystawami, którym czasem ciężko odmówić. Jednak wakacje się zbliżają. Co zrobić, by jednak gdzieś pojechać? Mam zamiar rozwiązać ten problem (nie, niestety nie mogę Wam po prostu dać pieniędzy :P). W dzisiejszym poście pokażę Wam różne sposoby na oszczędzanie. To już ostatnio dzwonek, żeby zacząć odkładać na wymorzone wakacje! Im później zaczniemy, tym większe kwoty będziemy musieli odkładać.

WIRTUALNA SKARBONKA
Pierwszy sposób


KONTO OSZCZĘDOŚCIOWE

TRADYCYJNA SKARBONKA
Niektórzy o niej zapomnieli, inni dalej zacięcie praktykują. Jest to fajna opcja o ile naprawdę wrzucamy tam pieniądze :) Taka skarbonka zawsze zostaje w domu więc gdy nagle natrafimy na coś fantastycznego, nie mamy przy sobie pieniędzy, by to kupić.

MONETY DO PUSZKI

WYPRZEDAŻE


RÓB PRZEMYŚLANE ZAKUPY SPOŻYWCZE
Tak, wbrew pozorom to naprawdę ważne. Warto zrobić sobie listę zakupów, których naprawdę potrzebujemy. Bardzo często jedzenie w naszych lodówkach się marnuje, bo np. kupimy za dużo, nie mamy już na to ochoty lub wolimy sobie kupić gotowy obiad niż go sobie ugotować. Co więc zrobić? Bądźmy konsekwentni i wyjadajmy to co mamy w lodówce. Przemyślmy dobrze posiłki na cały tydzień i kupmy właśnie te produkty. Po co wyrzucać jedzenie, które nie przejemy? Przecież te pieniądze można lepiej spożytkować. :)




ZOSTAŃ HONOROWYM DAWCĄ KRWI
Ta opcja ma same plusy! Po pierwsze zrobisz coś naprawdę dobrego, co może się przyczynić do uratowania ludzkiego życia. Po drugie dobre uczynki sprawiają, że czujemy się lepiej z samym sobą. Nie wierzysz? To spróbuj! A po trzecie fajnie byłoby mieć darmową kartę miejską, co? :> Zostań honorowym dawcą i jeździj po mieście za free. :) 


WYPISZ SIĘ ZE WSZYSTKICH NEWSLETTERÓW
W ten sposób po pierwsze nie będziesz otrzymywać na maila tych 'niesamowitych okazji', a tym samym nie będą Cię one kusić ;) wedle zasady: czego oczy nie widzą, temu serca nie żal. 


Likes

Comments

Cześć!
Było podsumowanie roku to muszą być i noworoczne postanowienia. Ważne jest, by przy tworzeniu postanowień były one realne do zrobienia. Lepiej też nie przesadzać z ilością. Nie idźmy na ilość, ale na jakość. Chodzi przecież o to, by je zrealizować, a nie by zrobić fikcyjną listę, o której szybko zapomnimy. Ja mam 8 głównych celów, z których będę się skrupulatnie rozliczać co 3 miesiące i sprawdzać swoje efekty i stan postępów. :)

1. Wrócić do poprzedniej wagi
Mimo, że poprzedni rok był dla mnie bardzo udany, były i przykre sytuacje, które dosyć mocno się na mnie odbiły. Jak na nie reagowałam? Niestety jedzeniem. Zamieniłam tez pracę stojąca na siedzącą i tak przybyło 15 kg.. :< Próbowałam siłowni, ale nie mogę się zmobilizować. Jestem serialową maniaczką i chyba jedynym rozwiązaniem jest ćwiczenie podczas oglądania. Mojej siostrze bardzo pomógł stepper z Decathlonu. Mam zamiar i ja go zakupić na początku lutego.


2. Pojechać na wakacje
We wrześniu byłam na wakacjach życia i w tym roku zamierzam uczynić to ponownie. Zakładam, że znowu uderzę w Hiszpanię. Może nie Majorka, ale na pewno w tamtym kierunki. Jak się uda to Barcelona, która jest kolejnym miastem, które bardzo chciałabym odwiedzić. Mam też mnóstwo książek do hiszpańskiego to może przy okazji zmobilizowałabym się do nauki tego pięknego języka? :)


3. Wrócić do nauki tureckiego
Dawniej moje życie było bardzo związane z Turcją. Mam nawet bloga o niej (możecie znaleźć go tutaj). Jest to naprawdę inspirujący kraj, a kino tureckie wręcz ubóstwiam. Jeszcze studiując zapisałam się na lektoraty z języka tureckiego i to był strzał w dziesiątkę. Od razu pokochałam ten język. Jest piękny, lecz dosyć trudny. Niestety z powodu braku czasu musiałam zaprzestać nauki. Jednakże muszę się zmobilizować i zacząć się go uczyć na nowo! Mniej leniuchowania, więcej rozwijania swoich pasji i inwestowania w siebie!



4. Chociaż raz pojechać do Dublina
Tak jak wspomniałam w zeszłym roku byłam w Dublinie trzy razy. Wiem, że w tym nie będę miała możliwości to powtórzyć, ale chciałabym pojechać tam chociaż raz. Ten klimat, niesamowici ludzie, brak pośpiechu tworzą tak totalnie inny świat od tego co mam w Warszawie. Oczywiście Warszawa daje możliwości jakie niekoniecznie dają inne miasta w Polsce, ale trzeba przyznać, że jest tu dużo chamstwa, a ludzie się nieustannie spieszą. Skoro w innych miastach można wolniej i spokojniej to dlaczego u nas nie? :)


5. Regularnie gotować
O taaaak! Ogólnie gotuję sporadycznie. Mamy w pracy catering więc jest możliwość zakupienia gotowego posiłku, a to strasznie rozleniwia. Chciałabym jednak to zmienić i mieć większy wpływ na to co jem. Zamierzam też zainwestować w porządną dietę. Czego więc brakuje? Wytrwałości i determinacji. Nad tym zdecydowanie trzeba popracować :) Słyszałam też o fenomenie OXY diet. Chyba na tę się zdecyduję.





6. #52bookchallange
Uwielbiam czytać. W zeszłym roku przeczytałam około 30 książek. W tym roku chcę pobić tę liczbę i czytać jeszcze więcej. Jest to kwestia lepiej zorganizowanego czasu. Na moim Instagramie <klik>  będę Wam systematycznie pokazywać jakie książki przeczytałam i prosić o radę na temat tych, jakie polecacie. Nie wyobrażam sobie mojego życia bez książek. Nie dość, że nie mam problemów z ortografią to jeszcze mnie to strasznie relaksuje. Przenoszę się do totalnie innego świata i mogę oderwać się od otaczającej mnie rutyny i rzeczywistości. A Ty podejmiesz wyzwanie? :)



7. Włosy
Od zawsze marzyły mi się długie, piękne włosy, ale dopiero od roku zaczęłam o nie naprawdę dbać. Tak naprawdę o prawidłowej pielęgnacji włosów uświadomił mnie blog Kosmetycznej Hedonistki <klik>. Daria mnie zainspirowała i pokazała jak prawidłowo dbać o włosy. Od tego czasu uległy przemianie, ale nie są jeszcze w takim stanie w jakim być powinny. Przygotuję specjalny post o moich włosach i ich pielęgnacji. Chciałbym w tym roku się nie zniechęcić, bo to jednak wyczerpujący i długotrwały proces. Skoro obrałam taki cel to muszę zrobić wszystko, by go zrealizować. :)



8. Metamorfoza
Wedle zasady - nowe włosy, nowe życie :) Zamierzam się doprowadzić do porządku w tym roku. Tak jak pisałam na początku zamierzam wrócić do poprzedniej wagi. W czwartek zrobiłam sobie rzęsy. Miałam wątpliwości czy to w ogóle dla mnie. Jednakże ich efekt rozwiał moje wszelkie wątpliwości. Są genialne! Totalnie zmieniają look, a jeśli chodzi o makijaż to nałożę podkład, korektor i bronzer i jestem gotowa do wyjścia. :) Na początku marca planuję iść do fryzjera, Marzy mi się blond sombre. Od zawsze marzyłam o blondzie, ale zawsze miałam wątpliwości. Nie tym razem. Zdecydowanie potrzebuję poważnych zmian. :)




Na 2018 rok mam 8 postanowień. Mam głęboką nadzieję, że uda mi się z nim wywiązać. Jest to próba moje determinacji i wytrwałości.

Wy macie jakieś postanowienia czy nie bawicie się w takie rzeczy? :)



Likes

Comments

Cześć!
Tak jak pisałam w swojej jesiennej wish liście, marzyły mi się plannery od Madama. Jednakże w międzyczasie znalazłam inny planner, który okazał się..idealny! Co nie zmienia faktu, że dalej poluję na Happy Body Planner ;) jestem totalnym kalendarzowo-plannerowym maniakiem, nie mogę tego zaprzeczyć. Chciałabym Wam pokazać, co upolowałam. Czy warto go kupić? Sprawdźcie sami! :)

W tym roku trafiłam na Paperdot planner, który dostępny jest tylko w Empiku. Trafiłam na niego przez przypadek. Od razu mi się spodobał. Robiłam do niego kilka podejść zanim go kupiłam. Pokażę Wam jego plusy i minusy, a reszta należy do Was.



PLUSY

  • bardzo przejrzysty

  • podział na zadania, cele

  • rozpiska wydatków i przychodów

  • naklejki

  • wydziarane karteczki z listą zakupów

Trzeba przyznać, że jest pięknie wydany. Od razu go pokochałam.

MINUSY
  • jest bardzo gruby! przez co automatycznie jest dosyć ciężki i zajmuje sporo miejsca w torebce


W zasadzie to chyba jego jedyna wada. Naprawdę jest cudowny. Z jednej strony możemy powiedzieć, że i cena jest jego słabą stronę, bo to aż 70 zł, ale z drugiej patrząc na centy innych plannerów to nie jest taka bardzo wysoka.

Moim zdaniem planner jest świetny. Możecie kupić go tutaj. Są do wyboru różne okładki. Dla mnie spełnia on zadanie, które powinien pełnić, a oczekuję od plannera dużo. Zastanów się czego Ty oczekujesz od swojego plannera. :) Może to właśnie ten od Paperdot stanie się Twoim nieodłącznym przyjacielem. ;)



Likes

Comments

Cześć, wszystkim!
Chciałabym Wam pokazać kraj, który w tym roku odwiedziłam już 3 razy i za każdym razem zadziwia mnie coraz bardziej. Jeszcze nie spotkałam miejsca, w którym ludzi byliby tacy ciepli, uprzejmi, życzliwi i solidarni. Zapraszam Was na krótką relację z..Dublina! :)


Pierwszy raz pojechałam do Dublina w styczniu, następnie we wrześniu i teraz w październiku. Mam zamiar pojechać kolejny raz po nowym roku, a za 2 lata, po ukończeniu studiów magisterskich, może i na stałe. Latam głównie Ryanairem. Koszt biletu jest różny i zależy od miesiąca, w którym chcemy lecieć. Najczęściej możemy zobaczyć cenę 300-400 zł w obie strony, ale w czasie letnim jest to nawet 800 zł, dlatego warto kupować bilety wcześniej, by nie przepłacać. Fajne jest to, że nieważne czy latamy z Modlina czy Chopina, wszystkie samoloty lądują na głównym lotnisku w Dublinie. 



Nie jestem fanką latania, ale takie widoki zapierają dech w piersiach.  :)


Nie będę Wam relacjonowała wszystkich moich trzech podróżny, ale opowiem czym dla mnie jest Irlandia i co warto w niej zobaczyć :)

Zacznę od zakupów. Byłam w Blanchardstown. Jest tam ogromne centrum handlowe. Byłam tuż przed samym Halloween i to było fantastyczne! Ludzie mają ogromny dystans do siebie i mimo, że był to środek dnia, część ludzi była już przebrana! O dzieciach nie wspomnę. Dawało to niesamowity klimat. Inną rzeczą jaką zauważyłam było to, że ludzie są bardzo przyzwyczajeni do tamtej pogody. Ja chodziłam w jesiennym płaszczyku, szaliku i czapce, a Irlandczycy w krótkich spodenkach. Oni starają się łapać każdy promyk słońca. Czułam się conajmniej dziwnie :P

Wracając do zakupów to w Irlandii mam swoje dwa ulubione sklepy. Po pierwsze Dealz. Jest on niezwykły, ponieważ 95% asortymentu jest..po 1,50 euro! Tak, naprawdę! Są to kosmetyki, dodatki, artykuły chemiczne, akcesoria, słodycze, teoretycznie wszystko! Nakupiłam mnóstwo kosmetyków. Za cały koszyk rzeczy zapłaciłam jakieś 20 euro. Takich cen nie widziałam nigdzie! Drugim jest oczywiście Penneys (irlandzki Primark). Jeśli się zarabia w euro to ceny tam są śmiesznie niskie. Jeśli przeliczamy na złotówki to oczywiście nie wszystko się opłaca. Szkoda, że w Polsce nie ma sklepów typu Primark i musimy płacić tak kosmiczne kwoty za ubrania. Kwoty w polskich sklepach nie są w ogóle dostosowane do zarobków jakie otrzymuje przeciętny Polak.






Wystawa halloweenowa ze sklepu Marks&Spencer. 


Będąc w Dublinie warto zwiedzić samo centrum. Jest niesamowite i klimatyczne. Najlepiej wybrać się tam wieczorem i zajść do Temple Bar! Nigdzie nie czułam się lepiej niż tam. Irlandczycy nie piją wódki tylko piwo. Codziennie w barach gromadzą się tłumy ludzi i się bawią. Integrują się. Częstym zjawiskiem jest muzyka na żywo. Wtedy wszyscy śpiewają, nieważne czy się znają czy nie. Tam każdy jest sobie bratem. Gdy ja byłam, wszyscy śpiewali U2 With or Without You oraz The Black Eyed Peace I gotta the feeling. Nie potrafię określić jak niesamowite to było. Nawet kelnerzy śpiewali. No wszyscy. Nie wyobrażam sobie tego tutaj. Bardzo często Polacy nie znają umiary w alkoholu i wtedy demolują wszystko na swojej drodze. Przykre. 





Kawa z Costy jednak w Polsce mi bardziej smakowała :P





To najlepszy cydr jaki w życiu piłam :P



Irlandczycy jedzą bardzo dużo. Nieważne jak bardzo jestem głodna, jeszcze nie zdarzyło mi się, bym zjadła całą porcję jaką dostałam, hahah :) Porcje w każdej knajpie są gigantyczne. Jednak trzeba przyznać, że jedzenie jest tam przepyszne! :)


Ciekawostką jest to, że w centrum Dublina są..palmy! :)

Pokażę Wam jeszcze kilka zdjęć budownictwa jakie możemy zobaczyć w Irlandii. Nie ma bloków mieszkaniowych (dopiero się budują :P). Większość mieszkańców mieszka w tzw. bliźniakach. Wygląda to wspaniale i uroczo! Sami zobaczcie! :)







Mam nadzieję, że chociaż trochę przybliżyłam Wam Irlandię. Dla mnie jest to kraj, który trzeba odwiedzić przynajmniej raz w życiu. Jest niesamowity, a ludzie ciepli i otwarci. Żałuję, że w Polsce takich brak. Jeśli macie jakieś pytania dotyczące Irlandii, z chęcią na nie odpowiem. :)

Trzymajcie się!


Likes

Comments

Cześć!
Dziś przychodzę do Was z typowo włosowym produtem z mojej ulubionej serii. Tak jak pisałam tutaj uwielbiam kosmetyki z serii Jantar. Byłam zachwycona działaniem wcierki i dziś przychodzę do Was z nową, ulepszoną wersją. Sprawdźcie sami!



Nowa formuła różni się od poprzedniej przede wszystkim opakowaniem/buteleczką. Jest to ogromny plus, gdyż jest po prostu łatwiejsza w aplikacji. Nakładam ją codziennie przed snem i wmasowuje w skórę głowy. Włosy zaczęły unosić się u nasady i ich kondycja uległa znacznemu polepszeniu! 
Jeśli chodzi o tzw. baby hair to mam ich mnóstwo. Przede wszystkim na zakolach, co jest dla mnie prawdziwym hitem! Farmona jeszcze nigdy mnie nie zawiodła. 


Przejdźmy teraz do składników. Przede wszystkim mamy tutaj wyciąg z bursztyna, który wzmacnia włosy. Po 3 tygodniach regularnego stosowania łatwo można to zauważyć. Odżywka zawiera także Trichogen, który stymuluje wzrost (ooo tak, bardzo to lubimy!). Mamy też witaminy: A,E i F, które wzmacniają włosy oraz d-pantenol, który odpowiada za nawilżenie.
Aplikacja:
Aplikacja jest bardzo łatwa. Wystarczy rozpylić odżywkę u nasady i delikatnie wmasować ją w skórę głowy. Najlepiej codziennie przez 3 tygodnie. Sami zobaczycie, że efekty będą widoczne! 

Jestem zakochana w tej odżywce. Tak samo zresztą jak w każdym kosmetyku Farmony. Mam nadzieję, że i Wam się sprawdzi. Odżywka ta jest przykładem na to, że nie potrzeba kupować drogich kosmetyków, by mieć efekty. Wystarczy znaleźć tylko te skuteczne. :) 




Trzymajcie się!


Likes

Comments



Hola!
W czwartek wróciłam z tygodniowego urlopu na Majorce i.. chyba znalazłam moje małe miejsce na ziemi. Nie potrafię opisać jak wielkie wrażenie ta mała wysepka zrobiła na mnie. Dziś opowiem nie tylko o tym jak spędziłam czas, ale także o podrożniczych wskazówkach, które mogą być przydatne w Waszych podróżach.



Swoją przygodę z Majorką rozpoczęłam w Palmie. Tak jak zazwyczaj skorzystałam z usług Ryanair'a. Lubię te linie. Są całkiem tanie, samoloty znośne i czuję się tam bezpiecznie. W odróżnieniu od Wizzair'a, w którym mam wrażenie, że skrzydła za chwilę się urwą od samolotu :P. 
Lot kosztował mnie ok. 600 zł w obie strony + wykupiłam 15 kg dodatkowego bagażu. Jedną wadą jaką miał mój lot była godzina odlotu. Wylatywałam dopiero o 20:10, a później się okazało, że jeszcze był opóźniony, czyli byłam w hotelu ok. 23:30. Jednakże sam hotel wynagrodził mi wszelkie niedogodności związane z lotem! Zatrzymałam się w BQ Belvedere Hotel. Oddalony jest około 20 km od lotniska, taksówka według taryfy nocnej wyniosła mnie 30 euro.  Na dobry początek dostaliśmy darmowe drinki, co było zdecydowanie dobrym user experience. 





Teraz dodam kilka słów na temat samego hotelu... nie mogłam sobie wymarzyć lepszego. Znalazłyśmy go poprzez portal Booking.com. Hotel miał tylko jedną wadę.. płatne WIFI, ale poza tym mankamentem nie mogę złego słowa powiedzieć. Pokoje bardzo ładne, schludne i wygodne. Jedzenie obłędne! Nawet się nie spodziewałam, że po pierwsze będzie tak ogromny wybór, a po drugie, że będzie tam smaczne! Animatorzy cały dzień organizowali różne zajęcia, by umilić wolny czas. W te wakacje była to ekipa z Czech i odwalili kawał dobrej roboty! Niesamowici tancerze naładowani pozytywną energią, która zarażała każdego kto był w pobliżu. 







Mieszkałam na 5 piętrze i taki właśnie widok miałam z balkonu. :)


Odnośnie tego co można robić w Palmie to jest tego mnóstwo. Po pierwsze w takim hotelu jak mój nie musiałyśmy wychodzić daleko. Tak jak wspomniałam animatorzy dobrze organizowali tam wolny czas. Oferowali m.in. aqua aerobik, grę w siatkówkę i piłkę nożną, rzutki itd. Dla bardziej leniwych wystarczyły leżaki nad basenem i drinki. Ja spędziłam właśnie mnóstwo czasu leniuchując z dobrą książką i pinacoladą. ;) 

Niestety nie starczyło nam czasu, by iść do sławnego Palma Aquarium i na pokazy delfinów. Z tego co wiem to koszt takich atrakcji to 24 euro za osobę. Spędza się tam około 5 godzin. Sam hotel oferował wiele rozrywek. Między innymi było to zwiedzanie miasta piętrowym autobusem (ok. 19 euro za osobę), nurkowanie, kajaki, jachty, lekcje tańca itd. 

Nasz wybór padł przede wszystkim na plażę. Jest tam mnóstwo plaż kamienistych, które są naprawdę piękne. 


Jednak były mało komfortowe jeśli chodzi o leżakowanie. Do Palmanova Beach, która jest piaszczysta mieliśmy jakieś 15 min autobusem. Dużym plusem było to, że mój hotel oferował darmowy autobus, który co 30 min jeździł na tę właśnie plażę. 
Moja pierwsza myśl po dotarciu tam? Jestem w raju. 






Widok naprawdę niesamowity. Woda czysta. Wchodząc dalej można było obserwować ryby pływające wokół naszych stóp. Jedynym minusem był poziom soli. Kosmicznie była słona! Moja skóra na twarzy stała się przez to bardzo wrażliwa i na początku dosyć mocno szczypała. Temperatura była jak dla mnie idealna. 27 stopni to już dla mnie max, tym bardziej, że temperatura odczuwalna jest zawsze i tak wyższa. 
Na plaży jest możliwość wynajęcia leżaków, które są naprawdę wygodne. Bardziej mi pasowały niż te hotelowe, gdyż można było je regulować. Cena wynajmy na cały dzień to zaledwie 4 euro. 

Dla tych mniejszych zwolenników plażowania polecam zwiedzanie Palmy. Architektura jest niesamowita. My zwiedziliśmy centrum miasta, Porto Pi i ruszyliśmy ku katedrze, która niestety okazała się zamknięta. Wszędzie jeździliśmy autobusami. Wychodziło nas to 1,50 euro za jedną osobę za przejazd w jedną stronę. 



Droga na przystanek w Cala Major prowadziła przez takie niesamowite widoki :)



Centrum Palmy

Poniżej znajdują się zdjęcia z Porto Pi :)






W jednej z nadmorskich kawiarnii spotkaliśmy się z takim wystrojem. Zdecydowanie na tak! :)

Fajną opcją spędzenia wolnego czasu jest rejs. Godzinny rejs po porcie kosztuje 12 euro, ale warto. Widoki są piękne i godne zobaczenia. 






Wieczory też nie są nudne! Wystarczy pojechać do Palmanova, a tam pub obok pubu! W niektórych z muzyką na żywo, co sprawiało, że całość była jeszcze bardziej nastrojowa. 



Kilka dodatkowych informacji:

1. Kawa - nigdzie nie wypiłam większej ilości cappucino niż tam! Koszt to ok. 1-2 euro za filiżankę, ale Hiszpanie robią naprawdę mistrzowską kawę. 

2. Hiszpanie mają wszystko gdzieś - no niestety sama to zauważyłam. Gdy byliśmy w porcie zaczęło lać. Uciekliśmy więc szybko do knajpy, by skorzystać z okazji i się napić. Chciałyśmy zamówić drinka, ale Pani kelnerka powiedziała, że jest zbyt zajęta i drinków dziś nie podają. Szybko więc zmieniłyśmy miejscówkę, ale chodzi o sam fakt podejścia do klienta. Inną kwestią jest lotnisko. Leciałam z Modlina i tam sprawdzili mi dosłownie wszystko co miałam. Dodatkowo dostało mi się od pana ochroniarza, bo źle płyny miałam zapakowane. Mój bagaż był sprawdzany i cofany kilka razy zanim udało mi się przejść. W Hiszpanii zaś ochroniarze mieli troszkę gdzieś co i jak było przewożone, aby tylko dać im spokój :P.

3. Taksowki - mało spotykane zjawisko, ale taksówki były tak tanie, że często opłacało się je brać zamiast komunikacji miejskiej. Powiedzcie mi, gdzie tak jest?!

Gdybym miała możliwość, wróciłabym tak od razu. Dzień wyjazdu był jednym z najgorszych dni jakie miała, bo naprawdę czułam się tam jak w domu :)


Majorka jest dla mnie..

...miejscem, w którym góry łączą się z wodą.


Podsumowując, znalazłam swoje miejsce na ziemi i z pewnością nie raz jeszcze tam wrócę. Wszystkim planującym wakacje zdecydowanie polecam Majorkę. Nie jest tak droga jak się może wydawać, a jest to zdecydowanie miejsce godne odwiedzenia. 

Jakie miejsca Wy polecacie na wakacje? :)



Likes

Comments

Cześć! Nigdy nie miałam naprawdę długich włosów, a od zawsze są moim marzeniem. Wcześnie byłam dosyć leniwa jeśli chodzi o pielęgnację do czasu gdy znalazłam...blog Kosmetycznej Hedonistki. Stała się moją włosową idolką i nareszcie zaczęłam dbać o włosy tak jak powinnam. Stały się miękkie, lśniące i nareszcie zaczęły rosnąć. :) Podstawą mojej włosowej pielęgnacji jest olejowanie, które chyba najbardziej wpłynęło na moje zniszczone farbowaniem włosy. Olejuję 3 razy w tygodniu, ok. 2 godziny przed myciem. Podobno fajnie jest też zostawić olej na całą noc, jednakże ja myję włosy wieczorem, więc u mnie to rozwiązanie w ogóle nie wchodzi w grę.
Dziś pokażę Wam moje ulubione oleje. Zapraszam :)




Kokosowe serum Coconut Milk
Pisałam już o nim tutaj w moich ulubieńcach lipca. Ten olej jest zdecydowanie wsród moich ulubieńców. Nawilża włosy i sprawia, że wyglądają zdrowiej. Końcówki stały się miękkie i przestały się rozdwajać. Cena to ok. 35 zł, ale jest bardzo wydajne. Olejuję włosy od wysokości brody w dół, a następnie wczesuję olej szczotką. Wiążę w warkocz i tak jak pisałam czekam ok. 2 godziny i myję. Warto jeszcze wspomnieć, że niesamowicie pachnie!




Kąpiel Agafii - Olejek do włosów poprawiający wzrost
Olejek ten znalazłam na Triny.pl. Uwielbiam ten sklep! Jest tam wiele świetnych ziołowych kosmetyków, które potrafią robić cuda nie tylko z włosami. W odróżnieniu od poprzedniego produktu, ten olej nakładałam na całe włosy, od skóry głowy. Jest on na porost dlatego ma on wejść w skórę głowy i poruszyć cebulki. Po regularnym stosowaniu widać, że włosy rosną szybciej oraz końcówki wyglądają zdrowiej. Trzeba jednak uważać, bo wraz z olejem wydobywają się nasionka ziół! Efekt jest niesamowity. Jeszcze nie raz na pewno sięgnę po ten olejek!





Olej kokosowy
Olej kokosowy, którego używałam nie jest tak fantastyczny jak powinien być. Jednakże mimo wszystko nie mogę o nim złego słowa powiedzieć. Chodzi o to, że jest rafinowany, czyli oczyszczony. Dlatego nie ma wszystkich właściwości. Włosy po nim są miękkie i lśniące oraz bardzo łatwo się rozczesują. Kupiłam go w Biedronce i nie służy mi tylko do włosów. Używam go również jako balsam do ciała i sprawdza się w tej roli również niesamowicie! 



Olej z nasion bawełny
Jest to mój najnowszy zakup, którego jeszcze nie miałam okazji wypróbować. Bardzo dużo slyszałam na temat olejków od Nacomi. Marka ta oferuje wiele rodzajów olejków. Zaczęłam od tego. Z pewnością sięgnę też i po inne. Recenzja olejku znajdzie się niedługo na blogu. Mam nadzieję, że spełni wszelkie oczekiwania jakie mam wobec niego. :)





a Wy używacie olejków na włosy? :)


Likes

Comments

Dziś przychodzę do Was z kosmetykami, które nie raz uratowały moje włosy. Zdecydowanie Farmona należy do moich ulubionych marek. Masła Tutti Frutti jako jedyne nie wysuszają mojej skóry. Radical uratował moje włosy przed wypadaniem. Te kosmetyki doskonale rozumieją moje potrzeby i wiem, że na 100% mi pomogą. W tym poście pokażę Wam linię, którą zaczęłam używać jakiś czas temu i..to był strzał w dziesiątkę! Linia Jantar skradła moje serce od pierwszego wejrzenia! Zapraszam! :)



Wszystkie kosmetyki z serii Jantar możecie znaleźć w drogeriach typu Rossmann czy Hebe oraz na stronie Farmony. <klik>



Szampon - do włosów zniszczonych
Pierwsze co mnie urzekło to niesamowity zapach. Dla mnie jest piękny!
W składzie mamy bursztyn, który chroni włosy przed czynnikami zewnętrznymi i dodatkowo je odżywia. Truchogen, który odpowiada za wzrost włosa. Witaminy A, E i F, które pielęgnują i wzmacniają. Inulina z cykorii, która wpływa m. in. na łatwiejsze rozczesywanie.
Warto zauważyć, że w składzie mamy Sodium Laureth Sulfate (SLES), który może mieć niekorzystny wpływ na skórę głowy i ją wysuszać. ALE.. zaraz po tym składniku mamy Cocamide DEA, który łagodzi działanie tegoż Sodium. Tak więc nie ma co się przerażać. :) Jest to szampon proteinowy. Szampony proteinowe mają to do siebie, że wypełniają ubytki w strukturze włosa, ale nadmierne ich używanie może spowodować tzw. siano na głowie. Najlepiej szampon przeplatać również innymi. Nie ma w nich parabenów, silikonów i barwników.
Szampon dobrze czyści skórę głowy i włosy stały się bardziej błyszczące, a co najważniejsze przestały wypadać. Dla mnie jest hitem i jeszcze nie raz po niego sięgnę.



Odżywka (wcierka)
Wiele osób skarży się, że mają sztywne włosy o tej odżywce. Dlaczego? Bo źle jej używają! Nie jest to typowa odżywka, a wcierka. Wcześniej miałam preparat z Long4Lashes, który kosztuje ok. 80 zł. Trzeba było go używać 2 razy dziennie. Dla mnie było to niemożliwe. Tym bardziej, że strasznie przetłuszczał moje włosy. Mimo, że efekty może i były rewelacyjne, nie chciałam się aż tak bardzo męczyć. Jestem zadowolona, że wybrałam tę odżywkę, gdyż po pierwsze pojawiło się mnóstwo tzw. baby hair! Nawet nie musiałam długo na efekty czekać. Wcierałam ją codziennie w skórę głowy, a po 3 tyg zrobiłam krótką przerwę, by później znów ruszyć. Cena to ok. 10 zł, a rezultaty zachwycające! Naprawdę polecam. :)



Mgiełka
Mgiełka również zawiera proteiny i dlatego przeplatam ją również innymi produktami. Jednakże często do niej wracam. Tak jak i pozostałe produty niesamowicie pachnie. Pryskam nią mokre włosy. Jest to idealne rozwiązanie dla mnie, gdyż są one dosyć niesforne i bardzo łatwo się plączą. Ponadto zawiera d-pantenol, który dodatkowo nawilża włosy. Dla mnie jest numerem jeden wśród wszystkich mgiełek jakie miałam.





Ampułki
Ampułek używam najkrócej ze wszystkich produktów, gdyż miałam problemy ze znalezieniem ich i w końcu zdecydowałam się na zakup przez internet. Pierwsze co mogę o nich powiedzieć to włosy zaczęły podnosić się u nasady! Daje to niesamowity efekt i od razu plusuje. Podoba mi się łatwość aplikacji. Dobrze dopasowana końcówka pozwala łatwo rozprowadzić preparat u nasady głowy. Stosuję go 2 razy w tygodniu. Po 4 tygodniach widzę, że włosy są w lepszej kondycji i wyglądają na zdrowsze. Ampułek będę używała jeszcze jakiś czas. Później zastąpię je czymś innym i znów do nich powrócę. Przyjęłam taki system, bo nie chcę uzależnić moich włosów od żadnego kosmetyku. :)



Warto zauważyć, że kosmetyki te mają alkohol. Jednakże to jakie składniki powinny zawierać nasze kosmetyki, zależy wyłącznie od naszych włosów. Wiele osób unika produktów z silikonami. Oczywiście,  w nadmiernej ilości są one szkodliwe, ale ich odrobina nie zaszkodzi. Silikony wygładzają włosy i chronią przed uszkodzeniami zewnętrznymi, dlatego odrobina silikonów na końcówki dobrze nam zrobi. :)

Jeśli dbamy o włosy to nie tylko szampon i odżywka się liczą. Właściwie to odżywka jest najważniejsza, bo szampon ma po prostu oczyścić włosy. Warto pamiętać, że trzeba się dobrze odżywiać. Ja dodatkowo wspieram je olejowaniem i różnymi wcierkami. Moją ulubiona jest ta z kroplami żołądkowymi, bo zdecydowanie szybciej zaczęły mi rosnąć włosy. W internecie znajdziecie wiele sposobów na pielęgnację włosów, ale same musicie zdecydować, która kuracja jest dla Was najlepsza. Najlepiej metodą prób i błędów, ale gwarantuje, że w końcu znajdziecie metodę na piękna i długie włosy. ;)


Likes

Comments