Piszę ten post, aby każda z Was miała na uwadze nie tylko pozytywne aspekty hybrydowych paznokci.

Otóż dziewczyny - nie tak dawno sama bez przerwy robiłam sobie paznokietki (posiadałam swój zestaw lakierów Semilac oraz lampę). Zakochałam się nie ma co! Dłoń zawsze wyglądała wspaniale, więc nie rezygnowałam i kupowałam kolejne kolory lakierów, uczyłam się nowych technik wykonywania manicure. Kto ma taki zestawik w domku to wie ile takie dupereliki i inne gadżety kosztują . Trochę kasy wydałam, ale to przecież dla przyjemności :)

Niestety to dobro i owa przyjemność było do czasu... Dopadło mnie okropne uczulenie objawiające się w pierwszej kolejności obrzękiem wokół skórek paznokcia (zaczerwienienie skórek), występującymi drobnymi krostkami oraz odchodzącym paznokciem od skóry (onycholiza). Do tego dochodziło okropne swędzenie palców u rąk. Ogólnie wyglądało to tragicznie. Zresztą popatrzcie na zdjęcie:


Przepraszam za jakość, ale robiłam je na szybko znajomej koleżance, która chciała zobaczyć jak to wygląda... Tylko to jedno zdjęcie pozostało m i z tego okresu.

Byłam przerażona, nie mogłam spać. W obawie o swoje zdrowie, postanowiłam na jakiś czas przerwać moją przygodę z lakierami mając nadzieję że efekty uczulenia same przejdą. Po kilku dniach robiłam jednak koleżance paznokcie, a w obawie że swędzenie znów się pojawi użyłam rękawiczek. Niestety wszystko powróciło z zdwojoną siłą. Przy okazji pragnę dodać, że wszystkie przyrządy miałam dezynfekowane i u żadnej z moich koleżanek, którym paznokcie robiłam uczulenie nie wystąpiło!

Nie mam pojęcia co było tak naprawdę alergenem. Z wyczytanych opinii w Internecie wynikało ze mógł to być aceton. Naprawdę nie wiem. Hybrydy nie robiłam aż do teraz... czyli jakieś 7 miesięcy. Dziś powracam z klasycznymi nudziakami - przedłużane żelem. Zobaczmy jak moje paluszki zareagują.. Muszę być dobrej myśli bo wstydzę się moich paznokci - ciągle pękających. Byłam wdzięczna zimie, że bez problemu mogłam je schować w rękawiczkach.


Przy zdejmowaniu na pewno wybiorę się do salonu, gdzie odbywa się to w sposób wyłącznie mechaniczny.

I jeszcze jedna sprawa. Paznokcie robiłam w salonie My Nail w Warszawie. Jest to jeden z wielu salonów, gdzie manicure wykonywany jest przez panie pochodzące z Wietnamu. Nijak się jest z nim dogadać – bo nie mówią po polsku..

Ale od początku. Miałam strasznego "stresa: przed wykonaniem manicure, dręczyły mnie obawy że uczulenie wróci. Jednak chęć posiadania pięknych paznokci była silniejsza! Gdy weszłam do salonu w pierwszej chwili zauważyłam mini ołtarzyk -nie wiem do jakich bóstw one tam się modlą, ale przy nim stał bukiet kwiatów i talerz z BANANAMI.

Mam mieszane uczucia dotyczące tego salonu i usług w nim wykonywanych. Prawda jest taka, że manicure został wykonany starannie, a efekt końcowy mnie w pełni zadowolił. Uderzył mnie jednak nieporządek panujący w całym salonie. Lampy brudne, wszechobecny kurz.. Do minusów mogę jeszcze zaliczyć brak jakiegokolwiek kontaktu z Paniami.. Zero znajomości języka – porozumiewałyśmy się na migi.. One jednak między sobą trajkotały jak szalone i w sumie nie wiedziałam czy śmieją się ze mnie, czy z czegoś innego. W pewnym momencie, kiedy miałam piłowane paznokcie, dwie pozostałe stanęły nade mną i się przyglądały. Czułam się trochę dziwnie. Po skończonym manicurze, Pani wsmarowała w moje dłonie krem ISANA (najtańszy krem do rąk w Rossmannie) i tak ponaciągała mi palce że aż "trzaskały". Co jak co, ale ten element mnie mega rozbawił i nie potrafiłam powstrzymać chichotu. Zdecydowanym plusem jest cena manicure, bo 110 zł jak na ceny w stolicy to mega TANIO.


Kochane, a Wy miałyście jakieś szczególne przygody z manicure hybrydowym?

Bloguj z telefonu komórkowego - Nouw - jedna z najlepszych aplikacji do blogowania - kliknij tutaj!

Likes

Comments

Instagram@sylvia.style