Więc tak jak mówiłem teraz opowiem albo tylko przypomnę moje dalsze losy.

Po moich wszystkich niepowodzeniach miałem nadzieję że w końcu odnajdę mój upragniony spokój jako latarnik w Aspinwall- na wyspie nie daleko Panamy. 

Swoją rozmowę kwalifikacyjną odbyłem z profesorem Falconbridge. Pokazałem mu moje odznaczenia zdobyte na wojnach i w kilku zdaniach przedstawiłem się mu. Na początku trochę się zdziwił że osobie walczącej w tylu bitwach chce tu pracować, ale wytłumaczyłem mu że potrzebuję spokoju i przyjął mnie. Byłem bardzo szczęśliwy.

Praca mimo pozorów była ciężka. Najbardziej mi przeszkadzało w pracy- ilość schodów latarni (było ich aż 400), mimo to ja cieszyłem  się że tu jestem. Wolną miałem tylko niedzielę by pójść na mszę. Latarnia była położona na odrębnej, bezludnej wyspie więc jedyny kontakt z ludźmi jaki miałem, był z panem Johns- po południu kiedy przypływał na wyspę by dać mi pożywienie i wiadomości. Widoki były przepiękne- wpatrywałem się im na balkonie całe dnie. To był jen z najpiękniejszych okresów mojego życia. W taki sposób mijały moje kolejne miesiące na wyspie.

Pewnego dnia gdy Johns przypłynął z posiłkiem zobaczyłem również tajemniczą paczkę, której byłem odbiorcą. Otwierałem ją z takim zachwytem jak dziecko prezent na Boże Narodzenie, patrzę a tam.... polskie książki. Po chwili zastanowienia doszedłem do wniosku że dostałem ją od polskiego Towarzystwa w Nowym Yorku ( w zamian za oddanie im połowę swojej miesięcznej pensji. To było dla mnie coś niezwykłego- "przyszedł" do mnie "kawałek Polski", a z drugiej strony przypomniałem sobie ile bym dał za to by wrółcić do ojczyzny. Czytałem "Pana Tadeusza" głośno, aby jak najlepiej zrozumieć.

Tak się przejąłem czytaniem tej fantastycznej książki, że aż zasnąłem na piasku i mewy mnie obudziły bo były przyzwyczajone że o tej porze karmiłem je resztkami jedzenia i zacząłem dalej czytać



Likes

Comments

Więc dla tych którzy nie pamiętają albo nie czytali książki wszystko od początku. Żeby nie zasypać was zbyt dużą ilością informacji podzieliłem to na dwie części.

Moja tułaczka zaczęła się 1831 roku. Polska była wtedy pod zaborami i po klęsce powstania listopadowego (w którym uczestniczyłem) by uniknąć śmierci musiałem opuścić kraj. Zrobiłem to z wielkim żalem i z nadzieją że jeszcze wrócę do mojej kochanej Polski.

Wyemigrowałem do Hiszpanii gdzie walczyłem we wojnie karlistowskiej w 1833r. .Później brałem udział we walkach u boku Napoleona III. Walczyłem jeszcze we wojnie domowej na Węgrzech w 1848r. ( w którym oprócz mnie brało udział wielu rodaków) i w 1863r. we wojnie secesyjnej w Ameryce Północnej. Podczas tych bitew zdobyłem wiele honorowych odznaczeń.

Później już nie brałem udziału we wojnach. Moje życie się trochę uspokoiło ale nie oznacza to tego że był to koniec tułaczki. Wpierw służyłem w Europie jako żołnierz, następnie w Indiach pełniłem funkcję strzelca, jeszcze służyłem jako majtek i wielorybnik.

W końcu przyszedł czas na poszukiwanie skarbów. Na początku złoto w Australii, a później diamenty w Afryce.

Następnie przeniosłem się do Ameryki by zarobić. Handlowałem z dzikimi plemionami w Amazonce, założyłem farmę w Kalifornii, warsztat kowalski w Helenie i Arkansas i fabrykę cygar na Hawanie

Podczas tej tułaczki towarzyszył mi jedynie... PRZEKLĘTY PECH!!! Farma-susza, handel w Brazylii- tratwa mi się rozbiła, warsztat kowalski- spłonął w pożarze, jak byłem majtkiem i wielorybnikiem- obydwa statki się rozbiły, fabryka cygar- współpracownik mnie okradł, podczas gdy byłem chory na vomito. To było okropne, na każdym kroku musiało mi się coś przytrafić, ale byłem cierpliwy bo miałem nadzieję że znajdę spokój albo doczekam się wolnej Polski.

I to już koniec tego wpisu, a w następnym moje losy w Aspinwall. Pozdrawiam was moi czytelnicy!

Likes

Comments