View tracker

Przyznam, tocze bitwę z meczami o panowanie nad moim trawnikiem. Niestety, muszę także przyznać że do tej pory smętnie przegrywałam.

Leżałam na kolanach, pochylona nad każdym jednym mleczem, i obrabiałam je dookoła nożem, by przeciąć korzeń choćby parę centymetrów pod poziomem ziemi. Tak toczyłam bitwę za bitwą, czując się jak bardzo nieudany generał. Bo co się tylko mleczy pozbyłam, dwa-trzy dni wróciły na trawnik, z nowymi, masywniejszymy posiłkami...

Tak mówili mi, jedyny sposób. Plecy bolały, nerwy zszarpane, a mleczne beztrosko wygrzewały się na słoneczku, piękne, żółte główki z pogardą odwrócone w moją stronę.

Mój kochany narzeczony zlitował się nade mną pewnego dnia jak widział jak się męczę, i poinformował mnie że są specjalne urządzenia do mleczy. Kij ze szponem na końcu, zaoszczędzi mi pleców. Nerwy tracę bardziej zszargał, bo czemu nie powiedział coś wcześniej?

No, ale cóż? W samochód i do miasta.. W Harald Nyborg, duńskiej sieci budowlano/ogrodowej znalazłam zbawienie.

Nazywa się Fiskars Light, i muszę przyznać że byłam sceptyczna. Ale kupiłam. Nie wielki wydatek, akurat trafiło mi się przecena i zapłaciłam jedynie pół ceny.

Do domu i na ogródek. Na początku nie za bardzo się udawało. Jest do tego technika, którą musiałam opanować. Okazało się po jakiś pięciu minutach i dziesięciu mleczak że opanowałam. Wreszcie to nie operowanie mózgu!

Wpych do ziemi ząbkami, przycisnąć stopą pedał, wyciągnąć pod kątem i rączką obsypać ziemię ze szponu. Aha!

Po pół godziny-czterdziestu minutach obrobiłam cały ogród. Okay, nie mamy więcej niż jakieś 400m2, ale większość to trawa - i mleczne. Znaczy, mleczne były. Teraz poległy!
A czy wygrałam wojnę? Teraz tylko nawozić i co jakiś czas odeprzeć atak nowych, małych skwadronów!

A najlepsze? Całkiem dobrze się przy użytku narzędzia bawiłam. Było łatwo, i niezła satysfakcja jak cały mlecz, z korzeniem, podawał się.

Narzędzie - Fiskars Light weed puller
Cena - 249 SEK (ca 120PLN) u Harald Nyborg
Można także kupić na Amazon.

Blog using your mobile phone - One of the best blogging apps on the market - click here!

Likes

Comments

View tracker

Jestem mieszczuchem. Pochodzę, to znaczy urodziłam się i wychowałam pierwsze 9 lat, w Krakowie, tak daleko od własnego ogrodu jak się możliwie by dało.
W Szwecji mieszkałam najpierw w mieście, a potem w domu - mogę przyznać że od 11 roku życia do mniej więcej 16 ogarniał mnie wspaniały ogród, aczkolwiek nie miałam w sobie ani cienia zainteresowania co do flory. Flora dla mnie znaczyła plewienie, czego założę się żaden nastolatek nie ma na top-100 ulubionych rzeczy do robienia w wolnych chwilach...
Potem znów mieszkanie, wielkie miasto i nic prócz zdechłych liści w doniczkach na oknie.

Ale poznałam mojego jednego jedynego, i gdy przeprowadziłam się do niewielkiej miejscowości w Skåne, byśmy mogli razem zamieszkać, ogarnęła mnie istna rozpacz na jego kawalerski ogród.

Czemu? Bo cały ogród, z wielkim potencjałem, to jeden wielki trawnik! Rozumiem, "faceci nie znają się na kwiatkach" (bah-humburg, powiem!), i że ukochany nie miał czasu (w co akurat bezapelacyjnie wierzę). Dostałam wolne ręce...

I do dzieła!

Zaczęło się od przywracania tuji do życia. Mamy cudowny żywopłot, który niestety ostatnio usychał. Podciełam wszystkie krzaki od dołu, wyszczerbiłam suche gałęzie pnące się w górę i przyciełam trochę do formy.
Spędziłam ładne parę godzin na kolanach, ale warto było! Chodź plecy bolały dwa dni potem, to warto było!

Potem trawę odkopywałam w prostej linii, by zrobić miejsce na fazę dwa - równy kant przy trawniku, siatka pokrywająca ziemię, i na to białe kamyczki. Będzie ładnie, schludnie, czysto i bez chwastów, bo mata ogrodnicza nie przepuszcza pędów!

Teraz tylko mój jeden jedyny dotnie kamienie na kant, by ładnie oddzielić od trawnika, i bierzemy się za docinanie maty.

Kwiatki do doniczek. Jeśli się chce mieć ładny, kwitnący ogród, ale nie chce rozkopać się całości, istnieją dwie możliwości - powołam się na obie poniżej!
Pierwsza to, oczywiście, donice.
Mój kochany uwielbia słoneczniki, więc zasadzilam parę pędów w wielkich, wiklinowych donicach. O dziw, przyznam, wszystkie zakiełkowały, więc teraz istnieje możliwość że będziemy mieć z 20 dorodnych słoneczników - oczywiście rozsadzonych, by miały więcej miejsca, ale o tym później.

Kwiatki też w doniczki, donice i szufladki pod okna. Od razu raźniej się robi od kolorów!
Uwielbiam perunie i bratki, są ładne i relatywnie mało koło nich musi się robić. Podlać, oplewić - a w doniczkach nawet nie ma czego plewić!

Jak już przekopałam trawę pod żywopłotem, to rozkopałam sobie rabatkę. Brak mi kwiatków, te w doniczkach śliczne, ale prawdziwy ogród na kwitnąć.
Ukochany zebrał mi kopę kamieni, więc stworzyłam małe wzgórze dla skalniaczków. W samej grządzce zasadziłam dwa kwiaty tabaki (które podobno pięknie kwitną, a na dodatek odstraszają zwierzynę), trzy małe sadzonki i do tego cebulki białych i pomarańczowych lilii oraz mieczyków, i - czego jestem bardzo, bardzo ciekawa - ziarno wielobarwnej róży!

Ziarna zamówiłam z chin, więc może wyjść kompletna klapa, albo najbardziej oryginalne róże w miasteczku - ba, możliwe że w całej Szwecji!

Tak mają moje kochane róże wyglądać jak wyrosną, i jestem bardzo ciekawa, i mam oczywiście nadzieję, że będą właśnie takie fenomenalne.
A jeśli nie, to lilie, które zasadziłam dookoła powinny mi wystarczyć!

Następna faza rozwoju ogródka to więcej sadzonek. Ale nie chciałam już rozkopywać więcej trawnika. Poza tym, szukamy innego, większego domu, i bardzo by mi było żal zostawić moje sadzonki komuś, kto może by je po postu rozkopał. 😳

Problem? Nigdy!
Po prostu poprosiłam mojego ukochanego o podwyższone kwietniki!

Zbił mi trzy, jeszcze czekam na dwie, z drewna. Bardzo prosta konstrukcja, deski po bokach, deski na spód, wyłożyć całość plandeką (by ziemia i woda drewna za szybko nie przeżarły) i nasypać ziemi.
Proponuję ustawić w odpowiednim miejscu zanim nasypiecie ziemi, bo mieści się w Boch jakieś 80litrów, więc pełne są diabelsko ciężkie!

I tylko sadzić!

Po drodze z rundy po lokalnych antykwariatach niechcący wpadliśmy na samoobsługowy ogródek/szkółkę. I oczywiście zostawiliśmy tam kupę pieniędzy! Wszystko poszło w ogród, większość w moje podwyższone kwietnik. A właściwie warzywniaki, bo wypełniłam je samymi smakołykami!

W pierwszej mam słowniki i trzy rodzaje truskawek. Dałam im dużo miejsca by się rozrosły duże i zdrowe.

W drugim mam groszek zielony, sadzonki pomidorków (jedne pomidorki perełki, a drugie wielkie tzn beef tomatoe) oraz sałatę ruccola, która potrzebuje relatywnie mało miejsca, i bardzo dobrze godzi się z innymi warzywami.

A w trzeciej, do tej pory ostatniej, bób (który uwielbiam, ale niestety wcale nie można go w Szwecji kupić!), Dynię oraz cebulę.

Brak mi jeszcze jednej skrzyni, na ogórki i marchew. Ale to się pewnie teraz w pracy mojego ukochanego właśnie robi. 😊

Jeszcze dużo zostało do roboty. Trzeba pielęgnować kwiaty i sadzonki, plewić i podlewać, dokończyć fazę pod tujami z kantem, matą i kamyczkami, jeszcze jednen podwyzszony warzywniak... I potem możemy zabrać się za miejsce odpoczynku, bo też niestety jest w żałosnym stanie.

Ale po malutku do przodu!

Likes

Comments

View tracker

Lubicie serniki? Ja uwielbiam! Mój ulubiony to oczywiście sernik doskonały, najlepszy (prócz tego domowego) w kawiarence Bankowej w Krakowie.

Ale lubię serniki także z tego powodu, że tak łatwo zmieniać im smak. Borówkowe, czekoladowe, cytrynowe ze świeżymi malinami - wszystko pasuje! I jeśli nie z białego seru, to z twarożku, jogurtu lub Philadelphi. Na gorąco, na zimno, z piekarnika, lub mrożony - prawdziwy ciastowy globetrotter, w każdym mieście świata znajdzie się jakaś odmiana.

Dziś pora na wersję... Chunky monkey!
Co to, pytacie? Sernik jogurtowy z bananami, snickersem i Nutellą!

Składniki łatwe, jak do większości serników - aczkolwiek to jest sernik dla leniwych, bo bardzo mało zalotu przy nim!

Ciasto
75 g roztopionego masła
15 ciasteczek oreo, kruchych herbatników lub tym podobne (ja lubię digestive, bo nie są takie słodkie)

Masa serowa
800 g jogurtu, np Tureckie meze
2½ dl cukru
2 lyżki mąki
1 łyżka mąki ziemniaczanej
2 łyżeczki cukru waniliowego
4 jajka

Do masy

2 banany
2 Snickersy, Marsy, garść Michaszków lub tym podobne
2 łyżki kakao
2-3 łyżki Nutella

Piec grzejemy do 175C

Kruszymy ciasto na proch, zalewamy roztopionym masłem i rozkładamy na dnie tortownicy. Odstawiamy do lodówki by stężniało

Jogurt mieszamy z cukrem, dodajemy obie mąki i cukier waniliowy. Można ręcznie, można mikserem, można w KitchenAid lub podobnej maszynie, w zależności co się ma i co się lubi.
Pod koniec dodajemy po jednym jajku, mieszając mocno by się zintegrowany kompletnie z masą serową.

Dzielimy masę serową na dwie równe części. Do jeden dodajemy zmiażdżone banany, do drugiej - kakao, nutellę oraz grubo posiekane snickersy lub inne czekoladki. Mieszamy aż wszystko się dobrze wymiesza w dwóch osobnych miseczkach.

Wyciągamy ciasto z lodówki i zalewamy masą serową, trochę na chybił trafił, by się stworzyły marmurkowe wzorki.

Wstawiamy sernik do nagrzanego piekarnika na 60-70minut. Jak wyciągnięmy go będzie nadal miękki, ale stężeje stygnąç. Najlepiej po całkowitym ostygnięciu zostawić go na noc w lodówce, by doszedł do siebie.




I smacznego! Pycha... 😜

Likes

Comments