Żadnej diety, żadnych mikstur, żadnych magicznych przepisów i wreszcie żadnych szamanów, tylko bieg w czystej postaci, same endorfiny i mnóstwo radości to właśnie idealny przepis na mój sukces! 18 miesięcy w biegu i 22 kilogramy w dół, ale nie taki był cel mojej przygody z aktywnością czyt. bieganiem. Celem była walka z marazmem, jaki pojawił się wraz z zakończeniem sezonu narciarskiego. Systematyczność w treningach ujawniła to co było ukryte pod warstwą tłuszczyku dając przy okazji mobilizacji na jeszcze więcej. Możliwe że jestem posiadaczem ludzkiej powłoki z opcją na zrzucanie kilogramów bez zbędnych ceregieli i mordowania się wymyślnymi pomiarami tkanki tłuszczowej i sterczenia godzinami w kuchni, szykując tony zieleniny do wpierdolenia. Zdjęcie niżej ukazuje, jeszcze wtedy okrąglutką facjatę, dokładne z przed roku.

Zaprojektuj swój blog - wybierz jeden z mnóstwa gotowych szablonów na Nouw lub utwórz własny, metodą „wskaż i kliknij” - kliknij tutaj!

  • Life
  • 3 czytelnik

Likes

Comments


Ha ha :) Morda sama mi się jarzy. Od wczoraj do listy moich sprawności z radością mogę dopisać morsowanie. Najpierw oczywiście jak na biegacza przystało, biegiem 13,55km nad zbiornik wodny by potem wspólnie z resztą wariatów wskoczyć do lodowatej wody. Temperatura powietrza 7 stopni, wody 6. Zapytacie o wrażenia? Oooo to było przerażające (na początku). Po wejściu do wody, oczywiście w specjalnym obuwiu, ból!!!, potworny ból stóp, niczym odrąbywanie siekierą. Po 10 metrach chciałem delikatnie mówiąc SPIERDALAĆ! Wytrzymałem, ból złagodniał by po 5 minutach zostać innym człowiekiem, niczym dotknięty i pobłogosławiony przez samego Pana Boga. Dziś czuję się jak urodzony wczoraj, nogi delikatne i lekkie, cudowna regeneracja. Polecam każdemu i nie tylko biegaczom, dosłownie każdemu!

Likes

Comments

Bolek i Lolek, Reksio, Kapitan Żbik, Dzieci z Bulerbyn i wiele innych..... To najszczęśliwsze beztroskie lata, mnóstwo radości z wspólnie spędzanego czasu. Gra w palanta, banbingtona, zabawa w ganianego i podchody. Nie było komputerów nie wspominając o internecie. Kumple się szanowali! Dziś jeden drugiego utopi w łyżce wody. Wszechobecna zazdrość, zakłamanie i dwulicowość. Szkoda że tamte czasy minęły bezpowrotnie.

Pałka zapałka dwa kije,
kto się nie schowa ten kryje:
Raz, dwa, trzy, początek gry!

Ene due rike fake
torba borba ósme smake
deus meus kosmateus
i morele bix bax box.

  • 29 czytelnik

Likes

Comments

I tak się kręci od sezonu do sezonu.....narciarskiego ma się rozumieć. Październik to ten czas kiedy z radością spoglądam za okno z nadzieją na szybki powrót zimy wraz z ujemnymi temperaturami . Ale od początku! Narty to moja druga a w zasadzie pierwsza z moich dwóch pasji. Zaczęło się cztery lata temu w Zieleńcu. Pierwsze lekcje nie rokowały nadziei na to by kiedykolwiek nazwać mnie narciarzem no chyba że specjalnej troski. Zaliczyłem chyba miliard upadków i całe szczęście że jeszcze wtedy miałem na co upadać bo dziś na bank kość ogonowa została by uszkodzona na wieki. Mimo mojej potwornej niezdarności, lecz jednak ogromnemu samozaparciu potrafiłem ustać :) Przyznam szczerze, średnio to wyglądało (delikatnie mówiąc). Po powrocie do domu doznałem pewnego rodzaju olśnienia, stała się magia, przysłowiowy cud. Zakomunikowałem żonie, kupuję narty! (kurwa szok). No i kupiłem, piękne czerwone Rossignole a zaraz po tym zakupiłem buty, również w kolorze pięknej czerwieni i czekałem, czekałem na nadejście zimy. Dziś mam za sobą cztery narciarskie sezony i kilkanaście wyjazdów na nasze stoki. Co lepsze, zdaniem narciarzy z dłuższym okresem stażu narciarskiego, jeżdżę niczym Alberto Tomba. Albo jestem tak zdolny, albo to faktycznie cud. I tak od tamtego czasu razem śmigamy i razem biegamy :) Można ano Można :)

  • Life
  • 39 czytelnik

Likes

Comments


W zasadzie w tym sezonie zrobiłem co chciałem, zdobyłem Koronę Półmaratonów Polskich 2016, zaliczyłem Poznański Maraton i szczęśliwie bez kontuzji biegam do dziś. Ale czy faktycznie jestem usatysfakcjonowany tak na 100%? No nie! Biegam ze swoją żoną, często wspólne zawody i treningi. Staram się motywować ją, jak tylko potrafię. Często delikatnie podkręcając trening tak aby wspólnie zabrać z niego co najlepsze. Więc bieganie po lesie z podbiegami to u mnie standard, co nie zawsze spotyka się z entuzjazmem mojej połowy :) Czas najwyższy delikatnie zwolnić, wrzucić na luz, czyli roztrenowanie. Szczerze powiem, nie potrafię. Bieganie tak mocno siedzi we mnie, śmiało można powiedzieć, mam kochankę :) I jak tu żyć i nie tęsknić?!

Likes

Comments