Rude sesje
RUDAMOWI

“Trawa jest zawsze bardziej zielona po drugiej stronie płotu”. Bo przecież do idealizowania cudzej rzeczywistości to wyposażeni jesteśmy w jakiś dodatkowy abonament! Przecież za Atlantykiem to się lepiej żyje. Psy sąsiadów szczekają ciszej, pracodawcy są bardziej „ludzcy”, a wizja kupna własnego domu bez piętna hipoteki jest znacznie bardziej realna. Gdzieś tam ludzie wcale tak ciężko pracować nie muszą i mają miliony złotych monet oraz CZAS, aby zwiedzać świat. Gdzieś tam słońce świeci jaśniej. Gdzieś zima jest mniej sroga. Gdzieś tam jest lepiej. Bo gdyby w dwóch kolumnach wypisać od myślników: co posiadamy my, a co posiadają inni, to przecież w pełni zapełnilibyśmy tylko jeden “słupek”, prawda? Sidła takich schematów są dla nas jak magnez. Mimo że mamy świadomość, że idealne życie jest wyłącznie miejską legendą, to wciąż chłostamy się wyimaginowanymi brakami, które istnieją wyłącznie w naszej świadomości. To taka zagubiona komórka autodestrukcji, która jest w nas zakorzeniona. Komórka, do której należą słowa: “Oni to dopiero mają życie! Chciałabym być na ich miejscu” Tylko to autodestrukcyjne “chciałabym” trzeba rozwinąć. Bo ono jest tak zaprogramowane, że pragnie przygarniać wyłącznie piękne chwile cudzej rzeczywistości. A co z resztą? Mówię o tym, bo chce Wam coś wytłumaczyć. Tak często piszecie, że chcielibyście być na moim miejscu. Tak? Spójrzmy wiec na moje ostatnie miesiące. Owszem, wakacje były kadrową magią. Jednak nie można zapomnieć o fakcie, że kolejnym były wszystkie pracujące weekendy podczas tegorocznych wakacji oraz pięć dni wolnego w sierpniu. To już nie brzmi tak bajkowo, prawda? Zagrajmy w grę. Uruchomcie wyobraźnie! Raz, dwa, trzy... TERAZ! Wyobraźcie sobie kobietę ''perffetto'. Macie już pierwsze kontury? Tylko wiecie taką na 101% na której talerzu znajduje się tylko zdrowa, fit, eko, insta żywność każdego poranka. Taką, która ma gust przez GIE tak wielkie, jak odległość z Warszawy do Amsterdamu. Potrafi być glam, a jak trzeba, to w najbardziej rozciągniętym dresie opróżni (z szybkością światła) największą pakę chipsów (i to nie tych jaglanych!) oglądając mecz. Ma piękne dziecko, zaradnego faceta, modny dom oraz dobrze prosperującą pracę. Rosół wychodzi jej lepiej niż teściowej, a pankejki na siedemdziesiąt pięć sposobów też zrobi. Jedną nogą prasuje, drugą obiera ziemniaki, a gdyby ktoś dorysował jej trzecią, to na bank nacisnęłaby guzik uruchamiający pralkę. Bizneswoman też jest, a gdy podnosi się z łóżka, wygląda jak gwiazda Hollywood. Takie tam, wszystkie moce fantastycznej piątki w jednym małym palcu u stopki ma. Już?! Czy wasza wyobraźnia pokolorowana jej włosy na TEN ulubiony kolor? Nakreśliła kontur oczu i policzyła piegi na nosie? Jeśli tak, to nie pozwólcie jej odejść ze sfery fantazji. Bo to totalnie nie o mnie i mogę się założyć, że o Was też nie, prawda? To niesamowite, że z tylu naszej głowy wciąż unosi się dym zawierający opary powstałe z opinii absolutnie wszystkich dokoła. Opary, które sprawiają, że setny raz robimy dobrą minę do złej gry – oby tylko nasze życie nie odbiegało od powielanego standardu XXI w, czyli ideału. Ale pamiętajcie – też macie prawo nie wyrabiać. Nie mieć siły. Mieć po prostu dość. I najważniejsze! Macie prawo mieć inne poczucie piękna oraz wartości, które są totalnie niezrozumiałe dla całego wszechświata, a jasne jak słońce dla Was. Coś Wam opowiem. Kiedyś mój kolega z pracy pokazał mi zdjęcie, które kiedyś zrobił Ha! Jestem na nim ja w roli "Social Media Managera". Siedzę na moim ukochanym zmywaku (pod tyłkiem mam szmatkę do polerowania szkła) we włosach roztrzepanych jakbym wpadła pod wiatrak. Po lewej mam szczotkę, mopa, wiadro, po prawej kosz na śmieci. W ręku trzymam telefon, bo zapewne coś tam do Was piszę. Jednym słowem powiedzielibyście, że obraz nędzy i rozpaczy. Ja widzę tam szczęście.

RUDAMOWI
RUDAMOWI
RUDAMOWI
RUDAMOWI

















ZDJĘCIA: IDA STRZELCZYK

MIEJSCE - AGRYKOLA

PAZNOKCIE - SALON CATERINE

KOLORYZACJA WŁOSÓW - SALON CATERINE

rudamowi
rudamowi
rudamowi
rudamowi
rudamowi
rudamowi
rudamowi
rudamowi
rudamowi
rudamowi
rudamowi
rudamowi
rudamowi
rudamowi
rudamowi
rudamowi
rudamowi
rudamowi
rudamowi
rudamowi

Przenieś swój blog na Nouw - teraz możesz importować swój stary blog - Kliknij tutaj

Likes

Comments

Bo ja nie umiem się wpasować w żadne "ramki", wiecie? Nie umiem. Nie potrafię też żyć obok kogoś, kto na sile próbuje mnie tam wepchnąć. Tak to już jest jak człowiek przez dwadzieścia trzy lata nie poświęci ani minuty na wychodowanie w swoim organizmie komórek o imieniu "przystosuj się". Zrobiłam jednak coś innego. Zapełniłam tę pustą lukę niewielkim zbiornikiem, któremu imię Tolerancja nadałam. I schemat jest taki sam od lat. Jeśli obojętność znajdującej się tam cieczy zaczyna się wylewać - uciekam. Tak po prostu, rozumiecie? Bo ile mogę walczyć, o bycie sobą? Bo jak ktoś nie akceptuje, że zamiast szpilek decyduję się na coś znacznie bardziej sportowego, to nie akceptuje mnie. Czy to dziwne, że właśnie w takim wydaniu jestem najlepsza wersja siebie? Taką autentycznie rudą, nie udającą nikogo wyimaginowanego, żyjącą w pełni w zgodzie ze sobą. To nie jest tak, że wybrzydzam, że mam za wysokie wymagania, bądź oczekuje bajkowych wzruszeń. To chyba jest kwestia świadomości siebie. Człowiek już nie tyle wie czego chce, ale czego NIE CHCE i blokuje się na amen.

Dlatego, jeśli kiedykolwiek usłyszysz, że masz za stare air maxy. Za duże dziury w spodniach. Nie malujesz oka jak prawdziwa glam. Masz dziwną przyjaciółkę, pracę, która Cie nie rozwija, a wręcz cofa do epoki kamienia łupanego i brak perspektyw na przyszłość, odejdź. To, że nie stroisz się jak seks bomba, gdy wychodzicie ze znajomymi do knajpy, nie jest niczym złym. Fakt, że tusz pod oczami masz wiecznie rozmazany, też nie. Źle poparowane skarpetki, zdolność przypalenia wodę w czajniku oraz pieniądze, które podobno wiecznie wydajesz na nieistotne głupoty - tym bardziej Jeśli jesteś z kimś dla kogo szklanka jest zawsze do połowy pusta zabierz mu ją", o! Bo nie ma sensu tracić czasu dla kogoś, kto próbuje zrobić z nas marną podróbkę naszej najlepszej wersji, rozumiecie? Najlepszej bo autentycznej, szczerej, bez iluzyjnego fundamentu. Kiedyś wiecznie miałam wrażenie, że zbyt długo czekam w życiu na ludzi lub zdarzenia, które się potem nie realizowały, albo realizowały się tak późno, że nie miały już dla mnie najmniejszego znaczenia. Dzisiaj już tak nie mam. Zostawiając wszystko co destrukcyjne za sobą, odnalazłam siebie. Żyjąc w zgodzie z własnymi zmysłami u boku ludzi, którzy szanują i akceptują moją indywidualność czuję się spełniona. Pamiętajcie że brak decyzji to też decyzja. Jednak w tym przypadku – najbardziej krzywdząca dla nikogo innego tylko właśnie dla Was.

RUDA MÓWI
RUDA MÓWI
RUDA MÓWI
RUDA MÓWI
RUDA MÓWI



SOHO FACTORY

Warszawa jest prawdopodobnie jedynym miastem w Europie, które nie ma jasno zdefiniowanej dzielnicy czy choćby jej części, która dedykowana byłaby szeroko rozumianej działalności artystycznej. Tę lukę w naszej stolicy zapełnia właśnie SOHO FACTORY. położone na warszawskim Kamionku. To 8 ha pięknego zielonego terenu z wieloma budynkami pofabrycznymi, które dają mnóstwo możliwości adaptacji i zagospodarowania. A wszystko to oddalone zaledwie o 4 km w linii prostej od PKiN! Soho Factory stawia sobie za cel rozwijanie na postindustrialnej tkance dawnych hal produkcyjnych nowej artystycznej i architektonicznej jakości. Stwarza wyjątkowe warunki do pracy, z których skorzystało już wiele firm, w tym redakcja „MaleMena” czy pracownia architektoniczna WWAA (twórcy polskiego pawilonu na Expo w Szanghaju), które zajmują biura w oryginalnych, zrewitalizowanych budynkach fabrycznych zaadaptowanych do potrzeb ich pracy. Soho jest także bardzo aktywne w dziedzinie kultury. Chętnie użycza swoich przestrzeni interesującym inicjatywom kulturalnym, modowym, lifestyle’owym. Warto wymienić choćby koncert Warszawskiej Jesieni, wernisaże znanych artystów, festiwal tańca czy akcje młodych designerów. Dzielnica artystyczna nabiera ducha, a kalendarz przyszłych inicjatyw napełnia ludzkim żywiołem te jeszcze niedawno martwe mury.

Każda z inicjatyw adaptuje inną rewitalizowaną nieruchomość. Redakcja "MaleMena” wskrzesiła dawny warsztat mechaniczny, pokaz Rage Age halę walcowni, Piktogram i Galeria Leto tchnęły nowe życie w sprężarkownię, a młodzi architekci ożywili przestrzeń starej ciepłowni.

ZOBACZ: SOHO FACTORY

RUDA MÓWI
RUDA MÓWI
RUDA MÓWI
RUDA MÓWI
RUDA MÓWI
RUDA MÓWI
RUDA MÓWI
RUDA MÓWI
RUDA MÓWI
RUDA MÓWI
RUDA MÓWI
RUDA MÓWI

ZDJĘCIA: IDA STRZELCZYK

MIEJSCE - SOHO FACTORY

PAZNOKCIE - SALON CATERINE

KOLORYZACJA WŁOSÓW - SALON CATERINE

  • 1359 Czytelników

Likes

Comments

     Uwielbiam przesiadywać w kawiarniach. Oh, chyba słowo uwielbiam to zdecydowanie za mało. Mimo że jestem bardzo towarzyską osobą, to jedyne miejsce gdzie naprawdę doceniam swoją samotność. Czy to normalne, że tylko TU przeszkadza mi obecność drugiej osoby? Miejsca, które wręcz oddychają kawą, są po prostu żywym bytem. Ileż to rozmów słyszały te ściany. Ile wstępnych planów biznesowych, studenckich czy prywatnych miało właśnie TU SWÓJ początek. Ile wykładów znanych profesorów tu cytowano. Nie jestem w stanie zakwalifikować ich wiedzy do żadnej kategorii, bo bez wątpienia mogłaby konkurować z doświadczeniem najbardziej znanych naukowców. Zgodzicie się ze mną? Gwar, śmiech, głosy różnych ludzi, których nie sposób nie usłyszeć, a które splatają się w jedną całość. Czasem czuję się jak taki intruz, który z brudnymi butami wkrada się do ich świata, wiecie? Wprawdzie dzisiaj to one ze wszystkich stron mnie atakują, natarczywie chcą zagościć w rudym świecie. Wypraszam je jednak na wszystkie możliwe sposoby, zapominając wręcz o podstawowych zasadach dobrego wychowania. Chyba się na mnie nie obrażą, prawda? Przecież nawet ja czasem mam prawo nie mieć minutki, którą mogłabym im poświęcić. Tak, wiem! To moja wina! Przecież przyzwyczaiłam je do myśli, że są u mnie zawsze mile widzianym gościem. Dzisiaj jednak zabawa w "złodzieja” strzępek ludzkich rozmów musi odejść na boczny plan.


CAŁA NADZIEJA W KAWIE!

     To, że piszę do Was otulona zapachem kawy, nie będzie dla Was zaskoczeniem. Kawiarnia, w której przebywam, nigdy nie jest przypadkowa. Wybór zależy od stanu duchu, to pewne. Ta w samym centrum Warszawy do tej pory była zarezerwowana na ciche, deszczowe, ponure oraz nieobecne chwile. Dni, w których następuje zakłócenie na linii ciało – umysł, a które w moim organizmie występują dosyć często. Dzisiaj jednak pomimo tak wspaniałego słońca nogi, bezwiednie chciały iść właśnie w jej kierunku. Nie miałam sumienia ich zatrzymać, wygrały.

     Green Coffe Nero na Nowym Świecie jest wręcz genetycznie zaprogramowane, aby przyjść na ratunek niedokończonym myślom, które próbuję zebrać w jedną całość. Uwielbiam sam moment, kiedy do niego wchodzę. Dwa regały z książkami ulokowane po lewej stronie nadają ciepła temu miejscu. Są od siebie oddzielone niewielką przestrzenią. Nie są proste, jednak nie wyróżniają się też barokowym przepychem. Delikatne zdobienia nadają im pewnego czaru, który aż prosi, aby “poczęstować się” choć jedną książką. Ogromna przestrzeń ozdobiona jest również wielkimi żyrandolami, masą mniejszych oraz większych stoliczków kompletnie od siebie różnych. Zauważcie tu kilka fantastycznych kanap oraz różnokształtne fotele. Mniejsze lub większe, obite różnorodnymi tkaninami. Starsze, młodsze, bardziej lub mniej zniszczone przez los. Dla kogoś, kto uwielbia aranżację wnętrz, wszystko wydaję się fantastyczne! Lubię przebywać w miejscach, które stylizowane są na czyste “retro”, gdzie brak jest jakiejkolwiek spójności. I te wielkie okna! Są ogromne. Dzięki nim ta nietypowo zagospodarowana przestrzeń jest niezwykle jasna i pozwala nam obserwować dużą część Nowego Światu. Czasem totalnie się zawieszam i jestem w stanie jedynie obserwować biegnących ludzi. Takie dni są jednak rzadkością. Przychodzę tu głównie pracować i nie zawsze mogę pozwolić sobie na takie cudowne wagary.

     W każdej kawiarni mam swój ulubiony stolik, tak jest i tu. Jestem niezmiernie rozczarowana, gdy nie uda mi się go dopaść i muszę wybrać “inną” opcję. Kawa zawsze stoi po prawej stronie, otoczona milionem niezbędnych do funkcjonowania gadżetów, które ze sobą przyniosę. Moją ulubioną jest piernikowa! Nawet nie zdajecie sobie sprawy, jak strasznie ubolewam nam faktem, że mam możliwość ją dostać jedynie w sezonie zimowym. Wraz z rozpoczęciem funkcjonowania menu wiosennego perfidnie mi ją zabierają! To moje ukochane połączenie smaków, które dostępne jest w Costa Caffe. Nawet nie wiem, dlaczego tak bardzo ją polubiłam. Czy uwierzyć, że na początku zamawiałam ją tylko ze względu na to, że moja baristka mówiła na nią “pierniczkowa” z najsłodszym akcentem, jaki słyszałam? Nazywam ją “baristką ciacho”. Gdy tam jestem, zazwyczaj siedzę przy ścianie dzielącą sale z barem i za każdym razem, gdy słyszę jej uroczy głos mówiący “Może ciacho do tego?” uśmiecham się pod nosem, najszerzej jak tylko potrafię. Gdybym była facetem, zakochałabym się w niej od pierwszego wejrzenia, ze względu na sam ton jej głosu, jestem tego bardziej niż pewna!

     Teraz pozostawiam Was w towarzystwie zdjęć, które stworzyłyśmy razem z Idą i kieruję się w stronę rzeczywistości. Rzeczywistości, która do potęgi trzeciej przypomina mi o piętrzącej się stercie niezrealizowanych zadań. Moje drobne barki nie są już w stanie udźwignąć ich ciężaru, dlatego w ten słoneczny poniedziałek postaram się je z tego oswobodzić. Wznoszę kawę do góry i życzę Wam miłego poniedziałku. Doceniajmy kawiarnie, doceniajmy miejsca z duszą. Dalekie od sztywnych standardów funkcjonowania, a przyczyniające się w olbrzymiej mierze do pobudzenia naszej kreatywności!



KAWIARNIA - GREEN COFFE NERO NOWY ŚWIAT, WARSZAWA

ZDJĘCIA: IDA STRZELCZYK

PAZNOKCIE - SALON CATERINE

KOLORYZACJA WŁOSÓW - SALON CATERINE

  • 2026 Czytelników

Likes

Comments

Fascynują mnie miejsca z duszą, jednak to już wiecie, prawda? Gdyby nie fakt, że totalnie nie jestem obdarowana żadnymi zdolnościami plastycznymi, na bank studiowałabym architekturę wnętrz. Aranżacja przestrzeni jest czymś, co kocham i w czym doskonale się odnajduję. Dlatego tak strasznie blisko mi do wszelkiej architektury, a czarno - biała podłoga potrafi sprawić, że całkowicie tracę dla niej głowę! Jak jednak spełniać swoje marzenia skoro narysowane przeze mnie jabłka bardziej przypominają koślawe okręgi, aniżeli ten wspaniały owoc? SALON PO DRUGIEJ STRONIE LUSTA to najbardziej designerski salon kosmetyczny, jaki moje rude włosy widziały. Miłośnicy nietypowych wnętrz nie mogą po prostu przejść obok niego obojętnie, to Wam gwarantuję.

Studio ulokowane jest na Saskiej Kępie. Nie ma piękniejszej dzielnicy w Warszawie, wiecie? Te wąskie uliczki, które się tam znajdują, stanowią wręcz swoiste wehikuł czasu, namacalną kartę z pamiętnika pragnącą opowiedzieć skrywaną przez lata tajemnicę. Nie dominuje tam wszechobecny kult nowoczesności, o nie. Rolę pierwszoplanową odgrywają kamieniczki. Te mniejsze oraz większe. Klasyczne czy bardziej "barokowe". Kolorowe bądź szare. Czy to nie jest piękne? Nie znajdziemy tam idealnie pasujących do siebie elementów. Każdy budynek diametralnie się od siebie różni. Tacy maniacy architektury jak ja od razu odkryją, że skrywają one w sobie pewien sekret, który jest ściśle strzeżony przed wzrokiem przypadkowych przechodniów. Ulica Francuska, czyli serce Saskiej Kępy to tz. "resturant street" Mam jednak wrażenie, że umiejscowione obok siebie knajpki różnią się od tych znajdujących się w ścisłym centrum Warszawy. Jest tak bardziej kameralnie oraz domowo. Mimo że każdego wieczoru ulica tętni życiem, mam wrażenie, że to "życie" jest tu takie "lepsze", jakkolwiek irracjonalnie to brzmi. Nie wyobrażam sobie, że ten zaczarowany salon, w którym czułam się jak prawdziwa RUDA ALICJA w Krainie Czarów, mógłby być ulokowany gdziekolwiek indziej. W nowoczesnych budynkach? Nowych dzielnicach? O nie! Kompletnie nie pasowałoby do takiej scenerii. Jest on wręcz genetycznie zaprogramowany, aby iść w parze z pięknem starej Warszawy, która w oczach ludzi staje się coraz bardziej doceniana.


     Teraz Was zaskoczę! Wiecie, że cały design, który widzicie to autorki projekt samych właścicieli? Najdrobniejszy wręcz aspekt to pomysł, który od początku do końca został stworzony przez nich samych. Nie tylko ja myślę, że spisali się na medal, prawda? Czarno-biała podłoga, białe cegły oraz czerwień kanap stanowi kwintesencję tego miejsca. Gdy po raz pierwszy przekroczyłam próg salonu, czujniki odpowiedzialne za poczucie piękna po prostu zadrżały. Wszystkie kąty lokalu wręcz krzyczą, aby opowiedzieć nam o wszystkich epidotach pochodzących ze znanej każdemu historii "Alicji w Krainie Czarów". Motyw karty ulokowany jest tam wszędzie. Zaczynając od stołów do manicure, kończąc na najmniejszych doniczkach! Na ścianach znajdziemy portrety głównych bohaterów całej powieści, a niespotykanie zdobione fotele stanowią tz. kropkę nad przysłowiowym "i". Są piękne! Ich kształt oraz obustronne obicie w rzeczywistości wygląda znacznie lepiej niż na zdjęciach. Tak, to naprawdę możliwe! Poniżej znajdziecie również zdjęcie sali, która jest stworzona specjalnie do pedicure. Nie jesteście w stanie mnie zapewnić, że widzieliście cokolwiek bardziej spektakularnego.

To najpiękniejsze studio, jaki widziałam.

















W ich ofercie znajdziecie również coś jeszcze! Oprócz faktu, że świadczą oni wzystkie usługi z zakresu beauty, znajduję się ta również studio tatuażu!


OTO LINK:

Mad Hatter Tattoo & Body Piercing






ZAKRES USŁUG:

- MANICURE

- PEDICURE

- MAKIJAŻ

- KOSMETYKA

- FRYZJERSTWO

- STYLIZACJA RZĘS

- LIGHT SHEER DESIRE

- DEPILACJA LASEROWA

- PIERCING

- TATUAŻ


SALA DO PEDICURE

     Czy to własnie nie o rzęsach powinnam Wam od samego początku opowiadać? Powinnam! Tracę jednak jakiekolwiek resztki rozsądku, gdy dostrzegam miejsca z duszą, gdzie dbałość o najmniejszy szczegół na każdym kroku podkreśla własną dominację.

     Co bezapelacyjnie podnosi Wam samoocenę? Mam na myśli "rzeczownik", który za każdym razem gdy wejdzie w reakcję z Waszą świadomością wygrywa. Macie coś takiego? W moim wypadku na podium klasyfikują się rzęsy. Widoczny skręt D o wcale nie najcieńszej grubości cieszy mnie znacznie bardziej niż jakakolwiek nietuzinkowa para spodni, to pewne. Sztuczność? Nie w tym wypadku. Słowo to z wielką chęcią zamieniam na "kobiecość", "piękno", czy "niepowtarzalny czar" bez możliwości jakiejkolwiek negocjacji. W kwestii obiętościówek osiągnęłam POZIOM HARD. Po prawie pięciu latach reguralnych aplikacji wiem w czym moje oczy wyglądają najlepiej. Bardzo ciężko mnie zadowolić. Umiejętności Agnieszki są jednak niepodważalne. Rzęsy były wykonane z największą starannością. Idealnie dobrana długość, skręt oraz grubość. Czas ich wykonania jest był dłuższy, jednak po trzech tygodniach użytkowania ich dopełnienie było wręcz mikroskopijne. Równo, naturalnie oraz bez jakichkolwiek sklejeń, które na zdjęciach większości aplikacji wysówają się na główny plan. Agnieszka jest stu procentową perfekcjonistką, która nie pozwoli, aby jakakolwiek rzęska była przyklejona w innym kierunku. Efekt aplikacji był zachwycający. RUDA POLECA!

Na zdjęciu Madzia! Właścicielka salonu Po Drugiej Stronie Lustra.


STUDIO TATUAŻU - MAD HATTER TATTOO & BODY PIERCING

SALON KOSMETYCZNY - PO DRUGIEJ STRONIE LUSTA

SHOWROOM - KHAKI SHOWROOM

ZDJĘCIA - NATALIA ŚWIDLICKA

KURTKA - PROMOD


  • 3258 Czytelników

Likes

Comments

     Tekst, który znajdziecie poniżej, NIE JEST MOJEGO AUTORSTWA. Pochodzi z Volantification czyli portalu, którego jestem fanką od swoich licealnych, czasów, wiecie? Kiedy trzy lata temu trafiłam na niego po raz pierwszy kompletnie nie był jeszcze tz. „must have”. Dzisiaj zdecydowanie jest, a ja potrafię spędzić „na nim” długie godziny, po raz setny czytając tekst, który wciąż nie przestaje mnie zachwycać. Jedno z moich TOP PLACE, z którego czerpię inspirację „słowną”. To chyba tak już jest. Jestem po prostu tak skonstruowana, że jedynie męskie słowa, klejone z tak wyrafinowaną starannością potrafią doszczętnie mnie wzruszyć. O tym, że Janusz Wiśniewski tak na mnie działa, już wiecie. Czas przedstawić Wam Michała Szatiło, autorem słów umieszczonych poniżej.

     Wiem, że to tz. „łamanie” obowiązujących schematów w blogosferze. Publikowanie na swoim blogu czegoś, co nie wyszło spod mojego pióra, nie jest czymś atrakcyjnym, prawda? Jednak ja już dawno zrozumiałam, że nie da się mnie zakwalifikować do żadnej kategorii i wciąż jestem "pomiędzy". Więc, czemu nie? Chcę dzielić się z Wami wszystkim, co mnie zachwyca. A TEN TEKST ROBI TO OD 2015 ROKU, więc nie wyobrażam sobie, że mogłoby go zabraknąć w tym miejscu!

NIE JESTEŚMY PRZYGOTOWANI NA TRWAŁE ZWIĄZKI

"Żyjemy w pięknych czasach. Nie dość, że każdy ma w szafie więcej koszul, niż miał ich Ludwik XIV to jeszcze mamy wybór dotyczący tego jak, gdzie i z kim ułożyć swoje życie, przebierając w opcjach jak w komputerowej grze. Można założyć start-up, wyjechać do Japonii, rozwinąć bloga, nagrać płytę, sprzedać aplikację albo pracować w Cancun odpalając laptopa na plaży, kiedy akurat ma się na to ochotę. Nasze życie nie jest podzielone na wyraźne etapy, bo zawsze istnieje dobry moment, żeby wsiąść w samolot i zacząć wszystko od nowa, w innym miejscu, z innymi ludźmi i z czystym kontem. Tylko, że jednocześnie jesteśmy pokoleniem ludzi, którzy szukają ideału i go nie znajdują, a stojąc na tle wieżowców w Singapurze przychodzi im do głowy myśl, że fajnie byłoby tam stać z kimś, z kim za kilka lat będzie można to wspominać, zamiast być na fotce z randomową laską, którą za trzy lata zastąpi kolejna.

Jest tak dlatego, że dzieje cywilizacji najlepiej byłoby przedstawić jako pijaka, który bardzo stara się utrzymać pion, ale stale przechyla się do przodu albo do tyłu, a jego każdemu odchyleniu towarzyszy korekta w postaci machania rękami na znak, że coś poszło nie tak. I obawiam się, że cywilizacyjny pijak znów zaczyna się przewracać, bo chociaż chcemy trwałych związków, to nie jesteśmy na nie przygotowani, powtarzając sześć zdań, które gryzą się z budowaniem relacji i budzeniem się bez żalu obok tej samej osoby.

1. „Na razie jest ok, ale zobaczymy jak będzie.” Żyjemy w rzeczywistości jednorazówek, okresów próbnych, gwarancji i świadomości, że każdy jest do zastąpienia, bo gdzieś tam są kobiety, które zawsze są piękniejsze, milsze i mają bardziej porywającą osobowość, oraz mężczyźni – przystojniejsi, bardziej zaradni i potrafiący żonglować pomiędzy karierą, a chodzeniem w fartuszku w sposób, który tylko dodaje im męskości. Już nie mówimy sobie leżąc w parku na kocu, że zrobimy wszystko, żeby ten związek był kurewsko piękny – jak wycięty z rock’n’rollowego filmu, w którym jedzie się kabrioletem pustą drogą, zakłada się gdzieś dom, wychowuje dzieci i wciąż widzi się drugą osobę tak, jak w chwili, kiedy się ją poznało.

Zamiast tego mówimy: „Mamy jeszcze czas”, „Zobaczymy co z tego będzie”, „Po prostu poczekajmy”. I przykro mi, ale jesteśmy pokoleniem ludzi, których życie miało się zacząć już za chwilę. Kiedyś czytałem wywiad z jakimś profesorem. Nie pamiętam jego nazwiska, ale pojawiło się w nim zdanie, że mając dwadzieścia lat, ma się wrażenie, że wszystko zaraz się zacznie. Tekst kończył się stwierdzeniem tego profesora: - I wie Pan co? Mając siedemdziesiąt lat myśli się tak samo. Już nie żyjemy. Czekamy w trybie oszczędzania baterii na to, żeby kiedyś zabłysnąć. W kontekście związków to daje komfort, ale też rozleniwia i psuje, bo nie trzeba dbać o cudze uczucia, angażować się i starać. Można po prostu zobaczyć co z tego będzie, będąc zawsze jedną drogą poza związkiem. Nie wyjdzie? Wystarczy spakować walizkę i wcisnąć przycisk replay. Replay, replay i jeszcze raz replay.

2. „Związek? Tylko z ideałem, bo po co się z kimś wiązać, skoro za rogiem czeka ktoś lepszy.” Pytanie czy naprawdę czeka, bo ja mam duże wątpliwości. Wymagamy od siebie nawzajem takiej żonglerki umiejętnościami, wszechstronnością i otwartością, że zapominamy, że inne osoby nie rodzą się po to, żeby spełniać nasze oczekiwania. To bardzo pozytywne, że nie chce spędzić się życia z pierwszą lepszą osobą, którą zobaczyło się nago, ale jednocześnie bardzo smutny jest brak zrozumienia dynamiki związków i faktu, że jeśli ktoś jest ideałem, to tylko w 50% dzięki temu kim jest, a w 50% dzięki wspólnej pracy włożonej w poznawanie się, docieranie i pracowanie nad związkiem.

3. „O dobry związek nie trzeba dbać. O zły związek dbać nie warto.” Każdy cel służy odhaczeniu go na liście jako definitywnie zakończony. Bajki kończyły się na pocałunku i słowach, że dalej było już wykurwiście pięknie. Ot tak, bez kiwnięcia palcem. Do tej pory nieświadomie w to wierzymy, i dlatego tak jak pisałem ostatnio: „Staramy się dla obcych. Nie wyjdziemy na miasto w podartych dresach, bo zobaczy nas jakiś bałwan, którego i tak nie zapamiętamy, ale założymy je, żeby spędzić czas z najbliższą dla siebie osobą. Żeby zrobić dobre zdjęcie na instagrama spędzimy pół dnia w kuchni, ale na kolację ze swoim facetem otworzymy słoik od mamy. Nie zrzucimy naszych problemów na

znajomego z pracy, ale będziemy obciążać nimi osobę, z którą żyjemy. Mamy zdrowo popieprzone priorytety i nie dbamy o rzeczy, które są blisko. Wierzymy w złudzenie, że będziemy je mieć zawsze, a na końcu i tak się okazuje, że wygrywają ci, którzy robią całkowicie odwrotnie. Najważniejsze rzeczy w naszym życiu są dostępne tylko na zasadzie abonamentu. Dbanie o nie ma tylko początek, ale nie ma końca. Dotyczy to zdrowia, związku, przyjaciół i pieniędzy. Zapomnisz o tym na trzy miesiące, to nic się nie stanie. Zapomnisz o tym na kilka lat i któregoś dnia uświadomisz sobie, że nie masz nikogo z kim możesz porozmawiać, a wszyscy, którzy kiedyś nawet nie byli twoją konkurencją, osiągnęli znacznie więcej.”

4. „Idziesz do przodu albo się cofasz.” Dobre jest tylko to co nowe. Trzeba być w drodze i trzeba mieć co opowiedzieć przyjaciołom. Bo przecież Zośka założyła firmę, Krzysiek zastanawia się czy nie jest gejem, Karol obraca teraz dwie laski, a Maryśka kładzie sobie na języku LSD w oczekiwaniu, że zmieni to jej spojrzenie na świat. A ty co? Masz być cały czas z tą samą osobą? A jeśli coś cię w tym czasie minie? A co jeśli następna osoba byłaby lepsza? Może to wszyscy inni żyją prawdziwym życiem? Rozwój utożsamia się z ruchem. Tak bardzo boimy się, że coś stracimy, że biegniemy nie po to, żeby gdzieś dobiec, ale po to, żeby mieć poczucie zmiany. Scenariusz na życie to sadzenie co roku nowych kwiatów na rabacie z ciekawością co z tego będzie i ze świadomością, że za rok można zacząć od nowa i pomijając wrażenie, że niby wszystko się zmienia, ale tak naprawdę wciąż jest się w tym samym punkcie. Scenariuszem na życie już nie jest sadzenie drzewa, któremu za dwadzieścia lat wciąż będzie podcinać się gałęzie tak samo jak dzisiaj i patrząc z boku, wciąż będzie to, to samo drzewo, pielęgnowane w taki sam sposób. Poza tym, że to drzewo będzie coraz większe i silniejsze. Widzisz, niektórzy wolą rabatki, a inni wolą drzewa. To nie znaczy, że coś jest gorsze. Coś po prostu może nie być dla ciebie.

5. „Najważniejsze jest, żeby radzić sobie samemu.”Przez tysiące lat przetrwanie i rozwój jakiejkolwiek społeczności było uzależnione od podziału obowiązków. Jedna osoba robiła sieci, druga łowiła ryby, trzecia dbała o ich przetwarzanie i

przechowywanie, a kolejne broniły całej osady. Tylko, że to się zdezaktualizowało. Jesteśmy uczeni, żeby być samowystarczalnymi, żeby nikogo nie potrzebować i żeby w najgorszej sytuacji sobie poradzić, mając za pomocnika smartfona w ręce. Bycie zależnym od kogoś to symbol porażki. Ideał pracy to bycie przedsiębiorcą. Ideał pracownika to pracownik na śmieciówce, którego da się zastąpić w ciągu 24 godzin. Ideał kobiety jest dokładnie taki sam, jak ideał mężczyzny. Nie ma już słabej i pięknej płci oraz silnej i brzydkiej. Jest tylko płeć silna i multizadaniowa, która dzieckiem się zajmie, obiad ugotuje, nie okaże zbyt wielu uczuć, a w wolnej chwili zarobi miliony. W ostateczności, już nikt nikogo nie potrzebuje, bo po co, skoro na rynku każdy daje to samo? Prawda jest taka, że sami zapędziliśmy się w róg, dążąc najpierw do równości płci, a teraz łapiąc się na tęsknocie za klasyczną kobiecością i męskością, dominacją i dominowaniem, siłą i uczuciami. I nie, lumberseksualizm połączony z ciągłym przeglądaniem feedu tego nie zapewni.

6. „Albo związek albo samorealizacja.” Kiedyś śmiałem się z singielek, które mówią, że w związku nie mogą się rozwijać, bo co to niby znaczy? Nie mogą wychodzić ze znajomymi, zająć się malarstwem albo założyć i rozwinąć globalnej firmy? Przecież nie są przykute łańcuchem w kuchni, sypialni albo łazience. Dopiero niedawno uświadomiłem sobie, że to dotyczy wszystkich osób, bo przecież niemal każdy ma wrażenie, że w związku zdarzają się same nudne rzeczy: wieczory z serialem, planowany seks i całkowicie niespontaniczne wyjazdy. To co ciekawe dzieje się na zewnątrz. Tylko że to fikcja. Po pierwsze, jasne, będąc w dojrzałym związku (czyli takim, w którym stwierdzasz: „Tak, tego chcę” i nie traktujesz go jak zajęcia na pół etatu) coś stracisz, ale też coś zyskujesz. To jak z Januszami na wycieczkach do Egiptu, którzy płaczą za brakiem kotletów schabowych, a nie cieszą się tym co mają. Po drugie, to kwestia dogadania się i w związku można robić wszystko, co robiłoby się normalnie. Przerażające jest natomiast to, że pary nie potrafią szczerze rozmawiać o czymkolwiek wykraczającym poza nowy odcinek „Gry o tron”. Uczucia, plany, fantazje seksualne, potrzeby emocjonalne do spełnienia? To nie istnieje, a jeśli istnieje to zamiata się to pod dywan. Ma się możliwość

dowolnego ułożenia sobie relacji bez zważania na skostniałe przesądy, a zamiast tego przyjmuje się defaultowe ustawienia: kwiatki na Walentynki, blowjob na urodziny, udajemy, że nie oglądamy porno i nie mamy żadnych fantazji seksualnych, a ślub to pewnik, bo babcia go chce. Problem w tym, że powszechny model relacji, jest jak buty uszyte na każdego, czyli w praktyce na nikogo. Od czasu do czasu, trafia się ktoś, na kogo pasują, jak szpilki Kopciuszka, ale wszyscy inni będą chodzić w butach, które ich obcierają, spadają z nóg albo są tak ciasne, że ich gniotą i ranią latami.

Najzabawniejsze w tym wszystkim jest to, że każde z tych przekonań jest w określonych warunkach właściwe, skuteczne i dobre. Złe jest tylko popadanie w skrajności. Wizualizacja jako uzupełnienie prowadzonych działań, to fajna teoria, ale spędzenie życia wyłącznie na wizualizowaniu sobie, że przed nami siedzi naga Mila Kunis, nie brzmi jak przepis na sukces. Podobnie nie ma nic złego w tym, żeby sięgać po więcej, nie czuć się uwiązanym na zawsze w beznadziejnym związku albo dążeniu do samowystarczalności, dopóki to działa."









Pytanie czy to wciąż działa.

ŹRÓDŁO


ZDJĘCIA: IDA STRZELCZYK

TEKST - VOLANTIFICATION

PAZNOKCIE - SALON CATERINE

KOLORYZACJA WŁOSÓW - SALON CATERINE

  • 3394 Czytelników

Likes

Comments

INSTAGRAM@rudamowi