Header
Życie

Oh so, your wounds they show

I know you have never felt so alone

But hold on, head up, be strong

Oh hold on, hold on until you hear them come

Here they come, oh


Take an angel by the wings

Beg her now for anything

Beg her now for one more day

Take an angel by the wings

Time to tell her everything

Ask her for the strength to stay


You can, you can do anything, anything

You can do anything

You can, you can do anything, anything

You can do anything

You can, you can do anything, anything

You can do anything


Look up, call to the sky

Oh, look up and don't ask why, oh

Zaprojektuj swój blog - wybierz jeden z mnóstwa gotowych szablonów na Nouw lub utwórz własny, metodą „wskaż i kliknij” - kliknij tutaj!

Likes

Comments

Tematyczne, Życie


Hej! Przygotowałam dzisiaj dla was posta na temat dziesięciu filmów, które według mnie każdy powinien zobaczyć. Liczę się z tym, że nie wszystkim niektóre pozycje z listy mogą przypaść do gustu. Starałam się jednak wybrać takie filmy, które warto obejrzeć, mając na względzie między innymi grę aktorską, sposób przygotowania filmu pod kątem technicznym (np. reżyseria) oraz fabułę. Mam nadzieję, że część z nich już na pewno widzieliście, natomiast reszta spodoba się Wam chociaż w jakimś stopniu.


1. Ojciec Chrzestny (dramat, gangsterski)

Opowieść o nowojorskiej rodzinie mafijnej. Starzejący się Don Corleone pragnie przekazać władzę swojemu synowi. 



Wydaje mi się, że Ojca Chrzestnego zna każdy. Jeśli nawet nie oglądał, to chociażby o nim słyszał. To nagrodzona trzema Oscarami klasyka i wykwintna poezja w jednym. Ciężko jest pisać o prawdopodobnie najlepszym filmie w historii kina, ponieważ słowa nie są w stanie opisać niesamowitości tego dzieła. Co składa się na nadanie "Ojcu Chrzestnemu" miana arcydzieła? Przede wszystkim klimat, który został perfekcyjnie oddany, podkreślenie faktu, że do czynienia mamy ze światem gangsterskim i dobór idealnej muzyki. Ponadto istotny jest detal. Fabuła osadzona jest w latach czterdziestych i twórcy zadbali również o to, aby dokładnie odtworzyć tamte czasy. I obsada, przede wszystkim gra aktorska Al Pacino i Marlona Brando - teraz już ikony głowy mafii. Podsumowując, jest to film perfekcyjny, dopracowany i naprawdę warty obejrzenia. Śmiało można powiedzieć, że to najlepszy film gangsterski wszech czasów.


2. Rocky (dramat, sportowy)

Historia Rocky'ego Balboa, boksera-amatora, któremu nadarza się okazja stoczenia walki o tytuł mistrza świata wagi ciężkiej. 



O tym filmie będę pisała zawsze. Pojawił się już tutaj i zapewne pojawi jeszcze nieraz. Moje serce oddałam Rocky'emu już kilka lat temu i cały czas utrzymuje się w pierwszej trójce ulubionych filmów. Również nagrodzony trzema Oscarami i myślę, że nie bez powodu. Dzieło posiada raczej prostą fabułę, ale to on zapoczątkował tworzenie kolejnych filmów z motywem "od zera do bohatera". Przede wszystkim zwróćcie uwagę na sposób, w jaki został ukazany klimat ulicy. Jest to bardzo ważny element, traktować możemy go jako genezę, podstawę, w końcu to część życia bohatera. I gra aktorska - między innymi Sylvester Stallone, który swoim oporem i  determinacją zagrał główną rolę i był niesamowity. Muszę też wspomnieć o muzyce, która również stała się charakterystyczna dla tego filmu.


3. Igrzyska Śmierci: W pierścieniu ognia (akcja, sci-fi)

Katniss i Peeta odbywają obowiązkowe Tournée Zwycięzców. Dowiadują się o fali zamieszek, za które są odpowiedzialni, łamiąc reguły igrzysk.




"Igrzyska Śmierci: W pierścieniu ognia" to idealny przykład tego, jak powinno robić się godne sequele. Twórcy postanowili podnieść poprzeczkę. Tak, jak każdy obawiał się, że druga część może pozostawić wiele do życzenia, sytuacja okazała się całkowicie odwrotnie - w porównaniu z poprzednią, ta była jak bomba. Zmiana reżysera wywołała falę niepewności, jednakże Francis Lawrence nie tylko zachował klimat poprzednika, ale nawet wykonał swoją pracę znacznie lepiej. Bardzo cieszę się z tego, że tak jak w książce, również w filmie podkreślony został kontrast pomiędzy nędzą w dalszych dystryktach a luksusem w samej stolicy państwa Panem. Myślę, że to jedna z kluczowych rzeczy, które znajdują się w filmie. Wspomnę jeszcze, że fabuła jest naprawdę poważna, dość zawiła i... myślę, że raczej smutna. Co jednak najważniejsze, jest naprawdę wciągająca. To niezwykłe dzieło, które potrafi wzbudzić silne emocje i  zmusić do myślenia oraz wyciągania wniosków. Osobiście polecam wam to zobaczyć.



4. Wywiad z wampirem (dramat, horror)

Historia wdowca, który by przestać cierpieć, zostaje przemieniony w wampira. Jego charakter nie pozwala mu zabijać ludzi z zimną krwią, ale nie jest na tyle silny, by wybrać samobójstwo. 




To jest moim zdaniem najlepszy film o wampirach jaki widziałam. Żadnego lelum polelum. Zaczynamy od "drugich narodzin" głównego bohatera. Ogólnie rzec ujmując film ukazuje nam uczucia, wątpliwości i problemy, z którymi zmagają się wampiry. Nie przedstawiono ich jako istot bezmyślnych, płytkich, stworzonych wyłącznie do zabijania ludzi. Ogromną rolę odgrywa tutaj klimat, który został dopracowany bardzo precyzyjnie. I chwała za zaangażowanie świetnej ekipy potrafiącej w świetny sposób przedstawić grozę tego filmu, zarówno przez światło, scenerię jak również muzykę. Szczególne brawa dla Toma Cruise'a wcielającego się w Lestata - wampira "arystokratę". Pokazał klasę i trzymał poziom do samego końca.



5. Incepcja (surrealistyczny, sci-fi, thriller)

Czasy, gdy technologia pozwala na wchodzenie w świat snów. Złodziej Cobb ma za zadanie wszczepić myśl do śpiącego umysłu. 



"Incepcja" to kolejny z filmów reżyserowany przez Nolana. Jawa, sen to tutaj zdecydowanie za mało. Podnieśmy poprzeczkę i zacznijmy śnić w snach. Sny w snach, wszystko zbyt realistyczne, jednakże niekiedy niemożliwe, by mogło być prawdziwe. Można się pogubić, ale spokojnie! Co stworzył Nolan, da się zrozumieć. Zastosowanie niewielkich zabiegów pozwala widzowi na odróżnienie wątków i sytuacji w filmie. Zwolnione tempo, nasycenie kolorów, by zaraz całkowicie zmienić barwę i sposób oświetlenia kolejnych scen sprawiają, że wszystko staje się jasne i przejrzyste. Konwencja oniryczna wykorzystana jako główny motyw ukazana mistrzowsko. Cały film w napięciu, wyczekiwaniu na każdy kolejny ruch i decyzję bohaterów, bo jeden błąd doprowadzić może do katastrofy. 


6. Mroczny Rycerz (akcja, sci-fi)

Batman z pomocą porucznika Gordona oraz prokuratora Harveya Denta występuje przeciwko przerażającemu i nieobliczalnemu Jokerowi, który chce pogrążyć Gotham City w chaosie.



Nolan wziął sprawy we własne ręce i tym samym stworzył epicką trylogię o Batmanie. Mroczny Rycerz sam w sobie jest jednym z najlepszych filmów o Człowieku-Nietoperzu. Przez praktycznie cały film mamy do czynienia z absolutną perfekcją, genialnością związaną z mrocznym, tajemniczym obrazem miasta Gotham i życia jego mieszkańców. Szczególną uwagę przyciąga jeden bohater - Joker. Heath rozegrał to arcymistrzowsko i Oscar, którym został nagrodzony (pośmiertnie niestety), uważam za całkowicie i niezaprzeczalnie zasłużony. Nolan w przeszło 2 godzinach zdołał ukazać niemalże psychiczną konkurencję Batmana, Denta i Jokera, za każdym razem zaskakując i trzymając w napięciu.


7. Iluzja (kryminał, thriller)

Agenci FBI i Interpolu śledzą grupę iluzjonistów, którzy podczas przedstawień napadają na banki, a ukradzione pieniądze rozdają publiczności. 



Na samym początku mamy ogólne przedstawienie czworga bohaterów, gdzie każdy z nich jest zupełnie inną osobowością. Dopiero potem przechodzimy do głównego wątku, jakim jest magia. Pokaz Czterech Jeźdźców zwraca naszą szczególną uwagę niezwykłymi sztuczkami. A apetyt widza rośnie w miarę jedzenia. Scenarzyści odwalili kawał dobrej roboty. Intryga mimo wszystko nie jest tak prosta, jak się wszystkim wydaje. Wraz z każdą sekundą, akcja nabiera szybszego tempa i jest coraz bardziej zakręcona. I ostatecznie widz przez cały czas w napięciu czeka na kolejną scenę, kolejny ruch bohaterów, nie mogąc doczekać się wielkiego finału. Bardzo istotna jest też kwestia aktorów - znane nazwiska i każdy dostaje i wykorzystuje swoje pięć minut.   



8. Śniadanie u Tiffany'ego (melodramat)


Początkujący pisarz Paul Varjak wprowadza się do eleganckiej nowojorskiej kamienicy. Jego sąsiadką jest śliczna Holly żyjąca na koszt bogatych adoratorów. 



To jeden z tych filmów, który moim zdaniem musi zobaczyć każda kobieta. Film oglądało się przyjemnie, ma lekką fabułę, przewrotną, zabawną. Ponownie wspomnę o muzyce, która odgrywa szczególną rolę w tym dziele. Chcę też zwrócić waszą uwagę na Audrey. Uważam, że była naprawdę cudowną aktorką, przy okazji ikoną. Choć sama bohaterka filmu, Holly, niekiedy mnie irytowała, śmiem twierdzić, że była to postać krucha i delikatna. Śniadanie u Tiffany'ego w wielu momentach szczerze mnie rozbawiło, ale znalazły się też sceny, na których uroniłam kilka łez. Uważam, że warto go obejrzeć.


9. Siedem (kryminał, thriller)

Dwóch policjantów stara się złapać seryjnego mordercę wybierającego swoje ofiary według specjalnego "klucza". 



Kryminały z Morganem Freemanem są moimi ulubionymi. Choć w wielu filmach wciela się w precyzyjnego i opanowanego śledczego, w tym filmie wydał mi się szczególnie ciekawy. Sama fabuła jest naprawdę interesująca, zwłaszcza wykorzystanie motywu siedmiu grzechów głównych, które okazały się tzw. "kluczem" mordercy. Świat jest przedstawiony w ponury, wręcz powiedziałabym brudny, sposób, co dobitniej podkreśla dość mroczny klimat tego filmu. Zakończenie dla wielu może okazać się zaskakujące.


10. Bogowie (biograficzny, dramat)

Polska, lata 80. Opowieść o życiu profesora, Zbigniewa Religi, który dokonuje pierwszego udanego przeszczepu serca.  


Nie lubię polskich filmów. Jestem do nich z reguły sceptycznie nastawiona. Zazwyczaj trafiałam na same kiepskie produkcje. Postanowiłam jednak zamieścić na tej liście film biograficzny o kardiochirurgu Relidze, który dokonał przeszczepu serca w Polsce. Choć jestem z reguły przeciwniczką polskich filmów, tutaj robię wyjątek od reguły. Produkcja jest po prostu niesamowita! Tomasz Kot odgrywa profesora wspaniale, to w sumie pierwsze, na co zwróciłam uwagę. Charakterystyczne przygarbienie i sposób chodzenia, mimika, papieros czy nawet przekleństwa... Skusiłabym się, żeby napisać "wszystko to pasowało do siebie idealnie". Ponadto wyczuwa się klimat lat 80, wydaje mi się, że w wielu aspektach. Fabuła rozegrana w sposób "lekki", dzięki czemu ogląda się przyjemnie. Co ma śmieszyć to po prostu śmieszy, co poruszyć - porusza.


Likes

Comments

Recenzje, Moda


W końcu w posiadaniu mam obie paczki od Dresslily i Zaful. Przyjęłam zasadę, aby w miarę możliwości opinie o rzeczach ze współprac zamieszczać od razu w jednym poście. Dlatego trochę mi się przeciągnęło, bo tak jak przybyła przesyłka od Dresslily, tak na rzeczy z Zaful czekałam przeszło trzy tygodnie. W końcu się doczekałam, wszystko przyszło pięknie zapakowane, a więc dzisiaj śmiało mogę pokrótce przedstawić produkty, które otrzymałam.


PĘDZLE I GĄBECZKI DO MAKIJAŻU

Nie byłam do końca przekonana, czy zamawianie pędzli i gąbeczek do makijażu jest dobrym pomysłem. Postanowiłam mimo wszystko zaryzykować. I prawdę powiedziawszy nie zawiodłam się. Wszystko było solidnie zapakowane, gąbeczki w takim stanie, jakim kupiłabym normalnie w drogerii. Pędzelki bardzo miłe w dotyku, włosie nie odpada. Ponadto są podpisane, a więc w razie czego łatwiej odróżnić co jest od czego. Ode mnie wszystko dostaje 5/5.








PALETKA Z CIENIAMI DO POWIEK I BŁYSZCZYKAMI

Pomyślałam sobie "No dobra, to może być niemądre, w końcu lepiej byłoby wydać więcej niż brać w ciemno, ale czemu nie spróbować?". No to wzięłam paletkę, zamówiłam i spróbowałam. Pudełeczko jest ogólnie niewielkie. Tak jak mam paletkę prawie miesiąc, tak do teraz nie pojawiła się żadna alergia, pigment jest o dziwo mocny, no a cienie się nie kruszą, co jest ogromnym plusem. Co W Co do błyszczyków - tutaj nie jestem zadowolona, prawdę mówiąc nie brałam ich pod uwagę przy wybieraniu paletki. Te z brokatem użyłam kilka razy do powiek i efekt był naprawdę fajny. :) Paletka dostaje ode mnie 4 z minusem.








CZARNA SUKIENKA W BIAŁE KROPKI

Z każdym kolejnym razem mam postanowienie, żeby nie zamawiać więcej sukienek. Mimo to, jak przychodzi do przeglądania asortymentu sklepu, jakaś zawsze wpadnie mi w oko. Tym razem wybór padł na czarną sukienkę w białe kropki. Jest całkowicie inna od tych, które znajdują się w mojej szafie. Wyróżnia ją za równo krój, jak i kropki same w sobie. Z reguły powiedziałabym im nie, ale tutaj nadają sukience uroku i wpasowują się idealnie. Nie jestem zadowolona z materiału. Jest trochę sztywny, a kiedy rozpakowałam sukienkę, przypominał coś w rodzaju ceraty. Za to właśnie daję 4.


BIAŁA SUKIENKA

Skoro przy sukienkach jesteśmy, oczywiście wybrałam też sukienkę z Zaful - nie mogło być inaczej. Tym razem cała biała, z tyłu trochę dłuższa niż z przodu. Ta to jest dopiero piękna! Z bólem serca nie mogę przyznać, że jest idealna. Mam jedno zastrzeżenie, mianowicie materiał odrobinę prześwituje i bardzo mnie to denerwuje. Ogólnie jednak sukienka leży tak jak powinna i ogólnie prezentuje dobrze, więc daję jej 5 z minusem. ;)



SWETER Z SZEROKIM DEKOLTEM

W końcu mam sweter w odcieniu czerwono-bordowym. Oficjalnie jest to odcień "czerwonego wina", ale mniejsza o szczegóły... Sweterek jest bardzo miły w dotyku, ciepły, i jakbym mogła, nosiłabym go cały czas. Raczej obcisły, ale za to jaki wygodny! Zostawia niestety po sobie czerwone nitki, co szczególnie widać na innych ubraniach. Da się to jednak przeżyć. Otrzymuje 5. ;)



Likes

Comments

Tematyczne, Sesje zdjęciowe


Strach przed popełnianiem błędów ma coraz szersze grono posiadaczy. Jeden z tych, z którymi spotykamy się częściej, niż sami się domyślamy. Potrafi sparaliżować, doprowadzić do tego, że wielu z nas rezygnuje ze swoich planów czy marzeń, bo po prostu obawia się niepowodzenia. Bardzo często w wyniku tego strachu nie jesteśmy w stanie, bądź nie chcemy, podjąć nawet próby. Skazujemy wszystko od razu na porażkę, obawiając się złego wyniku. 

Lubimy marzyć, fantazjować. Wyobrażamy sobie wszystko to, co dla nas wydaje się być najlepsze. Jednakże marzenia to jedno, a rzeczywistość to drugie. Czy aby na pewno? Nikt w końcu nie broni nam podążać za marzeniami. I nikt nie powiedział, że nie możemy ich spełniać. Możemy, tylko zazwyczaj coś nas blokuje. Obawiamy się, że nasza mrzonka nie ma szansy się uiścić. Dlaczego? Oj, powodów znajdzie się tysiące. Zakładanie z góry, że coś nie wyjdzie jest bezsensu. Tak samo poddawanie się, wycofywanie po kilku niepowodzeniach.

Wiadomo, to niekiedy strach bywa silniejszy od nas. Wpływa na to na przykład samoocena, ponieważ zbyt niska nie pozwala na ruszenie na przód. Jednak żebyśmy mogli przejść dalej, musimy uwierzyć w swoje własne możliwości i przestać bać się stawiać kolejnych kroków, bać się niepowodzenia. Wiadomo, że upadniemy raz czy drugi. Popełnimy błąd, jednakże nie warto się tym przejmować. Jesteśmy tylko ludźmi, każdy z nas się potyka. Liczą się dwie rzeczy: wiara i wytrwałość. Wiara w nas samych, wiara, że to ma sens. Wytrwałość, bo nie wszystko od razu wyjdzie, popełnimy wiele błędów, ale w końcu zła passa minie, pasma nieszczęść kiedyś się skończą. A po tym wszystkim znajdziemy swoją własną, osobistą utopię.










Likes

Comments

Tematyczne, Sesje zdjęciowe


Wraz z zakończeniem roku wiele osób sięga po kartkę i długopis lub po telefon, po czym zapisuje całą listę postanowień na kolejne dwanaście miesięcy. Listy są dłuższe, krótsze, mniej lub bardziej przemyślane. Często powtarzamy w nich punkty, które za każdym razem obiecujemy zrealizować wraz z nowym rokiem. Z reguły i tak nic w ich kierunku nie robimy. Bardzo często pojawiają się też teksty w stylu "Nowy rok, nowa/y ja". Zastanawiałam się nad tym przez dłuższy czas i doszłam do pewnych wniosków.


Czy robienie kilkumetrowych list z postanowieniami ma jakikolwiek sens? Z reguły później je, że tak brzydko powiem, olewamy. Może zamiast wyznaczać sobie tysiące celów, których nie zrealizujemy, lepiej postawić sobie dwa, maksymalnie trzy i nad nimi pracować? To wydaje się być moim zdaniem bardziej wykonalne. Łatwiej będzie skupić się na niewielu postanowieniach, ale dzięki temu uzyskujemy pewność, że to naprawdę da się zrobić. 

Z jednej strony nie mogę zrozumieć, czemu wiele osób uważa, że wraz z nowym rokiem wszystko się zmieni. Nie zmieni się za dużo. A już na pewno nie samo. Jedyną odgórną zmianą będzie zastąpienie szóstki siódemką na końcu 201X. Poza tym, nic nowego. Nic nie zadzieje się bez naszej ingerencji. To tak nie działa, że wraz z przekroczeniem północy, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, wszystko wkoło się odmieni. Żeby zaszła jakaś zmiana sami musimy jej dokonać, ale nowy rok nie jest jedyną granicą. Możemy ją przekroczyć kiedy tylko będziemy chcieli. Skąd wziął się ten szał, nie wiem... Nie mam nic przeciwko wniesieniu czy zrezygnowaniu z czegoś we własnym życiu, ale widząc, jak co piąta osoba pisze "nowy rok, nowa/y ja" aż mi się śmiać chce. Jak pisałam, 1 styczeń praktycznie nie różni się wiele od 31 grudnia. To jest dzień i to jest dzień... 











Likes

Comments


Czasami coś nie wychodzi. No po prostu nie wychodzi... Z reguły od razu zakładasz, że to coś nie ma najmniejszego sensu. Denerwujesz się, prychasz, wywracasz oczami. Nie wyszło. No jak to tak? Powinno wyjść od razu! A skoro nie wychodzi to znaczy, że jest to głupie i niewarte Twojej uwagi. Zdarza się tak? Na pewno, bo komu nie? Nawet najlepszym... To nie sztuka nazywać coś bezsensownym, sztuką jest odnaleźć sens. Na niektóre rzeczy warto popatrzeć z dystansem, inne zrozumie się po czasie.


Bywają tacy, co działają. Po prostu. Nie narzekają, nie kręcą nosem. Wiedzą, że dana czynność nie ma jakiejś większej wagi, ale nie uważają, że nie ma sensu. Wychodzi, nie wychodzi - robią to dalej. Za jakiś czas spojrzą na to i wyciągną z tego jakiś wniosek, wypłynie jakiś sens wcześniej niewidoczny. Inni nie lubią działać, jeśli jasno i klarownie nie zobaczą celu swoich działań. To, co robią, ma być podkreślone, inaczej nie będą pracować. Nie mają zamiaru męczyć się na darmo nad czymś pozbawionym sensu. A kiedy im nie wyjdzie zaczynają wściekać się na cały świat, lamentować, mówić "nie" zanim jeszcze dobrze nie zaczęli. 

Przykładów jest tyle, ile jest ludzi na świecie. Każdy oczywiście jest inny, każdy odbiera wiele rzeczy inaczej. Staram się zawsze ocenić sytuację, mimo wszystko z reguły potrafię znaleźć w wielu rzeczach sens. Mniejszy albo większy, ale jakiś. Na samym początku sporo mi nie wychodzi. Udaje się za drugim, trzecim, czasem dziesiątym razem. Zawsze jednak pozostaje przy mnie nieodparta świadomość, że w końcu się uda i wcale nie twierdzę, że nie coś nie ma sensu. Sens jest, nawet tyci tyciusieńki...






Zaprojektuj swój blog - wybierz jeden z mnóstwa gotowych szablonów na Nouw lub utwórz własny, metodą „wskaż i kliknij” - kliknij tutaj!

Likes

Comments



Prawdę powiedziawszy nie wiem, czy kiedykolwiek to opublikuję. Właściwie jest to post o niczym. Chciałam się tutaj podzielić tymi zdjęciami, które wykonałam od razu, jak zakupiłam moją lustrzankę (czyli jakoś w wakacje). Znalazłam je dzisiaj całkowicie przypadkiem, podczas przeszukiwania folderów ze zdjęciami. Zapomniałam o nich kompletnie. Nie przedstawiają niczego szczególnego - dwa kwiatki na krzyż. Nic nadzwyczajnego. Mimo wszystko nie wiem czemu, ale zdjęcia mi się spodobały. Tak po prostu. I naszła mnie ochota, żeby jej tutaj wstawić. Do tego właśnie posta, na tego właśnie bloga. Dlaczego by nie? Czy wszystkie posty muszą być o czymś konkretnym? Czy na wszystkich zdjęciach powinnam być ja? Nie. W końcu to mój blog i robię z nim to, co chcę. Czy zdecyduję się ostatecznie wcisnąć "Opublikuj"? W trakcie pisania tego tekstu jeszcze nie podjęłam decyzji. Jeśli skończę tę paplaninę bez ładu i składu, post się jednak ukaże to oznacza to, że zdecydowałam się pod wpływem jakiegoś nagłego impulsu. Nawet nie zastanawiałam się nad faktem, czy dobrze zrobiłam... Jakby nie patrzeć, czasem inne, niezgodne ze schematem nie jest złe. Prawda? 





Likes

Comments


O losie! Dopiero teraz znalazłam chwilę czasu, żeby cokolwiek napisać. Szkoła nie jest taka zła, za to gorzej znoszę dojazdy, które bardzo mnie męczą. Gdybym mogła, praktycznie ciągle bym spała. Paczkę dostałam już kilka tygodni temu, ale dopiero wczoraj zdołałam jeszcze przy miarę jasnym świetle zrobić zdjęcia. Dzisiaj mamy sobotę, weekend, więc postanowiłam skleić kilka zdań i dodać krótki i szybki przegląd ubrań z Dresslily i Zaful. O Zaful pisałam już wcześniej (tu i tu). Ofertę współpracy z Dresslily otrzymałam od mojego pośrednika ze sklepu wspomnianego wcześniej. Ostatecznie postanowiłam im zaufać i zamówiłam u nich kilka rzeczy. I chyba po raz kolejny nie zawiodłam się. :)


Zacznijmy może od Zaful. Z tego sklepu zamówiłam tym razem mniej rzeczy. 

KOSZULKA
Prawdę powiedziawszy nie do końca tego się spodziewałam. Ogólnie rzecz biorąc koszulka mi się spodobała przed nadruk i wykonana jest super, tylko niezbyt podoba mi się materiał. Jest stosunkowo cienki, przez co prześwituje, a tego bardzo nie lubię. Ponadto jest biała, dlatego tym bardziej uważam, że materiał jest w jakiś sposób nieodpowiedni. Moja ogólna ocena to 4.



TOREBKA
Wcześniej nie zamawiałam i miała trochę obawy co do torebki. Przede wszystkim nie byłam pewna tego, jakie jej wymiary będą w rzeczywistości, jak będzie wyglądać zamek (ponieważ nie zależało mi na torebce z zamkiem, który szybko się popsuje) i, no przyznam szczerze, czy sztuczna skóra nie będzie nieprzyjemnie pachnieć. Kiedy ją rozpakowałam odczucia były raczej pozytywne, ale... Niestety muszę się przyczepić do faktu, iż w pewnym stopniu pachniała nieciekawie. Na szczęście po kilku dniach leżenia w końcu zapach zniknął, nie jest więc tak źle. Ogólnie torebka prezentuje się ładnie, dlatego dostaje ode mnie 5. 



Teraz szybciutko przejdźmy do zamówienia ze strony Dresslily.


 ZEGARKI
Kolejny w sumie wybór w ciemno, jeśli mogę tak rzec. Uwielbiam zegarki, w związku z tym postanowiłam sprawdzić, czy znajdzie się coś ciekawego. I znalazłam dwa bardzo ładne i delikatne zegarki - jeden w kolorze białym, drugi w czarnym. Jednego byłam ciekawa - czy będą chodzić. I o dziwo... chodziły! Jedyne co musiałam zrobić to nastawić je zgodnie z naszym czasem. Są bajeczne i uwielbiam je! Dostają ode mnie nawet po 6! :D




CROP TOPY
W końcu zdecydowałam się zamówić crop topy! Od dłuższego czasu planowałam kilka kupić, zważywszy, że uwielbiam w nich chodzić, ale nadarzyła mi się okazja. Postanowiłam skorzystać i w ramach współpracy wybrałam dwa. Czarny w białe paski jest moim ulubieńcem pod każdym względem. Ma fajną długość, naprawdę przyjemny materiał i jest w kolorach pasujących do wszystkiego. Zrobiony serio precyzyjnie, co mi się spodobało. Dostaje 5.



Co do drugiego - białego - jest on dużo odważniejszy. Odkrywa znacznie więcej, ale podoba mi się jego sposób szycia. Materiał trochę prześwituje, ponadto na biały trzeba trochę bardziej uważać. Zarezerwuję go raczej pod rozpinane swetry czy cardigany a także do skórzanych kurtek - ogółem raczej przyda mi się wiosną/latem. Pomimo delikatnie prześwitującego materiału również dostaje 5.




BLUZA
Na bluzę natknęłam się w sumie przypadkiem, kiedy przeglądałam listę rzeczy do zamówienia. Początkowo kręciłam chwilę głową i zastanawiałam się, czy mi się przyda. Zdecydowałam się na nią w ostatniej chwili. I nie żałuję. Ogólnie materiał jest przyjemny w dotyku, choć nie podoba mi się ten rodzaj, z którego są uszyte rękawy. Zamek działa bez zarzutu, nie zacina, co mnie bardzo cieszy. Bluza ma dwie kieszenie, przy okazji wspomnę, że jest "ciepła", więc śmiało można ubrać ją w zimniejszy dzień. 




KOSZULKA Z KAPTUREM
Koszulka z kapturem ma nadruk dość podobny do koszulki z Zaful. Wydała mi się ciekawa, poza tym lubię rękawy trzy-czwarte i fajnie prezentuje się z kapturem. Nie mam się tutaj do czego doczepić. Materiał dobry, zważywszy, że mieszanki bawełny są naprawdę w porządku. Kolory oczywiście  mi odpowiadają, ponieważ na co dzień w takich gustuję. Dokładne szycie, w związku z tym 5/5.






Likes

Comments


Dzisiaj zaplanowałam notkę na temat szczotki prostującej włosy od Irresistible Me. Maila od przemiłej Madison dostałam jakiś miesiąc temu i po pełnym rozeznaniu w całej sytuacji podjęłam się póki co jednorazowej współpracy z ich siecią. Irresistible Me oferuje zarówno urządzenia do pielęgnacji włosów, jak również różnego rodzaju dodatki czy całą paletę doczepianych włosów wysokiej jakości. Wybrałam szczotkę, ponieważ od razu mnie zaintrygowała.


Paczuszka przyszła dokładnie 17 listopada, akurat jak wróciłam ze szkoły. Co do samego zapakowania byłam naprawdę bardzo zadowolona. Pakunek miał znaczącą drogę do przebycia, na szczęście wszystko było tak zabezpieczone, że nigdzie nie ma ani jednej ryski świadczącej o jakości pakowania produktu. 

Minusem jest jedynie amerykańska wtyczka niepasująca do naszych polskich gniazdek. Zostałam poinformowana o tym w mailu, dlatego też zdążyłam zakupić przejściówkę i problem automatycznie się rozpłynął. Urządzenie działa bez zarzutów. Uruchamia się przyciskiem "włącz/wyłącz", dlatego nie rozgrzewa się od razu po podłączeniu do gniazdka. Możliwe jest również kontrolowanie temperatury, w dodatku bardzo precyzyjne, co całkowicie mi odpowiada. 



UŻYCIE STRAIGHTENING BRUSH, EFEKTY PRZED I PO

Teraz kilka słów na temat użycia szczotki oraz efektach przed i po jej zastosowaniu. Na marginesie pragnę wspomnieć, iż moje włosy mają dość specyficzną budowę i prawdę powiedziawszy nigdy nie jestem w stanie wyprostować ich całkowicie. Dodam jeszcze, iż przed użyciem szczotki popryskałam włosy mgiełką Marion Termoochrona chroniącą włosy przed działaniem wysokiej temperatury. Samo użycie szczotki jest banalne! Po podłączeniu do gniazdka, włączeniu i nagrzaniu jej praktycznie wszystko co robię, to prostuję włosy czesząc je. I oto proszę cała filozofia. Łatwe i przyjemne. 






Co mi się podoba w szczotce to to, że prostowanie nią włosów jest szybsze niż prostownicą. Przynajmniej w moim przypadku zajęło to znacznie mniej czasu niż zwykle. Praktycznie czesałam włosy, z tym bajerem, że je od razu prostowałam. Podoba mi się ten fakt. Sądzę, że szczotka jest bardziej precyzyjna i naprawdę wygodnie się nią obsługuje. Póki co nie mam zastrzeżeń i wątpię, żebym jakiekolwiek kiedykolwiek miała.

Jeśli słyszeliście gdzieś o tym sklepie, mieliście może jakieś wątpliwości co do zakupów, mam nadzieję, że je choć w jakimś stopniu rozwiałam. Polecam serdecznie Irresistible Me Jade Straightening Brush, jest niezwykła i intrygująca. Jak dla mnie urządzenie na 5+. 

Z mojej strony dzisiaj to wszystko. Niedługo pojawi się zrobiony przeze mnie szybki przegląd paczek z Zaful i Dresslily, tymczasem jednak uciekam. Trzymajcie się!


Likes

Comments


Na pewno kojarzycie tzw. "life hacks", które w kreatywny i na ogół łatwy sposób ułatwiają nasze życie codzienne. Ostatnio na Instagramie znalazłam naprawdę świetną skarbnicę takich pomysłów przedstawionych w postaci krótkich filmików. Pokazane są w nich pomysły banalne w kwestii użytkowania jak i jednocześnie banalne w kwestii ich samodzielnego wykonania. Prawdę powiedziawszy  postanowiłam nie robić posta w stylu DIY. Chcę Wam za to przedstawić 5 najbardziej ciekawych i przydatnych pomysłów, z którymi miałam okazję się zetknąć, dotyczących tego, jak ułatwić sobie choć troszkę życie codzienne. Założę się, że  większość z tego już wiecie, ale pewnie znajdą się i tacy, którzy słyszą o niektórych sposobach pierwszy raz. No to zaczynamy...


PORADA I: Wlewanie napojów (np. mleko, sok) z kartonu do naczynia

Na ogół człowiek bierze karton, odkręca zakrętkę i wlewa na przykład mleko do miski, karton trzymając w ten sposób, że jego otwór znajduje się na dole. Mimo wszystko to mleko i tak się trochę rozlewa i chlapie. Jak temu zapobiec? Sposób jest bardzo prosty. Przechylając karton pamiętajcie, by odwrócić go o 180 stopni, przez co mleko, jak i każdy inny napój wylewany z kartonu nie będzie chlapać ani się rozlewać.



PORADA II: Czyszczenie klawiatury komputera/laptopa karteczkami samoprzylepnymi

O tej poradzie opowiedziała mi moja przyjaciółka, Magda (halo, halo, wspominam o Tobie! XD) i prawdę powiedziawszy, nigdy nie słyszałam o tym sposobie. Postanowiłam go wypróbować. Wzięłam jedną karteczkę samoprzylepną, wsunęłam między klawisze i przeciągnęłam kilka razy. I wiecie co? To naprawdę działa! Wszelkie zabrudzenia czy kurz, który gromadzi się pod klawiszami klawiatury przykleja się do lepkiej części karteczki. Niby takie niepozorne, a jakie skuteczne. Znaliście ten sposób? :)



PORADA III: Wsypywanie cukru z saszetki do kawy/herbaty 

Najczęściej cukier w saszetkach dostajemy, kiedy jesteśmy w jakiejś restauracji czy barze. I pewnie część z Was, tak jak ja, chcąc wysypać cukier do kubka bądź filiżanki, odrywa papierek przy jednym z końców. Dopiero ostatnio wyczytałam gdzieś, że powinno się przerywać saszetkę na samym środku, dzięki czemu cukier wysypie się szybciej, praktycznie cały i unikniemy zbędnego machania ręką.



PORADA IV: Magiczny sposób na poplątane słuchawki


Kto z nas nie ma teraz słuchawek? No chyba nikt. I zapewne większość z Was, tak jak ja, często denerwuje się, kiedy wyciąga słuchawki i niestety całe są poplątane. Smutna sprawa. Jednak można zapobiec temu w bardzo łatwy i przyjemny sposób! Wystarczy tylko ładnie zawinąć słuchawki i zapiąć np. klamerką i voilà gotowe! 



PORADA V: Jak odróżnić ubrania, które były noszone od tych jeszcze nienoszonych

Pomysłem podzieliła się ze mną Maja, jestem jej za to mega wdzięczna! Pomysł taki mi się spodobał, że chyba zacznę to stosować. Po praniu część rzeczy wieszamy na wieszakach. Za jakiś czas którąś z tych rzeczy ubieramy, ale że po powrocie nie trzeba jej jeszcze wrzucać do pralki, ląduje w szafie. Jest bardzo łatwy sposób na to, jak odróżnić ubrania już przez nas noszone od tych nienoszonych. Wystarczy obrócić wieszak w drugą stronę. Sposób jest łatwy do zapamiętania, a nas informuje, co mieliśmy już ubrane. Łatwe, prawda? ;) 



Powiem szczerze, że dzisiaj nie byłam do końca "swoja", bo dorwało mnie przeziębienie i czuję się raczej średnio. Pracowałam nad postem od dłuższego czasu, uznałam więc, że czas się w końcu wziąć i go skończyć. :P Dwa zdjęcia z dzisiejszej notki nie są moje (linki do źródła tu i tu). Do napisania posta zainspirowało mnie konto na Instagramie Life Hack.


Trzymajcie się ciepło! 

Likes

Comments


sukienka - Zaful // buty - Świat Butów


Z podobnymi słowami zetknęłam się już dwa razy. Pierwszy podczas czytania Harry'ego Pottera. Albus Dumbledore - dyrektor Hogwartu, który słynął z niesamowitej mądrości, wypowiedział mniej więcej podobne słowa, które zawarłam w tytule dzisiejszej notki. Drugi raz zetknęłam się z nimi, podczas oglądania Batman: Początek. Rachel Dawes skierowała takie słowa do Bruce'a Wayne'a. Nie wiedziała jeszcze wtedy o tym, że "książę Gotham" to Batman ratujący swoje rodzinne miasto. Dużo zastanawiałam się nad sensem tych słów. Czy rzeczywiście nie określa nas to, kim jesteśmy w środku, tylko to, co robimy? 

Zastanawiałam się nad tym i doszłam do wniosku, że jest to prawda. Można by nawiązać również do przysłowia jak cię widzą, tak cię piszą. Nasze zachowanie, nasze podejście opisuje nas. A przynajmniej opisuje pozornie, z zewnątrz. Można by rzec, że to powierzchowne, ale z reguły tak jest. Co z tego, że w głębi serca jesteśmy dobrymi i współczującymi ludźmi, jak nie potrafimy udzielić komuś pomocy i zachowujemy się wobec innych karygodnie? Może faktycznie jesteśmy dobrzy, ale to nieistotne, skoro nie umiemy tego okazać. To nasze uczynki, nasze zachowanie, nasze wybory w jakiś sposób opisują nas. Wielu z nas ma krytyczne podejście, więc jest w stanie zauważyć, że między tym, co sądzi, a tym, co robi jest różnica. Co innego uważa na swój temat, co innego robi. Na jakiej podstawie opisujemy swój charakter, skoro tak naprawdę zachowujemy się do tego odwrotnie? 

Niektórzy z nas celowo zakładają maskę. Wewnątrz są zupełnie innymi ludźmi, niż na zewnątrz. I mają tego pełną świadomość. Celowo grają tak, aby opinia na ich temat była, delikatnie mówiąc, zmanipulowana. Chcą być uważani za kogoś, kim tak naprawdę nie są, dlatego robią coś, czego właściwie nigdy by nie robili. Dlaczego? Z wielu różnych powodów. Mogą na przykład w ten sposób tworzyć pancerzyk ochronny, który pomoże uchronić się od innych ludzi. Inni zachowują się niezgodnie ze samym sobą, ale w negatywnym tego słowa znaczeniu i otrzymują w ten sposób plakietkę dwulicowych. 

To chyba wiadome, że zawsze znajdą się dwie strony medalu. Pierwsza jest, jak już wspomniałam, dość powszechna. Uważamy siebie za kogoś, ale nie staramy się robić tego, co jest z nami zgodne. W drugim przypadku, dla kontrastu, są też i tacy, o których mówi się w określony sposób, bo te osoby założyły odpowiednie maski, które pomagają im utożsamiać się z tymi cechami. W każdym z dwóch przypadków widzę jedno podobieństwo. Może się mylę, ale... nie określa nas to, kim jesteśmy w środku, tylko to, co robimy. 












Fot. Angelika Bławat


Likes

Comments


Bardzo ucieszyłam się z pierwszej przesyłki, jaką otrzymałam od Zaful. Ten sklep internetowy jest naprawdę godny polecenia, asortyment tam posiadają świetny, precyzyjnie wykonany, o czym zdołałam się już przekonać. Przede wszystkim pragnę Wam wspomnieć o tym, że zdjęcia, jakie przedstawiają produkt na stronie niewiele różni się od tego, który klient otrzymuje. No, przynajmniej mnie się to nie zdarzyło.


Pokrótce napiszę Wam jeszcze, że mojemu pośrednikowi spodobał się ostatni post z recenzją (kliknij mnie) i otrzymałam maila pełnego aprobaty. W efekcie podjęłam się kolejnego zamówienia. Paczka przyszła wczoraj, ale dopiero dzisiaj, późnym wieczorem, mam czas, żeby usiąść i co nieco tutaj napisać. 

SUKIENKA
Sukienki z tego sklepu - oczywiście jestem na tak! W pierwszej, którą mi przysłali, zakochałam się bez pamięci, a że mam słabość do czarnych, musiałam zamówić kolejne. Tutaj przedstawię Wam jedną z nich - sukienkę czarną (co jest oczywiste), długą i prostą, ale jednocześnie elegancką. Powiem Wam szczerze, że przy rozpakowywaniu najadłam się strachu. Zamówiłam rozmiar S, ale kiedy ją wyciągałam, wydawała się wąska. Na szczęście moje obawy zniknęły w momencie jej przymierzenia. Leży idealnie i jest moją kolejną faworytką. Materiał co prawda odrobinę się gniecie i myślę, że z prasowaniem też będzie trzeba obchodzić się ostrożnie, ale prezentuje się świetnie. Dodatkowo sukienka posiada z lewej strony kieszeń. No tutaj odrobinkę zaprzeczę temu, co pisałam wyżej - na zdjęciu ze strony sklepu jest ewidentnie pokazane, że kieszenie są dwie, u mnie jest jedna. Małe niedopatrzenie. Ogółem daję czwórkę, bo choć jest wyjątkowa to materiał i niedopatrzenie powodują -1 punkt. (cena $13.16)

Co do drugiej sukienki, postanowiłam w tym poście nie dzielić się za dużo opinią na jej temat ani dodawać jej zdjęć. Mam co do niej poważne plany, a recenzja pojawi się niebawem. Mam nadzieję, że zostanie mi to wybaczone. Króciutko mówiąc - jest zabójcza. I więcej o niej nie powiem. ;) Może jeszcze tyle, że dostała ode mnie piąteczkę, czyli maksa. (cena $13.99)





SZAL TYPU PASHMINA
Generalnie nie przywykłam chodzić do takich rzeczy - z reguły preferuję ubrania w czarnych, białych lub szarych kolorach. Jednak moją uwagę przyciągnął ten szal typu Pashmina. Był dostępny w ładnych kolorach, poza tym spodobały mi się wzory na nim. Kiedy przyszedł zorientowałam się, że mogę nosić go śmiało dwustronnie, więc w efekcie jest szary albo beżowy. W dotyku mięciutki i przyjemny, ponadto precyzyjnie wykonany. Są jednak dwa minusy - mniejszy i większy. Mniejszy to taki, że jest trochę pogięty, ale wynikło to po prostu z drogi, jaką musiał przebyć złożony w paczce. Większy, że zostawia kłaczki na ubraniach, a jest to jedna z tych rzeczy, których bardzo nie lubię. Dostał czwórkę. Głównie przez te kłaczki. (cena $16.49)








BRANSOLETKI
Bransoletki zamówiłam dwie - jedna jest prosta, srebrna, z białymi kamyczkami na końcach. Druga natomiast zwróciła moją uwagę z faktu, iż znajdował się na nim Kosogłos. Kosogłos to znak Igrzysk Śmierci, a ponieważ jestem ogromną fanką, no aż grzechem byłoby nie skorzystać. Bransoletki prezentują się ładnie, pierwsza na szczęście się nie wygina i nie zmienia swojego kształtu przez wkładanie na rękę, druga ma mocne zapięcie. Dostają ode mnie po piąteczce. (cena $2.70 i $2.09)






Z mojej strony dzisiaj to wszystko. Mam nadzieję, że w jakiś sposób zainteresowałam Was produktami z Zaful. Trzymajcie się cieplutko, bo dni coraz chłodniejsze!

Likes

Comments


bluza - Shock // buty - Adidas // spodnie - sh


Lubimy się często upierać przy swoim. Lubimy, prawda? Ale z tym, co mówimy my nie mają obowiązku zgadzać się inni. I często wtedy dochodzi do jakieś sprzeczki. I bywa, że ktoś w swoich argumentach doda, że jesteśmy tacy i owacy. Wymieni całą wiązankę cech, które są nieprawdziwe albo tylko w pewnej części zgadzają się z naszym  charakterem. Mimo wszystko warto podkreślić, że to nic osobistego. Nie warto więc brać tego na poważnie. Dlaczego? 

Bardzo lubię rozpisywać się na tematy dotyczące podejścia do życia. Choć sama nie jestem całkowitą optymistką i moje życie nie jest idealne (haha, a kogo jest?), to staram się patrzeć na wszystko w miarę pozytywnie i podążać za zasadą "Carpe diem". Odkąd zaczęłam chodzić do liceum mój światopogląd uległ całkowitej zmianie i coraz częściej różne docinki czy złośliwe słowa, bez względu na to, czy wypowiedziane żartobliwie czy z jadem, raczę jedynie wzruszeniem ramionami. Faktem jest, że nie wychodzi to zawsze, jednak próbuję nie brać już do siebie tego, co mówią mi inni. Moją całą prawdziwą osobowość znają tylko przyjaciele i rodzina. I to ich zdanie liczy się najbardziej. Inni... To po prostu inni. I to co mówią nie ma żadnego znaczenia.

Dlatego to wszystko, co mówią do Ciebie, co jest raczej obelgą, niż komplementem, uważaj za nic ważnego. Co za różnica, czy ktoś obcy Cię skrytykuje. Fakt, może to niekiedy sprowadzić na ziemię, ale z reguły nie ma to znaczenia. Jeśli Twoim przyjaciołom czy Tobie to nie przeszkadza, nie ma sensu brać do siebie słów obcych. Ty jesteś panem własnego losu, to Ty decydujesz o tym, co zrobisz, jak będziesz się zachowywać, bo to Twoje życie i Twoja sprawa. No i wiesz... To wszystko... To nic osobistego













Fot. Angelika Bławat

Likes

Comments


Modeling. Słowo wywołujące tysiące różnych reakcji. Słowo widniejące na listach marzeń tysiąca dziewcząt. Słowo wiążące ze sobą pewne warunki. Jakie reakcje? Przeróżne, od aprobaty, poprzez neutralność, do niezrozumienia i oburzenia. Jakich dziewcząt? Naprawdę wielu, marzących o tym, żeby znaleźć się na okładce jakiegoś magazynu, zostać twarzą marki, wziąć udział w jakiejś profesjonalnej sesji zdjęciowej czy przejść się po wybiegu w świetle reflektorów. Jakie warunki? Niszczące marzenia wielu tych dziewcząt, zamykając im drogę do osiągnięcia celu przez narzucone głupie standardy. Raniące i niesprawiedliwe. Po prostu niemądre, zwykle dotyczące wymiarów kobiety "idealnej", wpędzające w ten sposób młode dziewczyny w kompleksy.

Ile z nich, a właściwie, ile z nas, musiało pożegnać się z marzeniami? Ile razy odebrano nam nadzieję? Ile razy nasz zapał zniknął, kiedy widziałyśmy warunki na każdej stronie poszukującej nowych twarzy, w których podane były preferowane wymiary? Dlaczego mamy czuć się niedocenione, bo brakuje nam na przykład tych dziesięciu centymetrów wzrostu albo ważymy dla nich tyle, co słonie, choć nasze BMI jest idealne?

Na pewno rozwodzili się nad tym tematem ludzie przede mną i będą rozwodzić po mnie. Nie potrafię pojąć, co takiego jest w tym przymusie szukania dziewcząt ze wzrostem powyżej 170, idealnych rozmiarów i talii typowej lalki Barbie. Mam świadomość, że trzeba obrać jakiś sposób selekcji kandydatek, jednakże ten sposób jest moim zdaniem najgorszym ze wszystkich. Po pierwsze, nie ma kobiet idealnych. No nie jest to możliwe. Dziewcząt z idealną figurą i wymiarami może i jest pokaźna grupa, jednakże to wciąż mniejszość. A na świecie jest dużo pięknych kobiet, które musiały pożegnać się z byciem modelką, bo przykładowo nie miały 175 cm tylko 157 cm. Dlaczego taka kobieta nie może zostać modelką? Dlaczego dziewczyna, która ma szersze biodra czy więcej ciała, nie może śmiało przejść się po wybiegu? Większą korzyścią choćby dla samej marki czy projektanta byłoby wypuścić modelkę, z którą utożsamić może się znacznie więcej kobiet...












A teraz jeszcze coś, czego z reguły blogerowi nie powinno się zdarzać, czyli kilka słów wyjaśnienia. Trochę mnie nie było. Wiąże się to z rozpoczęciem drugiej klasy ogólniaka, jest więcej pracy, no i wiecie - MATURA się powoli zbliża. Z częstotliwością notek i moją aktywnością na blogu teraz będzie różnie, ale już umówiłam się z Angeliką i postaramy się wychodzić chociaż raz w tygodniu na jakieś zdjęcia, co zdecydowanie ułatwi mi dodawanie wpisów. :)

Fot. Angelika Bławat


Likes

Comments


Prawdę mówiąc, nie obrałam jeszcze wprawy do pisania recenzji na temat ubrań ze współpracy. Przez 4 lata prowadzenia bloga podjęłam się jedynie dwóm ze sklepami, które przesyłają mi "darmowe ciuszki". Złośliwcy uznają pewnie, że jak każda blogereczka, prędzej czy później, to i tak dałam porwać się w ten cały wir na puste kliki i tak dalej. Muszę zaprzeczyć. Na większość wiadomości odpowiadam, redagując odmowę.


W zeszłym roku pożegnałam się ze sklepem Dresslink, ponieważ nie potrafiłam złapać kontaktu z moim pośrednikiem. W te wakacje otrzymałam wiadomość od strony ZAFUL. Napisał do mnie naprawdę świetny człowiek, z którym nie miałam problemu się dogadać, ponadto ich oferta bardzo mnie odpowiadała. Podjęłam się więc współpracy z tą marką i tym samym dzisiaj przedstawiam Wam moje dwie rzeczy, które stamtąd wybrałam w ramach współpracy z nimi.  

SUKIENKA
Najpierw zaczniemy od czarnej sukienki. Spodobała mi się w niej pozorna prostota. Nie jest to co prawda typowo klasyczna, jednak mimo wszystko tzw. mała czarna. Wykonana z mieszanki bawełny. Materiał w dotyku bardzo przyjemny, nie gniecie się i nie marszczy. Jest wygodna, osobiście czuję się w niej bardzo dobrze. Najbardziej podobają mi się długie rękawy i odkryte ramiona. Dół sukienki jest ładnie wykrojony. Co również zasługuje na plus to fakt, iż jest uszyta bez zarzutu. Nie wisiała ani jedna niechciana niteczka. Godna polecenia. Przyszła w paczce w stanie idealnym. (cena $35.17 $23.83)





KIMONO
Kimono było drugą rzeczą, którą wybrałam. Starałam się patrzeć przede wszystkim na materiał, z którego miałoby być wykonane. Na stronie napisano, że materiał to również mieszanka bawełny. Jednakże w tym przypadku proporcje znacząco różniły się od tych, z których zrobiono sukienkę. Zdjęcia robiłam od razu po rozpakowaniu paczki, a więc nie dziwcie się, że ubrałam na siebie trochę pogniecione kimono - takie było, kiedy je wyciągnęłam. I to był minus. Mimo tej drobnej wpadki, ubranie jest miłe i delikatne w dotyku. Co mnie w nim urzekło to haft w kwieciste wzory wykonany naprawdę rzetelnie. Poza pogniecionym materiałem nie mam żadnych zastrzeżeń. (cena $30.99)



To byłoby na tyle. Notkę planowałam już od czterech dni, ale szkoła niestety jest naprawdę niezłym pożeraczem czasu - zwłaszcza będąc na rozszerzeniach. Postaram się jakoś wszystko usystematyzować, ale nie chcę rzucać słów na wiatr i dawać pustych obietnic. Nikt w końcu tego nie lubi. 3majcie się i miłego weekendu. 

Likes

Comments