Moje wspomnienia z tego grudniowego okresu to całkiem odmienna historia, różniąca się tym, że jest prawdziwa, nie koloryzowana, nie ukształtowana pod czyjeś gusta. Tak naprawdę było, jakieś 4 lata temu 24 grudnia dosłownie chwilę przed kolacją wigilijną.


Na twarzy mojej mamy dostrzegłam strasznie dużo negatywnych uczuć, malowały się na jej twarzy tuż obok każdej zmarszczki, niewidzialna linia rozczarowania, smutku i zbyt dużo tej najwidoczniejszej linii tuż przy kąciku ust, zmartwienie. Zamieszała dużą łyżką wrzący już barszcz. Jakby nie obecna zerkała co chwilę nerwowo w stronę okna. Nie musiałam o nic pytać wiedziałam czemu tak bardzo się bała, nie chciała wcale zasiąść do stołu, najchętniej stałaby przy tym oknie i błądziła wzrokiem po każdej osobie, która przechodziła po ulicy.


Minęło już bardzo dużo czasu odkąd dziadek zniknął...


-Nie będę nikomu psuł Świąt, skoro każdy ma swoje życia i rodziny ja po prostu odsunę się, nie chcę być niechcianym gościem. Dziadka problem polegał na tym, że za bardzo lubił alkohol, widział w nim swoją utraconą miłość, która była zbyt toksyczna dla nich obojga. Żył z gorzkim smakiem na języku. Nigdy go nie usprawiedliwiałam, budziłam rano, sprawdzałam czy oddycha, gasiłam niedopałki papierosów, kiedy powracał do swojego smutnego 'ja' słuchałam. Opowiadał mi o cierpieniu, prawdziwym życiu, znałam całą prawdę dzięki niemu. Zawsze powtarzał - Pamiętaj musisz zdać maturę, wynieść się od nich, skończyć te cierpienie. Był dla mnie kimś ważnym, chciałam mu pomóc wyjść z tej choroby, okropnego przekleństwa, ale z każdym kieliszkiem stawał się znowu kimś innym, musiałam czekać długie tygodnie zanim znowu powrócił.


Spojrzałam na tego człowieka, tak bardzo zniszczonego, brudnego i nie podobnego do siebie. -Błagam Cię zostań z nami, są święta, chociaż w ten jeden dzień, spędź go z nami. Jego dłonie śmierdziały papierosami, cały jakby był nasączony w alkoholu, przesiąkł tygodniową egzystencją. Z jego oczu płynęły strumienie łez, ściągnął brwi, jego twarz wyrażała ogromny ból i wstyd. Wiedziałam, że wszystko zależy od zdania naszego ojca, czy dziadek będzie mógł usiąść z nami przy stole. Ufałam mamie, że wyczytała to z mojego spojrzenia i że zajmie się tym. Wykąpałam dziadka, ubrałam w koszulę i zaprosiłam do stołu niespodziewanego gościa. Tego wieczoru słowa były zbędne. Dziadek uniósł moją dłoń do swoich ust i ucałował.


Bloguj z telefonu komórkowego - Nouw - jedna z najlepszych aplikacji do blogowania - Kliknij tutaj

Likes

Comments