Pomyślcie sobie, że poznajecie pewnego dnia na imprezie czy w kawiarni osobę,na którą przypadkowo wpadacie która zatrzymała na was swój wzrok, to bardzo długa chwila, czujesz dreszcze na karku, gorąco na twarzy, uśmiechacie się do siebie, subtelnie, zaczesujesz włosy za ucho, spuszczasz wzrok ale nadal czujesz to mrowienie na karku, podnosisz wzrok i wszystko się zmienia. I nie możesz zapomnieć o jej delikatnym spojrzeniu. Wtedy właśnie zakochałam się w Niej.

Szok, niedowierzanie, agresja, odrzucenie, życie codzienne o tym chciałam wam powiedzieć.

-Simonaaa! Chodź na chwilę do nas, musimy pogadać. Naciągnęłam na siebie swój wełniany sweter, zgasiłam laptopa i przeszłam do kuchni. Mój tata przerwał szykowanie kanapek i odwrócił się w moją stronę, mama nerwowo spuściła wzrok. Domyślałam się , że pewnie chodzi o ostatnie zebranie w szkole. Nie wiem jaka moc mroczna odciąga mnie od książki z matematyki i kto zabiera mi wtedy na chwilę mózg i kompletnie się wyłącza, ale no jedynka goni jedynkę więc pewnie trochę postoję i posłucham. -Czy to prawda? usłyszałam głos mojego ojca i spojrzałam nie do końca pewna czy pytanie jest skierowane do mnie. -Słucham? mam taką tendencję, że bardzo nie lubię nie mieć kontroli nad rozmową, chodzi mi o to, że nie lubię nie wiedzieć o co chodzi, wytrąca mnie to z równowagi ciężko mi się wtedy rozmawia.-Jesteś lesbijką? moja mama dokończyła tak cicho to pytanie, że ledwo co je usłyszałam, spojrzałam na nią i po prostu czekałam, nie wiem dokładnie na co, ale jedyne co słyszałam to głośne dudnienie w mojej klatce piersiowej, jedno wielkie odliczanie.-Podsłuchaliśmy Twoją rozmowę, powiedz tylko czy to prawda. Zamarłam, nie wiedziałam czy to wszystko dzieje się naprawdę, wszystko jakby docierało do mnie po połowie. -Podoba mi się dziewczyna w mojej szkole. Nie wiedziałam nawet kiedy powiedziałam to na głos, nie zdążyłam o tym pomyśleć, a już wypłynęło z moich ust. Nie podnosiłam bardzo długo wzroku, stałam jak na skazanie i jak sobie to wyobrażam to nie mogę opanować śmiechu. Pod tym względem to jestem jak skarcony pies w sensie, że kiedy z mojej winy coś jest nie tak po prostu stoję jakby sparaliżowana z głową spuszczoną w dół i koniec nie ma ze mną kontaktu. -Tylko nie chodźcie razem za rękę po ulicy bo ludzie jeszcze nie są przekonani do tego. Głos mojego ojca był lekki i swobodny. Nie uwierzyłam w ani jedno słowo , które przed chwilą wypowiedział, a jednocześnie chciałam, żeby wszystko się tak skończyło, bardziej przemilczane niż roztrząsane. Teraz myśląc o tym , chciałabym, żeby ta rozmowa i historia skończyła się właśnie tu.



Zaprojektuj swój blog - wybierz jeden z mnóstwa gotowych szablonów na Nouw lub utwórz własny, metodą „wskaż i kliknij” - kliknij tutaj!

Likes

Comments

Moje wspomnienia z tego grudniowego okresu to całkiem odmienna historia, różniąca się tym, że jest prawdziwa, nie koloryzowana, nie ukształtowana pod czyjeś gusta. Tak naprawdę było, jakieś 4 lata temu 24 grudnia dosłownie chwilę przed kolacją wigilijną.


Na twarzy mojej mamy dostrzegłam strasznie dużo negatywnych uczuć, malowały się na jej twarzy tuż obok każdej zmarszczki, niewidzialna linia rozczarowania, smutku i zbyt dużo tej najwidoczniejszej linii tuż przy kąciku ust, zmartwienie. Zamieszała dużą łyżką wrzący już barszcz. Jakby nie obecna zerkała co chwilę nerwowo w stronę okna. Nie musiałam o nic pytać wiedziałam czemu tak bardzo się bała, nie chciała wcale zasiąść do stołu, najchętniej stałaby przy tym oknie i błądziła wzrokiem po każdej osobie, która przechodziła po ulicy.


Minęło już bardzo dużo czasu odkąd dziadek zniknął...


-Nie będę nikomu psuł Świąt, skoro każdy ma swoje życia i rodziny ja po prostu odsunę się, nie chcę być niechcianym gościem. Dziadka problem polegał na tym, że za bardzo lubił alkohol, widział w nim swoją utraconą miłość, która była zbyt toksyczna dla nich obojga. Żył z gorzkim smakiem na języku. Nigdy go nie usprawiedliwiałam, budziłam rano, sprawdzałam czy oddycha, gasiłam niedopałki papierosów, kiedy powracał do swojego smutnego 'ja' słuchałam. Opowiadał mi o cierpieniu, prawdziwym życiu, znałam całą prawdę dzięki niemu. Zawsze powtarzał - Pamiętaj musisz zdać maturę, wynieść się od nich, skończyć te cierpienie. Był dla mnie kimś ważnym, chciałam mu pomóc wyjść z tej choroby, okropnego przekleństwa, ale z każdym kieliszkiem stawał się znowu kimś innym, musiałam czekać długie tygodnie zanim znowu powrócił.


Spojrzałam na tego człowieka, tak bardzo zniszczonego, brudnego i nie podobnego do siebie. -Błagam Cię zostań z nami, są święta, chociaż w ten jeden dzień, spędź go z nami. Jego dłonie śmierdziały papierosami, cały jakby był nasączony w alkoholu, przesiąkł tygodniową egzystencją. Z jego oczu płynęły strumienie łez, ściągnął brwi, jego twarz wyrażała ogromny ból i wstyd. Wiedziałam, że wszystko zależy od zdania naszego ojca, czy dziadek będzie mógł usiąść z nami przy stole. Ufałam mamie, że wyczytała to z mojego spojrzenia i że zajmie się tym. Wykąpałam dziadka, ubrałam w koszulę i zaprosiłam do stołu niespodziewanego gościa. Tego wieczoru słowa były zbędne. Dziadek uniósł moją dłoń do swoich ust i ucałował.


Likes

Comments

​Otworzyłam pomału oczy, wszystko było zamazane, niewyraźnie widziałam. Zaklęłam w myśli, szukając swojej pary okularów. Ręka bezwiednie wróciła do swojej poprzedniej pozycji. Obróciłam głowę w lewą stronę, na miejscu pasażera powinna być moja mama, jej głowa opadała na klatkę piersiową, jej ciało jakby zwisało, zatrzymało się w powietrzu. Wokół pełno szkła, moje nogi czymś przygniecione, szum w głowie i to miejsce. Zza tego całego mętliku usłyszałam krzyk to była moja mama, wpatrywała się we mnie jak w ducha, nie słyszałam co mówiła. Słowa odczytałam z ruchu jej ust i na przemian z jej głosu, który zaczął się do mnie przebijać. - W aucie jest butla z gazem musimy uciekać. Odepnij siostrze pasy i wynosimy się stąd. Usiłowałam przywrócić moją rękę do życia i kazać jej odpiąć ten cholerny pas. Mdłości zaczęły przypływać do mojego przełyku, pas wżynał się w podbrzusze a odłamki szkła kaleczyły moje całe ciało. Widziałam tylko ruch ręki koło mojego ciała i upadłam na ziemię. Mój wzrok przykuły kolejne ciała z przodu, zaczęłam powtarzać w myślach ich imiona, żeby przypomnieć sobie gdzie jestem i co się stało. Ostatnie co pamiętam, to moją siostrę, która bardzo senna wtula się w moje ramię i już po chwili obie zasypiamy utulone ciepłem. Moja siostra....

Staram się skupić swój wzrok na miejscu obok mnie, słyszę swój głos, który brzmi jakby ktoś dławił się, a jednocześnie próbował powiedzieć coś ważnego. -N..nie...m..a..mamo..nie ma jej

Likes

Comments

​Teraz, jest brudne, nie ładnie się paprze, nie chce się zagoić. 

Napisałam do mamy czy chciałaby przyjechać do mnie, tak po prostu usiąść napić się kawy i normalnie pogadać jak matka z córką. Ale ja nie jestem normalna przecież, wybij sobie z głowy piękne sceny jak z filmu, nie ma co marzyć, nigdy nie będzie jak kiedyś, ale to znaczy? jak kiedy? kiedy było tak, że chciałabym do tego wrócić?

tik tak tik tak i ruszamy...

Mam 10 lat, moja młodsza siostra o 4 lata wpatruje się we mnie, jakby na coś czekała, na jakiś cud. Budzę się z zamyślenia i mówię.

-Myślę, że powinni wyjechać i wrócić, aż wszystko się ułoży, zbudujemy im piękny dom. W dłoni trzymam swoją ulubioną zabawkę i macham wesoło przed twarzą siostry. Mruga zaintrygowana powiekami, jakbym opowiadała najpiękniejszą baśń o cudach świata. Sprawiało mi to ogromną frajdę, układanie scenariusza do naszych zabaw, a później wymyślanie jeszcze ciekawszych zdarzeń, które diametralnie zmieniały życie naszych zabawek. Odpływałyśmy na długie godziny, na całe dnie, żyjąc ich życiami. Budowałyśmy domy, łamałyśmy serca, krzyczałyśmy i buntowałyśmy się, nadawałyśmy im życia, budując przy tym siebie. 

-No dobra, ale tym razem to ja chcę dom z różowym dachem. Wskazała siostra na dom, w którym teraz jedna z moich zabawek gotowała obiad. Wiedziałam, że strasznie lubi ten dom, nie ze względu na kolor, widziałam, że bacznie przygląda się temu co robię, jak martwy przedmiot również ożywał w jej głowie tak samo jak w mojej. Naśladowała moje pomysły i w jej oczach 

A ja nadal mam tą zabawkę schowaną głęboko na dnie szafy. Czeka na piękny dom i aż wszystko się ułoży.

Likes

Comments

Nawet teraz pamiętam zapach kurtki mamy, którą za każdym razem zakładałam do szkoły, tylko po to, żeby czuć jej zapach. Czuję te ogromną gulę w gardle zaraz po tym jak wychodziła. Słony smak łez spływa mi po ustach, mamy już nie ma. Po prostu wyszła. Za każdym razem żegnałam się z nią i wiedziałam, że już nie wróci, że po co ma wracać. Dusiłam się z bezsilności.

A później zaczął padać deszcz.

Likes

Comments

To co pamiętam to kilka obrazów wyświetlających się jak slajdy w mojej głowie. 14 urodziny, śmierć psa, dużo krzyków, słowa...

Nasłuchiwanie w nocy, trzask drzwi, głośne bicie serca. Oni teraz tego nie pamiętają, udają, że nic się w przeszłości się nie wydarzyło, są nieskazitelni. Ale ja pamiętam. Nie było żadnego przepraszam. Tylko ta sama monotonia i czekanie, na spokój na tygodniową sielankę i wszystko od nowa jak na błędnym kole. Moja mama nie chroniła mnie przed tym, nie zamykała drzwi, nie puszczała głośno radia, żebym nic nie słyszała, to wszystko zostawało w mojej głowie. Ojciec nie odzywał się miesiącami, jak byśmy to my, jego dzieci były winne tego wszystkiego.

Pamiętam jego rękę nad palnikiem gazowym, jego postać za drzwiami z krawatem w ręku, głowa tuż przy klamce. Wyobrażałam to sobie jak to musi wyglądać, człowiek z opadniętą głową w dół, bez oddechu, tętna, ale wtedy drzwi się otwierały i mama robiła wszystko na przekór niemu, tak jakby chciała, żeby właśnie ten krawat stał się narzędziem tego czynu, żeby to zrobił.

Likes

Comments

Jak na pędzącej karuzeli, wirowanie w głowie, zamazane twarze, wyciągam ręce. Wolałabym, aby te twarze były nieznane, jeszcze bardziej rozmazane, żeby tak nie osaczały mnie. 

Od najmłodszych lat, czułam i widziałam siebie jako całkiem inną osobę,różniłam się. Za duże koszulki, wada wzroku widoczna na srodku nosa, spięte włosy w kucyk, tak bardzo inna od rówieśników. Nie byłam córeczką mamusi ani tatusia, nie oczekiwali mnie przez te siedem miesięcy, po prostu pojawiłam się, sturlałam się razem z mamą po schodach, nie pchałam się na świat, to on zadecydował za mnie.  Nie było balonów, nie było prezentów, byłam, zaczęłam swoją historię. 

Likes

Comments