​Witajcie drodzy czytelnicy. Dziś Francji ciąg dalszy. Mój najdłuższy maraton za kierownicą to 32 godziny. 32 godziny prowadzenia auta może zabić. (Tylko dla zawodowców) mordercze 2200 kilometrów w jedna stronę. Przejeżd prawie dookoła kraj żabojadów i wieży Eiffla (przereklamowana sterta złomu) zazwyczaj bywa bolesny. Można zaopatrzyć sie w melise lub opłacić cholernie drogie bramki na autostradzie. Melisa, wiadomo,  tańsza więc spedycja tłumacząc się,  nadmiarem czasu dostawy, wybrała dla mnie tą pierwszą opcje. Pozostało mi uzbroić sie w cierpliwość i zrobić wywar... Dlaczego? Otóż jadąc francuskimi landami które, swoją drogą,  nadrabiają pięknem krajobrazów,  zazwyczaj natkniemy sie na coś dzieki czemu dziękujemy niebiosom za melise. Pierwsze to kampery. Francuz kupi sobie domek na kółkach i jedzie z rodzinką na wycieczkę krajoznawcza.  Ograniczenie prędkości 90 a na liczniku 55.. normalnie można to przeboleć.  Jak człowiek jest wyspany i najedzony. Niestety po 20 godzinach prowadzenia,  nawigacja pokazuje kolejne 15 i zdajesz sobie sprawę że jak go nie wyprzedzisz to do końca mozesz doliczyć kolejne dwie godziny. A zazwyczaj wyprzedzić nie ma jak. Albo coś jedzie z naprzeciwka, albo nie widać dalszej trasy, schowanej za łukiem,  i nie wiesz czy masz wystarczająco czasu i miejsca zeby tego dokonać.  Drugim typem takich wyprowadzaczy z równowagi są francuzi oszczędni. Prędkość podobna do kampera, jedzie taki dziadek, 2 kilometry do sklepu raz w miesiącu, ale jadąc wolniej zaoszczedzi pół euro. Trzeba mieć naprawdę anielską cierpliwość. Z natury jestem niesamowicie spokojny i opanowany jednak zmęczenie robi swoje. Dzieki bogu za melise! 100 kilometrow przed końcem zacząłem odpadać i pomyślałem o odpoczynku. Po przekazaniu takiej informacji dyżurujacej popołudniu spedytorce Paulinie, ustaliliśmy że odpoczne do rana i rusze dalej, uprzednio umawiając sie że obudze Ją rano, bo dyżurując musiała wstać o tej samej godzinie, wypiłem małe francuskie piwko i położyłem sie spać.  Rano dzwoniąc, i słysząc jej przeciągnięte ziewanie w słuchawce,   poczułem jakieś dziwne poruszenie w brzuchu, i pomyślałem,  kurcze,  mógłbym to słyszeć codziennie, a co dopiero zobaczyć!  Mimo niewyspania cały dzień miałem uśmiech na twarzy. Jadąc dalej, nie przeszkadzały mi nawet zwalniające tempo kampery. Francuska droga krajowa n102 najbardziej zapadła mi w pamięć,  40km przez serpentyny w górach. Jadąc autem osobowym może to być nawet przyjemne, tymbardziej ze krajobraz był wyjątkowo piękny. Jednak przy troche większym aucie dostawczym... w życiu tyle sie nie nakręciłem kierownicą.  Miałem wrażenie ze moje ramiona dostały większy wycisk niż po treningu na siłowni.  Dojechałem do ostatniego miejsca w którym miałem sie przeładować i wracać do polski na weekend. Był czwartek rano. Wiedziałem ze jak się spręże to zdążę sie w piątek rozładować i dojechać na weekend do domu. Jednak niewyspanie i zmęczenie, albo ilość wypitej melisy zaowocowała i mimo że planowałem dojechać przynajmniej do niemieckiej granicy, byłem dopiero w polowie drogi do niej. Wiedziałem że jak nie zdążę w piątek to moge do celu dojechać na spokojnie w poniedziałek.  I z tą myślą znalazłem parking, po czym otworzyłem kolejne małe francuskie piwko. W domu byłem dopiero sobotnim popołudniem... Czyż nie lepiej dojechać mocno spóźnionym ale w jednym kawałku niz nie dojechać wcale? Kierowco, odpoczynek w trakcie jazdy jest najważniejszym czynnikiem który pozwala uniknąć stresów związanych z wypadkami. Pozdrawiam serdecznie i do zobaczenia przy kolejnym wpisie :)

Likes

Comments

​Zainspirowany. Tak, to jest dobre określenie. Siedząc caly dzien nad pustą kartką,  gdzie w międzyczasie kilka zmietych w kulke wylądowało w moim pojemniku na sugestie , potocznie zwanego koszem na smieci, przyozdobionym tablica do koszykówki,  szukałem inspiracji.  Katujac w kółko 3 nowe piosenki na telefonie, 

Zdałem sobie sprawę ze kazdy człowiek potrzebuje inspiracji.  Dlaczego? Żeby sie szybko nie znudzić.  Znudzenie to tylko brak inspiracji. Skąd ją czerpać?  -pewnie zapytacie. Otóż wena może nadejść nagle. Tak bez ostrzeżenia.  Po prostu piszesz co myślisz i wysyłasz do druku bez przeczytania, czy przeanalizowania treści tego, co powstało. Co mnie do tego zainspirowało? Myśl ze kazdy tego potrzebuje, czegoś czym moglby się zająć gdy ma za dużo wolnego czasu. Inspirację można czerpać z pasji, i to jest chyba najprzyjemniejszy ze sposobów. Bo gdy pasja zajmie Twój czas, to nie bedziesz miał,  drogi czytelniku,  kiedy szukać inspiracji. Mówi się że artysta potrzebuje swojej muzy ale to jest nic innego jak wciaz inspiracja. Bredzę, taki tok myslenia to bledne kolo. Lepiej wpasc na jeden dobry pomysł i robić to mimo wszystko, niz na 10 nietrafionych pomysłów.  Idąc tym tokiem myślenia,  uformowalem 10 kulek papieru. Trafiłem 9/10. Ta jedna, ktora została trafiła tutaj. A was co dziś zainspirowało? 


https://m.youtube.com/watch?v=msr17YmdHiU

Przy okazji, chciałbym złożyć specjalne życzenia z okazji dziesięciolecia osiemnastki

                                                    🎈🎈🎂🎁🎈🎈

Likes

Comments

Dzień dobry, hej, cześć, siemanko.

Od czegos trzeba zacząć, więc może zacznę klasycznie i niezbyt zaskakujaco. Na imię mi Krzysztof, choć zawsze wolałem zdrobnienie Krzyś, tak, dokładnie jak ten ziomek Kubusia Puchatka. Na codzień jeżdżę po europie busem, nie pytajcie co przewoże, bo w większości sam tego nie wiem. W moim debiutanckim blogu, chciałbym podzielić sie z Wami, drodzy czytelnicy, moimi wspomnieniami z tych podróży. Zastanawialiście sie kiedyś gdzie chcieli byście mieszkać na emeryturce? Ja też. Zwiedzając (głównie zachodnią) Europę, mozna natknąć się na naprawde piekne miejsca. Miejsca typu "właśnie taki widok chciałbym miec za oknem wstając codziennie rano". Jednym z takich miejsc jest Saint-Quay-Perros na południowo-zachodnim wybrzeżu Francji, tuż nad Atlantykiem. Odkryłem to miejsce tylko dlatego że nie zdążyłem przed zamknięciem firmy, do której mialem dotrzeć, więc chcąc nie chcąc, musiałem znaleźć jakiś parking i przeczekać do rana. Dodam że byl to czwartkowy wieczór, godzina gdzieś pomiędzy 20 a 21. Choć było to ponad rok temu, pamiętam jak do dziś pierwszą rozmowe ze spedytorką Karolina.

-Panie Krzyśku, trzeba znaleźć parking i przeczekać do rana.

-Pani Karolinko, jaki parking? Widziała Pani to miejsce na mapie? Spadam na plażę.

Sciemniało się już, więc piękno tego wspaniałego zakątka na ziemi mogłem w pełnej okazałości podziwiać dopiero na drugi dzień. Byłem po długiej podróży, z mojego rodzinnego Wałbrzycha to ponad 1800km, więc pomimo wielkiej ochoty, plażowanie musiałem przełożyć.  Poszedłem spać,  nie myśląc nawet jak daleko od domu właśnie jestem, no bo jak by nie patrzeć,  taki zawód sobie sam wybrałem, z nadzieją zwiedzenia kawałka swiata, na co pracując w moim szarym, kochanym rodzinnym mieście,  za nic by mnie nie bylo stać. 

Gdy zadzwonił budzik, obwieszczając mi dobitnie ze czas już wstawać, nie do końca jeszcze obudzony, zszedłem z kabiny sypialnej, umieszczonej na dachu kabiny firmowego busika, potocznie zwanej kurnikiem. Moim zaspanym oczętom ukazał sie widok, i to jaki widok. Spokojna woda atlantyku, o kolorze błękitu i lazuru, pode mną zatoczka z plażą i porozstawiane tu i ówdzie domy i hotele dla spragnionych wypoczynku turystów.  Był piątek.  Wiedziałem ze jeśli do godziny 18 nie dostane żadnego zlecenia, to zostanę tu do poniedziałku.  Znalazłem sie w ciekawej sytuacji, byłem w najpiękniejszym miejscu świata, mialem gdzie spać i jeszcze mi za to płacą.  Po spełnieniu obowiązków służbowych, jako że podróż byla długa i wyczerpująca,  postanowiłem położyć sie jeszcze na "5 minut". Oczywiście prawie przespałem cały dzień i w dosłownie ostatniej chwili zdążyłem zrobić zakupy na weekend, w pobliskim, jakże francuskim markecie Inter Marche.

Oprocz standardowych produktów, pozwalających przeżyć weekend bez głodowania, zakupiłem również jednorazowego grilla, mięso na niego oraz francuskie piwka, w małych poręcznych buteleczkach 30cl. Wiedziałem już na pewno że zostanę tam conajmniej do poniedziałku. 

Wreszcie nadszedł tak długo wyczekiwany moment zejscia na plażę. Z plecakiem, pełnym mięsa i pieczywa, z dopełnieniem kilku buteleczek piwa, udałem się, szukając najszybszej i najkrotszej drogi, prosto na plażę.  Było juz późne popołudnie, jednak nie przeszkodziło mi to w rozebraniu się i wskoczeniu prosto do cieplutkiej wody oceanu. Jak wszem i wobec wiadomo, nad wodą człowiek robi się głodny w tempie przejazdu francuskiego TGV, więc czym predzej na uboczu, żeby nie przeszkadzać innym w wypoczynku, rozpaliłem grill i wrzuciłem wczesniej przygotowane miesko. Popijając piwko czekałem aż mięsko odpowiednio sie upiecze. Chwile później,  podeszło do mnie dwoje ratowników z plaży.  Po chwili nieudolnej próby komunikacji po francusku, przeszliśmy na angielski, z którym nigdy nie mialem problemów, dowiedziałem się ze palenie ognisk czy grilli na plaży raczej nie jest dozwolone. Parka, chłopak,  na oko 25l i śliczna blondyneczka w podobnym wieku, właśnie skończywszy pracę, nie mieli jednak nic przeciwko, więc czestując się piwkiem dołączyli do mnie. Rozmawialiśmy do późna o wszystkim i o niczym, dowiedziałem się, że przyjechali tu dorobić sobie na wakacje, pomiędzy kolejnymi semestrami nauki. Wniosek? Nie tylko w Polsce studenci chwytają się każdego zajęcia dorobkowego. W miłej atmosferze, z tą samą parką, spedzilem weekend w najpiękniejszym miejscu na ziemi w jakim dane mi było być. 

Powiedzcie sami czy te widoki zachwycają was tak samo jak mnie? 



Likes

Comments