Wiedziałam, że pisanie nie będzie mi leżało w nawyku. Napisałam jeden wpis i nara. Żyłam codziennością jak gdyby nigdy nic, zapomniałam o tym czym chciałam się dzielić, aż do dzisiaj.. Podwójnie wystawiona otworzyłam butelkę (jedną z kilku) cydru i coś czuję, że rozwinę skrzydła, tak, że powierzchni mieszkania zabraknie.

Od zawsze chciałam mieć jakoś wszystko poukładane, być zorganizowana, od A do Z a nawet Ż. I tak też tutaj chciałam chronologicznie poukładać historie, żeby był ład i skład. Ale jak w nagłówku chyba OCHUJAŁAM, sądząc, że z oim roztrzepaniem mi się to uda.

Na bieżąco - coś tak czuję - będzie bardzo aktualnie.

Opowiem Wam o chłopaku. Konrad

Konrad jest kucharzem, mieszka w Wołominie, jest w moim wieku, poznałam go w internecie.
No i kurka rurka, gdybym była stanowcza w swoim postanowieniach to byście wiedzieli, że nie boję się znajomości z internetu. To nie moja pierwsza - stary wilk portali społeczno-randkowych.
Wracając.
Poznaliśmy się niecały miesiąc temu, już po samym profilu mnie coś zaintrygowało i potraktowałam Go wyjątkowym "lajkiem". i hurra - odpowiedź była równie pozytywna z jego strony, więc teraz już z górki. Napisałam - tak, obalam stereotyp, że to facet powinien odezwać się pierwszy. Już dobry czas temu, stwierdziłyśmy z Julitą - maja BFF, kurwa psiapsi nierozłączki - że gdybym była facetem to wszystkie były by moje. Mam gadane.
Odpisał, a ja co? olałam to. Nie wiem, zapomniałam, czy mi się już nie chciało.. Jakoś tak wyszło. Ale ku mojemu szczęściu On okazał się bardziej solidny - po jakimś krótkim czasie napisał ponownie. Jakaś gadka szmatka o tym, co takiego strasznie istotnego i czasochłonnego wydarzyło się przez ten czas ciszy. No ok. - niech mu będzie.
Miał coś w sobie. Ma nadal - ale to zaraz.
Pisaliśmy, szybko urwaliśmy się stamtąd na "fejsa" (kocham spolszczenia). Wszystko spoko, aż w końcu zaczął się temat "a może by się spotkać?" O jasne! Serio. Ja nie obawiam się ludzi. Myślałam, że spotkamy się gdzieś w publicznym miejscu, spędzimy chwilę razem, niby będzie ok, ale rozstaniemy się tego samego dnia, każde pójdzie w swoją stronę i tyle ze znajomości. Ale nie. Dzień wcześniej zadzwonił po raz pierwszy, zapytał się mnie czy pojadę do niego na imprezę urodzinową współlokatora, a że jestem bardzo logiczną osobą, powiedziałam, że spoko jeżeli będzie spoko, bo musimy się spotkać wcześniej. Umówiliśmy się na 15. Cwaniak o 13 był u mnie w mieszkaniu.
Czuliśmy się mega swobodnie w swoim towarzystwie. On okazał się niższy niż myślałam - ale dziewczyny, to akurat standard. Jest jeszcze bardziej specyficzny niż się wydawał. A z moją słabością do takich właśnie ludzi to wręcz niebezpieczne.
Zaimponował mi jednym - prawdziwością. Drugiego tak szczerego człowieka nie znam. Powiedział, że przedstawi mi się takim jakim jest, żebym mogła Go albo zaakceptować takiego albo nie.


Kurde, jeżeli ktoś ma odwagę na takie coś to wręcz nie można Go nie zaakceptować.

Gadaliśmy o wszystkim. Od bzdur i bzdetów do rzeczy w opór istotnych, mocno życiowych.


Przegrałam w łapki. A, że wygrane trzeba nagradzać, dałam wybór - bierz co chcesz. "Buziaka" - dziewczyno szanuj się - "ok, ale w policzek". I tak też się stało. I jednocześnie stało się coś co będę pamiętać - prąd. Wyładowanie między Nami gdy tylko się zbliżyłam. No i chłopie - już mnie masz.
Nie wiem, ale mnie takie rzeczy trzymają w garści: znaki i znaczki od wszechświata, sny, deja vu.. Karma i reinkarnacja przy okazji też.

Oczywiście, jak się domyślacie, pojechaliśmy później razem na imprezę. Szczegółów zdradzać nie będę, ale wróciłam do domu dnia następnego w porach, w których to On przyjechał do mnie.

Od tamtej pory widzieliśmy się już dobre kilka razy.

Konrad, ciężki człowiek. Najspecyficzniejszy z specyficznych, jakich znam. Lubię Go. Lubimy My siebie wzajemnie.

Ej, mam takiego tipa - przeczytajcie opis znaczenia jego imienia - co do literki się zgadza.

Chciałam Go przedstawić, bo mi na Nim zależy. I oby to nie ostatnia historia z Jego udziałem.

Pozdro Mordy
......o ile ktoś to czyta.

Likes

Comments

TEN "BLOG" TO MOJA HISTORIA.

Tak więc..
Cześć Wam!

Może na tym powinnam skończyć? ... Jednak skoro ktoś już tu zajrzy to powinien wiedzieć co tu znajdzie.

Mam na imię Dominika. Mam 21 lat. Przede wszystkim studiuję, a tym samym kocham, nienawidzę, żałuję, szaleję i staram się patrzeć optymistycznie. Poznacie mnie naprawdę konkretnie, jak tylko będziecie czytać wpisy.
Będę mega szczera, bez koloryzacji, historie to nie scenariusze z mojej głowy - to czyste życie, prawdziwe sytuacje, prawdziwe osoby, prawdziwe emocje i przeżycia. Mam nadzieję, że będzie to uszanowane.
Nie wiem czy będzie ktoś to czytał, nie wiem jak systematyczne będą wpisy, nie wiem czy to wyjdzie... Wiem, że nie chce dusić w sobie tego wszystkiego czym naprawdę mogę się podzielić.
Nie będę zmieniać imion, miejsc, sytuacji. Nic nie zmienię. Surowe, bez obróbki, nawet z błędami ortograficznymi.. Serio, czytając to będziecie czytać mnie.

Myślę, że znajdzie się coś co każdy będzie mógł przypisać sobie do siebie. Nie chcę się mądrzyć, chcę żebyście zobaczyli, że przeciętna ja mam takie same perypetie życiowe jak Wy, wszyscy. Wszyscy przeżywamy to samo tylko w innych stopniach zaawansowania i w bardzo indywidualny sposób - jednak sytuacje sprowadzają się do jednego, tego samego wątku.

Zrobię coś w stylu pamiętnika - swojego oczywiście - ale z nutą uniwersalności.

Kiedyś miałam koszulkę z napisem "NOT FOR ORDINARY PEOPLE" - ten blog może mieć koszulkę z napisem
"FOR EVERYBODY"

Pozdrawiam,

Dominika



Likes

Comments