Header

Hej, długo się tutaj nie odzywałam. Sądziłam, że ten blog będzie towarzyszyć mi znacznie częściej niż to robi, jednak czasem nachodzą mnie myśli ,by coś tutaj naskrobać, odezwać się co u mnie, bo wbrew pozorom nie zapomniałam o tym jaki był cel założenia tego bloga i cały czas gdzieś tam za mną chodzi, że w tym roku obrałam sobie za cel walkę ze słabościami. W poprzednich wpisach walczyłam ze sobą, by mimo stanu zdrowia i leków móc podejść do egzaminu zawodowego. Udało się to. Podeszłam i mało ,że podeszłam ,to zdałam pierwszą kwalifikację z czego jestem bardzo dumna :) Etap pisemny wypadł na 88 %, a praktyczny na 82 % , nie zdało 7 osób z mojej grupy i kiedy o tym usłyszałam byłam praktycznie pewna, że to ja nie zdałam, jednak na szczęście okazało się inaczej :) Pierwszy sukces i chwilę po nim momenty załamań. Niestety i one nadeszły. Zdrowie zaczęło się buntować. Migreny z aurą, które stawały się coraz częstsze i cięższe zupełnie wytrąciły mnie z codziennego funkcjonowania do tego stopnia, że w poprzednim tygodniu w środku nocy wylądowałam w szpitalu. Szybko z niego wyszłam ,bo w mojej szkole bardzo ważna jest frekwencja, więc nie mogłam sobie pozwolić ,by tuż przed końcem wyrzucono mnie za niewychodzenie godzin. Taka jestem ,że za bardzo się spinam i za mocno się przejmuję wszystkim ,co będzie. Chcę nad tym panować, ale to bardzo ciężkie. Mija drugi rok tego kierunku, chcę go dokończyć terminowo. W szpitalu oprócz faszerowania kroplówkami z lekami zrobiono mi morfologię krwi, gdzie źle wyszedł cukier, oraz echo serca i EKG, które wykazało szmery w sercu, ale skąd się one tam wzięły już nie wiadomo. Miałam robione również TK głowy ,ale bez kontrastu z tej racji ,że w poniedziałek miałam mieć wykonany rezonans z kontrastem i nie chcieli mnie nim dodatkowo obciążać. TK głowy nie wykazało niepokojących zmian, ale mimo to obawiam się co wskażą wyniki rezonansu. Dlaczego? Ostatnie bóle głowy i ataki migren doprowadziły do krótkotrwałych zaników pamięci -trwały one na godzinę przed pojawieniem się bólu i wprawiły mnie w niemałą panikę, a dziś obudziłam się cała zapłakana i zadyszana, ponieważ śniło mi się, że w rezonansie wyszły trzy guzy i ,że zalecono operacje z chemioterapią. Z jednej strony obudziłam się z ulgą ,a z drugiej ten sen tak mi zapadł w pamięć, że zaczynam się obawiać tych wyników, które tyle dobrze ,że są już jutro koło godziny 17 maksymalnie. Więc jutrzejszy dzień jest dla mnie bardzo ważny, z wujkiem jedziemy po wyniki, a później jeszcze do okulisty na inne badania. Bliscy uważają, że ten sen przyśnił się z powodu odreagowywania organizmu na stres i podświadomego lęku, mimo wszystko ciężko ten sen zapomnieć.


Z takich innych rzeczy co u mnie? Nie jestem również zadowolona na tą chwilę ze swojego wyglądu. Przytyłam. Wczoraj stając na wadze pierwszy raz od dawna zauważyłam 59.3. kg! Jakim cudem nabrałam 9 kg w tak krótkim czasie? No niestety zajadałam stres :( Niektórzy mają tak, że stresując się nie mogą nic jeść, a ja przeciwnie, jem w nadmiarze i nawet nie to ,że niezdrowo ,a po prostu zdrowo, ale dużo, za dużo. Chłopak pociesza mnie jeszcze, że to niemożliwe bym tyle ważyła, że on nie widzi, abym tak przytyła, że troszkę rzeczywiście nabrało mi się ciałka (widać szczególnie po biuście) ,ale ,że to wręcz niemożliwe ,by aż tyle. Ważyłam się w kurtce zimowej na szybko i też byłam przed okresem, więc mam nadzieję, że to wszystko spowodowane jest nadmiarem wody ,ale i tak przytyłam i to nie ulega wątpliwości. Chcę schudnąć. Do jakiej wagi? 55 kg mi starczy ,więc 4 kg do zrzucenia to w sumie nie dużo i doskonale zdaję sobie sprawę, że ja szybko tyję i szybko chudnę, więc i schudnięcie nie zabierze mi dużo czasu, mimo wszystko na ten moment chodzę rozdrażniona. Okres dostałam dziś, zamówiłam też własną wagę do domu i czekam kiedy mi przyjdzie, wtedy zważę się i zmierzę centymetrem i rozpocznę odchudzanie. Po skończonym okresie zacznę wprowadzać treningi odchudzające i większy ruch niż wcześniej. Jutro możliwe, że idę na kolejne badania odnośnie boreliozy met. Western Blott. Raz już je robiłam ,wynik był ujemny z punktacją 5, jednak do powtórzenia, bo przy prążku Vise i punktacji 5 trzeba być pod obserwacją. Jeśli ten wynik również będzie negatywny, to zrobimy prowokacje antybiotykową przez tydzień i jeszcze raz je powtórzymy, ewentualnie dokładając koinfekcje. Ciężko się funkcjonuje w ten sposób, zwłaszcza jeśli zazwyczaj ludzie mają Cię za symulantkę, lub kogoś kto przesadza i wymyśla objawy. Mimo wszystko nawet najgorszemu wrogowi nie życzę czuć się tak, jak czasem się czuję.


Z urodowych spraw. Mam wrażenie, że włosy przestały mi rosnąć, a po prostu zapewne się łamią :( Zamówiłam dwie maski z Kallosa, które stosuję jako odżywki po codziennym myciu i dziś za moment nałożę na włosy olejek z korzenia łopianu z ziołami i nawilżający z Yves Rocher na długość.


Jak się ma sprawa drugiej kwalifikacji i mojej nauki na nią? Hmm.. Wiem, że się nie poddam i jeśli tylko mi się to uda podejdę do niej tak jak i do pierwszej, mimo ,że na tą chwilę brakuje mi sił do nauki ,większość czasu leżę w łóżku ,czuję się ospała, liczyłam, że mając ostatni dzień zajęć 11 czerwca to i tak zostaje tydzień do pisemnego egzaminu i aż dwa tygodnie do praktycznego. No nie ma opcji ,bym czegoś do tego czasu nie przyswoiła. Naukę planowo chcę zacząć od 1 maja. 13 mam zaliczenie, a 14 idę na komunię i obym się wtedy dobrze czuła.


W maju chcę kompleksowo o siebie zadbać. To znaczy uroda, ciało ,umysł, psychika. Nawyk tworzy się w miesiąc, więc liczę, że mi się uda. O ile wszystkie badania wyjdą dobrze, oby...


Nie wiem kiedy kolejny raz się tutaj odezwę. Zazwyczaj odzywam się ,kiedy chcę wyrzucić emocjonalnie wszystko co we mnie tkwi.. Bądź co bądź pierwszy sukces mam za sobą i chciałabym ,aby było ich wkrótce więcej :)


Zaprojektuj swój blog - wybierz jeden z mnóstwa gotowych szablonów na Nouw lub utwórz własny, metodą „wskaż i kliknij” - kliknij tutaj!

Likes

Comments

Cześć, dawno mnie tutaj nie było. Możliwe, że przez zastój jaki zapanował w realizacji moich postanowień. Przez pierwszą część lutego trzymałam się dzielnie- główny cel, rezygnacja z cukru, zdrowszy tryb życia, codziennie czystek, skrzyp, oraz pokrzywa, stosować dodatki z kurkumy i pieprzu etc. Z dnia na dzień z osoby ,która piła dużo słodzonych napojów i słodziła herbatę 2,5 łyżeczki przestałam całkiem słodzić. Jaki efekt? Okropność! Im więcej dni mijało ,tym gorzej się czułam fizycznie, oraz psychicznie. Codzienny ból głowy dawał o sobie znać, brak energii, ospałość. Całymi dniami leżałam w łóżku ,nie mogąc się z niego podnieść, przejście z łazienki do pokoju to był szczyt moich możliwości. Sama nie wiem czym to nazwać, kryzysem ozdrowieńczym? Bądź co bądź piłam zioła, które należą do grupy tych oczyszczających. Dopiero mój chłopak zwrócił mi uwagę, że zaczęło być kiepsko tuż po odstawieniu cukru. Wcześniej tego nie łączyłam, bo o ile wiem, że przy ziołach oczyszczających samopoczucie może na jakiś czas ulec pogorszeniu, o tyle było naprawdę kiepsko i wcale nie od ziół ,ponieważ mój organizm DOMAGAŁ się cukru. Wróciłam do cukru, wypiłam jedną pół litrową colę i uwierzcie ból głowy przeszedł mi w dosłownie kilka minut! Sama się dziwiłam. Nie jest to apel ,że cukier jest zdrowy i trzeba go jeść ,ja wiem, że nie. Kiedy go wyrzuciłam przestałam mieć zgagę, wprowadziłam i zgaga znów się pojawia co jakiś czas. Uświadomiło mi to jednak, że jestem uzależniona od cukru i to bardzo ,a radykalne jego odrzucanie nie kończy się dla mnie dobrze. Dlatego obecnie słodzę 1,5 łyżeczki ,a od jutra po jednej i stopniowo zacznę schodzić z jego spożycia. Moja skóra jest przesuszona, popękana z bąbelkami. Coś mnie uczula po każdym posiłku. Muszę uzbierać pieniądze na badanie w kierunku nietolerancji, bo już naprawdę ciężko tak funkcjonować. Złożyłam zamówienie na aptece gemini, w koszyku krem na AZS, jakiś natłuszczający do dłoni, maść alantan ,dwie oliwki hipp i dwie maski do włosów z Kallosa :) Mam nadzieję, że przyjdą jak najszybciej. Jutro też lecę po receptę na leki przeciw alergii ,oraz elocom. Bez sterydów tym razem się nie obejdzie :( A idzie lato, trzeba zadbać o skórę!


Właśnie co do lata, ogromnie chciałabym już lipiec i leniuchować z moim chłopakiem <3 Chciałabym już ukończyć ten kierunek, który ani mnie nie porywa, ani nie kręci. Jakoś nie sądzę, bym tęskniła za tym :) Przede mną będą kolejne egzaminy zawodowe, co jakiś czas zdarza mi się myśleć i sądzę, że praktycznego nie zdałam, więc musiałabym zdawać znów w styczniu. Ciekawe czy te czerwcowe zdam. Wiem, że wybiegam za bardzo w przód, wyniki poprzednich dopiero pod koniec marca. Chciałam ,żeby mi się udało ,a jestem prawie pewna, że na praktyce poległam, chociaż jakąś nadzieję mam ,coś tam się jeszcze tli... I mega, mega chcę zacząć nowy kierunek, który mam nadzieję będzie lepszy pod każdym możliwym względem, na to serdecznie liczę :) Nie wiem ,kiedy znów tutaj napiszę. Nie nakładam na siebie presji ,kiedy mam pisać. Ale wiem, że na pewno się odezwę. Piona :*

Likes

Comments

Minęło dopiero 17 dni nowego roku! A ja czuję się jakby trwał on co najmniej kilka miesięcy ;) Możliwe, że to przez fakt, że miałam dużo na głowie, wiecznie się uczyłam i zawsze było coś do zrobienia. W każdym razie ostatni raz pisałam tutaj po praktycznej części egzaminu i na tym temat ucichł, więc opiszę inną sytuację, już bardziej pozytywną ;) Bo jak była praktyczna część egzaminu ,to musiała być również i pisemna! ;) Na nią także udało mi się iść , po wielu tabletkach ,ale się udało. Po egzaminie wujek odwiózł mnie do domu ,ale zanim to się stało podjechaliśmy pod restaurację w której często jem- jedyną w której mogę zjeść coś zdrowego (zamawialiśmy tam jedzenie na wynos) ,razem z koleżanką sprawdzałyśmy na szybko odpowiedzi egzaminu ,który był. Coraz bardziej stawałam się załamana, wydawało mi się, że na każde pytanie odpowiadałam źle! Albo dwie odpowiedzi były prawidłowe i kij wie, którą CKE uważało za tą dobrą. Kiedy już pojawiłam się w domu, nie miałam żadnego apetytu. Wręcz siedziałam z książkami i chciało mi się okropnie wyć. Załamana wpisywałam pytania i szukałam odpowiedzi po internecie, wprowadzając się w coraz gorszy stan. Mama bacznie mi się przyglądała ,kwitując wszystko 'Ale przynajmniej spróbowałaś, w Twoim stanie i tak jestem z Ciebie zadowolona' ,tylko, że problem był taki, że mnie to nie zadowalało ,bo wiedząc, że zawaliłam praktykę, chciałam chociaż poradzić sobie z teorią. A tu co? Dupa. I stało się ,płacz wycie i masakra. Siedziałam tak chyba z dwie godziny, zanim przyjechał mój chłopak i zaczął mnie podobnie jak mama pocieszać ,że próbowałam ,że to się liczy, że i tak uważa, że zdam i nawet wziął mi książkę sprzed nosa i powiedział ,byśmy zaczekali do odpowiedzi jakie da CKE. Tak zrobiliśmy, biorąc się za nasz ulubiony w poprzednim czasie serial. W końcu nadszedł ten czas kiedy CKE podało klucze odpowiedzi ,a ja z mocno bijącym sercem zasiadłam do sprawdzania. 'Ja mówię, Ty patrzysz na odpowiedzi jakie masz i wpisujesz punkty' -powiedział. Stało się, z każdym pytaniem punktów coraz więcej, dziwne ,co? 'Już zdałaś!' usłyszałam i sprawdzaliśmy dalej. Koniec. Liczę punkty...o matko, niemożliwe? Liczymy jeszcze raz i jeszcze i z mamą i nad ranem po raz kolejny :D Otóż uzyskałam prawdopodobnie 35 pkt na 40 ! I mam nadzieję, że to prawda :D Szkoda tylko ,że praktyka zawalona :( Ale przynajmniej jedno z głowy. I obecnie wzięłam się za kolejny plan czytania większej ilości książek, kończę jedną powieść ,później jakaś inna pójdzie w ruch, a od jutra znów nauka, bo w weekend sesja. Jestem teraz też na większej ilości leków, bo wpadłam w zaostrzenie. Venter przed posiłkami, Asamax 500 3 tabletki po śniadaniu i 3 po kolacji, oraz Proursan przed snem, zobaczymy jak podziała ,bo biegunki dają mi w kość wraz z bólami i gorączkami.


Prawdopodobnie będę też zamawiać z księgarni Aros kilka pozycji książek ;) niektóre powieści i niektóre dotyczące zdrowia, ale mam tyle książek ,że nie wiem czy jest sens je zamawiać póki nie przeczytam tych co mam ! Chociaż książek nigdy dość :) Do tego sprawienie sobie pięknie pachnących perfum i może jakieś inne kosmetyczne radości ... cud ,miód ,maliny. Nagroda za to ,że dałam radę! ;)


Bardzo chcę już weekend <3 Bardzo, bardzo ,bardzo .Chcę się pogodzić i żeby było dobrze...

Likes

Comments

Udało się. Byłam na praktycznej części egzaminu ,czułam się całkiem dobrze dzięki tabletkom ,które brałam. Wszystko fajnie, ładnie poza tym ,że na egzaminie totalnie zgłupiałam ze stresu. Uczyłam się cięższych zabiegów, przez co poległam na totalnym banale. Rozpisywałam się i uznałam pewne rzeczy za oczywiste, a były one jednymi z ważniejszych, no a że uznałam je za oczywiste to ich nie opisałam dokładnie. Jestem trochę zła na siebie, że dałam się tak ogłupić stresowi podczas, gdy spędzałam długie godziny nad nauką. Jednocześnie jestem z siebie dumna i zadowolona, że po pierwsze dałam radę w ogóle przyjść na ten egzamin ,bo leków musiałam zjeść sporo ,by na nim być, ale także ,że nie uciekłam. Trzeba mieć 75 % ,by zdać. Nie oszukujmy się, projektów aż tak wiele to się nie ćwiczyło. Rozpisywałam wiele innych rzeczy, nawet napisałam to co trzeba, jednak dałam to w inną kolumnę ,więc chyba nie uznają mi do punktacji, mimo ,że przecież jest rozpisane ale w innej tabelce, innym rezultacie. Nie wiem czy modlić się o egzaminatora, który uwzględni mi to, że w ogóle o tym wspomniałam ,czy to na nic. Żeby wbić się w klucz do 75 % może być ciężko. To śmieszne, że czasem człowiek radzi sobie lepiej na cięższych zadaniach niż na łatwych. To chyba najgorsze, że na banałach można polec. Wyniki pod koniec marca, a ja od wczoraj sobie wyrzucam co zrobiłam źle .To chyba niezbyt dobre rozwiązanie. Powinnam się przecież skupić na tym ,co jest teraz i co mogę zrobić w tej chwili. A pisemny egzamin w czwartek, więc pozostaje brać leki nadal i się uczyć. Robiłam testy i wyniki wahają mi się od najsłabszego 53 do najmocniejszego 100 % ,czyli w zasadzie jak z praktycznym. Dużo zależy od szczęścia. Obym je miała.

Likes

Comments

To co zaplanowałam jest szalone, to czego się podejmuje jest nazywane misją samobójczą przez moich najbliższych. Kiedy jesteś osobą chorującą przewlekle tak naprawdę Twoje życie składa się z leków i tego jak je dobrać, oraz ustalić, byś mógł czuć się dobrze. Dobrze na tyle, aby jakoś funkcjonować. I ja dziś właśnie nad tym rozmyślam. Żeby czuć się dobrze przez następny tydzień poleci 40 tabletek. Przerażające ,prawda? I dziś myślę, jak rozwiązać sprawę, by wszystko poszło ok, by czuć się dobrze przez ten czas, tylko po to, by chociaż spróbować podejść do egzaminu. Może to głupie, zwłaszcza, że nie przygotowywałam się do tego tak , jak przygotowywać powinnam. W grudniu miałam się uczyć, ale kiedy wiedziałam ,że odpuszczam ,bo nie dam rady połączyć zdrowia, tabletek, lekarzy z egzaminem odpuściłam. A dwa dni temu mi odbiło. Totalnie i uznałam ,że wezmę najwyżej leki ,może więcej niż zwykle i pójdę na własną odpowiedzialność. Mój chłopak i moja dobra koleżanka się martwią dość mocno, mama grozi ,że mnie nie wypuści z domu, ale jestem uparta. I jedyne ,co może mnie powstrzymać to biegunka, która jest stałym elementem chorych jelit przy podejrzeniu Crohna ,lub migrena z aurą, paraliżem i krótkotrwałą utratą pamięci. I od tego próbuję się uchronić. 4 dni pod rząd brania leków na jelita, tych delikatniejszych i stoperanu. U mnie stoperan nie działa jak u zdrowej osoby. Mogę wziąć całą dawkę dobową (8 tabletek) i czasem zadziała, czasem nie. Nikomu tego nie życzę. Przed migreną ciężej się uchronić, bo atakuje mnie nie wiem skąd. Biorę lek który przepisała neurolog, zmniejszający napady,na ataki mam tryptan, który pożyczę od koleżanki (w aptekach nie było, ani w hurtowniach) Niektórych leków nie mogę brać stale. Więc, aby podejść do egzaminu muszę wychodzić frekwencję w ten weekend ,bo prawdopodobnie w kolejny weekend na zajęciach nie dam rady być, byłoby to za dużo jak na mój organizm. Moi bliscy uważają ,że już sam plan, by iść na egzamin to za dużo na mój organizm. Bo co jeśli nie zdam? Szczerze ,praktyczny wiem, że byłoby ciężko. Ale mi chodzi o samą próbę. Nie chcę zastanawiać się jak to było z maturą, jak bym sobie poradziła na tym egzaminie, chcę to wiedzieć. Chcę czuć się dobrze, iść i chociaż spróbować. A jak nie zdam? Podejdę za rok. Od wczoraj prawie cały dzień powtarzam to co uważam za najważniejsze, żałuję jedynie zmarnowanego czasu ,kiedy uznałam ,że nie podchodzę, bo nie dam rady, nie uczyłam się, a mogłam mieć podejście, że pouczę się dla siebie chociaż nie podchodzę, wtedy bym umiała więcej. Ale trudno, stało się. Świat się nie zawali jak nie zdam. A ja będę dumna jeśli tylko uda mi się pojawić na tym egzaminie i cokolwiek pisać. Żeby się pojawić na egzaminie muszę mieć transport, by jechać godzinę do mojej szkoły autobusem w moim stanie to nienajlepszy pomysł o czym każdy wie. Jeśli nie będę miała z kim się zabrać ,zamawiam taryfę. W czwartek bym miała dowóz. Wszystko rozgrywa się o to, by tylko czuć się dobrze i ten weekend i dni egzaminów. Będę jadła mniej ,by w jelitach było mniej. To standard przy chorych jelitach, kto z tych ,którzy mają je chore nie głodził się, bo wolał zminimalizować ich potencjalne szaleństwo? ;) I na niczym tak bardzo mi nie zależy w tej chwili jak na tym ,by jutro wytrwać do 18.35 od 7.30 i by wychodzić tą frekwencję, aby móc mieć spokojną głowę i podejść do zawodowych. Ten rok to rok nowych rzeczy i wyzwań. Jeśli tylko będę się dobrze czuć. Jutro po szkole znów przejrzę notatki i książkę. I tak samo w niedzielę przed snem ,oraz w dzień egzaminu. Niech tylko mój organizm mi będzie sprzyjać. Od tego zależy wszystko. Chcę skończyć z czekaniem ,aż polepszy się zdrowie, by coś osiągnąć. Tak można czekać i czekać, zważywszy na to ,że choruję od 7, prawie 8 lat. I jeśli jelita będą spokojne ,jeśli będę bez migreny, która u mnie nie jest zwykłym bólem głowy a czymś co upośledza moje funkcjonowanie, to podejdę i nic mnie nie powstrzyma, ani nikt. Dla samej siebie. Tej myśli staram się trzymać. Człowiek niczego nie żałuje tak bardzo jak tego ,czego nie zrobił. Jeśli się nie uda- to przynajmniej nie uciekałam. Tego nauczył mnie rok 2016 i kontynuuję to w tym roku. Wracam do czytania projektów :)

Likes

Comments

​Dziś proszę, by się udało. 

Dziś proszę, by dobrze się czuć przez najbliższy czas (Najlepiej jakbym ogółem zaczęła się codziennie dobrze czuć, ale zależy mi szczególnie na najbliższych tygodniach), to jest szalone ,ale bardzo bym chciała ,aby poszło zgodnie z planem. Czy jest to możliwe? Nie mam pojęcia! :) Ale ponoć nie ma rzeczy niemożliwych. Tym razem nie chcę zastanawiać się, co by było gdyby... Tym razem chcę wiedzieć. Mam plan. Totalnie Hardcorowy plan. Plan dość ryzykowny. Ryzykowny dla mojego stanu zdrowia. Mimo to mam ochotę spróbować. Nie mówiłam nikomu poza moim chłopakiem i mamą. Nie chcę ,by w razie czegokolwiek gdyby coś poszło nie po mojej myśli jakakolwiek osoba czuła się mną rozczarowana. Moje migreny z aurą są na tyle ciężkie, że podczas aury potrafię stracić pamięć na godzinę i mieć całkowite splątanie językowe, nie kojarzyć co ktoś do mnie mówi. Nikomu tego nie życzę. W ważnych dniach potrzebuję zdrowia...Kto ma silne migreny ,ten zrozumie. Jelita też musiałyby być spokojne. To jest totalna ruletka. Staram się nastawić mimo wszystko pozytywnie.  


Widziałam spadającą gwiazdę. Pierwszy raz w życiu, w Sylwestra. Czy mogę uznać to za znak? Chciałabym. 

Likes

Comments

Dobry obrazek. I tak bardzo na miejscu... Jeśli miałabym w skrócie powiedzieć, czego nauczył mnie 2016 rok, to na pewno tego, że nie da się uciekać, a już w ogóle uciekać od samego siebie. Ucieczka to jest motyw przewodni 2016 roku ,a raczej właśnie BRAK tej ucieczki. W poprzednich latach uciekałam od wszystkiego, od problemów, ale przede wszystkim od własnych uczuć i emocji. Uciekałam ,próbując sobie wmawiać coś, co było nieprawdą, tylko po to, ponieważ myślałam, że tak będzie lepiej i nie chciałam nikogo ranić. Dziś wiem, że los był dla mnie w tej kwestii łaskawy : ) I jestem ogromnie wdzięczna, że sam 'załatwił' za mnie tą sprawę, mimo to dopiero z czasem ,kiedy nadszedł etap analizy przeszłości doszłam do tych wniosków. Że nie warto uciekać przed własnymi uczuciami- to właśnie najtrudniej było mi pojąć. Jakoś mnie to wszystko przerażało. Szczególnie, że w głębi duszy wiedziałam jak jest naprawdę. Ale nie mogłam tego wiedzieć, nie chciałam by tak było, a jednocześnie chciałam bardzo mocno. Okłamywałam samą siebie nie chcąc kłamać. Nikomu tego nie życzę! Zwłaszcza, że przysporzyło to cierpień osobie, która moim zdaniem na to nie zasługiwała. Do końca jednak pozostałam wierna własnym zasadom i wartościom i mimo ,że nie było wiele powodów do dumy w tym roku, tak z tego powodu mogę być z siebie dumna :) Kolejny powód do dumy? Nie uciekłam! O ile od uczuć nie da się uciec, tak od innych spraw już tak. Nie zostawiłam tego kierunku, którego nie lubię. Zdaję sobie też sprawę, że nie jestem zbytnio lubiana na nim. Ten rok nauczył mnie ,że nie muszą lubić mnie inni. Ale nie tak 'sztucznie' ,tak po prostu. Jako dziecko bardzo źle się czułam psychicznie będąc sama w ławce, kiedy nie dała rady przyjść do szkoły moja koleżanka, w tym roku zaczęłam dobrze czuć się ze swoją 'samotnością' (nie jestem nie wiadomo jak samotna, mam kilka koleżanek na swoim kierunku, nie wikłam się tylko w żadne przyjaźnie. Brak mi po prostu zaufania do niektórych osób, a zawsze stawiam na szczerość, jednak kiedy ich nie było na zajęciach nie przeszkadzało mi już siedzenie samej, zajmowałam się po prostu sobą i swoimi sprawami :) To było trochę głupie, uparte i szalone. Zostać na tym kierunku i mieć takie zdrowie jakie mam. Ale ten rok nauczył mnie także, że trzeba zawsze kończyć to ,co się zaczęło. I mimo ,że jest mi przykro ,że nie dam rady teraz podejść, tak wiem, że uzyskam to czego chcę.


Jutro o tej porze pewnie będę siedzieć w prawie nowym towarzystwie :) Mam lekkiego stresa, zwłaszcza ,kiedy myślę o tym jak będę się czuć. Dziś zjadłam tabletki, by jelita były spokojne, od obiadu nic poza tym. Jutro się lekko przegłodzę i zjem coś dopiero koło 18-20. Tak się żyje z chorymi jelitami. Człowiek musi dokładnie zważać co je i jak jeść, jak brać leki ,by spokojnie przetrwać jakieś wydarzenie. Oprócz tego lek przeciw migrenie na noc i jutro z samego rana. Byle było dobrze. To będzie też pierwszy Sylwester z nim i po raz pierwszy z nim będę witać Nowy Rok. Po raz pierwszy, choć od dwóch lat próbował mnie zapraszać, ale ja wtedy nie dałam rady. Cieszy mnie to, że w końcu do tego doszło i jednak jak to mówią do trzech razy sztuka ;) Dzisiejszy dzień spędziłam marudnie, więc dlatego większość czasu się nie odzywałam i piszę tak późno. Pozwoliłam sobie na lenistwo i marudność. Ostatni dzień starej mnie już jutro. A raczej ja pozostanę ta sama, ale nawyki chcę zmienić. Choć myśl o szaleństwie jutra mnie cieszy <3

Jutro z samego rana jadę do swojego chłopaka z całymi bagażami i będziemy przygotowywać potrawy na wieczór :) Sylwestra spędzamy zwykłą domówką, może z maratonem filmowym ,ale ja chyba zawsze taka byłam ,że najbardziej lubiłam właśnie tego typu domówki :)


Nie będę się odzywać tutaj jakiś czas. Możliwe, że do 2, albo 3 stycznia. Dlatego życzę wszystkim szczęśliwego Nowego roku i motywacji do spełniania własnych celów! :*


A sobie życzę pogody ducha, dużo miłości i bardzo dobrego zdrowia :)


PS. Po nowym roku czeka mnie bardzo dużo spraw. Zaczynając od tych banalnych jak ogarnięcie całego pokoju, wyrzucenie już niepotrzebnych mi rzeczy i posprzątanie w półkach ,a kończąc na skontaktowaniu się z prawnikiem, ogarnięciu książeczki sanepidowskiej i praktyk. Do tego przydadzą mi się moje przewodniki na 2017 rok ,ale o nich opowiem innym razem :) Dobranoc! :*

Likes

Comments

Mam 21 lat i póki co żadnych kwalifikacji...ale zanim mnie ocenisz, posłuchaj mojej historii. Zmagam się z kilkoma przewlekłymi schorzeniami utrudniającymi życie codzienne i wpływającymi negatywnie na stan psychiki.. Kiedy człowiek traci zdrowie tak naprawdę wszystko inne się sypie i nic więcej nie ma znaczenia. Ten blog założyłam, by był bodźcem do zmian na lepsze. To jest moje 365 dni do zmian podczas których chcę odmienić na korzyść stan swojego zdrowia, oraz zacząć czuć się dobrze z samą sobą. I może wreszcie uzyskać jakieś kwalifikacje, które zapoczątkują plan 5letni. Jeśli chcesz towarzyszyć mi przez tą trudną drogę, pozostań :) Blog ten jest moją terapią <3


Zdecydowałam się wreszcie odważyć i go założyć w dzień podczas którego psychicznie czułam się naprawdę źle ze samą sobą. Sam fakt, że coś zrobiłam poprawia mi nastrój :) Mam naprawdę wiele planów i marzeń na drodze których stają mi schorzenia przewlekłe, samopoczucie i...ja. Prawdą jest, że człowiek sam jest swoim największym wrogiem. Mam wiele uzależnień ,które nie są dobre. Po części choroba na nie wpłynęła- przez fakt, że muszę przesiadywać często w domu, nauczyłam się marnować czas na internecie oglądając różne filmiki, czytając różne w pewnym sensie niepotrzebne rzeczy. Owszem, czytam też to ,co potrzebuję, oglądam super motywujące dziewczyny z którymi niestety często się porównuję. Patrzę na kogoś i myślę 'jak jej/ jemu dobrze'' ,a czy tak naprawdę jest? Na 100 % tego nie wiem. Każdy przecież ma swoje cierpienia, a pozory często mylą. Kolejne negatywne zachowanie, uzależnienie to niezdrowa żywność. Paradoksalnie będąc osobą chorą przewlekle nie odżywiam się tak, jak powinnam, nie traktuję siebie dobrze, co mój organizm od paru dni mi sygnalizuje, a ja do tej pory to lekceważyłam. Mój chłopak wielokrotnie próbuje mnie hamować w moich pomysłach co by smacznego zjeść, czy wypić. To takie błędne koło, kiedy jedzenie traktuję jako coś ,co pozwala mi się odstresować. Chipsy, kebaby, piwo w weekend. To wszystko po to ,by się oderwać od problemów, oderwać od nich no, a potem dwa razy mocniej oberwać od swojego organizmu, który zarządza bunt. Nie jestem ślepa i widzę. Dostrzegam swoje błędy. Jak to się stało ,że mając lat 21 nie mam żadnych kwalifikacji prócz ukończenia liceum (ale bez matury?) ,uczyłam się w miarę dobrze, do matury nie podeszłam. Po części z braku zdrowia, to był okres ,gdzie musiałam (w sumie nadal muszę ;x) faszerować się sporymi ilościami tabletek ,by normalnie funkcjonować. Tak było po prostu zdrowiej. Nie iść na maturę, ileś tabletek mniej i nie była to całkiem moja decyzja, bo ja do końca ,do 4 maja chciałam na tę maturę iść ,a że nie zdałabym zapewne przez matematykę to już inna kwestia ,bo ...no jestem leniem. Ale jestem leniem organizacyjnie nietypowym ;) Mianowicie jak już przychodzi co do czego i wiem, że trzeba, że najwyższa pora, to zaczynam się uczyć. I uczę się bardzo długo. Do momentu aż wyuczę się na perfekt. Mam umiejętności polonistyczne. Mój pan od polskiego wręcz domagał się ,bym podchodziła do matury, gdy miałam złożoną deklarację maturalną jako jedna z nielicznych chciałam podejść do rozszerzonego polskiego. Lubię czytać i pisać. Przychodzi mi to łatwo. Sama chciałabym napisać coś, co stałoby się bestsellerem. Może kiedyś? :) A może to mój jeden z nowych celów...Takie jedno małe, wielkie marzenie. Jestem trudna i skomplikowana. Chcę więcej niż mogę na tą chwilę mieć. Częściej bywam smutna niż radosna, ponieważ częściej jestem zmuszona siedzieć w domu. O swoich schorzeniach przewlekłych napiszę innym razem, bo trochę tego jest. Zresztą obserwując moje życie na pewno wszystko wyjdzie na jaw. W końcu pewne sprawy są moją codziennością.


Jakby na to wszystko spojrzeć innym okiem, to może i jestem silna. Ale tylko dlatego, że muszę i innego wyjścia nie ma. A jest to siła na granicach wytrzymałości, więc różnie z tym bywa. Nie pasuje mi to jaka jestem w tym momencie, na dwa dni przed Sylwestrem 2016, ale zmierzyłam się z prawdą o samej sobie i chcę coś zmienić. Nawet jeśli zmiany zajmą mi dłużej. Zaznaczyłam wcześniej ,że nie mam kwalifikacji i w zasadzie nic innego poza ukończonym liceum. No więc muszę też dodać ,że jestem w szkole policealnej na kierunku, który mi nie pasuje i mnie nie kręci, ale za coś muszę się utrzymać, coś muszę się uczyć, by móc mieć na leki i życie w miarę przyzwoite. Długo się wahałam w tym roku ,czy nie zrezygnować z tego kierunku i pójść w inną stronę, zostałam tylko dlatego, że chciałam coś mieć ,chciałam mieć ten cholerny papier świadczący ,że mogę wykonywać zawód. No ale los chciał inaczej i powtórzyła się sytuacja sprzed matur. Aby połączyć zajęcia z egzaminami musiałabym się najeść naprawdę dużo tabletek ,by mój organizm jakoś funkcjonował, by moje jelita się nie buntowały ,a migreny z aurą nie doprowadziły do kolejnej utraty pamięci. I tym sposobem moje marzenie, by wreszcie coś ,jakiś nawet głupi papier mieć, przesunie się. O rok? Wiem jedno. NA PEWNO UKOŃCZĘ TO CO ZACZĘŁAM. Choćby to miało być za rok. Po nowym roku idę się dowiadywać do dyrekcji ,kiedy mogłabym podejść do egzaminu zawodowego. Wiem, że dla kogoś kto jest zdrowy moje plany czy marzenia to nic. Niejedna osoba w moim wieku osiągnęła zdecydowanie więcej i zdaję sobie z tego sprawę. Ale dla mnie to naprawdę wiele. Bo ja sobie chyba nie wyobrażam przyszłości z chorobą ,bez kwalifikacji, zwłaszcza, że w naszym kraju ciężko jest i ludziom z wykształceniem, a nie oszukujmy się w rodzinie na zbyt wiele osób liczyć nie mogę, choć wiem, że gdyby było źle, pomogłyby. Pozwolić sobie, aby ZUS cudownie mnie uzdrowił? Wiem, że tak robią :) Szczególnie, że po mnie nic nie widać, że choruję. Chorobę nie zawsze widać na pierwszy rzut oka, ale o tym może kiedy indziej. Moim pierwszym celem jest poprawa zdrowia. Bo bez tego to żaden inny cel nie zostanie spełniony, potrzebuję pokochać samą siebie i zaakceptować. Jak małą dziewczynkę ,którą w sobie mam, jak małe dziecko dla którego byłabym matką. Czy pozwoliłabym mojemu dziecku ,by jadło to co ja? No nie... Trzymałabym go z daleka od tego wszystkiego. Wiem też, że dużo czasu użalałam się nad sobą, ale wiem już również ,że są osoby mające tą chorobę co ja, które żyją i osiągają to, czego chcą, mimo ,że jest ciężko. Już nie chcę tego robić, nie chcę się użalać, choć to także weszło mi w nawyk, pewnie i na to znajdzie się miejsce na moim blogu. Ale jest on moimi 365 dniami do zmian i właśnie o tej drodze będzie opowiadać.


Zostały dwa dni starego roku i starej mnie. Ach ,jakiż oklepany tekst. Tylko ja nie chcę by był oklepany. To są ostatnie dwa dni starej mnie, swoiste pożegnanie z niezdrowym jedzeniem ,a potem walka ze złymi nawykami i przekuwanie je na dobre. Będzie ciężko...dlatego te dwa dni starego roku chcę żyć życiem ,którym żyłam, a potem wszystko to odpuścić. I zacząć z czystą kartą. Czekam na ten relaks! A jutro przechodzę w tryb pielęgnacyjny swojego ciała i w tryb robienia jedzenia na Sylwestra, bo wbrew pozorom ten relaks nie będzie całkowicie niezdrowy, taki...zdrowo -niezdrowy. W Sylwestra często czuję się wyjątkowo, mam nadzieję, że i tym razem tak będzie. Przejmuję się jak się będę czuć, już dziś na noc biorę stały lek przeciw napadom migreny, niestety w żadnej aptece nie otrzymałam tryptanu ,który potrzebowałam. Nie było go nawet w hurtowniach ,dlatego wierzcie mi...lepiej nie chorować, bo później się nawet bez leku zostanie. Nie wiem ,czy znajdzie się ktokolwiek komu będzie się chciało czytać o moim życiu i nawet na to nie liczę. Ale jako ,że blog ma być moją terapią ,to chcę pisać sobie ile wlezie o wszystkim. Czasem wpisy będą długie ,czasem krótkie. Teraz są długie, ale można uznać, że jest to spowodowane przez zbliżający się koniec roku i wszelakie rozmyślania.


Tymczasem do usłyszenia! ;)

Likes

Comments