Cześć!

Ostatnio nie miałam za bardzo czasu i chęci żeby coś napisać ale na szczęście blog ma, zgodnie z moimi przewidywaniami, pozytywny wpływ na moje podejście do odchudzania. Od kiedy zaczęłam, udało mi się wprowadzić już 3 pozytywne nawyki do mojego życia. Pierwszy to picie wody- od wczorajszego wieczora wypiłam już co najmniej pół 1,5 l butelki co kiedyś byłoby czynem niezwykłym. Drugim są spacery. Po wielu miesiącach w siedzącej pracy moja kondycja była na poziomie 0, a teraz dzięki codziennemu chodzeniu odczuwam, że z coraz mniejszą trudnością przychodzi mi ćwiczyć i w ogóle ruszać się. Trzecim wyzwaniem było 50 przysiadów dziennie. W tym celu postanowiłam ściągnąć sobie jakąś aplikację na telefon, która nie tylko liczyłaby ilość wykonanych przysiadów ale również przypominałaby mi o nich. Zdecydowałam się na "300 squats” i szybko zrozumiałam, że 50 przysiadów to za dużo dla mnie... Zresztą nie wykonywałam ich na początku poprawnie bo przy omdlewaniu nóg nie czułam wcale pośladków ale popracowałam nad tym. :) Z każdym dniem czuję jak moja siła rośnie, widzę zresztą, że powoli zaczyna to mieć pożądany wpływ na moje ciało, z czego bardzo się cieszę. Aaa.. Tak poza tym zaczęłam ćwiczyć jednak to cardio. Też z aplikacją. Wchodzę sobie w trening "lekkie cardio”, ustawiam na 5 minut i jazda. Nie jest to dużo i mam ambitniejsze plany ale chcę się wdrażać powoli. Skoro tak długo to trwa, to nie ma co nagle diametralnie przyspieszać.


Moim nowym wyzwaniem, które zaczęłam właściwie dwa dni temu jest powolne jedzenie. Ostatnimi czasy, w wyniku lekkiego stresu i właśnie takiego zapychania się na szybko, zauważyłam, że moje jelita głośno (dosłownie) protestują przeciwko takiemu traktowaniu. Zaczęłam wolniej jeść i dokładniej przeżuwać i od razu zauważyłam poprawę. I ma to jeszcze jeden dobry skutek- szybciej i na dłużej czuję się najedzona. W ciągu całego dnia znacznie mniej zjadam i to bez konieczności wstrzymywania się przed zaglądaniem do lodówki. Polecam spróbować bo chociaż niby to bardzo oczywiste, to wcale nie takie proste. Ja jeszcze czasami muszę się pilnować żeby w pewnym momencie nie połykać wszystkiego jak leci.


Jeśli ktoś jest na diecie albo po prostu walczy o wprowadzeniu dobrych nawyków to powodzenia. Bez wątpienia się da, trzeba tylko odnaleźć dobry dla siebie sposób. Miłego weekendu! :)



Przenieś swój blog na Nouw - teraz możesz importować swój stary blog - Kliknij tutaj

Likes

Comments

Nie napisałam ostatnio nowej notki, ponieważ było mi zwyczajnie za siebie wstyd. Ostatni tydzień był tragiczny pod względem mojego odżywiania. Całymi dniami chodziłam głodna i dopiero po zjedzeniu ogromnej porcji jedzenia, poprawionej słodyczami, mówiłam sobie „okej, czas się wziąć za siebie”. I to działało.. ale tylko do czasu kiedy zaczynałam odczuwać ssanie w żołądku. A czułam to niemal na okrągło i nie mam pojęcia co się stało. Wyjątkowo nie mogę zwalać winy na hormony, więc chyba powinnam postawić na nudę albo tzw. emocjonalny głód. Szczerze mówiąc nawet teraz nie za dobrze wychodzi mi odchodzenie od tego obżarstwa ale przynajmniej jestem świadoma swojego, jakby nie patrzeć, dużego problemu.

Jeśli chodzi o cele jakie tu sobie stawiam, to akurat nie mogę narzekać. Do wody się przekonałam na dłużej niż tydzień i udaję mi się wypić 1,5 l dziennie, chociaż nie będzie to możliwe po powrocie do normalniejszego, niż teraz prowadzę, stylu życia, gdyż toaletę muszę odwiedzać co pół godziny. ;/ Spacery? Przy tej pogodzie naprawdę trudno się zmobilizować do wyjścia na dwór i moknięcia na deszczu, dlatego robiłam kółka po pokoju. Może nie zrobiłam 5 km tak jak sobie postanowiłam, ale zawsze to lepsze niż siedzenie cały dzień i wpatrywanie się w ekran telewizora. ;) Do szczęścia przy tej aktywności brakowało mi jedynie jakiejś dobrej muzyki. Bez niej ciężko mi robić cokolwiek.


A hipnosencja? Załamana sobą postanowiłam spróbować i tego. Stwierdziłam, że i tak nie mam co robić wieczorami, kiedy wszyscy już śpią, więc mogę sobie włączyć. Polecam na sen. :D Niestety nic za darmo więc udało mi się znaleźć tylko jedno nagranie, w którym miły pan kazał mi wyobrazić sobie, że przeszłam operację zmniejszenia żołądka. I może to się wydawać dziwne ale naprawdę czuję jakby to działało. Szkoda mi jednak wydawać pieniądze na coś, czego nie mogę być pewna, więc na razie testuje nagrania o innej tematyce i zobaczymy. Ogólnie, jestem pozytywnie tym zaskoczona. Nie wiedziałam, że potrafię tak mocno się na czymś skupić jak podczas tej hipnozy. Ciekawe doświadczenie.



Cel na ten tydzień? Nie mam pojęcia. Czuję, że w niczym nie wytrwam. Powinnam mimo to spróbować a więc niech będzie 50 przysiadów dziennie. Muszę sobie ściągnąć jakąś apkę przypominającą. ;)



Likes

Comments

No cóż... Nigdy nie należałam do szczególnych wielbicieli aktywności fizycznej. Nie uchylałam się od obowiązku ćwiczenia na wf, uwielbiam grać w siatkówkę, od czasu do czasu pojeździć na rowerze czy spacerować ale... sportowcem to ja nigdy nie będę. Niewątpliwy wpływ na moją postawę miała kiedyś astma, która jak wiadomo, zostaje z tobą do końca życia. W dzieciństwie bywało naprawdę ciężko ale zdecydowanie należę do szczęściarzy, którzy trochę ''wyrośli'' z tej choroby. Obecnie, chociaż zdarza mi się zadyszka przy dużym wysiłku, jestem w stanie normalnie żyć, bez objawów. Nawet nie biorę leków, do których ogólnie mam już wstręt po latach łykania wszystkiego jak leci. Niestety sport nadal nie jest częścią mojego życia, chociaż wiele razy próbowałam jakoś go wkomponować. I co teraz? I co z zalecanym 30! minutowym treningiem cardio, który ułatwia odchudzanie? Od razu czuję, że przepadłam z kretesem, bo choćby nie wiem co nie będę biegać, wstydzę się iść na siłownię albo jakieś zajęcia fitness, a w domu mój zapał topnieje po 3 minutach rozgrzewki. Brzmi bardzo źle, prawda? Sama to wiem. Wspominałam już o tym, że ciężko mi się zmotywować i to jest dokładnie to. A może po prostu jestem zwykłym leniem i powinnam po prostu ruszyć tyłek z kanapy zamiast tyle gadać? Taak.. Wiem, że jestem leniem i powinnam się ruszyć. ;) Co z tego, skoro nic na mnie nie działa.

I dlatego też w ramach mojej blogowej terapii obieram nowy tygodniowy cel: chodzić co najmniej 5 km dziennie. Nadal mało prawda? Zupełnie tak jak ostatnio. Niektórym pewnie wydaje się to nawet śmieszne ale dla mnie samo to już może okazać się pewnym wyzwaniem. W związku z zaistniałymi w moim życiu prywatnym zmianami 3 km dziennie mam pewne ale resztę muszę załatwić sobie sama. Cały czas myślę nad zakupem jakiegoś krokomierza ale zależy mi na tym, żeby było to przede wszystkim dobre i tanie urządzenie, bez niepotrzebnych udziwnień, na których i tak się nie znam. Także zacznę czegoś szukać bo myślę, że taki gadżet może być świetnym wyznacznikiem codziennej aktywności i być może, jakoś nakłoni mnie do robienia większej ilości kroków. Pozdrawiam wszystkich leni i życzę zmiany podejścia do kwestii sportu. Przede wszystkim sobie eh! :)


P.S. Poprzedni tygodniowy cel uważam za zrealizowany! :)

Likes

Comments

Do końca roku zostało 2,5 miesiąca. Dla każdego kto się odchudza, to idealny (jak zawsze w sumie) moment żeby rozpocząć walkę o szczuplejszą sylwetkę, prawda? ''Do nowego roku schudnę tyle i tyle''. Być może komuś to pomaga ale czy mi kiedykolwiek to coś dało? Chyba nie. Oczywiście jest to tylko moja wina bo kompletnie nie potrafię radzić sobie z ograniczeniami. W głowie mam plan idealny a w życiu nie potrafię wytrwać nawet jednego dnia. Już w momencie startu tak naprawdę jestem zawsze na przegranej pozycji. Tym razem chciałabym żeby było inaczej i TO ma mi w tym pomóc. Tzn. blogowanie, dzielenie się doświadczeniami z innymi osobami, zajmowanie sobie czasu, kiedy jedyne o czym myślę to to, że mam ochotę na wielką czekoladę bakaliową. Chciałabym jednak, żeby osoby, które to przeczytają, o ile znajdą się takie, nie myślały, że ważę 150 kg i zaczynam bieg o życie. Na szczęście nie. I oby tak pozostało. A więc kim jestem?


Kobieta, 22 lata, 157 cm wzrostu i jakieś 63 kg kiedy ostatnio stałam na wadze (jakiś miesiąc temu). W tej chwili nie wiem dokładnie ile ważę i nawet nie chcę tego sprawdzać. Daję sobie miesiąc na to, żeby schudnąć 2 kg i wtedy postaram się sprawdzić czy się udało. Mało? Tak, to bardzo mało. A i tak będzie cudownie jeśli faktycznie zobaczę te 61 kg. Nie mam nadzwyczajnych ambicji i nie chcę robić niczego na szybko i tracąc kompletną radość życia. Chcę po prostu zacząć zdrowiej żyć i liczę, że to mi pomoże. Wiem, że w tej chwili, prowadzę bardzo niezdrowy styl życia. Źle jem, nie uprawiam sportu, piję o wiele za mało. Mój plan obejmuje jedynie małe kroki bo nie zamierzam być całe życie na diecie. W ogóle nie chcę tego, co teraz robię, traktować jak diety. Raczej jak próbę zmiany na lepsze. Czy jest ktoś kto też tego chce i ma jakieś dobre rady na początek?


Mój cel na ten tydzień: Zamiast napoi pić samą wodę ( z cytryną bo inaczej to się na pewno nie uda) i od czasu do czasu herbaty z łyżeczką cukru zamiast dwóch. Ogólnie ok. 1l wody dziennie.

Tak mało, a tak naprawdę bardzo dużo. Dzięki miesiącom pracy nad sobą jestem w stanie pić wodę bez odruchu wymiotnego, ale nadal sporo przede mną. Przydałby się sprzymierzeniec w walce ale to czy się uda zależy tylko ode mnie. Muszę spróbować i nie zapominać ani na chwilę, jaka jest nagroda. A zdrowie jest bezcenną nagrodą.

Likes

Comments