No właśnie, dlaczego uważam że me życie to Melodramat? Mam cudnego cwanego Synka... cudownego pomocnego męża... Będę miała córeczkę.... Ktoś by pomyślał że marzenia się spełniają. Ja też tak myślę tylko ta szara codzienność. Rano wstań, na nocnik posadz, leki podaj (A bo mamy stale leki ze względu na wadę wrodzona, ale o tym kiedy indziej), kawę zrób, witaminy weź bo w ciąży, z nocnika zsadz, kawę wypij, śniadanie dziecku daj, ubierz się i dziecko, spójrz na zegar a tu 13! 😲 no to dzidzia spać mama sprząta obiad w między czasie... Dzidzia wstanie amciu daj (na nocniku bo przecież konsekwencja jest najwazniejsza), potem trochę zabawy i znowu leki i znowu spanie i znów zabawa zaraz 19 Tata wróci! kąpiel leki kolacja i Co? I 23 trzeba się położyć bo 2 w nocy młodzież stwierdzi że na polo tv dobre hity lecą i walcz z takim że nie czas na "dylu dylu". Raz na jakiś czas wyskoczy Mama do spozywczaka Czy na spacer polecimy o ile pogoda pozwoli. I tak w kółko. oszalec można uwierzcie. Na początku fajnie luzik nikt nie goni ale po roku takiego życia człowiek robi się tak nerwowy że sam się siebie boi... Ale wdech wydech policz do 10 albo głowa pod poduszkę i udawaj że Cię nie ma przez 5 minut aż ochloniesz. A co ja powiem jak będzie druga dzidzia? jedno będzie krzyczeć jeść a drugie krzyczeć bo Tak? A ja sama. I jednego zostawić żeby drugie przytulić? Jak wybrać które bardziej potrzebuje Cię w tej sekundzie? Co powiem Przemkowi jak Młody powie że nie przytulilam bo Hania ważniejsza? Tyle pytań a do maja jeszcze 5 miesięcy! A najgorsze że nie znajduje odpowiedzi tylko mam nowe pytania...

Likes

Comments

Jak zacząć pisanie o swoim życiu? Zacznę może dlaczego mam taką potrzebę. Jak pisałam jestem Mamą rocznego Franka, żoną 23 letniego Przemka i chodzącym prywatnym i osobistym inkubatorem Hani. 24 tydz. ciąży, równa się ciągłe zmiany nastroju, przy braku snu kiedy ma się na to ochotę, a wiadomo że roczne rozbrykane i niestety już rozpieszczone dzidzi potrzebuje duuuuzo uwagi. Nie jestem idealną mamą żoną i kochanką. Co uświadamiam sobie każdego dnia. I nie będę pisać że nikt nie jest idealny. Gotować nie potrafię chociaż się staram  stwarzać pozory tak samo jak mój małż stara się stwarzać pozory że mu smakuje 😂😂😂 chociaż głodny to wszystko zje wiadomo. Sprzątać nie lubię ale odkąd mój mały terminator sunie po ziemi używając wszystkich kończyn czasem języka i nosa zmuszam się do mycia podłogi co drugi dzień. Wiecie że kiedyś robiłam to raz na miesiąc?! To były czasy... I Tak właśnie żyjąc sobie ze świadomością że Niunio coraz większy coraz fajniejszy że nie karmię i nie uwiazana jestem 24/7 jak dojarka, mając już plany na to co będzie dalej co będę robić po macierzyńskim BUM! dwie kreski. Franek miał 8 miesięcy. Na początku szok i ryk. Potem po przemysleniu sprawy pomyślałam że w sumie spoko za jednym razem odchowam (przecież zawsze chciałam szybko dzieci tym bardziej że małż pomaga jak żaden i tu nie cukruje... Każdy by już rozwód wziął albo zakopal mnie w ogródku... )Ale teraz gdy brzuch wystaje ja wielka jak slonica... Depresja łapie za kopyta i ciągnie ku sobie jak wyciąg narciarski. Tylko ten to się w kółko kręci a mój tylko w dół. Dlatego też właśnie zaczęłam zalic się w Internecie... Kiedyś bym wzięła zeszyt ale teraz... A nóż kogoś to zainteresuje... A nóż ktoś będzie umiał dac kopa w dupe... Pożyjemy zobaczymy...

Likes

Comments