Taras kawiarni w nocy, taki cichy, spokojny, tylko mój, jakby cała ludzkość w sekundzie zniknęła, tylko ja i moje myśli, jakby każdy dźwięk na świecie umilkł, przecież są, stoją naprzeciwko mnie, a czuję, ze ich nie ma, światła się palą, a jednak panuje ciemność. Moje miejsce, na którym siadam od lat stoi puste, jak zawsze wiernie czeka aż na nim usiądę, nigdy nie było inaczej, zawsze to samo miejsce, ta sama cisza mimo tłumu i on, elegancki jak księżyc w pełni, podchodzi i pyta o to samo, odpowiedź z mojej strony regularnie ta sama, odchodzi, lecz dzisiaj widzi smutek w moich oczach i wraca jakby szybciej, rozmawia jakby śmielej, uśmiecha się jakby częściej, nie widzi, że rozmawiam z ciemnością? Otchłań, zauważalna tylko w szczególe, życie tętni, gwiazdy lśnią coraz mocniej, a ciemność nadal skromnie chowa się gdzieś w kącie, widzi mnie, i ja ją widzę , ludzie ją mijają, lecz jej nie widzą, jak ćmy ślepo lgną do światła, i choć sama siedzę w samym centrum jasności, ciemność jest we mnie, a ja w ciemności. Ciemność, kojarzona ze smutkiem, choć według mnie nawet tam można odnaleźć resztkę szczęścia, słońca, światła, nadziei. Ludzie mnie mijają, jedni patrzą, drudzy udają, że nie, że to nie ja siedzę w centralnym punkcie ich wzroku. Twarze, coraz to nowe, lecz wszystkie takie same, smutek w oczach zasłonięty pokaźnym uśmiechem, złudnie, nie trudno odkryć prawdę. Ciemność, znowu pragnie swoich racji, kłóci się ze mną, chcę mnie zabrać do siebie, a ja przecież chronię się wielkimi lampami, nie odejdę stąd, tym razem na pewno z nią przegram, więc im dłużej tu będę, tym dłużej zostanę przy życiu. Muszę walczyć, z samą sobą i z nią jednocześnie, może jednak chcę już do niej dołączyć, może właśnie po to tu przychodzę? Kelner, rozbija moje myśli, jak szkło pierwszego dnia pracy, bezczelny, znowu utrudnia moją decyzję, znowu uśmiecha się tak szeroko, znowu błagalnie patrzy na puste krzesło przy moim stoliku, jakby oczekiwał zaproszenia, uległam, usiadł, a nagle ciemność jakby urosła, nabrała sił, wołała jeszcze mocniej, nie dało się jej zatrzymać, ciągnęła najbardziej jak mogła, ale razem nie ma strachu, nie ma wątpliwości, decyzja podjęta, ciemność jest nami, a my jesteśmy ciemnością.

Przenieś swój blog na Nouw - teraz możesz importować swój stary blog - Kliknij tutaj

Likes

Comments

Dlatego dziś kilka letnich inspiracji, żeby jeszcze bardziej rozgrzać nasze serca i dusze. Lato zbliża się wielkimi krokami, to zdecydowanie moja ulubiona pora roku i już kilka miesięcy wcześniej uwielbiam nakręcać się wszystkim, co związane ze słoneczkiem, ciepłem, luźnymi, krótkimi outfitami oraz innymi szczegółami które kojarzą mi się z latem!

​Spełnianie marzeń, jest dla mnie jak świadome robienie z siebie szczęśliwszego człowieka, nie ważne czy marzeniem jest założenie ogromnej rodziny, osiągnięcie sukcesu w karierze zawodowej, czy wylegiwanie się na plaży w Miami. Cieszcie się słońcem oraz każdym dniem, jakby miał być tym ostatnim. We wszystkim znajduję się ukryte piękno. 

Pozdrawiam! 

Likes

Comments

Wczoraj.

Tak, wczoraj. Mam 20 lat i od ponad pół roku mieszkam w Krakowie, z dala od rodzinnego domu. Po 20 latach mojego życia, wczoraj, 16 maja 2017r. przestałam bać się burzy.

Coś we mnie krzyczało głośniej niż burza, waliło w serce mocniej niż błyskawice, obijało się o głowę bardziej niż deszcz o stary dach na wprost mnie. Bałam się tego bardziej od przerażających wyładowań atmosferycznych. Bywa, że to my jesteśmy zagrożeniem dla siebie samych. Przecież nie można bać się dwóch rzeczy jednocześnie. Strach przeszedł na jedną stronę bardziej, przestałam bać się burzy. A wszystko przez ból, tłumiony w sobie od dawna, wszystko przez emocje, ukryte w głębi i schowane przed każdym. Wystarczyło stanąć i po prostu stawić temu czoła, wykrzyczeć wszystko zagłuszając burze. Strach mija, porywa go echo wypowiedzianych słów.

I może kiedyś wróci, ale dziś? Dziś świeci słońce ☺️



Dzień dobry, witam Cię na moim blogu. Paradoksalnie witam się na pożegnanie, wpadnij jeszcze 🤗

Likes

Comments

Instagram@martymilion_