W życiu każdego prędzej czy później przyjdzie ten moment. Moment, w którym będziemy pewni, zmotywowani i chętni zmian na lepsze.
Nowy rok, nowy ja? Co rok słyszymy to samo, wielkie zmiany postanowienia, rzeczy do zrobienia pozapisywane na karteczkach w nowiutkim kalendarzu.
A co gdybym powiedziała Ci, że każdy dzień jest małym nowym rokiem? Przecież każdy dzień jest jedyny, niepowtarzalny, nigdy go drugi raz nie przeżyjemy. Nie musimy czekać do 1 stycznia, robić przy tym wielkich zapisków lub opowiadać każdemu jak nasze życie zmieni się z nowym rokiem. Każdy dzień jest dobry na zmiany, każdy dzień jest dobry na bycie lepszym, każdy dzień jest tylko raz.
Robić, nie mówić. Złota zasada, przynajmniej dla mnie. Od lat powtarzam sobie ile to ja nie zrobię, ile nie załatwię, jak bardzo się zmienię.. zawsze coś, zawsze coś stało na mojej drodze, zawsze milion pretekstów żeby tego nie realizować.
Zabrzmi banalnie ale, wystarczy to zrobić! Wystarczy jeden, choćby maleńki pierwszy krok, impuls, który pociągnie Nas dalej i dalej i pomoże wytrwać w tym, co chcemy robić.
W życiu można osiągnąć wszystko, wystarczy chcieć i po prostu po to sięgnąć.

„Nawet najdalsza podróż zaczyna się od pierwszego kroku.” - Laozi

Zaprojektuj swój blog - wybierz jeden z mnóstwa gotowych szablonów na Nouw lub utwórz własny, metodą „wskaż i kliknij” - Kliknij tutaj

Likes

Comments

Taras kawiarni w nocy, taki cichy, spokojny, tylko mój, jakby cała ludzkość w sekundzie zniknęła, tylko ja i moje myśli, jakby każdy dźwięk na świecie umilkł, przecież są, stoją naprzeciwko mnie, a czuję, ze ich nie ma, światła się palą, a jednak panuje ciemność. Moje miejsce, na którym siadam od lat stoi puste, jak zawsze wiernie czeka aż na nim usiądę, nigdy nie było inaczej, zawsze to samo miejsce, ta sama cisza mimo tłumu i on, elegancki jak księżyc w pełni, podchodzi i pyta o to samo, odpowiedź z mojej strony regularnie ta sama, odchodzi, lecz dzisiaj widzi smutek w moich oczach i wraca jakby szybciej, rozmawia jakby śmielej, uśmiecha się jakby częściej, nie widzi, że rozmawiam z ciemnością? Otchłań, zauważalna tylko w szczególe, życie tętni, gwiazdy lśnią coraz mocniej, a ciemność nadal skromnie chowa się gdzieś w kącie, widzi mnie, i ja ją widzę , ludzie ją mijają, lecz jej nie widzą, jak ćmy ślepo lgną do światła, i choć sama siedzę w samym centrum jasności, ciemność jest we mnie, a ja w ciemności. Ciemność, kojarzona ze smutkiem, choć według mnie nawet tam można odnaleźć resztkę szczęścia, słońca, światła, nadziei. Ludzie mnie mijają, jedni patrzą, drudzy udają, że nie, że to nie ja siedzę w centralnym punkcie ich wzroku. Twarze, coraz to nowe, lecz wszystkie takie same, smutek w oczach zasłonięty pokaźnym uśmiechem, złudnie, nie trudno odkryć prawdę. Ciemność, znowu pragnie swoich racji, kłóci się ze mną, chcę mnie zabrać do siebie, a ja przecież chronię się wielkimi lampami, nie odejdę stąd, tym razem na pewno z nią przegram, więc im dłużej tu będę, tym dłużej zostanę przy życiu. Muszę walczyć, z samą sobą i z nią jednocześnie, może jednak chcę już do niej dołączyć, może właśnie po to tu przychodzę? Kelner, rozbija moje myśli, jak szkło pierwszego dnia pracy, bezczelny, znowu utrudnia moją decyzję, znowu uśmiecha się tak szeroko, znowu błagalnie patrzy na puste krzesło przy moim stoliku, jakby oczekiwał zaproszenia, uległam, usiadł, a nagle ciemność jakby urosła, nabrała sił, wołała jeszcze mocniej, nie dało się jej zatrzymać, ciągnęła najbardziej jak mogła, ale razem nie ma strachu, nie ma wątpliwości, decyzja podjęta, ciemność jest nami, a my jesteśmy ciemnością.

Likes

Comments

Wczoraj.

Tak, wczoraj. Mam 20 lat i od ponad pół roku mieszkam w Krakowie, z dala od rodzinnego domu. Po 20 latach mojego życia, wczoraj, 16 maja 2017r. przestałam bać się burzy.

Coś we mnie krzyczało głośniej niż burza, waliło w serce mocniej niż błyskawice, obijało się o głowę bardziej niż deszcz o stary dach na wprost mnie. Bałam się tego bardziej od przerażających wyładowań atmosferycznych. Bywa, że to my jesteśmy zagrożeniem dla siebie samych. Przecież nie można bać się dwóch rzeczy jednocześnie. Strach przeszedł na jedną stronę bardziej, przestałam bać się burzy. A wszystko przez ból, tłumiony w sobie od dawna, wszystko przez emocje, ukryte w głębi i schowane przed każdym. Wystarczyło stanąć i po prostu stawić temu czoła, wykrzyczeć wszystko zagłuszając burze. Strach mija, porywa go echo wypowiedzianych słów.

I może kiedyś wróci, ale dziś? Dziś świeci słońce ☺️



Dzień dobry, witam Cię na moim blogu. Paradoksalnie witam się na pożegnanie, wpadnij jeszcze 🤗

Likes

Comments

Instagram@martymilion