Nasza zwyciężczyni #nouw30daychallenge właśnie wróciła z inspirującej wycieczki do Londynu. Zobaczcie, jak ze swoim chłopakiem Oscarem zwiedzali okolice, jedli niesamowite jedzenie i szukali prawdziwych "perełek".

Chwila jazdy uberem lub metrem na wschód i jesteśmy w Shoredich, jednej z najoryginalniejszych dzielnic Londynu. Klimatyczne sklepy, mury pokryte artystycznym graffiti i muzyka ulicznych grajków. Szukasz miejsca, gdzie znajdziesz to wszystko? Zapraszamy do Shoredich - najlepszej dzielnicy Londynu!



Razem z moim chłopakiem Oscarem wylądowaliśmy około 13 i od razu wzięliśmu Ubera do naszego hotelu. We współpracy z citizenM (6 Hollywell Lane), zameldowaliśmy się w owym hotelu, zlokalizowanym w samym centrum Shoredich. Pierwszą rzeczą, która rzuciła nam się w oczy, była Instagramowa ściana pokryta niesamowitym graffiti. Reszta ściany to szkło, a tuż za nią wielka litera M, dedykowana dla wszystkich spragnionych przygód; "a Mobile citizen of the World". W hotelu zostaliśmy powitani mini galerią ze zdjęciami sławnych osób, takich jak Tupac, Pablo Escobar, Marylin Monroe, Matisse, Easy-E i wielu innych. Nie zapominajmy również o oryginalnym umeblowaniu. Design nawiązuje do prac wielu znanych fotografów, projektantów i innych artystów. Hotelowe lobby jest doskonałym miejscem, jeśli szukacie inspiracji i pozytywnej energii.

Obsługa pomogła nam z zakwaterowaniem i doradziła, co warto zobaczyć. "Jeśli chcecie zatrzymać się w Shoredich, musicie koniecznie mieć najlepszy widok na całe miasto!", opowiadali, kiedy klikałam na kolejne wskazówki dotyczące check-inu. Oczywiście obsługa była cały czas do pomocy na miejscu.



Kiedy weszliśmy do pokoju, przywitała nas eksplozja kolorów. Mam tu na myśli prysznic i toaletę w neonowych kolorach, które samodzielnie można było zmieniać. Razem z Oscarem mówiliśmy niezliczoną ilość razy "wow", za każdym razem zauważając nowy szczegół. Inspirujące cytaty na mydle i szamponie, wysuwana suszarka do włosów, czy poduszki zapraszające cię do poduszkowej bitwy. Wszystkie pokoje mają łóżka w rozmiarze king size, oświetlenie oraz muzykę, którą dostosujesz w zależności od nastroju, międzynarodowe gniazdka, elektryczne zasłony, darmowe wifi i masę filmów (również za darmo) i tak, nawet mini bar był bezpłatny. Wszystkie dogodności w pokoju kontroluje się za pomocą iPada. CitizenM wie, czego potrzebuje współczesny turysta, więc nie ma potrzeby zabierania ze sobą dodatkowych poduszek, lub innych niedorzecznych przedmiotów.



Po rozpakowaniu i odświeżeniu się zdecydowaliśmy, że czas na lunch w Boxpark, zlokalizowanym tuż obok naszego hotelu. Boxpark to nowoczesne miejsce, w którym znajdziesz streetfood oraz lokalne i międzynarodowe sklepy, wszystkie w boxach. Niestety boxpark był akurat w remoncie, więc ruszyliśmy w stronę centrum. Przeszliśmy przez Victoria Embakment Garden (świetne miejsce na piknik), aby spotkać się z przyjaciółmi, którzy w tym samym czasie byli w Londynie, i wspólnie pójść na wieczór z winem i tapas w Polpo (6 Maiden Lane) zlokalizowanym w Convent Garden. Polpo to bácaro, wietnamskie określenie na miejsce, w którym serwuje się proste jedzenie i włoskie wino w prosty sposób. Wina nie pije się tutaj w kieliszku, lecz w zwykłych szklankach.

Wskazówka: restauracja nie prowadzi rezerwacji, bo zawsze jest pełna, lepiej więc bądźcie tam nieco wcześniej, aby odczekać swoją kolejkę. Wróciliśmy do hotelu około północy i migiem poszliśmy do łóżka.



W niedzielny poranek nie czuliśmy się zbytnio rozbudzeni, na szczęście mieliśmy w hotelu citizenM brunch. Hotelowe śniadania zawsze są dobre, ale to było coś niezwykłego. Stacja z bloody mary, najlepszy chleb bananowy, jaki jadłam, różne rodzaje marmolady (na przykład cytryna z tequilą) i croissantowe niebo. W momencie, kiedy dopijałam smoothie, w hotelu rozbrzmiał alarm. Na szczęście, dzięki obsłudze wszystko poszło szybko i po chwili mogłam dokończyć śniadanie.



Chciałam spędzić cały dzień w hotelu, ale nadszedł czas zwiedzania wschodniej części miasta. Niedziela oznacza w Londynie uliczne markety, więc pierwszym miejscem, w które się udaliśmy był Columbia Road Flower Market; eksplozja kolorów z tysiącem kwiatów od których dosłownie omdlewaliśmy z zachwytu. Jedni właściciele stoisk opowiadali o różnych rodzajach kwiatów, jakie posiadają, ktoś inny opowiadał o peoniach w bardzo śmieszny sposób. Możecie tutaj znaleźć od malutkich peonii, po ogromne drzewa. Poza targiem kwiatowym były tu również antykwariaty i kawiarnie pod chmurką.

Wskazówka: jeśli wybieracie się na Brick Lane, odwiedźcie tamtejszy market i spróbujcie indyjskiego jedzenia w jednej z małych, indyjskich restauracji. To doskonałe miejsce dla osób, które szukają lokalnych wyrobów, ciuchów w stylu vintage i oszałamiającego street foodu.



Po tych wycieczkach i zakupach przyszedł czas na powrót do hotelu i zmianę outfitu. Będąc w Shoredich nie mogliśmy pominąć jednej z najpopularniejszych restauracji sushi; restauracja nosi nazwę SushiSamba. Co sprawia, że jest taka świetna? Połączenie kuchni japońskiej, brazylijskiej i peruwiańskiej sprawia, że spróbowanie każdej potrawy jest poprzedzone ogromną ekscytacją. Wisienką na torcie jest fakt, że restauracja zlokalizowana jest na 38 i 39 piętrze, nie ma więc lepszego punktu widokowego. Pamiętajcie, że aby wejść do tej restauracji, trzeba być odpowiednio ubranym, a także przejść przez bramki, takie same jak na lotnisku, aby dostać się do windy. Po kilku drinkach, pięciu daniach, deserze i zdjęciach przy ich popularnym pomarańczowym drzewie przyszedł czas na powrót uberem do hotelu, gdzie zasnęliśmy niczym para królewska w ogromnym łóżku.



Poniedziałek nadszedł stanowczo za szybko. Kontynuowaliśmy naszą wycieczkę ulicami Shoredich Pierwsza ulica to Whitby Street, zlokalizowana dosłownie rzut beretem od hotelu i Boxpark. Znajdziesz tu street art i przytulne uliczki, w sam raz na spacer.

Wskazówka: jeśli jesteście w pobliżu Boxpark, the Boundary Hotel, w którym znajduje się Albion Café i Boundary Rooftop Bar (2-4 Boundary Street) jest wspaniałym miejscem, aby coś przegryźć.

Spacerowaliśmy wzdłuż Brick Lane i Spitalfields Market, targowisko na dachu, gdzie można robić zakupy w każdy dzień tygodnia. Przeszliśmy przez wszystkie stoiska, przymierzając kapelusze i siadając w kawiarni - byliśmy zbyt najedzeni z powodu food trucków znajdujących się na każdym kroku.

Uliczne markety i sklepy w stylu vintage we wschodniej części Londynu są marzeniem. Blitz Vintage (55-59 Hanbury St, London E1 5JP) jest jednym z największych sklepów vintage w Europie z cudowną przestrzenią i jeszcze lepszym towarem. Macie szanę znaleźć tu unikatowe rzeczy, ale zwracajcie też uwagę na ulotkarzy, którzy często na rogu różnych ulic rozdają kupony zniżkowe (10& zniżki). Po chwili odpoczynku wróciliśmy do citizenM, żeby się spakować i wymeldować.



Chcieliśmy wykorzystać każdą sekundę przed powrotem do domu. Mogliśmy zostawić nasze bagaże bezpłatnie w hotelowej przechowalni, co było dużą ulgą. Po krótkiej rozmowie z obsługą wybraliśmy się do The Blues Kitchen (134-146 Curtain Road) na burgera i piwo. Zawsze dobrze spytać obsługę, gdzie zazwyczaj je. Tak właśnie znajduje się prawdziwe perełki, oddzielone od typowo turystycznych miejsc.

Wracając do hotelu razem z Oscarem upajaliśmy się zapachami z pobliskich restauracji, muzyką ulicznych artystów, a nasze oczy podziwiały budynki pokryte graffiti. Zrobiłam ostatnie zdjęcie ściany z graffiti w citizenM (które stało się dla nas codziennością po tym czasie) i uściskałam obsługę na pożegnanie. W czasie, gdy Oscar zamawiał nam ubera, ostatni raz przeszłam się po hotelowym lobby, aby zaczerpnąć inspiracji. Z pewnością odwiedzę jeszcze Shoredich, gdy kolejny raz wybiorę się do Londynu, aby zobaczyć jeszcze większą część tej wspaniałej okolicy.


Miejsca:

citizenM - 6 Holywell Lane

Polpo - 6 Maiden Lane

Albion Café & Boundary Rooptop Bar - 2-4 Boundary Street

Blitz Vintage - 55-59 Hanbury St

The Blues Kitchen - 134-146 Curtain Road


Tekst & zdjęcia: Neda Sadejou (@neda)


Writer
Editorial staff