„Lily was here” to kultowy utwór z kategorii evergreen-ów. Dlamnie to dźwiękowa pocztówka z czasów dzieciństwa. Bardzo wczesnego dzieciństwa,które składa się dla mnie z kolażu przypadkowych momentów. Jednym z nich jestchwila kiedy siedzę w kuchni, jeszcze przed wyjściem do przedszkola, jemprzygotowane przez mamę śniadanie, a w radiu leci właśnie ta piosenka. Zawszekiedy słyszę jej pierwsze takty uruchamia mi się retrospekcja z czasów błogiegodzieciństwa.

Zapamiętujemy zmysłami, obrazami, kolorami, zapachami, smakami i...dotykiem. Do tego dochodzą emocje - krótkie, niewypowiedziane wrażenia,pamięć podobna do snu na jawie, kiedy nie wiesz dokładnie co się dzieje, pozatym że JESTEŚ i CZUJESZ.

Lubię kolekcjonować swoje wspomnienia, przyglądać się im raz najakiś czas, dopieszczać i - o zgrozo - poprawiać. Tak! (Nie)stety podobno dasię zmienić raz zapisane wspomnienia przez ich ponowne przywoływanie. Jeszczebardziej lubię jednak chłonąć przy pomocy zmysłowych obrazów wspomnienia innychludzi. Życie nie składa się przecież z prostej sekwencji zdarzeń:"poszłem", "przyszłem", "zrozumiałem". Czyopowieść nie układa się lepiej kiedy myśli się całymi kadrami? Poznając dzieńbohatera opowieści można najpierw dowiedzieć się jakiego koloru była tego dniajego koszula, usłyszeć dźwięk piosenki towarzyszącej mu przechodzeniu przezulicę albo dowiedzieć się o złośliwej rączce od torby, z którą bohater musiałsię szamotać przy zamykaniu bramy wejściowej i kasowaniu biletu w autobusie.Obrazki, kolory, dźwięki i emocje i całe wspomnienie robi się soczyste, żywe inagle jest znowu tu i teraz...

Pewna kobieta potrafi opisywać w ten sposób swoje życie. Jestwyjątkowo piękną osobą, jedną z tych, których piękno fizyczne dorównuje pięknuduszy. Opowiedziała mi o jednym ze swoich życiowych zakrętów, kiedy porozwodzie jako samotna 25-letnia matka usłyszała, że przegrała życie. Widzę jąidącą do pracy, ubraną w letnią sukienkę, w ciepły, letni poranek, kiedypowietrze jest jeszcze miękkie i delikatne, a zarazem wystarczająco rześkie bycieszyć obietnicą nowego początku. Dziewczyna jest piękna i zwraca na siebieuwagę wielu mężczyzn, sama jednak zauważa tylko stojących w brudnej bramiedwóch, skacowanych mężczyzn. Nie ma wątpliwości, że ściągnęła na siebie ichuwagę i delikatnie mówiąc nie czuje się z tym komfortowo. Ale jeden z nichwoła: "Zobacz jaka ładna!", na co drugi odpowiada: "Zostaw ją.Ale zobacz jaka smutna...". Tak niewiele wystarcza jej, żeby zmieniłaswoje usposobienie i ogląd życiowych spraw. Dziś, trzydzieści lat później,kobieta jest jedną z najpogodniejszych osób jakie znam, bo ten jeden krótkimoment z przeszłości wystarczył, żeby otrzeźwiała. Metafizyka wkraczającabrutalnie w prozę poranka. Ale to ujęcie wspomnienia w filmowy kadr dodało mugłębi, odwracając uwagę od, bądź co bądź, banalnej prawdy, że nikomu nie jestdo twarzy ze smutkiem.

Likes

Comments


Żyjemy w czasach kultu samodzielności i przedsiębiorczości. Dziś każdy chce stworzyć coś „własnego”. Zewsząd otaczają mnie newsy i artykuły pochwalne na temat umiejętności zbudowania marki od zera. W mediach roi się od wywiadów z twórcami i peanów nad ich determinacją, konsekwencją w działaniu i siłą. Sprawcza siła, silna wola, kreatywność – zwykło się myśleć, że przy ich wykorzystaniu można sięgnąć gwiazd (uwaga, niebezpieczeństwo ślepej uliczki!).

Nieważne czy będzie to własna firma, własna książka, własny blog, vlog, własna muzyka, etc. Choć wiele z takich inicjatyw, w szczególności w świecie celebrytów, wydaje się być nieco wystudiowanych i na siłę, to z drugiej strony, gdyby homo sapiens nie był z natury ambitny, 99% naszego otoczenia (i nas samych) byłoby inne. Począwszy od tych wszystkich tech-nowinek i przedmiotów ułatwiających codzienne życie w XXI wieku, po idee, które zmieniły nasz sposób myślenia. I dobrze, jest coś pięknego i wzniosłego w powoływaniu do życia nowych wartości, tych osławionych wartości dodanych. Trudno przecież oprzeć się pokusie stworzenia "czegoś z niczego".

Dobrze, skoro tak, to ten blog również powstał z potrzeby zaspokojenia egoistycznych ambicji stworzenia czegoś swojego, indywidualnego i spersonalizowanego. A że tym, co przynosiło mi w życiu najwięcej satysfakcji zawsze było pisanie, to próbuję "pisać”. Nie wiem jeszcze jak, o czym i w jakiej formie, ale próbuję…

Likes

Comments