Oczywiście, że taką osobą jest moja starsza siostra, Marysia.

Pomimo tego, że Marysia mieszka w Polsce, a ja w Bułgarii, mamy ze sobą bardzo dobry kontakt i nie wyobrażam sobie, żebyśmy do siebie nie dzwoniły i nie opowiadały co u nas słychać. Wiadomo, że są dni, kiedy się nie odzywamy, bo mamy różne grafiki, zajęcia i obowiązki, ale po tych kilku dniach ciszy linia telefoniczna rozgrzewa się do czerwoności.

Mam nadzieję, że Marysia wie, że może na mnie liczyć tak samo, jak ja liczę na nią.

Przenieś swój blog na Nouw - teraz możesz importować swój stary blog - Kliknij tutaj

Likes

Comments

Kto w dzieciństwie nie był fanem Ich Troje, niech pierwszy rzuci kamień. Ja byłam. Miałam ich kasety, plakaty, a dzięki czasopismom typu Bravo i Popcorn, byłam na czasie z najświeższymi plotkami na ich temat. Pod koniec szkoły podstawowej się to zmieniło i moją ulubioną piosenkarką zaczęła być Avril Lavigne. Podobał mi się jej buntowniczo-rockowy wizerunek i piosenki, które wszystkie znałam na pamięć.

Niemniej jednak, od czasów liceum, czyli już około 9-10 lat, moim ulubionym artystą jest Chris Martin i zespół Coldplay. Wydaje mi się, że to się nigdy nie zmieni i nawet pomimo wypuszczenia gorszego singla, dla mnie wciąż będą Numerem 1. Dlaczego? Bo urzeka mnie magia głosu Chrisa Martina i melodie, które można puścić niezależnie od nastroju. Zespół od samego początku pozostaje wiernym swojemu stylowi z początków istnienia (no, może oprócz ostatnich singli, w których eksperymentują z elektroniką), gra charytatywnie i przez swoją muzykę stara się szerzyć pokój i miłość. Dodatkowo, każdy ich koncert jest dopracowaną technologiczną bombą, która zostawia każdego fana pod ogromnym wrażeniem.

Zdjęcie powyżej zrobiłam w czerwcu 2017 roku w Warszawie na ich koncercie. To była jedna z lepszych imprez, na których byłam, i którą na długo zapamiętam. Kupując bilet na ten koncert spełniłam swoje marzenie i gdyby tylko grali w Sofii, nie wahałabym się ani minuty!

Likes

Comments

Pierwsza myśl, która przyszła mi do głowy czytając temat przewodni dzisiejszego dnia to to, że kocham podróże. Nie mam co do tego wątpliwości i myślę, że będę je kochać do końca życia.

Uwielbiam cały proces przygotowawczy do każdego wyjazdu, to znaczy czytanie relacji z podróży innych blogerów, planowanie tras zwiedzania, miejsc do zobaczenia, do skosztowania lokalnej kuchni. Uwielbiam unikalność każdego miejsca i fakt, że na każde zdjęcie, na każdy krok w nowym kraju ciężko zapracowałam sobie sama. Każdy, kto lubi podróżować, doskonale zna to uczucie. A że podróżuję sama? Co z tego. Każdy ma do tego prawo.

Gwoli wyjaśnienia, zdjęcie z dzisiejszego posta zrobiłam na plaży w Portoryko, w 2014 roku. Dzisiaj, pod koniec 2017 roku, oszczędzam pieniądze na wyjazd do pięciu krajów Ameryki Południowej, czyli Chile, Argentyny, Urugwaju, Paragwaju i Brazylii. Wiem, że jeszcze długa droga przede mną do spełnienia tego podróżniczego marzenia, ale czuję, że dojrzałam już do odhaczenia kolejnego kontynentu i to tylko kwestia czasu zanim wsiądę w samolot i polecę na drugi koniec świata.

A zatem - stay tuned :)

Likes

Comments