Nie jem kotów. Nie rysuję pentagramów na podłodze i przy zapalonych świecach nie składam w nich ofiary szatanowi. Nie obrażam Boga, papieża ani religii katolickiej. A jednak byłam nazywana satanistką od dziecka. Bo nie chciałam chodzić do kościoła.

Jak byłam mała lubiłam chodzić na majowe, na różaniec, odmawiać zdrowaśki do mikrofonu. Wydaje mi się, że bardziej mi w tym wszystkim chodziło właśnie o tę grupową modlitwę z dziećmi, o piękne słowa, niż o samego Boga. Pierwsza Komunia -ważne wydarzenie, pierwsza spowiedź, stres, duma, że mogę wreszcie iść w niedzielę razem z dorosłymi do ołtarza. Duma, bo przyjęłam Jezusa. Ale bardziej, bo mam piękną sukienkę, loki i dostałam tyle książek! I kamerzysta mnie filmował, zupełnie jak na ślubie! Odczucia moich koleżanek były takie same. Trudno w wieku 8 lat rozumieć to wszystko, z czym wiąże się spowiedź, komunia święta. Czy też może wszyscy to rozumieją, tylko my nie?

Jednej rzeczy nie lubiłam nigdy -procesji na Boże Ciało. Upał, ludzie śmierdzący potem albo środkami na mole, słońce. Miałam 10 lat, mama wysłała mnie na procesję. W, co prawda, przewiewnej sukieneczce, ale bez czegokolwiek na głowę, bo nie wypada, bez kremu z filtrem, bez picia. I z przykazaniem, że potem jeszcze mam iść na mszę. Czemu ona i tata wtedy nie poszli -nie wiem, jedno musiało zostać z ośmiomiesięcznym bratem, a drugie? Pewnie się nie chciało, bo upał. No ale, ja iść musiałam :)

Dwie godziny później, końcówka procesji, ja już umieram, marzę o lodach, albo o wodzie. Kiedy spotkałam najlepszą przyjaciółkę, której babcia kazała iść na procesję i kiedy zaczęła mnie namawiać, żebyśmy poszły do niej zamiast na mszę, 300 metrów od kościoła, dostaniemy lody, pobawimy się -nie musiała mnie długo namawiać. Z jednej strony to nie było mądre, absolutnie. Ale z drugiej, gdyby mi się coś stało, to prędzej skontaktowałaby się z moimi rodzicami babcia przyjaciółki niż pani X albo pan Y, którzy nie mają pojęcia, kim jestem.

No wydało się. Mamie się jednak zachciało pójść na mszę i nie widziała mnie w kościele, wróciłam do domu chwilę po niej. Zapytała, co było na kazaniu, a ja zapomniałam, że kazania na mszy po procesji nie ma. Ale na awanturę jakbym nie zdała do następnej klasy chyba nie zasługiwałam. I na szlaban na komputer, bibliotekę, telefon... Nie żebym nie dawała rady jakoś do tej biblioteki, minutę drogi od szkoły, podskoczyć. Swoją drogą, dziwne podejście -zamiast się cieszyć, że dziecko czyta, dajmy mu szlaban.

Przez następne trzy lata nadal chodziłam, mniej lub bardziej chętnie. Problem się zaczął, jak w wieku trzynastu lat rozchorowałam się. Nieprawidłowa diagnoza, brak leczenia, jedna choroba przeszła w drugą -miesiąc w szpitalach, pół roku w domu, nauczanie indywidualne, powikłanie przez następny rok. Niemalże zero wychodzenia z domu w ciągu tych sześciu miesięcy, co za tym idzie, zero kościoła. Jak już poszłam, w czerwcu... Zdałam sobie sprawę, że za tym nie tęskniłam. Że nie chcę, nie czuję, nie potrzebuję. A jak będę potrzebowała -przecież mogę zawsze iść. Zaczęłam też myśleć, zadawać katechetce i rodzicom pytania -na które nie otrzymywałam satysfakcjonujących odpowiedzi. Na to, że wątpię odpowiedź była jedna "módl się i chodź do kościoła!". Ok, może i to jest sposób, może działa u niektórych, mnie jeszcze bardziej zniechęcał. Nie lubię, jak się mnie do czegoś zmusza "bo tak". Bez wytłumaczenia i porozmawiania ze mną jak z człowiekiem.

Myślałam, że spotkam się ze zrozumieniem, z pomocą, z wytłumaczeniem, w końcu mam mądrych rodziców z dużą wiedzą o świecie. Nie, nie spotkałam się. Byłam siłą i szantażem wysyłana do kościoła. Nagle zaczęli mnie straszyć egzorcyzmami, nazywać satanistką. Dlaczego? Bo nie chcę chodzić do kościoła. Bo słucham satanistycznych zespołów (pozdrawiam błędy młodości, czyli Tokio Hotel). Bo czytam książki o magii i wampirach (pokolenie Harry'ego Poterra i bum na "Zmierzch", "Pamiętniki Wampirów", "Dom Nocy" i wiele innych -Saga o Ludziach Lodu na przykład). To jest złe, ja jestem zła. Może bym to jeszcze jakoś ogarnęła swoim umysłem, gdyby nie to, że rodzicielka sama pierwszy tom Harry'ego przeczytała i umieściła w artykule jeden motyw z niego. No to jak to, artykuł można, a ja już nie mogę?

Broniłam się oczywiście. Grzecznie najpierw, chciałam argument zbić argumentem, no ale nie da się walczyć z argumentami "jest satanistą, bo się maluje i ma koszulkę z głową kozła", "Harry Potter jest zły, bo magia, bo są istoty żywiące się nieszczęściem innych, bo Voldemort wygląda jak wąż, bo wampiry piją krew". Niegrzecznie też się nie dało. Potrafili z dnia na dzień zażądać zdjęcia plakatu grożąc, że mi go podrą (co raz zrobili). Albo mama potrafiła zrzucić mi wszystkie książki, które stały u mnie na półkach i grozić, że mi je spali. Moje książki, kupione za pieniądze nie od nich, ale na przykład od babci. Albo książki, które dostałam od chrzestnej. Czy też wreszcie sprzedałam jakąś rzecz albo ubranie i za to sobie kupiłam. Bo to nie moje. Bo dopóki mieszkam z nimi, to nie mam nic swojego, wszystko jest ich. A to wszystko dlatego, że mama przypomniała sobie w połowie mszy, że mam iść i chciała mnie zawieźć, a potem poszłabym od razu na korepetycje umówione na 13. Powiedziałam, że to nie ma sensu, że po co, w połowie? Jak będę dla księdza wyglądać jak wejdę do kościoła? To pójdę na następną mszę. Ale wtedy spóźnię się na korki! To wyjdziesz wcześniej. Mamo, to nie ma sensu, to już nawet ja uważam, że jak mam iść, to od początku do końca, bo na tym to polega. Przepychanka słowna trwała, już się poddałam i rzuciłam jakimś żartem, już nie pamiętam jakim. I wtedy dostała piany. Na pewno nie był chamski ani nie obrażał wiary, bo bym zapamiętała.

Nie, nie poszłam na mszę. Mimo że mnie zawiozła pod same drzwi kościoła. Poszłam się wyryczeć w ramię przyjaciółki i myśleć, gdzie ja mam schować książki, żeby im nic nie zrobili.

Jak poznałam ludzi słuchających metalu i zaprzyjaźniłam się z nimi, było jeszcze gorzej. Metallica, Nightwish, Hunter, Evanescence, Epica czy Within Temptation... Nie będę wymieniać wszystkich, nie ma sensu. Ich śpiew w każdym razie nie polegał na tym gatunku metalu, który brzmi, jakby ryczał, bekał i szczekał do mikrofonu przy ostrej muzyce, ubrany przy tym i pomalowany tak, że dziecko by się przestraszyło. Bez obrazy oczywiście, nie uważam tego za nic złego :D Większość ludzi nawet powie, że jak słucham Metallici to jestem pozerem :D Mamie się nawet fragment piosenki Nightwisha spodobał, dopóki nie usłyszała, jaki to zespół i że to metal. Aha.

No i oczywiście: jak ja wyglądam w tych koronkowych spódnicach i gorsetach, jak szczur na otwarcie kanału, nie mogę się ubrać jak każda ładna, normalna, miła dziewczyna? I te glany, jak ja wyglądam, niska dziewczyna w glanach, przezabawnie i w ogóle nieładnie! Dziwoląg, jedyna w miasteczku się tak ubierasz, wszyscy się na ciebie gapią. Ale ja nie chciałam wyglądać jak wszyscy. Identyfikowałam się z jedną grupą ludzi, chciałam wyglądać tak jak oni. Podobały mi się gotyckie modelki. I nie obchodzi mnie, co ludzie na naszym zadupiu mniejszym o mnie myślą. I podobno mamo ciebie tez nie obchodzi.

Chyba jednak mimo pozerstwa, że nie obchodzi, zawsze obchodziło, i to bardzo.

Chcieli mnie zabrać na egzorcyzmy do kościoła. Na szczęście porzucili ten pomysł, ale wielokrotnie mnie straszyli. Kiedyś, wkurzona i już bez sił, wypiłam szklankę wody święconej. Nie, nie spadło na mnie siedem plag egipskich, nie padłam też w drgawkach na ziemię i nie wyszło ze mnie sto diabłów. Chciałam mieć spokój, ale nie wyszło.

Spokój miałam dopiero jak wyjechałam na studia. Kiedy po licznych "masz chodzić do kościoła w niedzielę" zdali sobie wreszcie sprawę, że nic to nie da, i tak nie pójdę.

Mam 23 lata. Chyba wierzę w Boga, jestem silnie antyklerykalna, nie podoba mi się religia katolicka. Przyglądam się innym odłamom od kilku lat, zastanawiam się, czy nie wybrać protestantyzmu. Wypisać się z kościoła chyba nie ma sensu, skoro przez większość czasu myślę, że wierzę w Boga i często wbrew pozorom się modlę. Ale też mam okresy, kiedy się nie modlę i wątpię we wszystko. Nie wiem, co z tym zrobić. Wiem tylko, że jakiekolwiek naciski rodziny będą -dziecka nie ochrzczę. Pozostawię mu wybór. I pomogę w tym wyborze, żeby nie było tak zagubione i sfrustrowane jak ja teraz.

Likes

Comments