GOOOOOOOOOOOOO

Skąd pomysł na bloga.

Odkąd pamiętam nigdy nie byłam "singielką" Do teraz. Był Pan X który był ze mną od wieku siksy nastolatki i tak trwał do 22 wiosny .Ja dorosłam ale Pan niekoniecznie chciał I Bogu dzięki, ze się opamiętałam. Dalej był Pan X prim , już konkretniejszy. Z X Prim trwałam ładne 4 wiosny ale i temu nadszedł koniec. Łącznie bycie z kimś zajęło mi ładne 10 lat.

Zawsze śmiałam się z portali społecznościowych. Było to dla mnie tandetne - jakby nie można było znaleźć kogoś w realnym świecie. Jesteś aż tak brzydki/brzydka ,że wstydzisz się podejść do kogoś na lajfie? Okazało się jednak, że nie tylko to wchodzi w pakiet założenia profilu na sympatii,tinderze,badoo itp. Są jeszcze inne uwarunkowania które mnie ograniczają w tym jak wspomniałam LAJFIE, takie jak :

  • Praca - nie jestem korpo-szczurzycą pracującą w misz maszowym świecie ludzi.
  • Znajomi . Wszyscy w koło albo ; pochajtani,albo pozaręczani, albo mają juz dzieci, wszyscy są " z kimś " Nie ma już czasów, że dzwonisz do kumpeli i pytanie co robisz jest pytaniem retorycznym bo normalne,że siedziała w domu i czekała na telefon od którejś z koleżaneczek. Teraz każda ma co robić. Kochać męża, gotować obiad, zajmować się przygotowaniem ślubu, urządzaniem wspólnego gniazdka miłości, meetingi z rodziną wybranka,obskakiwaniem wesel które sypią się jak włosy po porodach...ech etc.
  • Wiek. Myślałam, że ludzie w pewnym wieku mają już łeb na stwardniałym lekko karku ale niestety i tu nie miałam racji. Panowie z portali społecznościowych czują się niezłymi ogierami wręcz gruboskórnymi dzikami z Ego po kokardy. Ale o tym kiedy indziej. Mam wrażenie,że "cI fajni" już odpadli z gry i zostały same okazje na sieciówkowych wyprzedażach.

I stało się - ZAŁOŻYŁAM PROFIL NA TINDERZE aleeeee , żeby niby szybciej znależć dołączyłam Badoo,Sympatia, E-darling . haaaa a co będę się oszczędzać - Jak szukać to nie tylko powierzchownie ( MAMOOO zawsze się darłaś "szukasz jak ojciec tylko na wierzchu " także mamooooooo w jakimś sensie posłuchałam Cię ;D . Zastanawiałam się długo nad tym miejscem, nad tym blogiem i szkoda,ze dopiero teraz się za to zabrałam Randek ; żałośnych, intrygujących, słodkich,miłych,śmiesznych było już sporo ale weż teraz sobie odśwież procesor pamięci

.Ciężko , ciężo, ciężko jest mi samej . Po tylu latach bycia przy kimś zostałam sama jak palec. Wracasz z roboty i siedzisz jak kołek . Żałosne. Jestem tak stadną osobą,że muszę być wsród ludzi by czuć ,że istnieje. Mam dość nudne życie i niech będzie - zajmę się czymś- zacznijmy od Klasera..


1.

Mamy pierwszą sparowaną parę na portalu Ja i Pan ...nazwiemy go Panem Damianem . Pierwsza randka po takim czasie bycia w związku. Jak randkować? Jak się ubrać? Jak się zachować przy obcym ? Pełno pytań,stresu i zastanowień. Bałam się. Wbrew tego co o sobie sądziłam. Uważam się za kobietę z parą, jajem i odwagą.Okazało się,że wstyd przeplatał się ze strachem. Pan M zaprosił mnie do baru. Przywitaliśmy się pod knajpą - buziakiem w policzek...ups z grubej rury, tak wtedy pomyślałam. Wniosek pierwszy - zdjęcia kłamią. Pan był ok niech będzie podobny do tego ze zdjęć, bardziej jednak przypominał tego brzydszego z rodzeństwa niż samego siebie. Spokojny facet lubujący się w motorach. Ogarnięty - sam zapracował na pensje pozwalająca mu kupić mieszkanie yhym to plus ,że w wieku 30 + nie mieszka przy rodzonej. Łeb miał na karku, w miarę fajnie się wypowiadał jak już wymyśliłam kolejny temat z pocącej się pod wymodelowanymi włosami głowy . No właśnie, nie wiedziałam o czym z nim rozmawiać , konwersacja ewidentnie się nie kleiła. Chciałam do domu. Damian odprowadził mnie na peron metra i każde pojechało do siebie. Nie zabrałam go do domu gdyż eggghymm ja nie z tych ;p

Małym zaskoczeniem jest to, że wciąż mamy ze sobą kontakt .Sporadyczny ale istnieje. Randka bez fajerwerków. Szarówka

...


2.

dziewczyno Teraz mój ulubieniec . Bratek . Z Bratkiem moja wirtualna rozmowa wyglądała inaczej niż wszystkie inne. Miałam dość sarkastyczny humor tego sobotniego brzydkiego poranka. Szybko weszliśmy na tematy ocierające się o pikanterie. Po rozmowie z przyjaciółką doszłam do wniosku - ok ,dzisiaj dziewczyno się zabawimy .Teraz albo nigdy. Zawsze związek , zawszę przy kimś nie zaszalałam na studiach - będę szaleć teraz! Idę na to spotkanie we wiadomym celu .

Czekał na mnie na pobliskim parkingu nieopodal mojego bloku. Idę...lekko sparaliżowana i zła,że za chwile wyprostują się wszystkie podkręcone kosmyki moich starannie ułożonych włosów, przez zacinający z nieba deszcz. Ubrana akurat typowo pod imprezę tematyczną na którą szłam zaraz po randce. BRATEK Ciemna dłuższa kurtka, czarne pasma gęstych włosów wystawały z pod kaptura naciągniętego na pochyloną głowę. Spod kaptura kłębi się szary dym papierosa którego trzymał w prawej dłoni w tak piękny bo inny sposób.Oparty o bagażnik swojego auta, uniósł głowę słysząc stukot moich cienkich szpilek na nierównym chodniku. Ujrzałam dwa brązowe guziki zamiast oczu między dwoma rzędami zwęglonych rzęs przeszywających moje wystraszone wielkie ślepia.Moje kolana zmiękły a serce momentalnie zaczęło grać wstęp do Billi Jean'a Jacksona. Przywitał się ze mną całusem ( to chyba już standard tych randkowych przygód) po czym uśmiechnął się podnosząc tylko jednej kącik ust. Zgrabnie mnie minął by otworzyć mi drzwi od auta "wskakuj bo zmokniesz" Byłam jak z galarety.

,zePodobno pierwsze wrażenie to zaledwie 10 sekund . Po samym chodzie zbliżającego się do nas człowieka możemy stwierdzić ,że jego ruchy, postawa jest dla nas atrakcyjna. On nie musiał do mnie podchodzić .Jemu wystarczyło to podpieranie się o auto , dwa wielkie ślepska i ten intrygujący grymas na twarzy. Pamiętam to wspomnienie jak klatkę zdjęcia. Wiedziałam,ze to jest facet z którym chce iść na kolejną randkę ,moje pierwotne założenie tego spotkania rozbiło się więc o ziemię. Tak jak ustaliliśmy pojechaliśmy do niego. Miałam potraktować to spotkanie jako - before- przed zbliżającą się imprezą . Bratek chyba cały dzień sprzątał mieszkanie bo jeszcze było czuć Cifa. Na moje czarne pończochy wskoczyła mała biała kulka. Bratek posiadał psa . Pomyślałam ok mam alternatywne na ewentualną ciszę nawiązując do poprzedniej mało udanej randki. Usiadłam o on gruchotał się po swoim M2 polewając pierwszy alkohol. To był człowiek którego znałam latami. To niemożliwe,że zobaczyłam tą twarz pierwszy raz. Nasza rozmowa nie miała końca.Jednak żadne z nas nie było już tak otwarte jak w wymienianych pikantnych zdaniach na portalu. Jedno i drugie zbastowało, zahamawało i miało zupełnie inne podejście. Uśmieszki, gierki, zalotne spojrzenia i ta elokwencja ( trzeba było przykryć te świństwa wypisywane na tinderku ) . A Jaaaa patrzyłam tylko na pędzące cyferki zegarka na jego piekarniku ,że czas wychodzić do znajomych. Ech i co ? "BRATEK IDZIESZ ZE MNĄ" Nie odmówił. Poszliśmy razem. Bawiliśmy się cudownie a mój humor sięgał wyżej niż level na 27 piętrze. Dobra jakiś minus musi być. Pan o kruczych włosach niezbyt odnajdował się na parkiecie. Coś tam kołysał swoimi biodrami ale nadrabiał uśmiechem. Moje stopy odmówiły posłuszeństwa. Taksówka . Nasze spojrzenia mówiły jedno Alkohol pobudził nasze pierwotne rządze. Pojechaliśmy odwiedzić raz jeszcze to wypolerowane Cifem mieszkanie. yhymmmm stało się. Sex również był taki jakbyśmy znali już wszystkie swoje zakamarki rozkoszy. A ja wcale nie czułam się jak przysłowiowa żdzira podająca swój tyłek pierwszemu z parkietu . Padł czar na obojga. Rano doszliśmy do wniosku ,że chcemy kontynuować tą znajomość,że chcemy się poznawać. Gość zachował się jak typ których chyba już nie ma. Mając charakter i jaja gdzie trzeba nie dotknął mnie okazując mi tym samym szacunek,że nie chodzi mu tyko o jedno. Nooooo byłam zaczarowana.Bajka trwała 1,5 msc...Cyrk co?

Mój królewski Bratek miał co się okazało duże problemy emocjonalne. Napotkany najmniejszy problem stanowił bagatelny armagedon objawiający się ciszą nawet kilku dniową. Nie potrafił rozwiązywać problemu tylko co się okazało po czasie najlepiej wrócić do klasera. Klaserem nazwałam tindera. Wracasz do domu kładziesz się na swoim mało starannie zaścielonym łóżku. Włączasz apke i na nowo otwierasz klaser dupek przewracając kolejne strony machając wskazującym w prawo i w lewo. Jak nie ta to inna przecież "znaczków" jest mnóstwo.Tak ja się zaangażowałam i głupia lala próbowała naprawiać relację uważając po 10 latach bycia w związku ,że zwykłe codziennie nieporozumienia nie powinny stawać na drodze pięknie zapowiadającej się znajomości. Miałabym już nie zobaczyć brązowych guzików? Nie włożyć rąk w jego gęstwinę czarno kruczych włosów? Nie dotknąć tak delikatnej skóry na plecach ? Nie słuchać tych przygłupich żartów które rozumiałam aż do wypływających ze śmiechu łez? Nieeee Pani z Klasera uważa się za walczącą osobę więc co? Wsiadła w swojego Solarisa i pojechała prostować sprawy które nie zostały moim zdaniem nawet lekko pofałdowane. Pan idealny zrozumiał. Jednak co ? Następnym problemem była zdzirowata lala wysyłająca swoje kobiecości mojemu facetowi na telefon. A mój Bratkowy Książę chyba nie miał zamiaru postawić sprawy jasno z tą roznegliżowaną do samych sutków PANIĄ. Tak sobie myślę ,że te znajomości ze świata wirtualnego nie mają żadnego podłoża typu : Mam ją, walczę,naprawiam,rozmawiam! Przede wszystkim rozmawiam!!! Najwygodniej wrócić do klasera i szukać dalej. I tak się w końcu stało . Pan idealny przestał się odzywać . Te wcześniejsze pauzy były przerywnikiem na nowe znaczki , Znaczek okazał się mniej wartościowy od poprzedniego i na chwile był powrót. W końcu jak nic zupełnie nic nie mogło być powodem do zakończenia znajomości trzeba było powód sobie wyjąć z dupy . Tak dokładnie z pięknego,kształtnego,owłosionego męskiego tyłka. Powodem naszego rozstania był pies ! Moj pies ! Który ma sierść a Bratek delikatny kwiat nie jest w stanie zaakceptować sierści w domu i nie po to sprawił sobie psa z włosami by teraz bujać się z sierścią mojego kundla. Haaaaaaaaaaaaa jakby nie było odkurzaczy.Pies był ze mną kochanie dużo wcześniej niż Ty spadłeś mi z nieba. Myślałam,że włożę głowę w chodnik i zacznę krzyczeć,że nie wierzę własnym uszom co ten inteligenty człowiek do mnie mówi. Pies yhymmm...chyba chodziło o jakąś rasową sukę która na całe szczęście się nie miała okazji podać mi łapy.

Historia dobiegła końca w niezbyt dobrych relacjach. Wyłłłłam debilka do poduszki parę dni. Przez kolejne dni nie wiedziałam co ze sobą zrobić.Bratek przekwitł jak storczyk i trzeba było czekać na kolejne pędy... Łzy i rozpacz. Tiaaa ,swoją wrażliwość uważam,za swoją wadę. Jak można tak przeżywać znajomość trwającą 2 msc ( łącznie wszystko dodane )

Emocje opadły. Minął chyba miesiąc od momentu jak doszłam do siebie i odezwałam się do Bratka. Tak zrobiłam to .Zupełnie naturalnie. Doszłam do wniosku,że lubię z nim rozmawiać i nie widzę się już ku jego boku.Dał mi do zrozumienia,że dwa psy w domu są większym problemem niż bycie razem przyjemnością

Oswoiłam się - jak szybko przyszło szybko odeszło. On również nie pała do mnie niczym więcej niż sympatią . Pies stanął nam na przeszkodzie ;D - fakt , bardzo się lubimy i nadal śmiejemy się ze swoich debilnych żartów. Utrzymujemy kontakt do teraz i jestem mu wdzięczna za wiele rzeczy, słów, czynów :) Śmiało mogę powiedzieć,że jest moim przyjacielem.

Jeden mały wniosek mi się jednak nasunął. NIE ZACZYNAJ ZNAJOMOŚCI OD DUPY ZA ŻADNE SKARBY. To jednak nic dobrego nie przynosi . Kto zaczyna od dupy to i na niej skończy.

AMEN


Likes

Comments