Facebook
Instagram
Blogkeen
Nouw

Basa od Semilac - tradycyjna czy vitaminowa?

Witaj!

Dzisiaj wpis dla dziewczyn które jak ja robią sobie paznokcie na własną rękę.

Nie jestem żadnym mistrzem manicure, robię tak jak potrafię - po nocach, bo niestety dłuższą chwilę mam jedynie gdy moja Królewna już śpi - ale mi osobiście się zawsze podoba efekt końcowy. Może linie nie są proste, może często i gęsto pozalewane skórki, ale ja to sobie jakoś tam zawsze poprawiam.

W tym roku doszłam do wniosku, że skoro po ciąży łamią mi się paznokcie, najwyższy czas zacząć zabawę z żelami.

Nie jedna z was powie, po co się tak bawisz, nie lepiej i łatwiej pójść do kogoś kto lepiej ogarnia ten temat?

Otóż, oczywiście że można! Nawet swego czasu chodziłam do uzdolnionej koleżanki, robiła mi wszystko co sobie wymarzyłam - znaczek hondy dla chłopaka, znaczek bmw dla mnie, drobne krateczki... Z czasem bała się co jej nowego wymyślę (zapraszam do Karoli na fb - klik ).

To był czas kiedy studiowałam, pracowałam i jeszcze chłopak gdzieś tam był, ciężko było znaleźć termin, a paznokcie też potrafiły mi się złamać po tygodniu. Raz nie miałam kiedy się z Karoliną umówić i miesiąc chodziłam z dużymi odrostami. I wtedy postanowiłam, że zakupię lampę na własny użytek - i tak już 3 lata uprzykrzam sobie życie.

Ale w tym roku zaczęło się coś nie tak dziać z nimi. Lakier hybrydowy mogłam po kilku dniach zrywać całymi płatami. Nie wytrzymywało mi to nawet tygodnia - byłam przekonana, że zmieniła mi się płytka po porodzie, bo też słyszałam takie opowieści. Zrobiłam sobie piękne żelowe paznokcie na obronę - dumna jak paw chodziłam, po dwóch dniach odpadły mi prawie wszystkie u jednej ręki. I wtedy rzuciłam w cholerę robienie paznokci, wakacje siedziałam w domu i nie chciało mi się myśleć nawet o ich malowaniu (i tu będzie historia na inny wpis).

Do czasu aż sąsiadka nie poprosiła mnie żebym awaryjnie jej zrobiła hybrydy na wyjazd, tego samego dnia za rzutem na taśmie zrobiłam siostrze - i co? To samo... Zaczęłam się zastanawiać w czym jest problem, wcześniej skończył mi się praimer, ale teraz już go kupiłam i użyłam. Może cleaner nie odtłuszcza za dobrze - ale to czemu jedne się trzymają jak na super glue, a drugie nie?

I zaczęłam przeglądać blogi... konkluzja jest jedna!

Gdy wiosną zdecydowałam, że będę sobie przedłużać paznokcie, zamówiłam Vitamin Base od Semilac. Skoro już będę jeszcze bardziej obciążać paznokcie, niech chociaż trochę basa o nie dba. Nic bardziej mylnego!

1) moje paznokcie wcale nie były po niej odżywione, zdrowsze. Łamały się wręcz częściej.

2) i to ta baza odpowiadała za złą przyczepność hybryd.

Pierwszy raz kupiłam nowy produkt nie czytając recenzji, z tego powodu, że zaczynałam z lakierami Semilac i zawsze byłam zadowolona z efektu. Cenowo bazy są mniej więcej porównywalne, ale już nigdy więcej!

Zwykła baza z semilaca ma już - uwaga! - 3 lata, wg. producenta straciła swój termin przydatności, a jest lepsza od bazy nowo zakupionej.

Kilka dobrych miesięcy zajęło mi odkrycie co jest przyczyną niskiej trwałości moich hybryd/żeli. Swego czasu nakupiłam pełno lakierów z Aliexpress - rewaluacyjne są!!! i kosztują 5 zł czyli 6x mniej niż Semilac, NeoNail itp - myślałam, że one za tym stoją.. Kupiłam lampę ledową (też z alie), choć moja stara lampa się sprawdzała (w 5 sec, utwardza? może to to jest przyczyną)... Skończył mi się primer. Gospodarka hormonalna po urodzeniu dziecka zmienia nie raz wiele aspektów - może własnie mam zbyt tłustą płytkę.

Wyszukiwałam sobie czynników, a wystarczyło odstawić Vitaminową Base od Semilac!

Od 2 miesięcy jetem z powrotem na tradycyjnej bazie i jeszcze ani razu nie odpadło mi nic. Wszystko trzyma się tak długo jak ja tego chcę (ostatnio nawet aż 3 tygodnie). Cieszę się, bo nawet żele sa nie do ruszenia!
I dzięki temu udało mi się zapuścić długie paznokcie, które oczywiście wzmacniam nadal żelową powłoką.

Może Ty też miałaś podobny problem, przerzuciłaś się na tę bazę i nie wiesz czemu nie trzymają się hybrydy. A może zastanawiasz się nad zakupem. Nie mówię, że będziesz miała podobne problemy, ale wiem z własnego research'u, że wiele dziewczyn boryka się z tym problemem co ja.

U mnie w mieście stacjonarnie można zakupić inne marki, Provocater i NeoNail, słyszałam wiele dobrego o Indigo... ale zobaczymy. Marka jakoś niestety przestała mnie zachęcać do siebie. Ale kto wie, może znajdę czas chodzić do salonu, albo odwidzą mi się hybrydy. Nikt tego nie wie.

Może nie są idealne, może nie są najpiękniejsze.. ale mi się podobają. Jest to rozwiązanie bardzo wygodne i bardzo oszczędne.

Paznokcie robię kiedy potrzebuję, nie muszę czekać na terminy, jeździć nigdzie. I raz kupiony lakier starcza na wieki. Gdybym miała podliczyć ile przez te lata wydałam na tą zabawę, to i tak wyszłoby mnie to taniej niż jakbym miała chodzić co 2-3 tyg do kogoś (tak szybko rosną mi moje paznokcie). Choć zawsze miło pogadać z Panią, a jak już jest koleżanką to dopiero :D

Pozdrawiam was cieplutko, miłego weekendu.

Do zobaczenia, buziaki pa!
Joan K.

Bloguj z telefonu komórkowego - Nouw - jedna z najlepszych aplikacji do blogowania - Kliknij tutaj

  • 56 Czytelników

Likes

Comments

Cudowne serum do rzęs!

Witaj,

dawno mnie tu nie było. Co jest dziwnym bo przecież po obronie miałam dużo czasu wolnego - nic bardziej mylnego, ale postanowiłam reaktywować bloga bo jest kilka perełek które od dawna czekają żeby wam je przedstawić i kilka bubli.

Niektóre materiały zbierałam dla was od dawna [tu dzież moje zdjęcia z efektami], dlatego nie miejcie mi za złe, nieaktualną fryzurę.

Dzisiaj na tapetę rzucam serum sprzyjające wzrostu rzęs oraz zagaszające od marki MUSE [klik].

Która z nas nie marzy by mieć rzęsy jak modelka, ale natura nas nie obdarzyła aż tak bardzo jak co niektórych Panów. Moja córka na szczęście ma piękne długie i gęste rzęsy po swym tacie, zaś ja natomiast mam takie nijakie coś... W ciąży traciłam czas na doklejanie sztucznych rzęs, ale odkąd zostałam mamą szkoda mi czasu na zabawę w precyzje - po za tym kto potrafi być precyzyjny przy dziecku które też chce brać udział w wykonywaniu makijażu.

Dlatego ja na początku roku skusiłam się na "mały" zakup. Dlaczego cudzysłów? Otóż odżywka kosztuje 140zł, to trochę dużo, ja natomiast kupiłam ją za niecałe 100zł na promocji - raz się żyje.

Samą markę znam z instagrama. Gdzieś tam osoba prowadząca ich profil zaczęła mnie obserwować, ja zaciekawiona designem produktu i ewentualnymi efektami też skusiłam się by ich śledzić. Osobiście takie drogie zakupy robię pod wpływem impulsu, bo im dłużej rozmyślam nad kosztami tym większe prawdopodobieństwo, że czegoś nie kupię. Stąd też do tej pory nie kupiłam znanego wszem i wobec produktu od Long4 Lashes.


Marka wprowadziła akurat jakąś promocję i pomyślałam, jak nie spróbuję to się nie dowiem czy można coś zrobić z moimi rzęsami czy nie. ZAMÓWIŁAM!

To co mnie urzekło gdy tylko otrzymałam produkt, to to jak bije od niego - LUKSUSEM. Jako klientka, poczułam się bardzo dopieszczona. No ale swoje też zapłaciłam!

Nie będę ukrywała, że zbyt regularnie nieużywałam tego produktu, ale efekty i tak były zjawiskowe. Wydłużenie bardzo widoczne, ale różnice widać tylko przy pomalowanych rzęsach, bo na końcach zostały jasne. Poniżej przedstawię wam zdjęcia niepomalowanych rzęs, jaki i dwa zdjęcia na przestrzeni roku, pokazujące jak zmieniły się moje rzęsy dzięki tej odżywce.

Czyż nie jest ogromna różnica? Poniżej będą zdjęcia z zoomem na moje niepomalowane oczy, jeśli nie lubisz takich zdjęć przewiń do końca, bo chciałabym Cię jeszcze na coś uczulić - dosłownie.

Podziel się ze mną swoją opinią, co sądzisz o efektach jakie uzyskałam po 4 miesiącach używania odżywki.

Ale na sam koniec chcę Cię ostrzec... Pamiętaj, że oczy są bardzo wrażliwe. Mnie do tej pory nic nie uczulało, w ciąży od burzy hormonów jakieś pojedyncze zmiany alergiczne się pojawiały, ale to wszytko.

Przy używaniu tej odżywki niestety jak się dowiedziałam byłam jedną z 3 osób które skarżyły się na produkt. I tutaj ukłon w stronę personelu.

Jak wspomniałam markę poznałam poprzez Instagrama i tam też się kontaktowałam z nimi.

Nie ukrywam trochę byłam początkowo rozżalona, że produkt mnie uczulił. Pojawiły się zaczerwienienia w okół oczu, które momentami nawet korektor miał problem zakryć. Ale to nie była wina producenta, bo mogłam być na coś uczulona, moje kremy mogły wchodzić w jakaś reakcję - nie wiadomo. Zgłosiłam problem producentowi, bo też chciałam żeby wiedzieli, że takie coś się dzieje przy użytkowaniu ich produktu. Choć początkowo poczułam się zbyta, to potem po chwili wymiany zdań, zmieniłam zdanie. Zostałam troszkę pouczona, przeproszona że tak się stało.

I mimo wszystko stosowałam odżywkę dalej... Na szczęście z czasem zaczerwienienie ustąpiło (po prawie 2

miesiącach), a ja się mogę cieszyć długimi rzęsami do tej pory - mimo, że od lipca gdzieś tam od czasu do czasu jak mi się przypomni używam tylko tego serum.

Może Tobie kiedyś się ta recenzja przyda. Produkt mogę polecić z czystym sercem (i pustym portfelem), ale zawsze możesz poprosić Mikołaja pod choinkę o taki super prezent! Produkt ma pędzelek jak od eyelinera, więc bardzo mało produktu schodzi, a efekty jak widać...

Mam nadzieję, że mój przestój zostanie mi wybaczony. Szykują się kolejne wpisy, bo przez wakacje zostałam aż nadto wybierana do testowania produktów przez mój kochany Wizaż. Więc wyczekuj informacji na instagramie i facebook'u.

Tym czasem...

Do zobaczenia... Buziaki, pa :*

Joan K.

  • 98 Czytelników

Likes

Comments

Olejkowy rytuał Nutri Gold 

Witaj!

Dzisiaj przychodzę do Ciebie z moim ulubieńcem! Zastanawiasz się pewnie jak mogę lubić olejek do twarzy skoro mam skórę mieszaną.
Muszę się przyznać, że też sądziłam że będę sięgać po ten produkt tylko od czasu do czasu, a stał się stałym punktem mojej pielęgnacji zarówno na dzień jak i na noc.

Jaka jest nasza historia...

Może pamiętasz majowy post o próbkach (odsyłam do niego Klik), pisałam w nim że próbka miniaturka serum z witaminą C poparzyła mi skórę. Twarz nagle się przesuszyła, piekła niemiłosiernie, potrzebowała bogatego nawilżenia. Od razu zażyłam wapno, ale i tak potrzebowałam ukojenia. Udałam się więc do rossmana w poszukiwaniu leku na moje problemy.

O samym olejku swego czasu było głośno na Youtubie. Marka LOreal wypuściła kosmetyki do pielęgnacji "Olejkowy rytuał" zarówno dla cery suchej, jak i normalnej i mieszanej. Do tej pory nie lubiłam kosmetyków w takiej formie, używałam od czasu olejek z serum pod o czy jak skóra była wysuszona (zazwyczaj gdy długo siedziałam przed komputerem robiąc coś na uczelnie i gdy miałam mało snu, bo w dzień obowiązki przy Córce). Ale używanie tego kosmetyku nie było dla mnie przyjemnością, od razu czułam się brudna, jakbym nagle całą twarz miała tak tłustą. No ale teraz potrzebowałam ratunku, a olejki nie dość że zawierają więcej dobroczynnych składników to lepiej się wchłaniają.

Pierwsze wrażenie...

Gdy w domu otworzyłam produkt, pierwsze co rzuciło mi się w oczy to zapach zielonej herbaty. Kiedyś po użyciu przeszłam koło kilku osób i się pytali co tak ładnie pachnie, a to właśnie ten olejek! Nie wiedziałam ile użyć na moją pulchną twarzyczkę, wiec zaaplikowałam na dłoń całą pipetkę. To co od razy było wyczuwalne, że na pewni nie jest to typowo oleista konsystencja. Aplikacja na twarz jest niesamowicie przyjemna, bo olejek się wiadomo łatwo rozprowadza, a przy tym towarzyszy nam ten cudowny zapach! Nie wiem jak jest w przypadku wersji na skóry suchej, ale ten produkt który ja mam zachowuje się jak suchy olejek. Bardzo szybko się wchłania co jest niewątpliwie plusem. Jeśli wiem, że będę się w danym dniu malować, nakładam go stosunkowo wcześnie, bo zawsze przed makijażem przemywam skórę płynem micelarnym dla lepszego oczyszczenia.

Producent obiecuje nam trzy rezultaty przy stałym używaniu produktu:

  • PRZYWRACA RÓWNOWAGĘ
  • ODŻYWIA
  • ZWĘŻA PORY

I mogę z czystym sercem powiedzieć wam, że tak jest! Ja sie w tym produkcie zakochałam i widzę, że moja skóra wspaniale z nim współgra. Jest nawilżona, promienista i przy grzeszkach słodyczowych, nie mam problemu z niedoskonałościami. Te które mi wskakują to zawsze są związane z gospodarką hormonalną w te dni, a ten olejek zrobił resztę.
A przy tym wygląda ekskluzywnie i ładnie się prezentuje. Pipetka w ciągu tych dwóch (prawie trzech) miesięcy mnie nigdy nie zawiodła, ciężka buteleczka z grubymi ściankami przeżyła rzucanie Kaludyni. Więc nic tylko kupować! Serdecznie polecam ❤

Małe porównanie cen:

* Rossman - 37,99 zł

* Pachnidelko.pl - 27,00 zł

* Empik.com - 35,99 zł

* karen.pl - 37,99 zł

* Drogerie Natura - 40,99 zł


Życzę Ci miłego wieczoru... Buziaki, pa 😘
Joan K.

Likes

Comments

Instagram@infinitas0