Studia

Autor: Kazimierz Oleszek
Środa, 12 Marzec 2014 14:25
Arsene Wenger, skądinąd znakomity szkoleniowiec, nie umie przegrywać. Do absolutnych wyjątków należy sytuacja, w której przyznaje się on do popełnienia błędu w wyborze taktyki czy też jej wykonawców. Przeważnie winni są sędziowie, rywale, gdyż zastosowali na przykład zbyt defensywną strategię albo też ośmielili się grać (jak w poprzednim i wcześniej sezonie Stoke) w starym angielskim stylu, bombardując pole karne wysokimi piłkami.
Francuski szkoleniowiec potrafi też, stojąc w strefie technicznej, wygarnąć swoim kolegom po fachu z przeciwnej drużyny. Kilka lat temu iskrzyło między nim a sir Aleksem Fergusonem, gdy Szkot święcił triumfy za sterami Manchesteru United. Alan Pardew, David Moyes i ostatnio Jose Mourinho też wdali się w słowne utarczki z Wengerem.
Po ostatnim występie w Champions League na głównego winowajcę odpadnięcia Kanonierów wyrasta skrzydłowy Bayernu Monachium Arjen Robben. Winowajcę w dosłownym tego słowa znaczeniu. Kiedy po remisie na Allianz Arena w Monachium ekipa z Emirates po raz czwarty z rzędu nie potrafiła awansować do ćwierćfinału, Wenger powtórzył swój wywód sprzed tygodnia. Gdyby nie zachowanie Robbena w polu karnym, którym nabrał prowadzącego zawody w Londynie doświadczonego Włocha Nicolę Rizzolego, wynik konfrontacji z mistrzem Niemiec byłby inny.
- Różnicę w pierwszym meczu zrobiła decyzja arbitra o wyrzuceniu z boiska naszego bramkarza - mówi Wenger. - To miało zasadniczy wpływ na dalszy przebieg gry. W meczu rewanżowym znów dyktowany jest przeciwko nam karny po rzekomym faulu na tym samym piłkarzu. Czy to jest normalne? Robben jest mistrzem w osiąganiu maksimum korzyści z niczego. To świetny piłkarz, ale także specjalista od upadania w polu karnym. Mówiłem o tym na odprawie przedmeczowej. Robben ma do perfekcji opanowaną sztuczkę, na którą nabiera arbitrów. Zbliżając się z piłką do rywala w polu karnym, nagle zwalnia i bez widocznego kontaktu pada. Kiedy dobry arbiter da za pierwszym razem żółtą kartkę, Robben się pilnuje i nie powtarza tych numerów.
Holender dość szybko odpowiedział na to oskarżenie: - Zawsze mówię, że jeśli ktoś jest wybitnym menedżerem, powinien mieć klasę. Jeśli wygrywasz mecz, okazuj radość. Gdy przegrasz, nie szukaj głupich wymówek. Co do rzutów karnych, to nie zamierzam się tłumaczyć. Sędzia pokazał na wapno? Pokazał. Od menedżera tego kalibru spodziewałem się czegoś więcej.
Ja też!


Po wielu godzinach internetowych poszukiwań, udało się! Wybrałem jeden ze starszych felietonów dziennikarza magazynu "Piłka Nożna" Kazimierza Oleszka, opisujący zagłębienie kryzysu popularnych, zwłaszcza w północnej części Londynu - "Kanonierów".
Przybliżając pokrótce tematykę - "Kanonierzy" (Arsenal Londyn), to jeden z najbardziej rozpoznawalnych klubów piłkarskich, zarówno w Wielkiej Brytanii, jak i na świecie. Klub z bogatymi tradycjami, trzeci najbardziej utytuowany zespół w historii Premier League. Pogrążony od ponad 10 lat w kryzysie "braku trofeów", pomimo - ogromnego budżetu, fenomenalnego trenera, fantastycznych zawodników, ogromnego potencjału marketingowego.
Arsene Wenger, którego niewątpliwie szanuje każdy, kto ma jakiekolwiek pojęcie na temat "futbolu", przez lata pracy w londyńskim klubie dał się poznać (o czym również pisze wyżej Kazimierz Oleszek) jako człowiek nie potrafiący odnosić porażek. Z tego powodu, przez lata pracy w Arsenalu, dziennikarze nigdy nie przegapili okazji do wytykania Jego zachowań, czy nawet do ich wyszydzania Francuza.
Autor podkreśla widoczne spięcia na linii Francuz - S.A. Ferguson, Jose Mourinho, David Moyes, które również de facto negatywnie wpływały na całość postrzegania Wengera jako trenera tak wielkiego klubu jak Arsenal.
Główny epizod felietonu, to UCL i kolejna porażka Kanonierów, z trenerem na czele - odpadnięcie z fazy pucharowej w spotkaniu przeciwko Bayernowi Monachium. Porażka, która, - (co według dziennikarza magazynu "Piłka Nożna" jest oczywiste) - została wyjaśniona przez trenera londyńczyków, zrzucając winę na holenderskiego piłkarza Bayernu Monachium Arjena Robbena, który według Francuza wymusił rzut karny, co zadecydowało o ostatecznym wyniku dwumeczu, o czym głośno wypowiadał się w mediach.
Odpowiedź Holendra była jednoznaczna, uderzająca w brak klasy w wypowiedzi/wypowiedziach Wegnera - z czym jednoznacznie zgadza się autor felietonu wymownym zakończeniem swojej wypowiedzi pisemnej.
Kończąc moją wypowiedź na temat felietonu, pojawia się pytanie - dlaczego opracowałem akurat felieton Kazimierza Oleszka? Przede wszystkim dlatego, że to dziennikarz strikte piłkarski, który na futbol patrzy bardzo podobnie do mnie (a raczej póki co, ja do Niego). Sądzę, że gdyby posadzić nas obok siebie, podczas meczu piłkarskiego, prosząc o zapisanie nazwisk naszym zdaniem najlepszych zawodników - zapisalibyśmy dokładnie to samo. Jego teksty są bardzo konkretne, zawsze zawierają mnóstwo wiedzy, którą czytając Jego felietony czy różne inne teksty, mogę łatwo wynieść

Likes

Comments