W 2011 roku mój ojczym wyjechał za granicę by pracować. Trudno nam było się z tym pogodzić, lecz wiedzieliśmy że tak musi być. W Polsce nie było dobrze płatnej pracy, a firma w której pracował powoli upadała. Ledwo wiązaliśmy koniec z konicem, więc stąd decyzja o wyjeździe. Po pół roku mój ojczym oznajmił nam że chce nas ściągnąć do Irlandii Północnej, Na początku się cieszyłam, lecz im bliżej wyjazdu tym bardziej nie chciałam jechać. Wiedziałam że muszę, że nie mogę zostać z dziadkami w Polsce. Pocieszałam się tym że wkońcu będziemy wszyscy razem, i że mama wkońcu przestanie być smutna. Jednak to nie pomagało, z dnia na dzień czułam coraz większy strach. Ciągle zadawałam sobie pytanie "Jak tam będzie?".

Nadszedł 2 lipca, 2012 roku. Dzień wyjazdu. Dzień wielkiej, a wręcz ogromnej zmiany. Bałam się. Nie tylko samolotów, którymi jeszcze nigdy nie latałam, ale również przyszłości. Jak ja sobie poradzę w obcym kraju bez znajomości języka, bez przyjaciół? Trudno było, ale raz się żyje. To był skok na głęboką wodę. Nikt nie wiedział czy moje rodzeństwo i ja poradzimy sobie w nowym otoczeniu.

Lot trwał trochę ponad dwie godziny. Gdy wylądowaliśmy było dziwnie, inne powietrze - czystsze, ludzie dumnie szli przed siebie. Było inaczej. Wiedziałam że to tylko początek. Podczas jazdy samochodem do domu obserwowałam ten kraj. Budynki inne niż w Polsce, brak bloków czy wieżowców. Więcej zieleni. Wkońcu nadszedł ten czas, dojechaliśmy do domu. Bynajmniej tak mi się wtedy wydawało. Gdy dojechaliśmy, tata już czekał przed domem. Ucieszył się na nasz widok tak samo jak my na jego. Oprowadził nas po domu. Był to parterowy bliźniak, z w miarę dużym ogrodem. Za płotem w ogródku była piekarnia, co sprawiła że każdego ranka bardzo ładnie pachniało.

Pierwsze kilka miesięcy były bardzo trudne. Nie mogłam pogodzić się z tym że wyjechałam. Nie czułam się jak w domu. Miałam problem by normalnie funkcjonować. Strasznie tęskniłam za Polską, przyjaciółmi oraz rodziną. Nie potrafiłam się odnaleźć w tej całej sytuacji, ani w tym kraju. Przestałam jeść, nie tylko z tęsknoty ale również dlatego iż nie smakowało mi tutejsze jedzenie. Schudłam ponad 10kg. Powoli zaczynałam się zamykać w sobie. Mimo tego iż zawsze próbowałam myśleć o rzeczach pozytywnych, nie potrafiłam przeżyć dnia bez płakania. Po jakimś czasie za granicą moi "przyjaciele" z Polskii się odemnie odwrócili. Byli źli i zazdrośni że wyjechałam. Zanim wyjechałam mówili że będą utrzymywać ze mną kontakt nie zależnie od wszystkiego. Fakt, raz dostałam list od dwóch koleżanek. Ale potem? Ani cześć ani spie*****j.

Dzisiaj już wszystko rozumiem. Wiem że tu mam zagwarantowaną lepszą przyszłość niż w Polsce. Nauczyłam się języka, i obecnie robię pierwszy rok a-level (odpowiednik matury). Wszystko idzie w dobrym kierunku. Jak tak dalej pójdzie to spełnią się moje marzenia o studiach. Z "przyjaciółmi" z Polskii dałam sobie spokój, gdyż jedyne co robili to zawsze próbowali mnie sprowadzić na dno. Teraz wiem że wyjazd za granicę był najlepszą rzeczą jaka kiedykolwiek spotkała mnie w życiu.

"Jeśli zmienisz sposób, w jaki patrzysz na rzeczy, rzeczy, na które patrzysz zmieniąsię." ~Joe Vitale

Likes

Comments