Do świąt już tylko 2 tygodnie, więc myślę, że chyba nikogo już nie dziwią piosenki świąteczne, dekoracje i oczywiście wypieki! Ja mam już za sobą rodzinne wycinanie, pieczenie i dekorowanie pierniczków. Teraz przyszła kolej na PIERNIKA! Nie jest to jakiś tradycyjny przepis ani też typowy. Zaczerpnęłam inspiracji od innych, dodałam trochę własnej inwencji i powstał o to ten. W mojej rodzinie nie było zwyczaju pieczenia piernika na święta, jednak to cudo przekonało mamę i chyba mamy nową tradycję :)


Proporcje mojego przepisu są na dużą keksówkę. Należy zmniejszyć wszystko o połowę jeśli planujecie zrobić na mniejszą blachę.


Składniki:

* 1,5 paczuszki przyprawy do piernika (lub więcej)

* 5-6 średnich jabłek

* 6 jajek

* 1 i 1/2 szklanki mąki pełnoziarnistej

* 1 i 1/2 szklanki mąki ryżowej

* mała paczuszka rodzynek

* 1 i 1/3 szklanki oleju płynnego (np. kokosowego)

* 1,5 paczuszki cynamonu (lub więcej)

* 3 łyżeczki sody

* 1 i 1/2 szklanki cukru brązowego

* 2 paczuszki cukru waniliowego

* szczypta soli



Kilka godzin wcześniej zalać rodzynki gorącą wodą.

Jabłka pokroić w kostkę. W jednej misce ubić białka na sztywną pianę, następnie dodać żółtka i olej. Wymieszać łyżką na jednolitą masę. W osobnej misce połączyć suche składniki i dodać jajka z olejem. Wymieszać dokładnie, efektywnie będzie zrobić to ręką :D

Rodzynki odcedzić i wymieszać z jabłkami i odrobiną mąki ryżowej. Dodać do gotowej masy i ponownie dokładnie połączyć wszystkie składniki.

Ciasto przełożyć do wyłożonej papierem blachy. Pic w rozgrzanym piekarniku na 200*C, termoobieg, przez 1,5 godziny lub dłużej, tak, aby ciasto nie zostawało na patyczku po sprawdzeniu.


Udanych wypieków i smacznego!


Bloguj z telefonu komórkowego - Nouw - jedna z najlepszych aplikacji do blogowania - Kliknij tutaj

Likes

Comments

Jesienne deszcze i orkany zadomowiły się na dobre w Polsce, ale można liczyć jeszcze na piękne, słoneczne dni. Tak więc ostatnio bardzo mi się poszczęściło i w takiej wiosennej aurze mogłam wybrać się na sesje z koleżanką. Efektem są zarówno udane zdjęcia, ale także zwiedzanie Poznania. Mieszkam tu już cztery lata, ale to miasto nadal potrafi mnie miło zaskoczyć.


Mimo, iż mamy jeszcze listopad, a adwent jeszcze się nie zaczął, to świąteczna atmosfera dobija się drzwiami i oknami. Na początku byłam sceptycznie nastawiona do tego, ale chyba już coraz mniej jestem w stanie się temu oprzeć. Na pewno nie pomaga temu fakt , iż w Poznaniu mamy już jarmark świąteczny. Ach, gorąco polecam! W porównaniu do wrocławskiego jest zapewne mniejszy, ale podbił bardziej moje serce. Ma przez to bardziej kameralny i wyjątkowy klimat. Co prawda ubolewam nad brakiem tu gorącej czekolady, ale liczę na poprawę wystawców.


I co jest to! Diabelskim młynem pobiliśmy pozostałe miasta.


Likes

Comments