Opowiadanie konkursowe

"Silna"


Zamknęłam oczy, starając się ze wszystkich sił oddzielić duszę od ciała. Pragnęłam tylko przestać czuć. Chciałam zbudować wysoki mur, przez który nawet najśmielsza prawda nie zdołałaby przeniknąć.

"-To się nie dzieje! - krzyczałam do siebie. -To sen, błagam, Boże! Niech to będzie tylko straszny sen."

Z przerażeniem otworzyłam oczy, zdając sobie sprawę, że moje życzenie nie zostało spełnione. Z kwitnącym w sercu cierniem patrzyłam, jak moja wioska, moja mała ojczyzna, trawiona jest przez ogień. Pięść, którą do tej pory przygryzałam, krwawiła, ale ból z tym związany był niczym w porównaniu z tym, co czułam w środku.

Nie pozwoliłam sobie na załamanie. Ruszyłam biegiem, wpadając co rusz na innych uciekających chrześcijan. Panował chaos i nie było nikogo, kto by nad tym zapanował. Wyglądało to tak, jakby Bóg, którego od zawsze czciłam, wyłączył prąd w tej okolicy. Nastąpiła ciemność. Pan nie dostrzegał naszej krzywdy, nie chciał nam pomóc. Czekał tylko, aż powinie nam się noga, by następnie rozliczyć nas z wszelkich grzechów.

Pierwszy raz w życiu zwątpiłam w jego intencje, gdy ujrzałam drewniany domek, który wyróżniał się na tle malowniczego krajobrazu - za nim rozciągał się las. Stał na niewielkim pagórku, z którego widać było na końcu wioski kościół. Jako dziecko uwielbiałam siadać na gałęzi lipy za domem i wsłuchiwać się w bicie dzwonów. Teraz cały stał w płomieniach. Mimo bijącego od niego żaru, osłaniając twarz, wbiegłam do środka.

- Mamo!- z mojego gardła wydobył się charkot. Dym był tak gęsty, że zakręciło mi się w głowie. Oczy łzawiły, a płuca piekły mnie tak, jakby cały ogień z tego pomieszczenia przeniósł się do nich.

Dostrzegłam postać przygniecioną grubą belką. Nie wiem, skąd znalazłam w sobie tyle siły, ale uwolniłam ją spod niej. Chwyciłam ją i wyniosłam na zewnątrz, układając ją następnie na trawie. Odchyliłam jej głowę do tyłu i zaczęłam reanimację. Z rosnącą rozpaczą wykonywałam coraz to gwałtowniejsze ruchy.

-Nie... Proszę.. Zostań tu ze mną...

Zamknięte dotychczas oczy uchyliły się. Jednakże nie były takie, jakie je zapamiętałam. Patrzyły pusto w przestrzeń, a płomienie pochłaniające dom odbijały się w ich szklanej powłoce. Zrozumiałam, że kobieta, która dwadzieścia jeden lat temu nosiła mnie pod sercem, nie żyła. Wtuliłam twarz w jej mahoniowe włosy, wyjąc jak zranione zwierzę.

-Mamo... Niee... Boże, oddaj mi ją!

Moim ciałem wstrząsnął szloch. Nie mogłam zapanować nad drżeniem rąk. W głowie rozpaczliwie przywoływałam wszystkie wspólnie przeżyte chwile.

-Nie... Mamo... Wróć!

Cichutko, gdzieś w mojej głowie odezwał się głosik.

-Córeczko...

Cały chaos w mojej głowie ustąpił tak, jak ustąpiły drgawki.

-Musisz być silna. Uciekaj stąd. Szybko.

Wytężyłam zmysły, ale nie usłyszałam jej więcej. Resztkami sił zdołałam się podnieść. Otarłam twarz i rozejrzałam się dokoła. Dostrzegłam kilkunastu mężczyzn idących w moim kierunku. Byli charakterystycznie ubrani, a ich twarze biły chłodem i obojętnością. Kilku z nich trzymało błyszczące mrocznym blaskiem sztylety, inni pochodnie, a pozostali karabiny. Za nimi rósł coraz większy ogień. Wyglądali, jak diabły wychodzące z piekła.

Głos mamy w mojej głowie dał mi nadludzką siłę. Nie wypełnił pustki, ale chwilowo ją stłumił. Kierując się instynktem przetrwania, rzuciłam się do ucieczki.



Dziękuję, czytelniku! Obiecuję, że będzie więcej. :)

"Silna" to jeden z trzech rozdziałów, które w konkursie literackim, organizowanym przez wrocławską Gazetę Obywatelską, zajęły trzecie miejsce. Publikacja mojego debiutu była w maju br. Była to zarazem pierwsza zdobyta nagroda w dziedzinie pisarstwa oraz pierwsza publikacja, poza gazetką szkolną.

Likes

Comments