Minęło sporo czasu od ostatniego wpisu na blogu. Dwiema głównymi przyczynami była sesja na studiach, na ostatnim trzecim roku, oraz organizacja własnego ślubu w niecałe dwa miesiące. Tak, wiem że Wszyscy byliście nim bardzo zaskoczeni, bo ja sama dalej nie wierzę, że "mam męża" ; ) Być może pojawi się osobny wpis, w którym napiszę Wam coś więcej na ten temat, póki jest w miarę świeży i pamiętam szczegóły. Wracam do Was z mega luźną denimową stylizacją, której całość dopełniły nieziemsko wygodne sandałki marki Teva, pochodzące ze sklepu MIVO, oraz piękny drewniany zegarek marki PLANTWEAR.



Sandałki marki TEVA są bardzo porządnie wykonane, i przyznam się Wam szczerze, że nigdy w życiu nie miałam tak wygodnych sandałków. Śmigam w nich bardzo często, a kompletnie nie widać na nich śladów użytkowania. Sklep , z którego buciki pochodzą ma mnóstwo innych modeli pięknych sandałków Teva, jak również buty innych znanych marek, dlatego warto do nich zajrzeć, a jeśli coś wpadnie Wam w oko, skorzystać z kodu rabatowego, który wrzucam poniżej :


KOD RABATOWY DO SKLEPU WWW.MIVO.PL - ASANECKA15

Dzięki niemu, Wasze zamówienie pomniejszy się aż o 15% !



I drugim świetnym kodem rabatowym, jaki dla Was mam, jest kod do sklepu PLANTWEAR, gdzie znajdziecie piękne, ręcznie robione drewniane zegarki oraz okulary przeciwsłoneczne. Zegarek jest fantastycznie wykonany, zdecydowanie wyróżnia się na tle innych, przez co wzbudza duże zainteresowanie wśród rodziny i znajomych. Ja wybrałam model, który idealnie sprawdzi się na kobiecym, jak i na męskim nadgarstku.


KOD RABATOWY DO SKLEPU WWW.PLANTWEAR.PL - annasanecka10

Dzięki niemu Wasze zamówienie pomniejszy się o 10% !



Jeansy to stara kolekcja Zary.

Sukienka, to aktualna, nowa kolekcja Top Secret.

Na paznokciach lakier hybrydowy Semilac o numerze 121.

Torebka, to moja niezastąpiona Jet Set Travel od Michaela Korsa.



Zaprojektuj swój blog - wybierz jeden z mnóstwa gotowych szablonów na Nouw lub utwórz własny, metodą „wskaż i kliknij” - Kliknij tutaj

Likes

Comments

FASHION, OUTFITS, INSPIRATION


Dzisiaj mam dla Was stylizację z wykorzystaniem bardzo pożądanego modelu jeansów z Zary, oczywiście z kwiatowym wzorem. Rzadko mi się zdarza podążać za modą, ale w tym wypadku nie mogłam się pohamować przed zakupem.

Tutaj macie link do spodni --->KLIK


Stylizacja luźna, wygodna. Idealna na weekendowy spacer.

Kolejnym ulubionym elementem są BUTY! Prześliczne sliponki marki Carinii, które znalazłam na stronie ANSWEAR 

. Powiem Wam szczerze, że była to miłość od pierwszego zobaczenia. Buciki są bardzo wygodne, mięciutkie! A co najważniejsze, całe wykonane ze skóry, włącznie z wkładką w środku. Idealne na cały okres od wiosny do ciepłej jesieni. Stopa nie jest narażona na przegrzanie, dzięki dziurkom.



Zegarek i torebka | Michael Kors



Podczas weekendowego wyjazdu nie może Wam zabraknąć gadżetów. W moim przypadku słuchawki bezprzewodowe od SUDIO SWEDEN . Dostępne w różnych wersjach kolorystycznych. Przy okazji mam również dla Was małą niespodziankę.

Na hasło "ANNA.S15" macie 15% rabatu na stronie www.sudiosweden.com/pl


Likes

Comments

HAIR


Dzisiaj przychodzę do Was z tematem, który najczęściej wyszukujecie na moim blogu. Oczywiście chodzi o moje WŁOSY!

Żeby było Wam łatwiej zrozumieć, jak krętą drogę z nimi przeszłam zacznę od początku.

Byłam sobie szczęśliwą 16 - latką, ze zdrowymi, CIENKIMI włosami ( ponoć po babci ; ) ) Zawsze pragnęłam, jak inne koleżanki móc zafarbować włosy na inny kolor, ale niestety mama się nie zgadzała. Wtedy po kryjomu, razem z przyjaciółkami kupowałam tzw. szamponetki. Paskudztwo w saszetce. Na szczęście byłam na tyle mądra, że odcienie kupionych szamponetek nie były blond, rude czy czarne. Zawsze brązowe. Jednak głupiutkiej Ani było mało! ;)

Na wakacjach do liceum, czyli po skończonym gimnazjum gdy rodziców nie było w domu, poszłam do osiedlowego sklepu i kupiłam sobie farbę o odcieniu blondu ( był to rozjaśniacz ). Wróciłam do domu i przystąpiłam do dzieła. Farby oczywiście nie wystarczyło na całe włosy, ponieważ były zbyt długie aby udało się je pokryć jednym opakowaniem. Po spłukaniu i wysuszeniu się rozpłakałam ; ) Miałam na włosach, tak jak ja to mówię "jajecznicę" ; D Moje włosy wyglądały TRAGICZNIE. Długo się nie zastanawiając popędziłam do babci, która zabrała mnie do fryzjera. Tam zostałam uratowana ; ) Miałam wtedy fajnie zrobiony balejaż i byłam zadowolona z efektu. Nawet mamie się podobało i twierdzi do dziś że woli mnie w jasnych włosach. Co jakiś czas chodziłam do fryzjera robić odrosty. Nie powiem, było to męczące. Ale nie to jest w tym wszystkim najgorsze. Pewnie potraficie sobie wyobrazić, jak rozjaśniacz który sama sobie zaaplikowałam , później wizyty u fryzjerek, które również robiły mi koloryzację rozjaśniaczem - zniszczył moje włosy. Po pewnym czasie blond się znudził, więc stwierdziłam, że wracam do brązu. Oczywiście zaliczyłam wizytę u fryzjera i wyszłam z pięknym, lśniącym, czekoladowym brązem o zimnym odcieniu...który zaczął się wypłukiwać do rudości... Fryzjerki pracowały na farbach Matrix z tego co pamiętam. Moje włosy wyglądały fatalnie, ale przez pewien czas postanowiłam nie farbować, bo ich stan był fatalny. Wiecie co później zrobiłam? Nie uwierzycie!

Znów zrobiłam blond! Boże!

Teraz, jak piszę Wam ten post, chce mi się śmiać z własnej głupoty, ale wtedy wcale śmiesznie nie było. Później długi czas miałam włosy blond, praktycznie całe liceum. Z racji tego, że miałam balejaż mój odrost wyglądał jak ombre ; ) Wtedy zaczęło być modne, więc stwiedziłam, że taki sposobem wrócę do naturalnego koloru.

Droga była bardzo ciężka. Mimo podcinania włosów, końcówki jak i całe włosy w miejscach pokrytych farbą były w fatalnym stanie. Końcówki spalone, połamane. Włosy normalnie się kruszyły. Zapomniałam dodać, że byłam MISTRZYNIĄ PROSTOWNICY przez cały ten okres, codziennie prostowałam włosy...ahhhh.

Na głowie miałam po wysuszeniu SIANO. Wpadłam w pułapkę. Podejmowałam wiele prób, żeby włosów nie prostować, jednak po umyciu i wysuszeniu wyglądały jeszcze gorzej. Dlatego musiałam je prostować. Nie było wtedy widać jak bardzo są zniszczone a co za tym idzie musiałam je codziennie rano myć, a pod wieczór robiły się już mega nieświeże.

w pewnym momencie się zawzięłam. Stwierdziłam, że nie mogę codziennie myć włosów, bo po pierwsze jest to nie zdrowe dla naszej skóry głowy, po drugie zużywałam tony szamponów, a po trzecie włosy były tak przyzwyczajone do mycia, że wieczorem były już "tłuste".


CO MNIE URATOWAŁO ?

KOK! Zaczęłam spinać włosy w koka, w którym nie raz widzicie mnie do dziś. Dzięki niemu nie musiałam ich prostować i oduczyłam je codziennego mycia. Z własnego doświadczenia Wam mówię, że SIĘ DA.

Trzeba tylko mnóstwa czasu i cierpliwości.

Odstawiłam prostownicę, włosy suszę zimnym powietrzem ( chyba, że mi się spieszy to ciepłym, ale ostatnie 2 minutki suszenia przełączam na tryb zimny ). Nie chodzę spać z mokrymi włosami, bo wilgotne środowisko jest idealne dla bakterii i grzybów, a chyba nie chcemy ich we włosach, prawda? ; )

Używam profesjonalnych szczotek do ich rozczesywania np: The Wet Brush, Tanglee Tezzer, czy też ostatnio zaopatrzyłam się w szczotkę od Olivia Garden i jestem z niej bardzo zadowolona.

Jeżeli chodzi o kosmetyki, ZDECYDUJCIE SAME czego chcecie używać. Ja jedynie mogę Wam podpowiedzieć jak wybierać odpowiednie. Czytajcie SKŁAD!


JAKICH SUBSTANCJI WARTO UNIKAĆ W KOSMETYKACH DO WŁOSÓW?

1. SLES, SLS( Sodium Laureth (Lauryl) Sulfate / Ammonium Lauryl Sulfate / Sodium Mureth Sulfate )

2. PARABEN

3. PROPYLENE GLYCOL/ XYLENE GLYCOL

4. PARFUM ( Benzyl Benzoate, Citral, Limonene, Linalool )

5. PEG/PPG ( Glikol Polietylenowy, Makrogol, Polietylenoglikol , Carbowax, PEO )

6. DIMETHICONE ( Latex, Methyl Silicone, Dimethyl Silicone )

7. COCAMIDOPROPYL BETAINE


Dzięki temu, że kilka lat temu się zawzięłam i zaczęłam dbać o włosy, dzisiejsza koloryzacja ich nie niszczy. Po powrocie do naturalnego koloru ( który bardzo szybko mi się znudził ) postanowiłam zrobić ombre, z którym chodzę do dziś! ; ) W niedalekiej przyszłości planuję wizytę u fryzjera aby je odświeżyć i od nowa nadać im ładny kolor. Osoby, które obserwują mnie na INSTAGRAMIE wiedzą, że zaczęłam zapuszczać grzywkę, aby całkowicie z niej zrezygnować.

Przetestowałam w swoim życiu "hektolitry" przeróżnych szamponów, odżywek, masek, olejków i licho wie co jeszcze! I wiem jedno, najważniejszy jest skład. NIE MARKA, NIE REKLAMA - SKŁAD. To od Was zależy jak będziecie traktować swoje włosy. Jeżeli macie historię podobną do mojej, ale do tej pory nie dajecie sobie z nimi rady..


OTO KILKA MOICH WSKAZÓWEK : ( 10 ZŁOTYCH RAD )

1. Nie myję codziennie włosów. Robię to 2 razy w tygodniu, ponieważ myjąc codziennie wypłukujemy naturalną warstwę ochronną i wpadamy w błędne koło - im częściej myjemy, tym bardziej się przetłuszczają.

2. ODSTAWIAMY PROSTOWNICĘ. Nie będę się rozpisywać na jej temat, bo jestem pewna, że zdajecie sobie sprawę ze skutków jej używania.

3. Suszymy włosy ZIMNYM POWIETRZEM. Jeżeli Wam się spieszy i nie macie czasu, aby poświęcić na suszenie włosów dłuższej chwili, zróbcie to tak jak zwykle, jednak ostatnie 2 minutki przełączcie na tryb zimny.

4. ZAWSZE rozczesujcie włosy przed ich umyciem. Ułatwi Wam to ich pielęgnację oraz rozczesanie po myciu.

5. Nie czeszemy włosów grzebieniami. Tylko odpowiednie SZCZOTKI. Najlepiej profesjonalne.

6. Maskę do włosów stosujcie nie częściej niż 2 razy w tygodniu. Odżywkę natomiast przy każdym myciu. Jeżeli myjecie włosy tak jak ja, czyli 2 razy w tygodniu to odżywka nie będzie Wam potrzebna.

7. PODCINAJCIE WŁOSY regularnie co 3 miesiące. Kilka centymetrów. Same zdecydujcie ile. Ja podcinam około 5cm za każdym razem.

8. NIE CHODŹCIE SPAĆ Z MOKRĄ GŁOWĄ! To idealne środowisko dla bakterii i grzybów, które kochają wilgoć.

9. Myjcie szczotki, grzebienie i inne przyrządy do pielęgnacji włosów.

10. Używajcie dobrych kosmetyków. Pisząc DOBRE , nie mam na myśli drogie. Czytajcie składy. Jeżeli Wasze końcówki są bardzo zniszczone, po wysuszeniu wcierajcie w nie specjalne olejki.


Likes

Comments

FASHION, LIFESTYLE, OUTFITS


Wiecie, że kocham nieco kontrowersyjne, a zarazem życiowe tematy. Dzisiaj postanowiłam również takowy poruszyć. Pewnie zastanawiacie się, co znów wymyśliłam i na jaki temat chcę się wypowiedzieć. Dzisiaj na świeczniku stawiam MACIERZYŃSTWO. Ale nie, nie będę poruszać tematów głownie z dziećmi związanymi. Dzisiaj coś ode mnie.



Instynkt macierzyński. Czy coś takiego w ogóle istnieje? Od pewnego czasu zadaję sobie właśnie to pytanie. Bo nie od dziś wiem, że chcę mieć dzieci i zostać mamą, ale czy kiedyś poczuję to bardziej? Czy będzie jak teraz tylko ze świadomą decyzją, że to już czas ? Nie wiem.

Rozmawiając z koleżankami, które zdecydowały się zostać matkami, nie padają słowa INSTYNKT MACIERZYŃSKI. Jest to bardziej decyzja, która jest następstwem ślubu. A więc właśnie, czy ten tekst nie jest przereklamowany? Ja mam dopiero 22 lata. Być może dla innych JUŻ 22. Ciężko mi sobie wyobrazić, że moja mama będąc w moim wieku miała już dwuletnie dziecko ( mnie ). Ciężko mi sobie wyobrazić na dzień dzisiejszy siebie w roli mamy. Na tym etapie życia, w którym jestem i w wieku w którym jestem nie wyobrażam sobie jeszcze zostać mamą. Może to puste i próżne, ale ważniejszy jest dla mnie mój związek, zabawa, a przede wszystkim rozwój. Chcę się wyszaleć, spełniać zawodowo bez żadnych oporów, zahamowań i większych obowiązków niż zakupy spożywcze i płacenie rachunków. Życie na własny koszt zaczęło się u mnie dość szybko. Decyzja o studiach zaocznych i chęć pracy wzięła górę, z czego bardzo się cieszę. Ale na dzień dzisiejszy własne utrzymanie się jest największym obowiązkiem w moim życiu.

Zdaję sobie sprawę, że decyzja o posiadaniu dziecka to nie jest łatwa sprawa. To decyzja na całe życie, a przynajmniej na jego ogromną część. To prawdziwa odpowiedzialność już nie tylko za siebie, ale za drugiego, najważniejszego w życiu człowieka. Nie może być podjęta pochopnie, pod wpływem emocji. Chciałabym zdecydować, czuć się gotowa i przygotowana, a na dzień dzisiejszy się taka nie czuję.

Koleżanki pytają: A CO JEŚLI WPADNIESZ?

Hmmmm, dzisiaj śmiało mogę powiedzieć, że NIGDY nie nazwałabym tego błędem, wpadką czy pomyłką. Cieszyłabym się. NAPRAWDĘ. Wiem, że trochę przeczy to temu, co napisałam wyżej. Ale to są zupełnie dwie inne sytuacje. Jeżeli mogę wybrać, wybiorę tę pierwszą, w której ja zdecyduję KIEDY.

Może nie wyglądam, ale jestem TRADYCJONALISTKĄ. Najpierw zaręczyny ( odhaczone ) , później ślub ( jeszcze nie zaplanowany ), później błogi okres samotnego małżeństwa...a potem wspólna decyzja o rodzicielstwie. Takiej kolejności pragnę. Ale czy faktycznie tak będzie? Nic w życiu nie jest pewnym.


Na paznokciach lakier z Semilaca, ale niestety nie pamiętam jaki numer ; )



Spodnie - Medicine

Sukienka - Kokoloko ( szukajcie ich na facebooku, lub na instagramie @__kokoloko__ )

Szalik - Top Secret


Likes

Comments

FASHION, OUTFITS


W końcu przygotowałam dla Was stylizację, która od dłuższego czasu chodziła mi po głowie. Jak wiecie, uwielbiam łączyć styl sportowy z eleganckim. W tym przypadku eleganckim elementem jest długi, camelowy płaszcz o prostym kroju, który każda kobieta powinna mieć w swojej szafie. Mam wielką nadzieję, że ta stylizacja przypadnie Wam do gustu. Podczas zdjęć towarzyszyła nam przepiękna, wiosenna pogoda. Takie poniedziałki mogłyby być zawsze! Do stylizacji dobrałam swoją ukochaną pierwszą torebkę od Michaela Korsa, sportowy t-shirt i moje nowe najpiękniejsze buciki New Balance, model 500.

Poniżej, wraz ze zdjęciami znajdziecie kod rabatowy do sklepu z obuwiem, w którym możecie kupić takie buciki, ale też wiele innych modeli, a także innych marek na które otrzymacie 20% rabatu.



Spodnie pochodzą z Zary z nowej kolekcji.


Likes

Comments

LIFESTYLE, OUTFITS


Tak, wiem że trochę długo kazałam Wam czekać na post o kolejnych 50 faktach o mnie. Mam nadzieję, że do drugiej części również podejdziecie z dystansem i uśmiechem. Dziwiliście się, jakim sposobem udało mi się znaleźć aż tyle, ale gdy chwilę przeanalizujemy nasze życie/dzień/tydzień , fakty pojawiają się same. A wiec do dzieła!

51. Mam słabość do wszelkiego rodzaju zegarków.

52. Pierścionki zaczęłam nosić dopiero po oświadczynach.

53. Jestem narzeczoną od 29 października 2016.

54. Uwielbiam chipsy. Zwłaszcza Paprykowe Lays prosto z pieca ; ))

55. Nie zliczę na wszystkich palcach mojego ciała, ile razy podejmowałam próby odchudzania ; )

56. W przyszłości chciałabym mieć jedno dziecko, ewentualnie dwoje.

57. Uwielbiam się dużo i głośno śmiać.

58. Rodzina jest dla mnie NAJWAŻNIEJSZA.

59. Na bezludną wyspę zabrałabym wino i czekoladę ;))

60. Najbardziej cenię w ludziach szczerość.

61. Nie znoszę zakupów w galeriach. Omijam je szerokim łukiem jeśli tylko mogę.

62. Noszę rozmiar 38/40.

63, Nie wiem co chcę robić w życiu, jeszcze nie mam sprecyzowanych celów.

64. Przez wszystkie lata szkolne miałam problem z matematyką.

65. Uwielbiam długie kąpiele we wrzącej wodzie ;)

66. Marzę o wakacjach w Grecji, co zamierzam w tym roku spełnić.

67. Nie ufam ludziom.

68. Znajomi czasem twierdzą, że jestem złośliwa i zbyt bezpośrednia.

69. Gdy poznałam Mariusza w wieku 15 lat ( on miał 21 ) kłamałam rodzicom, że ma 18 ;-D

70. Moja ulubiona sieciówka to Zara.

71. Ukochane perfumy to Chanel Mademoiselle i Trussardi Donna.

72. Chciałabym mieć własnego quada.

73. Moja miłość do Wandzi ( kota ) nie zna granic.

74. Nie prostuję włosów, podcinam końcówki ok 5 cm co 3,4 miesiące.

75. Nie lubię nosić srebra, najlepiej czuję się w złotej biżuterii.

76. Gdy gotuję/piekę, kuchnia wygląda jak po przejściu tornada.

77. Nie lubię ludzi, którzy ciągle narzekają.

78. Uwielbiam robić zdjęcia, jeśli ktoś chciałby sesję, zapraszam na priv na instagramie! <3

79. Posiadam lustrzankę Canon 700d z dwoma cudownymi obiektywami.

80. Moja ulubiona aktorka to Jennifer Aniston. Uwielbiam wszystkie komedie z jej udziałem.

81. Nie znoszę leżeć ( opalać ) się na słońcu.

82. Nigdy nie miałam nic złamanego ( odpukać ) ; ))

83. Panicznie boję się pająków i innych robaków.

84. Ulubiony kolor? Szary!

85. Większość zakupów robię online.

86. Uwielbiam pomadki w mocnych kolorach.

87. Uwielbiam dostawać kwiaty.

88. Nie toleruję chamstwa.

89. Moje ulubione pory roku to jesień i wiosna.

90. Marzę o LV Eva lub Pochette Metis.

92. Uwielbiam chodzić w wyższych butach.

93. Jack z colą to jest to! <3

94. Uwielbiam spotkania i wypady z przyjaciółmi.

95. Jestem strasznym śpiochem.

96. Słucham bardzo głośno muzyki, zwłaszcza podczas jazdy samochodem.

97. Jestem szalona i nieprzewidywalna.

98. Kiedyś piłam dużo kawy.

99. Uwielbiam koktajle owocowe.

100. Uwielbiam moich CZYTELNIKÓW.


Likes

Comments

FASHION, LIFESTYLE, OUTFITS


Momentami zastanawiam się czy tylko ja mam odmienne zdanie na pewien temat i czy tylko ja taka jestem. Mianowicie chodzi mi o czas dla siebie. Tak, wiem, że nie mam jeszcze rodziny i obowiązku w postaci dziecka. Póki co na razie nie planuję, ale to temat rzeka do wykorzystania w innym wpisie. Ale do sedna ; ) Staram się być osobą niezależną, ale trzeźwo myślącą. Nie wiem jak będę podchodzić do takich spraw mając dziecko, ale czy Wy też jesteście zdania, że niektóre młode mamy ( nie tylko młode ) czasami przesadzają? Wszędzie jest DZIECKO. Milion zdjęć, milion filmików..pierwszy ząbek, pierwsza kupka. Tak, irytuje mnie to nieziemsko. Jestem zdania, że ludzie nie powinni wrzucać aż tak prywatnych zdjęć, pokazujących swoje maleńkie dzieci. Przecież nie wiedzą, czy dziecko by tego chciało? Żeby setki ludzi oglądało je z gołą pupą podczas kąpieli. Można się ze mną nie zgadzać, bo przecież w wakacje na plaży dziecko też paraduje sobie swobodnie na golasa, ale w internecie nic nie ginie, wręcz przeciwnie..zostaje na zawsze.

Druga sprawa. Dlaczego posiadając dziecko czas dla siebie to rzecz nieosiągalna? Przecież jest jeszcze facet, teściowie, rodzice. Nie popieram tego, że kobiety tak bardzo zatracają się w swoim macierzyństwie, że nie mają chwili dla siebie w postaci spotkania przy winie z przyjaciółkami ( bez dziecka ), małych zakupach ( nie tylko spożywczych ) czy zwykłych przyziemnych potrzebach jak pójście do fryzjera. Na instagramie jest naprawdę wiele młodych matek, od których aż kipi energią i szczęściem, które kochają swoje dziecko nad życie, ALE nie zapominają w tym wszystkim o sobie. Też chciałabym kiedyś taka być. Chciałabym wychować swoje dziecko najlepiej jak potrafię, obdarzyć je wielką troską, miłością i szczęściem. Ale nigdy nie chciałabym dopuścić do momentu, w którym zatraciłabym siebie i potrzebę własnego szczęścia na poczet innych. Najlepszym przykładem, czy wzorem jest moja mama. Nigdy nie pamiętam jej nie zadbanej, nie uczesanej ( chyba że późnym wieczorem gdy nakładałyśmy maseczki upiększające ; )). Odkąd pamiętam, świetna fryzura, makijaż, zrobione paznokcie. Czas na fryzjera, na zakupy czy ulubione seriale, ale też na spotkania z przyjaciółkami. Fakt, w moim wychowaniu oprócz rodziców BARDZO pomagali dziadkowie, a nie wszyscy mają taką możliwość.

Mam wielką nadzieję, że przyjmiecie ten post z dystansem. Że nie potraktujecie go tekstem " Jakim prawem ona wypowiada się na tematy o których nie ma pojęcia?! ". Chciałam LUŹNO wyrazić swoje zdanie na ten temat. Taką poczułam potrzebę, aby Wam to powiedzieć.

Moim pojęciem jest jedynie to, co ja widzę w okół siebie. Pośród rodziny, koleżanek, znajomych. Moim zdaniem, aby być szczęśliwą i spełnioną kobietą czasem trzeba zaszaleć, wyjść do ludzi, choć na poczet wieczoru zapomnieć o problemach i psychicznie odpocząć. Mój post nie dotyczy tylko kobiet, które mają dzieci. Dotyczy również młodych żon, które po ślubie nie wychodzą z domu, albo co gorsza zazdrosny mąż im nie pozwala., a one chcąc uniknąć awantury odmawiają przyjaciółce spędzenia wspólnego wieczoru/dnia/popołudnia.

Nie róbcie sobie tego. Jestem zdania, że na wszystko można znaleźć czas. Na macierzyństwo, prowadzenie domu, ale i czas dla siebie w postaci zajęć fitness, spotkania przy kawie z przyjaciółką czy na swobodnej wizycie u fryzjera. Pamiętajcie, że najważniejsze jest NASZE szczęście. Gdy my będziemy szczęśliwe, cały świat i ludzie wokół nas również.


Likes

Comments

FASHION, LIFESTYLE, OUTFITS


Dzisiaj chciałam poruszyć temat, który wiele z Was zna z autopsji. Jestem przekonana, że młodzi ludzie ( w tym ja ) popełniają wiele błędów i żałują wielu decyzji. Dostaję od Was codziennie różne wiadomości, o przeróżnej, czasem dziwnej tematyce. Pytacie, dlaczego takie studia, dlaczego taka praca.

Jeżeli chodzi o studia, to będę z Wami szczera. Niczego w życiu do tej pory tak nie żałuję, jak wybranego kierunku studiów. Sama nie wiem, co sobie wyobrażałam. Chciałam pracować w służbach mundurowych i na pierwszym roku wydawało mi się to całkiem realne, ale teraz? Doszłam do wniosku, że wszyscy w okół za dużo wymagają od 19 letnich młodych ludzi tuż po maturze, którzy muszą wybrać odpowiedni kierunek studiów i podjąć życiową decyzję, co chcą robić w życiu. Ja myślałam, że to wiem, jednak czas i małe życiowe doświadczenia zdecydowały inaczej. Prowadziłam z mamą wojny wszechświata, jeśli chodzi o tryb moich studiów. Mama chciała, abym studiowała dziennie, jednak ja się uparłam, że chcę iść do pracy i akurat to była dobra decyzja.

Kiedyś nie myślałam, że pracując w służbach mundurowych nie zna się dnia ani godziny, kiedy przełożony zadzwoni w środku nocy, sprawdzając czas gotowości do służby. Że nie ważne, że niedziela, że rodzina, że ślub czy nowy rok. Służba jest zawsze, 24 godziny na dobę. Z biegiem czasu stwierdziłam, że to nie dla mnie. Że nie chcę pracować w niedzielę, kiedy jest czas dla rodziny. Że nie chcę, aby ktoś narzucał mi wygląd mojej fryzury i ubioru. Zdecydowanie lepiej czuję się kobietą, w makijażu, zrobionych paznokciach i swoich ubraniach.

Pytacie, czemu w takim razie nie rzuciłam studiów? A dlatego, że jeśli już coś zacznę, chcę to dokończyć. Tak było i w tym wypadku. Nie oszukujmy się, studia zaoczne sporo kosztują, więc miałabym zmarnować tyle forsy? Nigdy!

Jestem na ostatniej prostej do zakończenia 3 roku, czyli po obronie pracy będę mieć tytuł licencjata. I co dalej? Wciąż biję się z myślami, czy iść na studia magisterskie. Dla absolwentów mojego kierunku to tylko 3 semestry. Niby krótko, pójdzie szybko..ale czy jest sens? Nie wiem, muszę podjąć kolejną decyzję, bo przecież pieniądze na studia nie rosną na drzewach ; )

Gdybym mogła cofnąć czas ( niestety nie mogę ) wybrałabym zupełnie inny kierunek. Znając życie, teraz również bym żałowała, i zazdroszczę ludziom, którzy w wieku 19 lat wiedzą co chcą robić w życiu, idą na takie właśnie studia, a później pracują w zawodzie.


Jeżeli chodzi o pracę, to pamiętam to jak dziś. Moja pierwsza w życiu praca zaczęła się w październiku, wraz z rozpoczęciem pierwszego roku studiów. Pracowałam w galerii handlowej, jako doradca klienta w salonie odzieżowym. Po ponad roku zamknęli sklep, a ja w tydzień znalazłam kolejną pracę, na takim samym stanowisku. Jednak w tej drugiej pracy byłam w gorszej sytuacji, bo moje życie przez 7 miesięcy nie było kolorowe. Byłam wyłączona z mojego związku i życia towarzyskiego. Oprócz pracy w tygodniu, dwa weekendy w miesiącu spędzałam w pracy od 10 do 21, a kolejne dwa weekendy 130 km od domu w Krakowie na studiach. To był okropny, beznadziejny czas, którego nie chcę pamiętać. W międzyczasie dostałam awans na dekoratora ( Visual Merchandiser ), ale pracowałam również jako doradca klienta. Szczerze? z tamtego okresu nie mam żadnych wspomnień. Można powiedzieć, że wtedy nie żyłam normalnym życiem. Po pewnym czasie nie wytrzymałam, zbliżały się wakacje, a ja zrezygnowałam ze stanowiska doradcy klienta. Teraz pracuję tylko jako dekorator, uwielbiam to robić. Odnajduję się w tym jak nikt inny. Myślałam nawet aby zrobić kurs Visual Merchandisingu, ale może w przyszłości i pracując w innym salonie, bo w tym w którym jestem teraz nikt by tego nie docenił i nie przyniosłoby to dla mnie żadnych korzyści.


Szczerze? Nadal nie wiem co chcę robić w życiu. Wciąż nie odnalazłam pomysłu na siebie i wiem, że nie jestem jedyna. Najważniejsze jest to aby nie robić nic wbrew sobie. Kiedyś tego nie rozumiałam. Myślałam, że trzeba brać co dają, nie oglądać się na lepsze. Dziś wiem, że jeśli tkwimy w czymś co nas unieszczęśliwia, nie daje nam satysfakcji i czujemy się niedocenieni, zmieńmy to.


Likes

Comments

FOOD


Tym razem postanowiłam się z Wami podzielić moim ulubionym przepisem na ciasto marchewkowe. Ta wersja ciasta nie pochodzi z żadnej konkretnej strony, ponieważ ten przepis jest jednym wielkim mixem wszystkiego w okół moją metodą prób i błędów. Ja jedynie mogę Wam zagwarantować, że ten przepis jest bardzo prosty i nie może się nie udać! A więc do dzieła!



SKŁADNIKI NA CIASTO :

2 jajka

200 g cukru pudru

150 ml oleju roślinnego

250 g drobno startej marchewki

60 g drobno posiekanych orzechów włoskich

3 krążki posiekanego w kostkę ananasa z puszki

50 g wiórków kokosowych

200 g mąki

1 łyżeczka cynamonu

1 łyżeczka sody

1/2 łyżeczki proszku do pieczenia

szczypta soli


KREM :

2 opakowania serka almette ( możecie użyć też philadephia, twój smak )

kilka łyżek wiórków kokosowych

100 g miękkiego masła

100 g cukru pudru ( dodajcie na tyle aby krem był dla Was odpowiedni w smaku )

i na wierzch do dekoracji orzechy włoskie


SPOSÓB PRZYGOTOWANIA :

Jajka w temperaturze pokojowej ubić na gładką, jasną masę. Dodać cukier i ubijać do momentu otrzymania puszystej masy. Podczas ubijania na wysokich obrotach, dolewać bardzo powoli, cieniutkim strumieniem olej.

Dodać ananasa, marchewkę, orzechy oraz wiórki kokosowe i delikatnie wymieszać szpatułką.

Do tak powstałej masy przesiać mąkę, cynamon, proszek do pieczenia, sodę oraz sól i bardzo delikatnie wymieszać do połączenia.

Piekarnik nagrzać do 150 stopni ( bez termoobiegu - u mnie góra dół )

Sam spód tortownicy wyłożyć papierem do pieczenia i wylać ciasto. Piec około 1 godziny do tzn suchego patyczka. Jeśli będzie konieczne wyjąć szybciej, lub piec dłużej.


KREM:

Ubić cukier puder z miękkim masłem, dodać serek cały czas ubijając. Następnie wsypać wiórki kokosowe. Porządnie wystudzone ciasto przekrawamy na pół i smarujemy jeden placek kremem, następnie przykrywamy go drugim i smarujemy wierzch i boki ciasta. Na sam koniec posypujemy rozdrobnionymi orzeszkami włoskimi.


SMACZNEGO! ; )


ps. Po przygotowaniu ciasta należy schłodzić je przez noc w lodówce! ; )


  • FOOD

Likes

Comments

OUTFITS


Zapewne część z Was zna już to klimatyczne miejsce, które wiele razy pojawiało się na moim instagramie. Na blogu pojawia się pierwszy raz, ale gwarantuję Wam, że nie ostatni. Jest to Punkt Widokowy w miejscowości Wola Krogulecka. Z racji tego, że mieszkam w Beskidzie Sądeckim, mam dostęp do wielu tak pięknych miejsc. Niestety widoczność była kiepska i mgła trochę popsuła nam zdjęcia. Podczas idealnej pogody widoki są nieziemskie. Mam nadzieję, że w przyszłości pogoda bardziej się uda, a ja będę mogła pokazać Wam oprócz siebie, jeszcze piękne widoki! Na dzień dzisiejszy musi Wam to wystarczyć! ; )



Przyznam się Wam szczerze, że zmarzłam na tych zdjęciach jak nigdy! Ale czego się nie robi na potrzeby fajnej stylizacji! ; )



Przyznam się Wam szczerze, że miałam nadzieję na lepszą pogodę. Dzięki temu moglibyście zobaczyć przepiękne widoki i tło do zdjęć. Moim zdaniem nawet podczas takiej pogody to miejsce jest magiczne ; )



Znacie mnie z tego, że lubię łączyć różne, na pozór nie pasujące rzeczy. Elegancki płaszcz, połączyłam z białymi trampkami, które jak wiecie, moim zdaniem pasują absolutnie do wszystkiego ; ) Uwielbiam sportowe obuwie, latem noszę je nawet do sukienek i spódnic. Są tu jacyś miłośnicy sneakersów? ; ))


Likes

Comments